» Film » Seriale » The Clone Wars #04. Destroy »Malevolence«

The Clone Wars #04. Destroy »Malevolence«


wersja do druku
The Clone Wars #04. Destroy »Malevolence«
Grievous jest w odwrocie. Nim jego potężny okręt zdołał zniszczyć medyczną stację kosmiczną Republiki, Anakin Skywalker wraz ze swoją eskadrą skutecznie obezwładnił "Malevolence". To jednak nie koniec bitwy. Separatyści mają jeszcze jednego asa w rękawie: Senator Padmé Amidalę, która za sprawą machinacji Dooku wpada w ręce Generała Armii Droidów... Plan, jak każdy dobry dowódca wie, to klucz do zwycięstwa w bitwie. W Star Wars zazwyczaj mamy do czynienia albo z planami w rodzaju "wejdziemy do środka, rozwalimy wszystkich i potem będzie impreza", albo skomplikowanymi, przemyślanymi i niezwykle ryzykownymi, gdzie nieodzowne są jakieś ofiary – nie dziwi więc, że najczęściej takie plany spotykamy w książkach. A te prostsze? We wszystkich gwiezdnowojennych filmach i serialach. Specjalizuje się w nich zwłaszcza porywczy Anakin Skywalker, a ponieważ jest on głównym bohaterem Gwiezdnej Sagi, nie należy się dziwić, że gdy obejmuje nad czymś pieczę, nawet najgłupszy i najprostszy plan musi wypalić. Oto jak jeden z nich sprawdza się w Destroy "Malevolence", czwartym odcinku serialu The Clone Wars. The plan is only as good as those who see it through. Jak może się kończyć odcinek nazwany Destroy "Malevolence"? Naturalnie zniszczeniem tegoż tytułowego okrętu. Jeśli jednak ktoś spodziewał się gwiezdnowojennej wersji słynnego polowania na "Bismarcka", ten się zawiedzie. Ja się wprawdzie tego nie spodziewałem, ale mimo wszystko po obejrzeniu epizodu byłem mocno zawiedziony. Drużyna Dave'a Filoniego zaprezentowała nam bowiem kolejny rozdział czegoś, co można by było nazwać "Przygodami Anakina Skywalkera" – ze wszystkimi tego ułomnościami, czyli: niezniszczalnymi Jedi, głupimi droidami, licznymi nielogicznościami i wielkim wybuchem na finiszu. Najbardziej zdenerwowało mnie bzdurne wprowadzenie na scenę Padmé – dziwna misja dyplomatyczna i wyjście z nadprzestrzeni tuż przed dziobem "Malevolence", którego akurat ściga Anakin? To brzmi jak jakaś słaba parodia Gwiezdnych wojen i mym skromnym zdaniem jest najtańszym z tanich chwytów, wypadającym na ekranie co najwyżej nijak. Twórcy, miast pójść za ciosem i pokazać nam dramatyczną walkę okrętu Grievousa o ocalenie, obrócili się o sto osiemdziesiąt stopni i zrobili brzydką powtórkę z dwudziestu pierwszych minut Zemsty Sithów. Wystarczy wymienić Palpatine'a na Padmé, dodać do równania C-3PO – i macie Destroy "Malevolence". Chodzenie na łatwiznę jest w modzie. Na pewno nie można zarzucić czwartej części serialu braku wartkości akcji. Ba, ta jest tak szybka, że ledwo zostajemy wchłonięci przez obraz, a już pojawiają się błękitne napisy końcowe. Człowiek wpatruje się tępo w ekran i zastanawia "Hej, to już wszystko?". Szkoda tylko, że za tymi słowami nie można powiedzieć gromkiego "Ale ja chcę więcej!". A gwarantuję, że nie będziecie chcieli więcej. Jakie jeszcze plusy warte są wymienienia? Część dialogów brzmiała autentycznie zabawnie. Zaśmiałem się, kiedy Anakin rzucił do Obi-Wana "Wszystkiego nauczyłem się od ciebie", a w odpowiedzi dostał "Och, żeby to tylko było prawdą...". Spodobała mi się także żonglerka frazą "Hello there", którą to w Epizodzie III Obi-Wan uraczył Grievousa, teraz zaś Grievous Obi-Wana. Ale – znowu – wolałbym, aby scenarzyści ograniczyli liczbę takich cytatów z filmowej Sagi, a zamiast tego napisali nam coś, co byłoby na tyle dobre, aby samo doczekało się kopiowania. Niestety, tak jak jedna jaskółka nie czyni wiosny, tak kilka dobrych tekstów nie czyni Destroy "Malevolence" dobrym epizodem. Nie jest to wprawdzie porażka na całej linii, jednak w porównaniu do pierwszych dwóch części trylogii o "Malevolence", ogromny zawód i zdecydowany krok w tył. Odnosi się nieodparte wrażenie, że autorzy odcinka bez ładu i składu wrzucili do jednego garnka główne postacie prequeli, dodali parę blasterowych strzałów, szczyptę głupoty, wymieszali i wylali to wszystko zanim się na dobre zagotowało. A wiecie co jest najlepsze? Nie było w tym garnku Ahsoki (tym razem dostała jej się trzecioplanowa rola). Jak widać wcale nie potrzeba żadnej nastoletniej padawanki Jedi, by popsuć naprawdę dobry materiał i zmarnować potencjał na świetną opowiastkę z Wojen Klonów. Oby ten epizod był tylko wypadkiem przy pracy. Ciekawostki:
  • jedna z trzech ścigających "Malevolence" jednostek jest okrętem flagowym Skywalkera, co odzwierciedlone jest w barwie wież statku;
  • we wcześniejszej wersji scenariusza Padmé i C-3PO przybywają na pole bitwy, by pomóc w ewakuacji centrum medycznego (w Shadow of "Malevolence" pojawia się wzmianka o statkach Naboo spieszących na pomoc);
  • droidy-strażacy w hangarach "Malevolence" są pomalowane w sposób przypominający mundury amerykańskich strażaków;
  • w scenariuszu plan Anakina odnośnie dostania się na pokład "Malevolence" uwzględniał ryzykancki mikro-skok, który umieściłby "Zmierzch" o centymetry od kadłuba jednostki Separatystów;
  • design pociągów wewnątrz "Malevolence" inspirowany był jednostkami MTT z Mrocznego widma;
  • ostatnie ujęcie w odcinku po raz pierwszy zbiera wszystkie główne postaci prequelów w jednym kadrze. Do tej pory nie udało się tego dokonać – najbliżej był Epizod I, gdzie brakowało jedynie C-3PO.
Linki:
4.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Komentarze


SethBahl
   
Ocena:
0
Jestem zawiedziony. Po zajawce jaka na CN poleciała w tydzień wcześniej po poprzednim odcinku spodziewałem się czegoś conajmniej rewelacyjnego, a tu... to.

Co prawda żonglerka tym "Hello there" jest świetna, ale wciskanie na chama i gdzie popadnie textów z filmów, seriali i diabli wiedzą czego jeszcze staje się irytujące. Podejrzenia o brak pomysłów zaczynają się potwierdzać (może Lucas to złapał przy klapie tego elementu w RotS?).

Padmé faktycznie wprowadzona od dupy strony - kompletny brak koncepcji.

Generalnie najsłabszy odcinek dotychczas, choć uważam że mocno przesadziłeś z oceną. Ale jako że jestem przeciwnikiem ocen jako takich, to nie będę się o cyferki wykłócał ;].
24-10-2008 20:40
Jedi Nadiru Radena
   
Ocena:
0
Ocena to też kwestia pewnego wrażenia po seansie - a moje wrażenia było bardzo złe. Nawet jeśli sam odcinek na 100% obiektywnie nie zasługuje na 4/10, to jednak liczy się też, jakie emocje wywołuje.
25-10-2008 09:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.