» Recenzje » Zagraniczne » Scion: Hero

Scion: Hero

Scion: Hero
Jak powszechnie wiadomo, w życiu często bywa tak, że gdy ktoś wpadnie na genialny pomysł, natychmiast pojawiają się rzesze imitatorów bezwstydnie idących tym samym tropem. W technice nazywa się to ‘postępem’, zaś w literaturze ‘prądami literackimi’. Nie oznacza to oczywiście że jest to coś złego, czerpanie z wielkich dzieł może dać świetne rezultaty. Scion, produkt wydawnictwa White Wolf, można opisać czterema słowami: "Amerykańscy bogowie: Gra fabularna". Zresztą, w obliczu popularność urban fantasy i mitologicznych motywów wydanie takiego systemu staje się zupełnie zrozumiałe.

Przejdźmy do samej gry. W Scionie gracze wcielają się w role tytułowych Potomków – na wpół śmiertelny owoc działań bóstwa z jednego z sześciu panteonów (od greko-rzymskiego Dodekatheonu do Loa – bóstw Voodoo), którzy winni spełniać wolę swojego boskiego rodzica. Świat gry przypomina z pozoru nasz, ale różni się od niego obecnością działających potajemnie bogów, i ich rodziców – Tytanów. Wieki temu bogowie w walce o władzę nad światem śmiertelników pokonali Tytanów, pętając ich w świecie podziemnym. Nie mogli ich tak po prostu zabić, ponieważ Tytani uosabiają pewne pierwotne aspekty natury – na przykład, gdy Odyn zabił Ymira, nastała epoka lodowcowa. Tytani jednak nie tak dawno temu zdołali wyzwolić się ze swojego więzienia, tym samym awansując na Głównych Złych Gości w settingu.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

To właśnie Tytani są głównym i najpotężniejszym wrogiem bohaterów, a na niższych "poziomach" tę rolę pełni ich pomiot – titanspawn. Większość mitycznych bestii, takich jak harpie, trolle czy niektóre spośród smoków – to właśnie pomiot tytanów. Jako że Tytani uwięzieni byli w świecie zmarłych, do bestiariusza dołączyć można jeszcze kilka rodzajów nieumarłych. Poza Tytanami, przeciwnikami bohaterów mogą być Dziedzice z innych Panteonów, czy w końcu zbuntowani bogowie – na przykład wśród Aesir jest to Loki (oczywiście), w Dwunastce – Hera. Do gotowej kampanii dołączono też zestaw antagonistów – wrogich Potomków, pasujących poziomem do postaci graczy, podano także statystyki nieprzyjaznych bóstw (chcesz wiedzieć, ile kropek w Sile ma Herkules?). Początkujący bohaterowie będą też ścierać się ze wpływowymi śmiertelnikami oraz ich sługami: policją, mafią czy nawet kultystami, jednak ostatecznym przeciwnikiem pozostają Tytani. Ostatecznie boscy bohaterowie wymagają boskich wrogów.

W pewnym sensie Scion to więcej niż jedna gra. Podstawowym podręcznikiem jest Scion: Hero, zawierający zasady walki i tworzenia postaci, zaś jego swoistą kontynuacją Scion: Demigod i Scion: God, dwa dodatki pozwalające bohaterom na zwiększenie mocy do poziomu opisanego w tytule. W skład linii wydawniczej wchodzi też Scion: Ragnarok traktujący, jak sama nazwa wskazuje, o ostatecznej rozgrywce wśród panteonu bogów germańskich, a także Scion: Companion – zbiorek dodatkowych zasad, opisów, mocy czy frakcji. W teorii potrzebujesz do gry tylko Hero, ale w praktyce warto mieć wszystko, co wydano – a to z powodu bardzo dobrego, moim zdaniem, rozwiązania.

W każdym podręczniku jeden obszerny rozdział zajmuje kampania. Trzy podstawki: Hero, Demigod i God tworzą epicką opowieść, podczas której bohaterowie będą awansować nawet nie od zera do bohatera, a od herosa do bóstwa, stawią czoła legendarnym potworom, a w końcu być może spróbują na powrót zamknąć Tytanów w ich więzieniu. W Ragnarok znajduje się też osobny cykl przygód, zaś w Companionie zarysy alternatywnych kampanii – osadzonych np. w czasach II wojny światowej, oraz kilka dodatkowych panteonów, np. irlandzcy Tuatha De Danann, czy chiński Niebiański Porządek. Oczywiście, wadą takiego rozwiązania jest między innymi stosunkowo mała liczba antagonistów zawartych w podstawowym podręczniku, czy rozdzielenie porad dla Mistrzów Gry odpowiednio do poziomu mocy bohaterów.

Bohater jest już na wstępie nadczłowiekiem, mając dostęp do boskich Domen (Purviews) czy Epickich Atrybutów. Na początku bohater może co najwyżej rzucić motocyklem, rozkazywać zwierzętom czy przechodzić przez ściany. Gdy stanie się półbogiem (a gracz kupi podręcznik Demigod) może rzucać ciężarówkami, zmieniać się w zwierzę lub przyzwać tornado. Bogowie mogą jedną ręką rzucić Pałac Kultury na Księżyc, zmienić się w awatara Pierwotnej Bestii lub przemienić człowieka w giganta. Oczywiście potomkowi Thora łatwiej jest wzywać pioruny niż ożywiać zmarłych, jednak bohaterowie są wciąż niesamowicie potężni.

Poza porównaniem do "Amerykańskich Bogów RPG" kolejnym skojarzeniem będzie: Exalted w Ameryce, bo gra jest oparta na praktycznie tej samej mechanice – przypominającej nawet bardziej Świat Mroku niż grę fantasy (9 cech w przedziale od 1-5, do tego umiejętności, i wykorzystywanie tylko k10). Gra korzysta też np. z zasad stuntingu (im fajniej opiszemy jakiś nadludzki wyczyn, tym więcej kostek dostaniemy). Niesie to za sobą zalety (dość łatwo spamiętać podstawowe zasady) jak i wady (skomplikowana mechanika walki). Mechanika walki Exalted jest zaskakująco powolna, i Scion idzie, niestety, w tym samym kierunku. Warto zauważyć, że mechanika Sciona w przeciwieństwie do Exalted nie korzysta z Zaklęć, w zamian za to bohaterowie korzystają z wymienionych wcześniej Domen, związanych ze Schedą (Birthright) – przedmiotami, stworzeniami czy sługami otrzymanymi od boskich rodziców. W miarę, jak Potomek rośnie w siłę i sam staje się bogiem, może zrezygnować z takich zabawek. Do dyspozycji bohaterów jest też moc manipulacji Losem, istotnym elementem świata.

Słowa ‘heros’, ’bohater’, oznaczać mogą przecież postać w opowieści, i tym właśnie jest Los – przejściem od przyziemnej rzeczywistości do mitu, epickiej historii. Gra jasno stwierdza na przykład, że jeśli bohater chce podnieść wieżowiec i przestawić go w inne miejsce – zrobi to, bez większego szacunku dla realizmu czy naprężeń materiału. Los jednak bywa czasem okrutny, wplątując bohaterów w coraz to nowe historie. Bohaterowie posiadają współczynnik Legendy, mówiący jak bardzo są… boscy. Za pomocą punktów z Puli Legend, których ilość zależy od rzeczonego współczynnika, mogą poprawiać wyniki swych rzutów, dodawać kostki do testów – jednak, im częściej się to dzieje, tym większa szansa, że osoba, z którą związany jest test, stanie się z bezimiennego statysty kimś istotnym w jego życiu: powiernikiem czy rywalem. Los jest usprawiedliwieniem dla "nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności", i wszelkich tak lubianych melodramatycznych zwrotów akcji. Świadome wykorzystanie Losu to Magia, jedna z Domen bogów takich jak Hekate czy Baron Samedi, jednak Los dotyczy wszystkich boskich i półboskich istot.

Półbogowie biegają sobie po USA (bo świat poza Stanami, jak wiadomo, nie istnieje), walczą, knują, rzucają w siebie i w pomiot tytanów wieżowcami, dostarczając sporej zabawy graczom. No, prawie wszystkim. Jeśli nie lubisz popkulturowej mieszanki różnych wierzeń (w jednej drużynie współpracować mogą syn Thora, córka Barona Samediego i adoptowany syn Ateny, walczący z ninja zombie z płonącymi mieczami), zapewne odrzuci ona cię od tej gry. Gra jest epicka. Krótki (niestety) rozdział dla mistrza gry opisuje, jak stosować konwencję eposu w miejskich opowieściach, czy jak wplatać mityczne wątki w kronikę. Podręcznik twierdzi, że nie ma takiego wyczynu, którego epicki bohater nie jest w stanie dokonać. Osoby wolące bardziej realistyczne, przyziemne światy również się zawiodą. Sporym minusem jest cena – by w pełni wykorzystać grę, naprawdę warto kupić wszystkie podręczniki.

7.0
Ocena recenzenta
7.86
Ocena użytkowników
Średnia z 7 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Scion: Hero
Linia wydawnicza: Scion
Autorzy: Justin Achilli, Alan Alexander, Carl Bowen, Bill Bridges, John Chambers, Michael Lee, Peter Schaefer, James Stewart, Andrew Watt
Okładka: Michael Comarck
Ilustracje: Anthony Carpenter, John Christopher, Oliver Diaz, Andrew Hepworth, Jeff Holt, Imaginary Friends Studio (Kendrick Lim, Lan Jun Kang, Kevin Chin, Ray Toh, Yinah Goh, Derrick Chew, Djoko Santiko, Marc Lee), Jeff Laubenstein, Brian LeBlanc, Ron Lemen, Adrian Majkrazk, Pat McEvoy, Justin Norman, Ted Pendergraft, Stephanie Roberts, Klaus Scherwinski, Rich Thomas, Cathy Wilkins
Wydawca oryginału: White Wolf
Data wydania oryginału: kwiecień 2007
Miejsce wydania oryginału: USA
Liczba stron: 336
Oprawa: twarda
Format: 27,9 x 21,3 x 2,5 cm
ISBN-13: 978-1-58846-468-2
Cena: 35$ / 100zł
Tagi: Scion | White Wolf



Czytaj również

Scion: Hero
- recenzja
The Manual of Exalted Power: Lunars
Czyli zmiennie
- recenzja
Exalted Second Edition
Epicki od pierwszej sesji
- recenzja

Komentarze


Podtxt
   
Ocena:
0
Recenzja w porządku. Sama gra mnie zainteresowała, mimo że "Amerykańskich Bogów" uważam za przeciętne dzieło. Power level to to co lubię, czytam teraz nowego wampira i możliwości postaci mnie zdumiewają. Temu w papę, tamtemu kubek Vitae, jeszcze innego Dominacją i praktycznie masz władzę nad kolejną orgranizją/partią polityczną/whatever. Tutaj pewnie zjawisko to działa na jeszcze większą skalę.
Urban fantasy jest milutkie, ale nie wiem, czy gra nie będzie się kłócić z konwencją drużyny. O ile na poziomie hero wygląda ok, martwię się za to jak wygląda współpraca MG i trzyosobowej drużyny gdy każda postać jest na poziomie Demigod, albo i God..
21-11-2009 14:02
~Furiath

Użytkownik niezarejestrowany
    było
Ocena:
0
rincewind bpm
   
Ocena:
+7
Jasne, że było. Generalnie, z tego co rozumiem, recenzje wszystkich anglojęzycznych podręczników były w sieci tygodnie przed tymi publikowanymi przez poltera.

Natomiast uważam, że 21 recenzja systemu w sieci (a 1 na polterze) ma sens, tak samo jak 36 recenzja systemu w sieci (a 2 na polterze). Nie widzę między jednym a drugim specjalnej różnicy.

Fakt, że recenzje podręczników starszych niż rok czy dwa nie są naszym topowym priorytetem (jak recenzje polskich nowości), ale i one na pewno znajdą u nas dla siebie miejsce.
21-11-2009 15:40
~Furiath

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Gdyby topowym priorytetem były polskie nowości, Wolsung nie czekałby półtora miecha na reckę, ale kilka dni.

W powiązanych artach brak było tej recki Sciona napisanej przez Turela.
21-11-2009 16:45
rincewind bpm
   
Ocena:
+5
Gdyby topowym priorytetem były polskie nowości, Wolsung nie czekałby półtora miecha na reckę, ale kilka dni.

Prowadzę dział od niewiele ponad dwóch tygodni. Recenzje Wolsunga nadchodzą.

W powiązanych artach brak było tej recki Sciona napisanej przez Turela.

Tak, ponieważ jako artykuł z 2007 roku nie był otagowany (chyba że po prostu ten jeden artykuł nie był, nie chce mi się robić historycznych riserczów), dzięki za przypomnienie.

Nie był także podpięty do noty (tego mechanizmu także wtedy najwyraźniej nie było), ale to już zrobiłem rano, tak samo, jak rano napisałem newsa "zapraszamy do lektury drugiej recenzji".
21-11-2009 17:08
~Khan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Furiath, a jaki jest sens pisania recenzji gry fabularnej po kilku dniach obcowania z nią? Moim zdaniem przed recką przydałyby się ze dwie-trzy dobrze przygotowane (z duchem danego systemu) sesje, bo gre fabularną wypadałoby zrecenzować jako GRĘ a nie jako książkę.
21-11-2009 21:14
Erpegis
    Hm
Ocena:
+3
Khan: właśnie nie. Powiem nawet, że wolę w recenzowany system nie grać przed napisaniem recenzji.

Bo nie oceniam tego, jak ktoś prowadził grę X, jak ktoś grał w grę X, tylko jak gra X jest napisana i jak można w nią grać.

Furiath: w gruncie rzeczy oceniam tutaj całą linię wydawniczą, a nie tylko podstawkę, więc nie tak do końca było.
21-11-2009 22:02
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Należy odróżniać recenzje gier od recenzji podręczników.

Po prostu.
21-11-2009 22:09
Mayhnavea
   
Ocena:
+1
To ja tylko wtrącę, że recenzja jest bardzo ładnie napisana i przyjemnie mi się ją czytało. Dziękuję za uwagę.
21-11-2009 22:22
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Recenzja z sesji jest recenzja z sesji. Recenzja gry jest recenzja podrecznika. Playtesty sa malo wiarygodne, choc pomocne. Sam playtest niewiele mowi poza tym, jak sie kos bawil u kogos innego.
21-11-2009 23:19
nid
   
Ocena:
+6
Recenzja bez zagrania nie jest recenzją gry, jest recenzją książki. Capsule review jest mało wiarygodny, bo nie mówi nic o grze poza tym jak się komuś ją czytało. A gry służą do grania, nie do czytania.
22-11-2009 00:05
Kot
    @Furiath
Ocena:
0
Mogła być we trzy tygodnie po premierze, ale lepiej, żeby najpierw ukazała się nie-fanboyowska recka. A poza tym - mam inne priorytety.
22-11-2009 12:04
~Khan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
"Powiem nawet, że wolę w recenzowany system nie grać przed napisaniem recenzji."

Więc Twoje recenzje są bezwartościowe. Powiedz mi skąd wiesz, jak sprawdza się na sesji mechanika? Skąd wiesz, czy postacie stworzone zgodnie z zasadami podręcznika będą się sprawdzały podczas gry? Skąd wiesz, czy walki mają odpowiednią długość i przynoszą satysfakcje? Szósty zmysł? Czy może sądzisz, że jesteś tak genialny, że jesteś w stanie przewidzieć, jak to wszystko zadziała na sesji? Powiedz mi też po co w takim razie robi się betatesty gier fabularnych, skoro wszystko można ocenić po podręczniku?
22-11-2009 21:05
Erpegis
   
Ocena:
+1
To, jak sprawdza się mechanika na sesji wiem z kilku lat doświadczenia i szkolnej wiedzy o rachunku prawdopodobieństwa. Pomysły z podręcznika też wydają się być fajne i ciekawe.

Betatesty są po to, by ułatwić grę, ja nie oceniam gry, a podręcznik.
24-11-2009 12:32
~ufoq

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jak dla mnie recenzja jest dobra.
Pijecie do tego że niby betatesty są ważne- brednie- one tylko, jak zresztą napisał Erpegis, wygładzają niektóre rzeczy, ewentualnie wychywtują błędy w systemach robionych bez przeliczenia ich mechanik. Jako ściślak do mnie bardziej przemawia krzywa prawdopodobieństwa wyliczona na podstawie mechaniki niż 10 godzin beta testów. Zresztą obliczenia można zrobić w parę minut, a wychwycić mogą znacznie więcej błędów niż betatesty.
03-12-2009 14:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.