» Kult » Wprowadzenie do Kultu

Wprowadzenie do Kultu

Teogonia

Świat, który widzisz, to kłamstwo. Mówię tak, choć nie wiem jak wygląda prawda. Nie wiem, czy w ogóle istnieje prawda. Ale jestem pewien, że istnieje kłamstwo.

Mądrzejsi ode mnie mówią, że gdy Demiurg tworzył świat, nasze zmysły były w stanie ogarnąć prawdę. Urodziliśmy się bogami, zdolnymi modyfikować rzeczywistość najdrobniejszym impulsem woli. Nasza świadomość stanowiła z nią jedność, tworzyła ją, zmieniała. Tacy ludzie podobno jeszcze istnieją – nazywa się ich Przebudzonymi.

Nikt nie zna powodów, dla których Demiurg założył nam kajdany i dziś mało kto się nad tym zastanawia. Być może chcieliśmy zbyt wiele, być może staliśmy się niebezpieczni, ale prawdopodobnie nasze marne umysły i tak nie są w stanie ogarnąć tego, co nim kierowało. Jakikolwiek nie byłby nasz grzech, karą było stworzenie Iluzji – przekleństwa, które nie pozwala nam dojrzeć Prawdziwej Rzeczywistości.

Demiurg i jego słudzy przez wieki trzymali nas w więzieniu, skutecznie zamykając usta tym, którzy walczyli o prawdę. Pod koniec XVIII wieku kraty fałszu zaczęły rdzewieć. Gdy skomplikowany system kłamstw, podawany nam dożylnie pod postacią religii, przestał nas przekonywać nową i początkowo skuteczną kroplówką stała się nauka.

Na krótko. Poeci fin de siecle w jednym mieli rację - żyli w czasach przełomu. Na początku XX wieku Demiurg zniknął. Być może umarł, być może gdzieś się ukrywa, a być może po prostu nigdy nie istniał. Teraz nie jest to już istotne.

Urbanistyczna ekspansja odkrywa przed nami coraz większe połacie Prawdziwej Rzeczywistości. Postępująca degeneracja społeczna, patologie, ubóstwo wspólnie burzą więzienie, w którym żyliśmy, i pokazują kolebkę naszego świata – posępne, niekończące się miasto - Metropolis. Większość z nas woli jednak walczyć z prawdą, uciekając od miejsc, gdzie ma możliwość z nią obcować.

Wciąż są tacy, którym zależy na kłamstwie. Archonci, słudzy Demiurga, władcy potężnych cytadel górujących nad Metropolis, rozpoczęli krwawą walkę o rząd dusz. Wojna kosztowała życie czwórki z nich. Astaroth, bliźniak Demiurga, Pan Śmierci, opuścił Inferno w poszukiwaniu brata. Zszedł do naszego świata, przybrał ludzką postać i dostrzegł zagrożenie płynące ze słabnącej Iluzji. Jego podwładni, Aniołowie Śmierci, pozbawieni swojego pana, przyłączyli się do batalii o naszą jaźń.
Tak mówią mądrzejsi ode mnie. Bo, szczerze mówiąc, sam nie wierzę w żadną prawdę.

Eloi, Eloi, lama sabachthani?
Mt 27, 46; Mk 15, 34

Urbs Aeterna

Our knowledge can only be finite, while our ignorance must necessarily be infinite.
Karl Popper, Conjectures and Refutations

Jeśli wieczność oznacza nieskończoność, to Metropolis jest prawdziwą Urbs Aeterna. Egzystują tu wszystkie miasta znane ludzkości, wszyscy żyjący ludzie, „odbywa” się tu cały czas i przestrzeń jaka była, jest i będzie. Metropolis zna i nie zna zarazem pojęcia skończoności, kompletności – bowiem, czy wszystko zawiera w sobie także nic?

Nasze umysły, zagubione w tym zapętlonym chaosie, konstruują jednak pojęcie czasu i przestrzeni. Ci, którzy przejrzeli Iluzję, widzą bezkresne miasto, w którym opuszczone fabryki sąsiadują ze średniowiecznymi osadami, wieżowce przyszłości przytłaczają osiedla górnicze sprzed rewolucji francuskiej, a gotyckie katedry wyrastają wprost z pierwszowojennych pól zasieków. Gdzieś tam, w skrawku tego pulsującego molocha, żyjesz Ty.

Iluzja

[..] to me kalos legein ou monon eis auto touto plemmeles, alla kai kakon ti empoiei tais psuchais.
Platon, Phaedo, 115e, słowa Sokratesa

Nie wiem jak Ty czytelniku, ale ja mam bardzo słaby wzrok. Tak słaby, że w pięknych czasach, gdy jedynym zmartwieniem ludzi było zdobycie pokarmu i fizyczne przetrwanie, z pewnością bym zginął. Jeżeli wierzyć darwinistom, gdyby nie technologia, to zapewne w ogóle bym się nie urodził – ciąg pokoleń, który doprowadził do moich narodzin, zostałby dawno przerwany.

Mój wzrok jest słaby i szybko się męczy. Nie śpię zbyt wiele, więc kilkanaście godzin pracy przy książkach powoduje, że obraz odbierany przez oczy staje się niewyraźny. Gdy wracam do domu, ukojenie przynosi mi biały halogen, długi na pół metra i szeroki jak rozłożona dłoń. Potrafię się wyłączyć na kilkanaście minut nie robiąc nic, prócz patrzenia na to relaksujące światło. Gdy z powrotem założę okulary, postrzeganie wraca do normy – linie odzyskują ostrość, kolory intensywność, a ja spokój.

Wszyscy stajemy przed podobnym problemem percepcyjnym. Gdy widzimy coś niepokojącego, uderzającego w filary, na których zbudowaliśmy nasz świat, najbardziej typową reakcją jest ucieczka. Nikt nie lubi widzieć... inaczej. Tłumaczymy to sobie ulotnym zmęczeniem, a miast odpocząć, zabijamy to zanurzając się w morzu oswojonej już Iluzji. Hipnotyzujące światło kłamstwa czyni z prawdy jedynie marny cień.

Iluzja nie jest niczym realnym. Iluzja jest jedynie skomplikowaną domeną tego, co sam chcesz widzieć. Iluzja to świadome lub nieświadome, aktywne lub bierne odrzucanie prawdy, która nas otacza. Walczyć o prawdę nie znaczy zwalczać kłamstwo. Walczyć o prawdę znaczy walczyć z samym sobą, prowadzić krucjatę przeciw ograniczeniom własnych zmysłów, siłować się z własnymi przekonaniami, nieść sztandar mentalnej autodestrukcji.

Ziemia niczyja

I'm interested in anything about revolt, disorder, chaos, especially activity that appears to have no meaning. It seems to me to be the road toward freedom.
Jim Morrison

Gdy na płótno nałożysz blisko siebie dwie plamy farby różnego koloru, a potem kilkakrotnie pociągniesz pędzlem od jednej do drugiej, rozmarzą się tworząc w środku przejście kolorystyczne. Gdybyś skończył jakąś szkołę artystyczną, a plamy były tej samej barwy w różnym odcieniu, byłbyś w stanie zrobić z tego tak zwane przejście tonalne.

Między Iluzją i Prawdziwą Rzeczywistością rozciąga się pas ziemi niczyjej – Pogranicze. To miejsca, w których przez fasadę kłamstwa prześwituje prawda. Nie ma tu żadnego przejścia tonalnego. To nieraz brutalne wyrwy w naszej percepcji, przebijające się wprost do Metropolis. Pogranicze najczęściej wyrasta w miejscach, od których normalni ludzie zwykli uciekać – opuszczonych fabrykach, squatach, zdezelowanych ruderach na przedmieściach, piwnicach pełnych zdegenerowanych ćpunów. Żyją tu istoty lawirujące między jednym światem a drugim, często same nie zdając sobie z tego sprawy.

Pęknięcia w Iluzji nie muszą być efektem fizycznej bliskości lokacji w niej usytuowanej do Prawdziwej Rzeczywistości. Kłamstwo drży również wtedy, gdy w danym miejscu dochodzi do nadmiernej eskalacji negatywnych emocji – aktów destrukcji czy fizycznej lub psychicznej przemocy.

Areopag

The old civilizations claimed that they were founded on love or justice. Ours is founded upon hatred. In our world there will be no emotions except fear, rage, triumph, and self-abasement. Everything else we shall destroy- everything.
George Orwell, Nineteen Eighty-Four

Archonci to pierwsze sługi Demiurga, emanacje odwiecznych sił władających rzeczywistością. Kiedyś ich awatary odwiedzały nasz świat, pozostawiając po sobie legendy o chodzących po ziemi bogach. Archonci mają wiele imion, my zwykliśmy ich nazywać po kabalicznych sefirach.

Kether, Władca, dziś niemal nieaktywny, kontrolował królewskie rodziny i domy szlacheckie, personifikuje odwieczną żądzę dominacji.

Binah, Czarna Madonna, uosabiająca tradycję, więzy krwi i zabójczo konsekwentną solidarność działa głównie w egalitarnych lub silnie religijnych społeczeństwach.

Geburah, bezlitosny Sędzia, emanacja bezwzględnie implementowanego i brutalnego prawa, działa poprzez fanatycznych jurystów i wigilantów.

Tiphareth, Pająk, niegdyś koordynująca działania wszystkich archontów, dziś dysponująca najszerszą siecią kontaktów, po zniknięciu Demiurga i rozpoczęciu otwartej wojny między archontami, realizuje nikomu nieznane cele.

Netzach, Zwycięzca, pan krwawej rywalizacji, kieruje poczynaniami militarystów i wojskowych.

Malkuth, Rebeliantka, najbliższa i jako jedyna przyjazna człowiekowi, walczy z pozostałymi archontami o wyzwolenie ludzkości z okowów Iluzji.

Prawdziwe formy dawnych sług Demiurga żyją w Metropolis, w ginących w niebie cytadelach, bezwzględnie górujących nad Miastem. Cztery z cytadel jest opuszczonych. Należą do umarłych Archontów.

Gehenna

Hell is empty and all the devils are here.
William Shakespeare, The Tempest, akt I, scena II

Aniołowie Śmierci są podwładnymi Astarotha i lustrzanymi, zwyrodniałymi odbiciami Archontów. Przed zniknięciem Demiurga zamieszkiwali Inferno, lecz teraz zeszli wraz ze swoim panem do Metropolis i Iluzji. Część z nich dalej służy Astarothowi, część realizuje swoje własne cele.

Thaumiel, Niesprawiedliwy Władca, jest głównodowodzącym wojsk Astarotha, jego podopiecznymi są watażkowie i puczyści.

Chagidiel, Skrwawiony Patriarcha, zwyrodniały ojciec katujący swoje dzieci, zwiastuje przemoc między bliskimi sobie ludźmi.

Sathariel, Niszcząca Matka, patronka chaosu i anarchii, działa poprzez ekstremistów burzących jakkolwiek pojmowany porządek.

Gamichicoth, fałszywy pomocnik, jest personifikacją bezczeszczącego ciało i umysł głodu.

Golab, Oprawca, podąża za Astarothem i służy jako jego kat.

Togarini, Protektor Zdobywców Śmierci, ma pod opieką nekromantów i wszystkich tych, którzy walczą z nieuchronnym przeznaczeniem.

Hareb-Serap, szczur pól bitwy, uosabia brutalną walkę pozbawioną zwycięzców oraz przyczyny.

Samael, Mściciel, pan ślepej zemsty, to deifikacja bezcelowych vendett i wyroków, szkodliwych w równym stopniu dla karzącego i karanego.

Gamaliel, Perwersyjna Seksualność, kieruje poczynaniami pedofilów, gwałcicieli i morderców na tle seksualnym.

Nahemoth, Spustoszony Świat, uosabia brak nadziei, pochłaniającą apatię i bezczynność.

Niegdyś Aniołowie Śmierci rządzili z bezkresnych ciągów labiryntów, wyrżniętych w ścianach piekła. Teraz do ich siedzib powoli wkraczają inne istoty zamieszkujące Inferno.

Panoptikon

I flatter myself there can now be little doubt of the plan’s possessing the fundamental advantages I have been attributing to it: I mean, the apparent omnipresence of the inspector (if divines will allow me the expression), combined with the extreme facility of his real presence.
J. Bentham, Panopticon

Żyjemy pod stałą obserwacją. Jesteśmy jak świeżo narodzone myszy błądzące po klatkach, nie można nas nazwać istotami widzącymi, choć formalnie nie jesteśmy ślepi – jeżeli zmiana jest dostatecznie duża, udaje dostrzec się nam kontur albo rzucony cień. W tym ziemskim laboratorium panami w białych fartuchach są istoty zwane liktorami. Liktorzy zostali stworzeni po to, aby służyć ludzkości. Gdy Demiurg zbudował Iluzję, przybrali ludzkie postaci, wtopili się w nasze więzienie i zostali jego nadzorcami. To oni wyznaczali bieg historii, kierowali monarchami, reformatorami religijnymi i heretykami, inspirowali powstania, rewolucje, przewroty, tworzyli anormalne ideologie i napędzali śmiercionośny rozwój technologiczny. Teraz, gdy Demiurg zniknął, wreszcie mają szansę spełniać swoje chore pragnienia i zemścić się na ludziach za lata dawnej służby.

Większość liktorów dalej pozostaje na luźnej smyczy Archontów, lecz część z nich działa samodzielnie. Niektórzy stają się tak silni, że ich potęga zagraża pozycji dawnych panów. Liktorzy niemal nigdy nie działają osobiście. Zwykle pozostają w cieniu, wysługując się szeregami ludzkich pionków, zwerbowanych pieniędzmi, pragnieniem sławy, zafascynowanych mocodawcami lub po prostu sterowanych magyą – nieświadomych, kto jest prawdziwym motorem ich działań.

Metempsýchosis

La mort est le commencement de l'immortalité.
Maximilian Robespierre, ostatnia mowa do Konwentu Narodowego, 26 czerwca 1794

Demiurg zakuł nas w kajdany, ale nie odebrał właściwej bogom nieśmiertelności. Śmierć jest ledwie elementem zapętlonego w nieskończoność cyklu, wariacją na temat bytu, epizodem naszej egzystencji.

To, co nazywamy ja, składa się z dwóch części. Pierwszą z nich jest nieśmiertelna esencja, boży fundament, sygnowany dłonią samego Stwórcy. Drugą jest ziemska narośl, zgnilizna, którą po latach nurzania w brudzie obrasta najczystsze choćby ciało – nasze poglądy, wspomnienia, przemyślenia i cechy osobiste.

Podobno przed śmiercią przelatuje nam całe życie przed oczami. To prawda. Ten moment, swoiste podsumowanie naszej egzystencji, jest zarazem ekstatycznym katharsis. Zawarta w nas iskra, stworzona słowem Demiurga, zostaje przygotowana do oczyszczenia ze wszystkiego, co do niej przywarło w czasie bytowania w Iluzji. Umieranie to szczęśliwa chwila separacji sacrum i profanum. Wbrew pozorom, nawet po śmierci mamy wolę. Nieśmiertelny fundament duszy uzależnia to, gdzie dostąpi puryfikacji od ziemskich przekonań pleśni, która go otacza.

Ci, którzy wierzą w karę za grzechy, trafiają do Inferna, miejsca wypalających świadomość żelazem męczarni i lodowatej samotności. Podobnie jak Metropolis, może ono tworzyć wyrwy w Iluzji. Pola śmierci, komory gazowe, sale tortur – to miejsca, w których odsłania się przed nami prawdziwe piekło.

Żelazna dziewica
Quisque suos patimur manes.
Publius Vergilius Maro, Aeneis, VI, 743

Razydzi to biomechaniczne istoty, humanoidalny konglomerat mrocznej technologii i życia, który służył Aniołom Śmierci jako sługi. To piekielni odpowiednicy liktorów, których psychika odbiega jednak znacznie bardziej od ludzkiej. Część z nich podążyła za panami do Iluzji, gdzie spełniają się tworząc prywatne piekła i zaspokajając swoje sadystyczne pragnienia, reszta powoli oswaja się ze świadomością, że teraz to im przyszło rządzić Infernem.

Nefaryci są istotami tworzonymi przez nasze poczucie winy. Gdy umieramy czując potężny moralny ciężar na barkach, przyciągamy nefarytę, który tworzy dla nas osobisty czyściec. To miejsce, w którym spełniają się nasze najgorsze koszmary, pomagając nam odkupić własne grzechy.

Magya

Do what thou wilt shall be the whole of the Law.
Liber AL vel Legis, I:40

Skuteczność magyi nie zależy od rytuałów, przebrań czy pełni księżyca. Magya to wola. Jeżeli skrawek papieru albo głośna inkantacja pomagają Ci się skoncentrować czy lepiej ją wyrazić, to nie przeszkadza. Jednak pamiętaj, że tak naprawdę wcale ich nie potrzebujesz. Urodziliśmy się bogami. Dalej możemy nimi być. Wystarczy wola.

Ikonoklazm

Man doth not yeild himself to the angels, nor unto death utterly, save only through the weakness of his feeble will.
Joseph Glanville

Der Mensch kann tun was er will; er kann aber nicht wollen was er will.
Arthur Schopenhauer, Über die Freiheit des menschlichen Willens

W ramach żartów często powtarza się, że obślinieni opętańcy obwiązani kaftanami bezpieczeństwa i zamknięci w pokojach bez klamek, widzą więcej. Wytworzony przez nasze więzienie zbiór wzorców myślenia i zachowania, kolokwialnie zwany kulturą, każe uznawać nam każde odstępstwo od nich jako szkodliwą aberrację.

Jeszcze w średniowieczu pojęcie marginesu społecznego było wątłe, niezarysowane, wręcz sztuczne. Jest ono w zasadzie pewną ramą, wytworzoną przez postmodernistyczną naukę, analizującą przeszłość przez własne, ciasne schematy myślowe. Człowiek średniowiecza nie widział ludzi marginesu, widział jedynie równych wobec Boga ludzi. Dotknięci nieuleczalnymi schorzeniami, niepełnosprawni, chorzy psychicznie – wszyscy egzystowali w społeczeństwie na równych prawach. Pochylenie się nad takim człowiekiem było co najwyżej wyrazem zrytualizowanej konwencji ujętej w religijne zwyczaje.

Kultura mieszczańska, która niepodzielnie rządzi w świecie zachodu od czasów nowożytnych, nie znosi inności, szczególnie gardząc tą rozumianą w sensie negatywnym. Obcowanie z 'marginesem' staje się ograniczaną do minimum koniecznością – 'margines' wyrzuca się z przestrzeni publicznej, zamyka w przytułkach, sanatoriach, zakładach dla psychicznie chorych. Tworzymy specjalne fundusze, uchwalamy nowe podatki, debatujemy nad nowymi strategiami postępowania, a to wszystko po to, by uniknąć kontaktu z anormalnym. Nowożytny humanizm to marnie zakonspirowana hipokryzja – nigdy nie byliśmy dalej od stwierdzenia, że nic, co ludzkie, nie jest nam obce.

Paradoksalnie, kultura mieszczańska tworzy miejsca, rozcinają Iluzję jak brzytwa. Żyjący tam ludzie nawzajem potęgują swoją anormalność, są coraz bardziej pochłaniani przez Prawdziwą Rzeczywistość i coraz częściej doznają Przebudzenia, całkowitego uwolnienia z kajdan Iluzji. Przebudzeni zwykle nie w pełni kontrolują swoje nowe umiejętności, nieraz na całe stulecia eksplorując nie znające czasu i przestrzeni Metropolis. Ci, którym uda się opanować nowe zdolności, zwykle przystępują do walki o zburzenie więzienia swojego gatunku, zakładając sekty lub też prowadząc osobiste krucjaty.


Tekst oparty na kosmologii przestawionej w podręczniku pierwszej edycji Kultu i dodatku Legions of Darkness. Pisane wielką literą tytuły Archontów i Aniołów Śmierci (np. Thaumiel – Niesprawiedliwy Władca) pochodzą z polskiego tłumaczenia karcianki Kult.



Czytaj również

Komentarze


8536

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Brzmi smakowicie, nigdy dotad nie poznalem blizej kultu. Az strach pomyslec, ze z niektorymi tymi silami staram sie pracowac ;) Mam nadzieje, ze Kult to NAPRAWDE tylko gra :D ;)
07-03-2009 19:58
~Vesa1

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
niestety nie tylko....
07-03-2009 20:43
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
lol ^^
08-03-2009 01:04
Aesandill
   
Ocena:
0
Świetna inicjatywa, z przyjemnością dowiem sie wreszcie, czy coś mi grozi, a nie mam macek
Pozdrawiam
Aes
08-03-2009 09:35
~bob_thorp

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
fajny tekst, szczególnie początek, naprawdę dobry.
niektóre fragmenty są jak z "Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu" - ale to tylko plus :)
@Hajdamaka i Vesa1
wszystko jest grą, nic nie jest prawdziwe ;)
08-03-2009 20:41
   
Ocena:
-1
Jeszcze w średniowieczu pojęcie marginesu społecznego było wątłe, niezarysowane, wręcz sztuczne. Jest ono w zasadzie pewną ramą, wytworzoną przez postmodernistyczną naukę, analizującą przeszłość przez własne, ciasne schematy myślowe. Człowiek średniowiecza nie widział ludzi marginesu, widział jedynie równych wobec Boga ludzi. Dotknięci nieuleczalnymi schorzeniami, niepełnosprawni, chorzy psychicznie – wszyscy egzystowali w społeczeństwie na równych prawach. Pochylenie się nad takim człowiekiem było co najwyżej wyrazem zrytualizowanej konwencji ujętej w religijne zwyczaje.



Dawno nie czytałem podobnej bzdury.
Znaczy się w śrdniowieczu mieli pfron?
Sorry, ale takie bzdety mogą przejść tylko w Kraju, gdzie przez 40 lat sterylizowano niepełnostrawnych, wtedy to się rozumie, że w średniowieczu było lepiej...
09-03-2009 14:06
Aesandill
   
Ocena:
0
@ slann

Chyba jednak, to tylko gra.

Tak jak w prawdziwej bitwie nikt nie rzuca kostkami - na wzór bitewniaków

Tak w tym RPG jest przejęta taka rzeczywistość. Ot to.

Nie rozumiem oburzenia

Pozdrawiam
Aes
09-03-2009 14:30
   
Ocena:
-1
Gra grą, ale głupot pisać nie wypada, szczególnie w systemie bądź co bądź opierającym się na naszej rzeczywistości.
09-03-2009 14:36
Aesandill
   
Ocena:
0
Kazda gra opiera sie na naszej rzeczywistości. Innej nie znamy.

Można więc w twórczości oddać sie dowolnej fantazji. Czy to o Elfach, Mackowatych monstrach, czy wielkich spiskach siegająch hen w tył. I to jest rzeczywistośc-fikcja gry, i można jej nie lubić, ale większego sensu nie ma się na nią boczyć, nawet jak jest bzdurna.
(natomiast można ją zbojkotować)
Takie jest moje zdanie.

Zresztą, takie "głupoty", w tym dziale, są właśnie na swym miejscu. Bo to nie tylko dział Cthulhu, ale równierz Kultu.

Pozdrawiam
Aes
09-03-2009 14:44
   
Ocena:
-1
Czylijak mniemam, można napisaćdowolną głupotę, a i tak będzie dobrze?
09-03-2009 15:22
Aesandill
   
Ocena:
0
Nie, ale jesli zrobisz sobie system, gdzie takie głupoty będą jej fabułą, to prosze.
Najwyzej nikt od ciebie go nie kupi.

To jest artykuł o Kult rpg. Przybliża czytelnikom ten dośc mało znany system, a umieszczony jest całkiem słusznie, w dziale Horror - sklejone działy Cthulhu i Kult.

Czyli wszystko na swoim miejscu

Pozdrawiam
Aes
09-03-2009 15:30
markol
   
Ocena:
0
Będzie więcej o kulcie?
09-03-2009 18:54
Rastif
   
Ocena:
0
@slann
>Znaczy się w śrdniowieczu mieli pfron?
>Sorry, ale takie bzdety mogą przejść tylko w Kraju, gdzie przez 40 lat sterylizowano niepełnostrawnych, wtedy to się rozumie, że w średniowieczu było lepiej...

Brak PFRON w średniowieczu jest m.in. oznaką tego, że niepełnosprawni nie byli traktowani inaczej niż pełnosprawni. Nie bardzo rozumiem, dlaczego atakując pewien pogląd dostarczasz równocześnie argumentów na jego obronę. Nigdzie nie napisałem również, że 'mieli lepiej'.
Pomijam już zresztą, że to jest element stylistyki artykułu nie w pełni odpowiadający moim przekonaniom. Ba, nie do końca odpowiada to 'prawdzie historycznej', bowiem w nieszczęsnym średniowieczu również istniały przytułki, leprozoria, itp. To artykuł, do tego o mało poprawnym politycznie systemie, polecam więcej dystansu.

@markol
>Będzie więcej o kulcie?

W jakim sensie? Jest to już któryś z kolei wstęp do Kultu, leży kilka artykułów w dziale 'almanachy'. Jeśli chodzi o stronę fluffową, to może pojawi się bardziej dokładny opis Archontów i Aniołów Śmierci. Tyle, że nieco boimy się, że piszemy sami dla siebie.
09-03-2009 21:09
Aesandill
   
Ocena:
0
Nie piszecie sami dla siebie
(kurcze, zabrzmiało jak jednoosobowa grupa wsparcia)

Chętnie dowiem się jak najwięcej o Kulcie

Pozdrawiam
Jeszcze mocno Mackowaty
Aes
09-03-2009 22:11
LiAiL
    @Markol @Aesandill
Ocena:
0
Jest też opowiadanie w zanadrzu oraz parę szkiców, które muszę dopracować :)
10-03-2009 11:56
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
a ja w niedziele byłem na koncercie kult, naprawdę niesamowity klimat. polecam.
25-06-2009 09:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.