» Scenariusze » Wszyscy moi oszukani

Wszyscy moi oszukani


wersja do druku

Scenariusz wyróżniony w konkursie Quentin 2011

Autor: Redakcja: Galmadrin
Ilustracje: Adrianna Macierzyńska

Wszyscy moi oszukani
Prezentujemy wyróżniony w konkursie Quentin 2011 scenariusz autorstwa Kamila 'Talandora' Sobierajskiego Wszyscy moi oszukani do systemu Zew Cthulhu.

Dziękujemy wydawnictwu Galmadrin za redakcję i skład tekstu. Okładkę specjalnie na potrzeby tej publikacji wykonała Adrianna Macierzyńska.

Pobierz plik (PDF, 41 MB)



Czytaj również

Evernight: Smocza szczodrość
Krótka opowieść z Waluzji
La Revolution
Wyróżnienie w konkursie Quentin 2011
Utracone Dziedzictwo
Finalista konkursu Quentin 2011
Zgrozy: Wernisaż
Zabójcza sztuka
- recenzja
Zew Cthulhu: Cienie Tatr
Góralu, czy ci nie żal?
- recenzja
Zew Cthulhu: Zestaw Startowy
Nauka z horrorem
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Talandor
   
Ocena:
+2
@Sting, @Aesandill.

Źle mnie odebraliście. Jestem bardzo daleki od oburzania się na krytykę. Całą ją przyjąłem i ze wszystkim się zgadzam.

Mój długi tekst komentarza, miał wyrażać zdziwienie nad niespodziewanym faktem. Jakim jest wydźwięk pierwszych komentarzy. Miał też pokazać że nie jest to wina redakcji, ale moja.

Nie bronię się na siłę, (tupiąc nóżką) i się obrażając. I mam dość dystansu by niczego nie brać do siebie osobiście.

Praca ta posłużyła do tego do czego miała służyć. Do wyciągania wniosków. W nowym tekście który piszę, zwracam na nie uwagę.
18-10-2011 14:48
narsilion
   
Ocena:
+8
Mnie też zniechęciły błędy. Szkoda, bo Zew Cthulhu lubię. Ale naprawdę – szkoda mi czasu. Mam inne rzeczy do przeczytania. Jeślibym zobaczył w księgarni czy bibliotece tak napisaną (i zredagowaną potem) książkę, zostałaby na półce. Być może jest to fajny scenariusz, może i starannie przemyślany i ozdobiony grafikami. Cóż, wierzę na słowo, ale nie skorzystam. Chyba że natknę się na poprawioną wersję, na co zresztą wyraziłem nadzieję.

Może to zboczenie zawodowe (już długo pracuję w gazecie) ale nie mam ochoty brnąć przez akapity mętnie napisane i rojące się od byków. Nawet biorąc poprawkę na zwiększoną częstotliwość błędów w internecie.

Czytelnik nie ma obowiązku czytać tekstu. Tekst ma przekonać do siebie czytelnika. A nie zniechęcać formą, jak w tym wypadku.

Przy okazji, coraz większe mam wątpliwości co do kupna przez Internet (a zatem w ciemno) polskiej edycji Ars Magiki. Bo takie jak powyższa publikacje bywają probierzem poziomu wydawcy. Mogą być reklamówką, ale też i znakiem ostrzegawczym.

Wierzę, że wydawcy mogli dostać od Talandora poszatkowany materiał. Ale od tego wydawnictwo jest wydawnictwem, żeby po wetknięciu weń dowolnie spapranego kawałka polszczyzny, wypluwało strawną dla czytelnika formę.

Nawet, jeśli odbiorcami są tylko koledzy z fundomu, którzy jak wiadomo stosują dla swoich wydawców znaczną taryfę ulgową ;)
18-10-2011 18:14
Repek
   
Ocena:
+4
Nawet, jeśli odbiorcami są tylko koledzy z fundomu, którzy jak wiadomo stosują dla swoich wydawców znaczną taryfę ulgową ;)

Mocno ryzykowna opinia. :)

Pozdrawiam
18-10-2011 18:44
Galmadrin
   
Ocena:
0
Wydawnictwo wykonało skład, zaś grzecznościowo wstępną redakcję i korektę wykonała Hanna Bielerzewska jeszcze na potrzeby fanzinu "Gwiazdy..." (autor ma głęboką dysleksję, dlatego opublikowaliśmy quentinowy scenariusz takim jakim go dostaliśmy, tak samo jak robiły to inne portale i serwisy). W związku z faktem iż wydawnictwo nie zamierza wydać tej przygody, a jest ona dość obszerna i praca przy niej była by zbyt czasochłonna, nie angażowaliśmy się osobiście w jakiekolwiek poprawki, oprócz strony graficznej.

Mówiąc prościej - nie poddaliśmy jej profesjonalnej korekcie ani redakcji bo nie było takiej potrzeby.

Udostępniliśmy skład portalowi Poltergeist gdyż o to poprosili - godząc się tym samym na taką a nie inną formę tekstu jaki otrzymają, zaznaczając iż chcieliby to opublikować bo "nasza wersja" (po jednym czytaniu przez Hanię) jest i tak dużo lepsza niż oryginał. No cóż, skoro redakcji nie chciało się przeredagować tak obszernego tekstu przed poważną publikacją na łamach serwisu - macie tego efekt. Tym samym serwis wiedział jaki tekst otrzymuje od autora i nic z tym nie zrobił - więc pretensje można mieć tylko i wyłącznie do osoby która wrzuciła to bez przeredagowania i skorektorowania (pdf. da się otworzyć i zredagować;)

Gdyby scenariusz miał ukazać się drukiem, został by poddany dogłębnej redakcji i korekcie (szacowany czas jaki trzeba by na to przeznaczyć to około tydzień pracy redaktora i korektora).

04-11-2011 00:41
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Ja trochę nie rozumiem takiego podejścia. Skoro autor ma głęboką dysleksję, to jak wygrał wyróżnienie w konkursie Quentina? Wszak to konkurs na scenariusz, a więc na formę literacką.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pewnie nawet największych pisarzy czeka bezlitosny ołówek pana redaktora, ale nie wydaje mi się żeby dopuszczanie do konkursu czegoś, co estetycznie (pod względem językowym) leży.

W sumie można by się pokusic o stwierdzenie, że skoro liczy się sama idea scenariusza, nie zaś jego forma przedstawiona, to równie dobrze można rzucic kilkanaście haseł, z których komisja musi wydobyc pomysł i go ocenic, bo coś co jest nieczytelne nie jest skończonym dziełem.

I dysleksja nikogo nie tłumaczy - skoro autor miał na tyle zaparcia i determinacji, by napisac scenariusz, to mógł (zakładam, że zdaje sobie sprawę z niedociągnięc) poddac go korekcie PRZED wystawieniem do konkursu.
A przynajmniej powinien. Bo jak widac nie musiał, z jakiegoś dziwnego dla mnie powodu. i tu zgadzam się z ostatnim zdaniem narsiliona.

I choc to nie konkurs ortograficzny, proponuję uwalac teksty nieczytelne na konkursie - a skoro im zależy, niech robią korekty.
04-11-2011 01:08
Repek
   
Ocena:
+1
@Galmadrin
No cóż, skoro redakcji nie chciało się przeredagować tak obszernego tekstu przed poważną publikacją na łamach serwisu - macie tego efekt. Tym samym serwis wiedział jaki tekst otrzymuje od autora i nic z tym nie zrobił - więc pretensje można mieć tylko i wyłącznie do osoby która wrzuciła to bez przeredagowania i skorektorowania (pdf. da się otworzyć i zredagować;)

Mieliśmy tego pełną świadomość. Albo wsparcie dla autora i puszczenie jego tekstu dalej, promocja w kolejnym miejscu [po stronie Quentina oraz GSWP], albo nic.

Z naszej strony też było niewykonalne [przy codziennych obowiązkach korekty] zrobienie poprawek w tak dużym tekście, z taką ilością błędów]. Wybór był dość prosty i nie było w tym żadnego "nie chciało się". :) Nie mieliśmy żadnego obowiązku promowania tego scenariusza - ale po prostu fajnie jest puścić coś twórczego dalej. Jeśli ktoś skorzysta - fajnie. Jeśli nie - nic to nas nie kosztuje.

Na podobnej zasadzie pojawią się jeszcze trzy quentinowe scenariusze [niedawno pojawił się zeszłoroczny]. Tam trochę - za sprawą Scobina - czyścimy tekst, ale zadanie jest nieco prostsze. :)

--
@zigzak
Forma podania scenariusza oczywiście się liczy [w końcu tekst musi być zrozumiały]. I pewnie dla części członków kapituły błędy wpłynęły na ocenę. Ale pewnie nie aż na tyle, by nie docenić pomysłu - a to jest zazwyczaj kluczowe.

Słowem - jakbyś miał podobny tekst, ale bez błędów, to pewnie wygrałby z WMO. :) Ale to w praktyce nie jest takie proste i zazwyczaj trzeba szukać jakiegoś wyważenia między składowymi. Ortografia i umiejętności pisarskie raczej nie przeważają szali. :)

Pozdrawiam
04-11-2011 01:26
Galmadrin
   
Ocena:
+3

W sumie racja, lepiej że tekst ukazał się w takiej a nie w innej formie, niż jeżeli miało by go nie być, bo to kawałek solidnego scenariusza. Fakt że w takiej formie za redakcję i korektę odpowiadamy my jako Galmadrin, gdyż tekst został udostępniony przez nas, jednakże przy natłoku pracy nie byliśmy w stanie zrobić tego lepiej. Każdego kto poczuł się przez to gorzej przepraszamy;)
05-11-2011 16:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.