Metamorphosis Alpha: Mordercza Mila

I jedna mila od snu mnie dzieli...

Autor: AdamWaskiewicz

Metamorphosis Alpha: Mordercza Mila
Nie bez powodu pierwszymi dodatkami, jakie ukazują się do sporej części gier fabularnych, są przygody. Pojedyncze scenariusze, całe ich zbiory czy wręcz rozbudowane kampanie – to one najlepiej ukazują odbiorcom, jak twórcy danego systemu widzą historie osadzone w jego realiach.

Także do wydanego nakładem k6 Trolli i Gindie antycznego Metamorphosis Alpha, równocześnie z podręcznikiem podstawowym, ukazała się przygoda dodatkowa. Nie aż tak leciwa, jak systemowa podstawka, pochodzi z roku 2014 i pierwotnie przeznaczona była do czwartej edycji systemu, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać ją w oparciu o opublikowaną po polsku starszą wersję gry – ani pod względem mechanicznym, ani fabularnym nie sposób zauważyć między nimi jakichkolwiek rozbieżności.

Nie tylko jednak nominalne edycje systemu dzielą podręcznik podstawowy opublikowany dzięki k6 Trolli i scenariusz zatytułowany Mordercza Mila. Istotniejszą różnicą jest fakt, że erpeg – standardowo – przeznaczony jest do gry zespołowej (chociaż, przynajmniej dla mnie, sugerowana przez autora granica tuzina graczy to już przesada), podczas gdy przygodę stworzono z myślą o rozgrywce jednoosobowej. To gra paragrafowa, fantasolo na podobieństwo Dreszcza czy Samotnego Wilka, choć trzeba przyznać, że od czasów wydawanych nakładem Wiedzy i Życia pozycji z serii Niekończąca się wyprawa, osadzonych w realiach D&D, jest to chyba pierwszy przykład gry tego rodzaju umiejscowionej w konkretnym systemie RPG, jaka pojawiła się na naszym rynku.

Niestety, pozycja ta jest nieporównanie krótsza od którejkolwiek z wymienionych powyżej – zaledwie szesnaście stron i dwadzieścia paragrafów wystarczyć może na kwadrans rozgrywki i nie daje jakiejkolwiek regrywalności – w porównaniu z Dreszczem czy Wyspą Zmierzchu, które można było przechodzić po wielokroć, nawet za skromną cenę pięciu złotych (w wersji elektronicznej – trzech) wydaje się to wręcz żałośnie mało. Nawet pomimo tego, że fabuła jest całkiem ciekawa, a niektóre z pomysłów zawartych w przygodzie naprawdę udanych, to jako paragrafówka Mordercza Mila zwyczajnie rozczarowuje.

Znacznie lepiej, jak sądzę, powinna sprawdzić się jako podstawa do rozegrania bardziej standardowej sesji w oparciu o pełne zasady Metamorphosis Alpha. Stawiać będzie przed postaciami sporo niecodziennych wyzwań i mimo że nie uświadczymy w niej praktycznie żadnych sytuacji socjalnych (co mogłoby w jakimś stopniu upośledzać postacie ludzi w porównaniu z mutantami), to miało w takim ujęciu jeden rekompensujący to atut, którego w trybie rozgrywki jednoosobowej kompletnie nie uświadczymy.

Otóż, jak wszystkie gry fantasolo, Mordercza Mila w zdecydowanej mierze opiera się na wyborach i decyzjach podejmowanych przez gracza. Nawet jeżeli nie muszą być one łatwe, to w wersji solo są banalnie proste – przejdź do paragrafu X albo Y. Przy erpegowej sesji, w której na ostateczną decyzję wpływ miałoby kilkoro graczy, podjęcie wyboru samo w sobie mogłoby wnosić do rozgrywki dynamikę i emocje być może porównywalne z tymi, które towarzyszyłyby walkom z potwornymi przeciwnikami (a nie bez przyczyny w tytule przygody znalazło się słowo "Mordercza"). Erpegowa sesja oparta na tym podręczniku nie powinna być zbyt długa czy rozbudowana – to raczej zestaw spotkań, których kolejność określają podejmowane przez gracza wybory, ale z powodzeniem powinna zapewnić rozrywkę na jeden wieczór.

Do samego scenariusza dołączono dwójkę gotowych postaci – uważny czytelnik bez trudu rozpozna w nich przykładowych bohaterów, których tworzenie mogliśmy śledzić w podręczniku podstawowym do Metamorphosis Alpha. Poza tym na własnych sesjach wykorzystać można także istoty i zagrożenia opisane w Morderczej Mili. Wszystko to razem sprawia, że traktowany jako systemowy suplement, ten podręcznik zasługuje na wyższe oceny, niż jeśli podchodzić do niego tylko jako do prostej paragrafówki. Biorąc pod uwagę jego niewysoką cenę, sądzę, że zakup powinni rozważyć wszyscy decydujący się na sięgnięcie po samo MA – mam tylko nadzieję, że linia wydawnicza systemu nie zakończy się na tych dwóch pozycjach, i już wkrótce doczekany się kolejnych scenariuszy czy innych suplementów przenoszących nas na pokład Wardena przemierzającego międzygwiezdną pustkę.