» Recenzje » Polskie » W pustyni i w puszczy

W pustyni i w puszczy


wersja do druku

Zwiedź steampulpowy świat pełen przygód!

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

W pustyni i w puszczy
W pracach nad poniższą recenzją nie brał udział żaden z autorów podręcznika.

W Pustyni i w puszczy to trzeci z dodatków do Wolsunga, po kampanii Operacja Wotan i wyśmienitym Lyonesse. To spore osiągnięcie jak na polski rynek, a w przygotowaniu jest kolejny podręcznik. Jak widać, klątwa "moderna" nie zdołała złamać ducha autorów. I oby tak dalej, bo W Pustyni i w Puszczy to solidny i przydatny dodatek do awanturniczego systemu.

Podręcznik wydano na tym samym papierze, co dwa poprzednie, co odbiło się na technicznej jakości ilustracji. Tym razem jednak nie ma już grafik, na których cienie zlewają się z sylwetkami, może za wyjątkiem ilustracji gigantycznego orła z bestiariusza. Jeśli chodzi o okładkę, to nie odbiega zbytnio od poprzednich. Problemem jest klejenie – dość solidne, ale sprawiające trudności. Jeśli chcemy obchodzić się z podręcznikiem ostrożnie w obawie przed odklejeniem się okładki czy rozłamaniem jej, będziemy musieli pogodzić się z tym, że będzie się przeginać w połowie, pozostawiając wyraźnie widoczne wybrzuszenia. To drobiazg, jednak dla niektórych ważny.

Poziom grafik z kolei wyraźnie się podniósł. Poza kilkoma słabszymi znajdziemy mnóstwo dobrych rysunków, a także kilka prawdziwych perełek, które aż wołają o kredowy papier i kolor. Obyśmy w przyszłości się ich doczekali. O ile bowiem obecna oprawa może wystarczać niszowej produkcji, o tyle Wolsung wyraźnie wybija się ponad tę kategorię – zarówno treścią, jak i zawartością graficzną. Zainteresowanym, którzy jeszcze nie przeczytali podręcznika, a mają do niego dostęp, szczególnie polecam ilustrację ze strony 82, która tylko na pierwszy rzut oka przypomina kadr z Indiany Jonesa i Ostatniej Krucjaty.

Po tym dodatku spodziewałem się przede wszystkim znajomych inspiracji i podróży w lata młodości. I nie zawiodłem się – w spisie źródeł, zawartym na początku książki, obok Verne’a znajdziemy też Arkadego Fiedlera, H.R. Haggarda czy Alfreda Szklarskiego. A także kilka współczesnych, ale dobrze znanych i wartych szczególnej uwagi tytułów, nie tylko książkowych. Jak zawsze, inspiracje w Wolsungu są znakomitym źródłem pomysłów i doskonale oddają awanturniczy klimat gry, zaś autorzy materiałów wyraźnie czerpali z nich pełnymi garściami.

Zasadniczy tekst podręcznika podzielono jak zwykle na kilka części.

Pierwsza z nich, Przewodnik Royal Geographic wypełniona jest materiałami fabularnymi, wzbogaconymi o dodatkowe aspekty w ramkach i odpowiednie scenerie. Większość z nich nie jest może szczególnie oryginalna, jednakże pulpowy klimat Wolsunga wręcz wymaga wykorzystania znanych motywów w magiczny, parowy, przygodowy sposób. Tym, którzy zachwycali się opisami z Lyonesse, zrzednie odrobinę mina, jako że poziom opisów jest dość nierówny. Na szczęście opisy krain takich, jak Transalanea (która jest jednocześnie krajem apartheidu i państwem Księdza Jana, w jakim zamieszkuje wolsungowa wersja Burów) czy Wyspy Karmazynowe (zarówno piracko-egzotyczne Karaiby, jak i tysiąc republik bananowych w każdej możliwej odmianie) wybijają się ponad przeciętny poziom. Wśród opisanych regionów kolonialnych nie zabrakło Khemre, Atmanu czy Dekanu, ale także tajemniczych zakątków świata, takich jak bieguny, zaginione płaskowyże lub wnętrze Ziemi. Wyjątkiem i ciekawostką jest Purgatoria (Australia), będąca odciętą od świata, steampunkowo-postnuklearną kolonią karną i faktycznie osobną minigrą samą w sobie. (Chociaż mnie kojarzyła się raczej z Borderlands, niż z Falloutem).

Ten rozdział miał za zadanie zapewnić miłośnikom zamorskich, egzotycznych przygód i wielkich odkryć dość pomysłów na sesje. Cel został osiągnięty, jako że kilkanaście z nich z całą pewnością nadaje się do wykorzystania nie tylko w wolsungowych dekoracjach.

Drugim rozdziałem jest Poradnik archeologa, zawierający dane na temat przeszłości krain opisanych w rozdziale pierwszym. W większości są to informacje ciekawe i przydatne na sesjach, nie tylko w przypadku, gdy mamy postaci archeologów w drużynie. Równie przydatne będą np. do przygotowania sesji w muzeum albo w złowrogiej piramidzie geniusza zbrodni wybudowanej na terenie jego wiejskiej posiadłości. Podobnie jak w Lyonesse, znajdziemy tu zarówno kalendarium, jak i szczegółowe opisy poszczególnych epok, od prehistorii po współczesność. Zawierają one (ponownie) sporą dawkę pomysłów na przygody w postaci opisów miejsc, Artefaktów i legend.

Rozdział uzupełniają nowe gadżety oraz właśnie Artefakty, które jak się okazuje, są równie groźne, co potężne – użycie niektórych z nich wiąże się z ryzykiem utraty postaci. Zarówno mechanika związana z tymi ostatnimi, jak i wpływ na tok kampanii zasługuje na pochwałę. Opis Artefaktów jest jednym z najważniejszych i najciekawszych elementów podręcznika. Dla równowagi gadżety to w znaczącej większości po prostu kolejne kombinacje cech, przyprawione egzotyczną formą którejś z opisanych w rozdziale pierwszym krain, chociaż miłośników nowych zabawek mogą zainteresować.

Rozdział trzeci, zatytułowany Podróżnicy i tubylcy zawiera nowe Atuty narodowe (miło, że twórcy zauważyli ich znikomą popularność, choć nie wszystkie nowe propozycje są przydatne), organizacje i osiągnięcia. Wraz z porcją Atutów dla mieszkańców i/lub obywateli kolonii pojawia się również łatka do zasad podręcznikowych, w postaci zasady "opcjonalnej", która właściwie opcjonalną być nie powinna. Jeśli zaś chodzi o osiągnięcia, niektóre z nich są interesujące fabularnie, ale nieprzydatne mechanicznie. Inne wręcz przeciwnie. Jedynie do legendarnych osiągnięć nie można mieć zastrzeżeń. Jedną stronę poświęcono jeszcze kontaktom i poplecznikom, dodając kilka nowych cech i generując kilkanaście kombinacji o egzotycznym charakterze. Detal, ale niektórych może ucieszyć.

Istotę tego rozdziału stanowią opisy zamorskich organizacji; nie są może szczególnie oryginalne, jednakże pomysły, na jakich się opierają, to prawdziwa klasyka. Weźmy chociażby zamaskowanych mścicieli z Tzitzimime czy uczestników ogólnoświatowego turnieju sztuk walki (tak, dobrze wam się kojarzy). Ciekawostką są dwie organizacje, które można określić jedynie jako… feministyczne. Szybki rzut oka na autorów i już możemy się domyślać, czyim są dziełem. Przyjemnie odświeżająca perspektywa, moim zdaniem.

Rozdział czwarty to Reportaże z podróży, czyli zbiór dodatkowych zasad oraz pomysłów na przygody i kampanie. Prócz zasad "pojedynków w samo południe" autorzy zaserwowali nam dużo bardziej konkretne zasady dotyczące chorób i trucizn, jednocześnie wyraźnie podkreślając ich rolę jako narzędzia do manipulacji fabułą. Coś, co czasami bywa piętnowane, jako zmuszanie graczy do podążenia konkretną ścieżką fabularną, tutaj jest wręcz oczywiste. I słusznie, jeśli tędy prowadzi droga do dobrej zabawy.

Jeżeli zaś chodzi o pomysły na przygody, to jest ich jak zwykle mnóstwo. Niestety, wydają się one trochę słabsze, niż w Lyonesse (możliwe, iż to wynik rozcieńczenia, jako że co ciekawsze koncepcje pojawiają się w pierwszym rozdziale), jednakże nadal można wśród nich bez trudu znaleźć coś dla siebie. Na szczęście wszystkie pomysły posortowano według krain i obmyślono na ich potrzeby, więc zawierają zwykle to, co w nich najlepsze – walkę z geniuszem zbrodni, pragnącym zdobyć władzę przy pomocy swoistej odmiany Godzilli (która swoją drogą w interesujący sposób buduje wolsungowy obraz Japonii), czy poszukiwania grobowca poprzednika Smoczego Cesarza. Dobre wrażenie robi także różnorodność konwencji, jaką zapewniają kolonialne krainy, od klasycznych westernów, przez polityczne rozgrywki, po pełne straszliwych tajemnic śledztwa.

Na końcu rozdziału znajdziemy również tradycyjnie szkice kampanii, tym razem jedynie trzy na każdą z krain – po jednej dla ich mieszkańców, kolonistów i turystów. Może wydawać się, że to niewiele, lecz gdyby zostały rozwinięte podobnie jak te z podręcznika podstawowego, książka byłaby co najmniej dwukrotnie grubsza.

Ostatni z rozdziałów, Obsada to bestiariusz. Nie da się go określić inaczej. I to właśnie jest najsłabsza część dodatku. O ile w podręczniku podstawowym cytaty z ramek przy potworach łatwo mogły wzbudzić uśmiech czytelnika, o tyle te z W Pustyni i w Puszczy są zwyczajnie słabe – z małymi wyjątkami, takimi jak cytat z przekładu Leśmiana czy odpowiedzi technomanty na zagadkę sfinksa. Podobnie jest z resztą zawartości rozdziału. Czytając go, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że z podręcznika na podręcznik stwory robią się coraz potężniejsze, a ilość mechaniki coraz większa. Bardzo możliwe, że nie zostały one solidnie przetestowane – niektóre cechy w połączeniu ze sposobem działania potwora i jego pulą kości mogą okazać się mordercze.

Również pomysły nie zachwycają, jednak to akurat nie jest zbyt wielkim problemem. W końcu czym byłyby Indie bez wężowych ludzi czy Australia bez (nie wiedzieć czemu nie przetłumaczonych) spadomisiów i diabłów tasmańskich. Jeśli zakłada się, że opisane tu stwory mają być tylko uzupełnieniem wcześniejszej treści, to wszystko jest w porządku. Jednak powinny być czymś więcej, niż w podręczniku podstawowym. Może to po prostu kwestia dłuższego czasu, jaki miały na swój rozwój stwory z podstawki?

Prócz oprawy graficznej i układu podręcznika na pochwałę zasługuje również korekta, która tym razem wyłapała większość literówek i potknięć. Ja przynajmniej nie jestem w stanie sobie żadnych przypomnieć, a to dobry znak, bo zwykłem wytykać je bezlitośnie.

Podsumowując, W Pustyni i w puszczy nie jest może rewelacją, jednakże to nadal solidna publikacja, rozwijająca świat gry i możliwości, jakie on oferuje. Dokładając do tego atut, jakim są grafiki, chętnie przyznam podręcznikowi dość wysoką notę (o jeden stopień niższą niż moja prywatna ocena Lyonesse). Fanom Wolsunga polecam zatem z czystym sercem. Pozostałym sugeruję, że warto, chociażby w ramach wspierania rodzimych autorów.


Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie podręcznika do recenzji.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
Tytuł: W pustyni i w puszczy
Linia wydawnicza: Wolsung
Autorzy: Jarosław Kopeć, Katarzyna Ochman, Jakub Osiejewski, Michał Smoleń, Paweł Jasiński, Artur Ganszyniec
Okładka: Mateusz Stanisławski
Wydawca polski: Kuźnia Gier
Data wydania polskiego: 2010
Miejsce wydania polskiego: Warszawa
Oprawa: miekka
Format: B5
Cena: 35 zł



Czytaj również

Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna
... albo Moloch, Magia i Makaron
- recenzja
Slawia
- recenzja
Almanach Nadzwyczajny
Niezbędnik gracza i graczki
- recenzja
Gremlin giełdowy [Wolsung]
Negocjacje jeszcze nigdy nie były aż tak chaotyczne!
Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna
Co kryje największe miasto świata Wolsunga?
- recenzja
Operacja Wotan
Gdyby James Bond był wotańskim krasnoludem...
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Kot
   
Ocena:
+1
Tyle że na safari w XIX wieku najlepszym trofeum był lew. I tyle.
15-12-2010 21:09
beacon
   
Ocena:
+7
A może ktoś treść dodatku skomentuje? Że niektórym się nie podoba okładka wszyscy już wiemy.
15-12-2010 21:30
Malaggar
   
Ocena:
+4
@Shakaras: Ty tak na poważnie? Jeśli tak, to zaczynam się bać - ekooszołomstwo dotarło i do naszej RPGolandii.
15-12-2010 21:42
Kot
    @Beacon
Ocena:
+1
Tyle że najpierw trzeba go kupić i przeczytać. To wyraźnie za duży wysiłek umysłowy i wydatek finansowy. Tudzież odwrotnie.
16-12-2010 08:46
Shakaras
   
Ocena:
0
@Malaggar

Malaggar proszę nie łączyć zachowań typu "protest w Rospudzie "ekologów", którzy straszyli tym ptaki w okresie lęgowym - tak słyszałem" - z moja ocena okładki.
Potępiam te polowania na lwy i tyle. Podobnie jak pojawiłaby się okładka na której heros wbija harpun wielorybowi - też to źle bym ocenił.
I nie jest to dla mnie ekooszołomstwo, tylko Świadomość faktu, jak taka działalność źle wpłynęła na populację tych zwierząt.
I dlatego mnie razi taka okładka.
16-12-2010 09:59
Malaggar
   
Ocena:
+2
Swiadomość to jedno, dowalanie się do fajnej okładki to drugie.
16-12-2010 12:04
von Mansfeld
   
Ocena:
+1
Sharakas trolluje, a z powodu samej okładki wystawił ocenę 0.5. Hm... GreenPeace- (GreenPiS) -owiec.

A ja ocenię podręcznik gdzieś po 24 grudnia, kiedy rozpakuję go. ^^
16-12-2010 13:00
Shakaras
   
Ocena:
0
no widzisz Malaggar, dla mnie ta okładka nie jest fajna, z powodów które podałem.
16-12-2010 19:21
~Diabeł

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
@Kot: To że nie sugerują opisy, to nie znaczy że należy ominąć punkty mechaniczne odnośnie artefaktów. Są wymienione na początku i jak byk stoi, że użycie takiego itema w konfrze = va banque.

A co do lwa - niektórzy to idioci pozbawieni wyobraźni. Zdecydowanie trzeba takich ludzi odciąć od gier fabularnych...
16-12-2010 20:23
Kot
    @Diabeł
Ocena:
0
Faktycznie. No cóż, niedopatrzenie. Można by poprawić.
16-12-2010 20:31
~Dąbi

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Do ekooszołomów, zjadaczy korzonków tudzież innych pacyfistycznie nastawionych do świata głosicieli idei tolerancji mi daleko. Ba nawet bardzo daleko.

Natomiast sama okładka dla mnie też jest zniechęcająca do tego aby sięgać po ten dodatek.

Dla mnie ta okładka ani ona ciekawa ani ona piękna.

Moim zdaniem jest odpustowa.

I naprawdę nie ma się tu czego czepiać.

Sharakas wyraził się tak a nie inaczej.Troszkę wychodząc na mocno radykalnego miłośnika ekologii. Ale to tak troszkę.
A tu atak ze strony oburzonego gremium bo się komuś okładka która ma prawo się nie podobać nie podoba.

Ileż było krzyków jak Klanarchia czy Robotica wychodziła - mnóstwo było dyskusji o okładce.
Tak samo tu ktoś ma prawo skrytykować okładkę.

Sensu to nie ma jednak bo - tu recenzjonuje się treść i lepiej na tym się skupić.



17-12-2010 10:58
Dark Sage
   
Ocena:
+1
Mnie osobiście okładka się nie podoba, ale to dlatego, że nigdy nie lubiłem "W pustyni i w puszczy" :P. Po prostu wydaje mi się taka... surowa, kojarzy mi się z przejmującym upałem i suchością. Gdybym miał oceniać po okładce, z pewnością bym tej pozycji nie kupił. Ale że okładka nie zawsze idze w parze z treścią dodatek pozostaje w obszarze moich zainteresowań ;).

Co do wybijania zwierząt, trzeba pamiętać, że w czasach kiedy odbywały się tego typu zabawy nikt nie myślał o zagrożeniach gatunku. Wątpię, aby kogoś ta okładka zmotywowała do dalszej degradacji gatunku.

PS. Wiedzieliście, że lwy występują w Indiach? A to ciekawostka... Wogóle warto wejść na angielską wiki. Są nawet spekulacje, że lwy występowały w zachodniej europie (siakaś odmiana podobno większa od afrykańskich). Podobno na Bałkanach były jeszcze w I wieku AD.
20-12-2010 09:13
nimdil
   
Ocena:
+1
Podobnie jak pojawiłaby się okładka na której heros wbija harpun wielorybowi - też to źle bym ocenił.

Nawiasem dobry motyw na okładkę Wolsungowego dodatku o przygodach na morzu :] Zwłaszcza, jakby ten harpun wystrzelił jakiś wyczesany steampunkowy(?) batyskaf :)
20-12-2010 19:40
Malaggar
   
Ocena:
+3
@Dark Sage: Wiedzieliśmy:P

Nawiasem dobry motyw na okładkę Wolsungowego dodatku o przygodach na morzu :] Zwłaszcza, jakby ten harpun wystrzelił jakiś wyczesany steampunkowy(?) batyskaf
Sterowany przez wyczesanego dżentelmena który chce zdobyć fiszbiny dla swej lady?
20-12-2010 20:36
_Ertai_
   
Ocena:
0
O ile wydawało mi się, że żadnego z dodatków do Wolsunga nie nabędę (system bardzo ok, ale nie siedzę w nim tak bardzo, żeby nabywać kolejne dodatki) - o tyle ten bardzo kusi... okładką. Jak dołączycie plakat z tą grafiką to biorę! :)
22-12-2010 13:23

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.