» Recenzje » Wszystkie » Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności

Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności


wersja do druku

Czy w pojedynkę ocalisz świat?

Autor: Redakcja: Tomasz 'Radnon' Cybulski, Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska

Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności
Zbiórka na wydanie polskiej wersji siódmej edycji Zewu Cthulhu, zakończona w listopadzie 2018 roku, zgromadziła wprost obłędną kwotę przekraczającą milion złotych, a oprócz samej Księgi Strażnika osoby, które ją wsparły, będą mogły cieszyć się szeregiem dodatków, zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej.

Nim jednak zawitają one do wspierających, minie jeszcze przynajmniej kilka miesięcy, a do tego czasu zawartość samego systemowego Startera będzie dla fanów nowej wersji systemu dalece niewystarczająca. Na szczęście jeszcze przed ich premierą w ręce cthultystów trafiła całkiem rozbudowana przygoda, a właściwie kampania zatytułowana Samotnie przeciwko ciemności. Jest to wznowienie suplementu wydanego pierwotnie trzy dekady temu, i choć w anglojęzycznej wersji odwołuje się do kompletnego podręcznika podstawowego, to można ją rozegrać także posiłkując się samym skrótem zasad zamieszczonym w Starterze, jako że używa uproszczonych reguł gry, na przykład w odniesieniu do Poczytalności postaci czy też odnoszenia obrażeń i odzyskiwania zdrowia przez Badacza.

Podręcznik w twardej oprawie liczy nieco ponad sto stron i przez wydawcę wyceniony jest na trochę poniżej osiemdziesięciu złotych – wersję oryginalną można w polskich sklepach z grami nabyć za cenę o około dziesięciu złotych niższą, jednak została ona wydana w miękkiej oprawie. Odmienna jest także w polskiej wersji podręcznika ilustracja zdobiąca jego okładkę – oryginalna grafika, za którą odpowiadał Petr Stovik, przedstawia jedną z postaci, w które będziemy mogli się wcielić w przygodzie, praca autorstwa Mariusza Gandzela, którą dostają polscy odbiorcy, choć też wiąże się z treścią scenariusza, to odwołuje się raczej do klimatów przygodowego kina akcji i filmów o przygodach pewnego archeologa, niż faktycznych wydarzeń, których będziemy mogli być świadkami w trakcie rozgrywki. Nie sposób poczytywać tego za mankament, a opinie, co do tego, która okładka jest lepsza, to już kwestia gustu, ale różnicę na pewno warto odnotować.

Jakkolwiek w poniższej recenzji będę starał się unikać przesadnego przybliżania fabuły przygody, to pewne odniesienia do niej są nieuniknione, potencjalni użytkownicy podręcznika mogą więc czuć się ostrzeżeni.

Samotnie przeciwko ciemności, mimo że zawiera karty postaci czworga Badaczy, przeznaczone jest dla jednego gracza. Podobnie jak inna przygoda, którą przybliżałem już czytelnikom Poltergeista, Alone Against the Flames, jest to bowiem rozbudowana gra paragrafowa, w której oprócz decyzji gracza na rozwój fabuły wpływać będą także wyniki testów umiejętności jego postaci. Każdą z gotowych kart bohaterów możemy zmodyfikować, rozdzielając jej dodatkowo 150 punktów między wybrane umiejętności, dopasowując ją tym samym do własnych preferencji – autorzy podręcznika podają nam również sugestie, które z dostępnych Badaczom umiejętności mogą być szczególnie przydatne w trakcie gry.

Oprócz standardowych elementów systemowej mechaniki, takich jak walka i Poczytalność (oraz wykorzystywanie Szczęścia, które standardowo jest regułą opcjonalną, twórcy Samotnie przeciwko ciemności przy dostosowywaniu podręcznika do najnowszej edycji gry uznali jednak najwyraźniej, że graczom przyda się wszelkie dostępne wsparcie, także zakładają jej stosowanie) dostajemy jeszcze jeden, niezwykle istotny element. Jedną z kluczowych kwestii przy rozgrywaniu przygody jest bowiem śledzenie w niej upływającego czasu – choć Badacze (przynajmniej do pewnego momentu) nie zdają sobie z tego sprawy, nieuchronnie tykający zegar przybliża zagładę świata, mitrężenie czasu może mieć więc tragiczne konsekwencje. Nie wspominając już o bardziej prozaicznych przyczynach – do niektórych miejsc można się dostać tylko w określonych godzinach, poza tym nie wolno zapominać, by odpowiednią ilość czasu poświęcić na sen, a prócz tego regularnie się odżywiać.

Zwłaszcza na początku rozgrywki może być to nieco męczące, a arbitralne założenie, że przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi lokacjami w obrębie tego samego miasta zajmuje godzinę, wydaje się sztuczne, ale sądzę, że ten element wypada jednak ocenić pozytywnie. W standardowych erpegach to Mistrz Gry pilnuje tego rodzaju kwestii, umieszczenie w podręczniku do rozgrywki jednoosobowej narzędzia wymuszającego śledzenie upływu czasu wypada policzyć na plus – osoby, które uznają je za zbyt kłopotliwe, i tak łatwo mogą je zignorować.

Przydatne może być także prowadzenie dziennika – nie tylko po to, by w przypadku wyeliminowania Badacza z rozgrywki jego następca mógł przejąć śledztwo, ale także po to, by sam gracz nie zgubił wątku i mógł śledzić różne tropy pojawiające się w trakcie przygody. Trochę szkoda, że autorzy nie zadbali natomiast o powtórzenie na końcu podręcznika porozrzucanych po poszczególnych paragrafach pomocy dla graczy – być może zostały one zgromadzone w pliku zamieszczonym na stronie wydawcy, niestety pomimo kilkukrotnych prób nie udało mi się go otworzyć. A trzeba przyznać, że – jak zazwyczaj w przygodach wydawnictwa Chaosium, rozmaite handouty pojawiają się naprawdę często, i choć, oczywiście, ich indywidualne kopiowanie jest jakąś opcją, to wygodniejsze byłoby, gdyby można było skorzystać z kompletu zebranego w jednym miejscu.

Przygoda rozpoczyna się dość typowo jak na scenariusz do Zewu Cthulhu – telegram od dawno nie widzianego przyjaciela wzywa nas na pomoc. Nasz pierwszy Badacz jest uniwersyteckim wykładowcą z Arkham, podobnie jak autor rozpaczliwej depeszy, według jej treści osadzony w ateńskim areszcie. Przygotowania do niespodziewanej podróży do Grecji zajmą nieco czasu, nie mówiąc już o samym rejsie transatlantykiem, ale to dopiero początek ekscytującej przygody, która (wraz z naszymi kolejnymi bohaterami) zabiera czytelnika do odległych zakątków globu. W jej trakcie będziemy badać antyczne tajemnice, odkrywać dawno zapomniane sekrety i – oby – krzyżować spiski, które mogą przynieść zagładę światu. Po drodze, rzecz jasna, czeka na nas mnóstwo niebezpieczeństw, i próżno liczyć na to, że ciała i umysły naszych Badaczy ukończą tę przygodę nienaruszone. Śmierć i szaleństwo od zawsze towarzyszą śmiałkom odważającym się porzucić bezpieczne mroki ignorancji i stykającymi się z Mitami, ale autorzy Samotnie przeciwko ciemności dają nam możliwość, po wyeliminowaniu z rozgrywki jednego Badacza, kontynuowania fabuły następnymi – podręcznik przynosi ich czwórkę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć również własnych – czy to w oparciu o pełne zasady gry, czy ich skróconą wersję zamieszczoną w systemowym Starterze. Jak brutalnie przedstawiają to sami autorzy: "Badacze nie są po to, by przeżyć, lecz by zmagać się z potężnymi siłami niezależnie od wyniku". To podejście, mimo że może być trudne do przyjęcia czy zaakceptowania przez graczy nie zaznajomionych z Zewem Cthulhu i z literacką spuścizną Samotnika z Providence i jego epigonów, to bardzo dobrze współgra ze specyfiką systemu, w którym mało która postać dożywa szczęśliwej starości. Na pewno wypada pochwalić twórców Samotnie przeciwko ciemności za w sumie prosty mechanizm, który sprawia, że zgon lub popadnięcie w obłęd naszej postaci nie oznacza konieczności zaczynania rozgrywki od początku i mozolnego przegryzania się po raz kolejny przez te same paragrafy, a zalecane sporządzanie notatek czy wręcz prowadzenie dziennika dla Badaczy, którzy pójdą w ślady naszego bohatera, gdyby spotkał go tragiczny koniec, może stać się cennym nawykiem, który warto kultywować także przy kontynuowaniu gry w Zew Cthulhu już w jego pełnokrwistej wersji, z innymi graczami i Strażnikiem.

Trzeba jednak przyznać, że potencjalna śmiertelność Badaczy jest bardzo wysoka, a nawet szczodrze czerpiąc z posiadanej puli Szczęścia możemy nie uchronić naszego bohatera przed tragicznym końcem. Samotnie przeciwko ciemności łączy bowiem, niestety, dwie najgorsze cechy gier paragrafowych i fabularnych, które razem mogą stanowić wręcz zabójczą mieszankę. Z jednej strony mamy charakterystyczne dla paragrafówek zamknięte opcje wyboru, stawiające gracza przed odgórnie narzuconymi ścieżkami działania, z drugiej zaś – nieubłaganą losowość sprawiającą, że także najbardziej kompetentny Badacz może okazać się bezsilny wobec wyroków kapryśnych kostek; tym bardziej, że gra nie daje możliwości odzyskiwania wykorzystanych punktów Szczęścia. Co gorsza, w kilku miejscach udany test może być niezbędny dla posunięcia fabuły do przodu, i choć nie ma takich punktów wiele, to mogą doprowadzić do niemałej frustracji. Mam wrażenie, że takie momenty są jeszcze bardziej irytujące, niż paragrafy zwiastujące zgon postaci – ten bowiem nie tylko pozwala wprowadzić do gry nowego Badacza, ale nawet sam w sobie może okolicznościami dać graczowi poczucie, że przysługuje się jakoś rozwojowi fabuły, albo uchyla przed nim dodatkowych informacji, choćby o naturze jego przeciwników.

Naturalnie, jeśli utkniemy w martwym punkcie albo przynajmniej tak się nam wydaje, zawsze można cofnąć się albo rozpocząć grę od początku i spróbować innej drogi. Tych, mimo konieczności przejścia przez kilka kluczowych punktów, jest całkiem sporo, a regrywalność Samotnie przeciwko ciemności wypada ocenić ponadprzeciętnie dobrze. Zaskakująco dobrze oceniłbym też oprawę graficzną podręcznika. Dobrze, bo zarówno ilustracje jak i pomoce dla graczy oraz fotografie z epoki bardzo dobrze się prezentują i pomagają wczuć w realia międzywojennego dwudziestolecia (scenariusz nominalnie osadzony jest w roku 1931); zaskakująco, bo podczas gdy w trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że jest ich naprawdę niemało, to po solidnym przejrzeniu podręcznika zorientowałem się, że nie są wcale tak liczne, jak mi się wydawało. Bardzo dobrze spisały się także osoby odpowiedzialne za polską wersję przygody. Owszem, zdarzają się drobne potknięcia korekty w rodzaju zgubionej spacji albo nie wytłuszczonych numerów paragrafów, ale jedynym bardziej zauważalnym przeoczeniem jest umieszczenie na planie miasta na stronie 83 odniesienia do paragrafu, który nie ma z nim absolutnie nic wspólnego.

Oceniając Samotnie przeciwko ciemności nie mogłem uciec od porównań z wcześniej już rozegraną jednoosobową przygodą do siódmej edycji Zewu Cthulhu, Alone Against the Flames. Mimo pewnych podobieństw, więcej jest między nimi różnic, i te – jak sądzę – warto podkreślić. Alone Against the Flames pomyślane jest jako przygoda wprowadzająca nowe osoby do systemu, i widać wyraźnie, że z takim nastawieniem była tworzona. Wspólnie z systemowym Starterem krok po kroku objaśniają graczowi podstawy mechaniki Zewu Cthulhu i proces konstruowania Badacza, podczas gdy Samotnie przeciwko ciemności pierwotnie zakładało wykorzystanie go razem z Księgą Strażnika, stąd w tekstach niektórych paragrafów pojawiają się na przykład odniesienia do Mitycznych stworzeń, które osobom nie mającym wcześniejszej styczności ze starszymi wersjami systemu mogą niewiele powiedzieć. Największą różnicę stanowi jednak skala scenariuszowej intrygi i ogólny klimat obu przygód. Scenariusz osadzony w Emberhead jest kameralny, miejscami wręcz klaustrofobiczny, przypomina pod tym względem Nawiedzenie albo Szaleńca czy Na krawędzi mroku (znane z podręcznika podstawowego do starszych edycji gry), stawką jest w nim życie naszego bohatera, a ucieczka bez wyjaśnienia tajemnicy miasteczka i poznania straszliwego dziedzictwa jego mieszkańców pozostaje opcją pozwalającą na zwycięstwo. Przygoda autorstwa duetu Costello-Mason to de facto cała kampania obejmująca swym zasięgiem odległe i egzotyczne miejsca, przywodząca na myśl raczej Horror w Orient Ekspresie, Maski Nyarlathotepa albo Terror From the Skies, a próby ucieczki przed fabułą przyniosą tylko zagładę ludzkości nieświadomej zagrożenia, której przetrwanie jest prawdziwą stawką w grze.

Sądzę, że choć Alone Against the Flames lepiej może sprawdzić się jako sposób na prowadzenie nowych graczy do Zewu Cthulhu (i mam nadzieję, że z czasem doczekamy się polskiej wersji tej przygody, może z całym zestawem Starter Set), to Samotnie przeciwko ciemności spełnia tę rolę niemal tak samo dobrze. Wprawdzie rzuca gracza od razu na głęboką wodę, czyniąc go odpowiedzialnym za ocalenie ludzkości, ale w mojej ocenie nie jest to wada – w końcu gracze w standardowych kampaniach, takich jak te wspomniane kilka zdań wcześniej, też muszą liczyć się z podobnymi stawkami. Znacznie większa objętość (prawie 600 paragrafów w porównaniu do 270) zapewnia dużo dłuższą rozgrywkę, nieporównanie dłuższa jest również perspektywa zachodzących wydarzeń, które mogą rozciągać się na przestrzeni całych miesięcy. O wiele większa jest także jej regrywalność – sądzę, że powrócę do niej jeszcze nie raz.

W trakcie lektury, naturalnie, nasuwały mi się także refleksje odnośnie adaptacji SPC na potrzeby zwykłych sesji i przerobienie fabuły jednoosobowej na scenariusz dla drużyny Badaczy. Obawiam się jednak, że wymagałoby to zbyt wiele zachodu – konieczność działania w pojedynkę, brak wsparcia towarzyszy i ograniczone zasoby czasu wspólnie składają się na specyfikę przygody, która zaadaptowana dla grupy postaci wiele by straciła. Owszem, zagrożenie ze strony konkretnych przeciwników można łatwo dopasować do liczebniejszej grupy Badaczy, ale w wielu miejscach głównym czynnikiem decydującym o zagrożeniu naszego Badacza jest sam fakt jego izolacji, który dla grupy byłby znacznie trudniejszy do wprowadzenia, nie mówiąc już o tym, że oprócz większej siły ognia, większa drużyna dysponowałaby też nieporównanie większą od pojedynczego Badacza rozpiętością umiejętności i zakresem kompetencji. Nawet, jeśli trudne byłoby przerobienie całej kampanii, to zaadaptowanie jej elementów do własnych scenariuszy dla grupy śmiałków jest już jak najbardziej wykonalne i nie powinno nastręczać większych trudności.

Nie wiem, czy planowane jest przeniesienie tej akurat przygody na platformę Cthulhu Chronicles, ale sądzę, że w elektronicznej wersji Samotnie przeciwko ciemności mogłoby sprawdzać się jeszcze lepiej, niż w papierowej. Automatyczne aktualizowanie dziennika postaci, nawet jeśli odbierałoby nieco klimatu retro, dla wielu graczy mogłoby być zwyczajnie wygodniejsze od samodzielnego robienia notatek, nie mówiąc już o liczeniu czasu, pilnowaniu terminów dostępności poszczególnych lokacji czy pamiętaniu o konieczności snu i regularnego spożywania posiłków przez Badacza.

 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games za udostępnienie podręcznika do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
7.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Zew Cthulhu: Samotnie przeciwko ciemności (Call of Cthulhu: Alone Against the Dark)
Linia wydawnicza: Zew Cthulhu
Autorzy: Matthew J. Costello, Mike Mason
Tłumaczenie: Maria Piątkowska
Okładka: twarda
Ilustracja na okładce: Mariusz Gandzel
Ilustracje: Jonathan Wyke, Loic Muzt
Wydawca oryginału: Chaosium
Data wydania oryginału: 2018
Miejsce wydania oryginału: USA
Wydawca polski: Black Monk Games
Data wydania polskiego: grudzień 2018
Miejsce wydania polskiego: Poznań
Liczba stron: 104
Oprawa: twarda
Format: A4
ISBN-13: 978-8-36419-803-8
Numer katalogowy: ZEW102
Cena: 79,90 zł



Czytaj również

Zew Cthulhu 7 Edycja Starter
Horror pod strzechy
- recenzja
Call of Cthulhu: Reign of Terror
Groza w cieniu gilotyny
- recenzja
Call of Cthulhu: Nameless Horrors
Nienazwane
- recenzja
Call of Cthulhu: Scritch Scratch
Szczury w murach
- recenzja
Call of Cthulhu: Pulp Cthulhu
Pulpa z mackami
- recenzja
Call of Cthulhu: Doors to Darkness
Pentagram przerażających przygód
- recenzja

Komentarze


Hollow
    Przed rozpoczęciem gry.
Ocena:
0

Jeśli już się kupiło tą książkę warto zajrzeć na stronę https://zewcthulhu.com.pl/materialy/ i ściągnąć za darmo materiały pomocnicze do gry w formie kart postaci, statystyk potworów, czy mapy, którą trzeba pociąć i ułożyć. Te materiały są na końcu książki, ale po co ją niszczyć, skoro można je wydrukować. Jest tam też ERRATA bez której nie ukończymy przygody. 

01-03-2019 23:45

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.