» Artykuły » Ile kosztują gry okołofantastyczne?

Ile kosztują gry okołofantastyczne?


wersja do druku

Nasze drogie gry

Redakcja: AdamWaskiewicz

Ile kosztują gry okołofantastyczne?
Staram się w swoich tekstach okołofantastycznych, czy to recenzjach, rzutach okiem czy notach blogowych, nie pisać o cenach gier. Wynika to z prostego faktu – ciężko ocenić czy coś jest “drogie” czy “tanie”, momentami stwierdzić, czy “stosunek jakości do ceny” jest “wysoki” czy “niski”. Tematowi jednak należy się parę słów, zachęcam do lektury i dzielenia się swoimi uwagami.

Sortuj: po cenie, od najwyższej

“Exar, przecież wiemy, ile kosztują gry. Wchodzimy na stronę tego i tego sklepu i wszystko mamy jak na tacy.“. Oczywiście tak, spróbujmy więc zacząć od początku: ile kosztuje najdroższa gra dostępna w Polsce?

Zacznijmy od najprostszego przypadku, czyli gry, która jest kompletna i wystarczająca do zabawy. Znalazłem pozycję za 2590 zł – Army of Flanders: Le Divertissement Royale. Czy ta gra jest “droga”?

Bardziej złożony przypadek to oczywiście serie czy systemy. Tutaj wydaje się, że górnej granicy nie ma, lub jest rzędu pewnie dziesiątek tysięcy złotych. Wydawany w Polsce Horror w Arkham LCG to ładnych kilka tysięcy złotych. Karty do Magic: the Gathering kupowane w boosterach mogą kosztować ile chcecie – ile kupicie, tyle wydacie. Tzw. single, czyli pojedyncze karty to setki, czasem tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych – oczywiście najbanalniejszy przykład to Black Lotus, kosztujący ponad 10.000 dolarów. Nie można przy okazji nie wspomnieć o dość głośnych poszukiwaniach karty The One Ring, która została sprzedana za około 2,6 miliona dolarów, czyli ponad 10 milionów złotych [1].

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Podobnie bitewniaki – zestawy figurek do Iron Kingdoms czy Warhammera Fantasy Battle mogą zjeść niejedną miesięczną pensję. 

Czy te gry są “drogie”?

Tak, są – jeśli babcia ma nam kupić z niskiej emerytury pudełko z Phobosami do Warhammera i myśli: "8 plastikowych figurek za 200 złotych? Przecież to skok na kasę!" (uwielbiam ten tekst internautów-fantastów).

Ale czy babcia wie, ile radości sprawi nam to pudełko?

Fantazogodziny

I o to się wszystko rozbija (no dobra, nie wszystko – patrz dalej) – ile godzin radości da nam te 8 figurek? Ile czasu będziemy je sklejać i malować? Ile meczy nimi rozegramy?

Jeśli policzymy, że sklejanie i malowanie zajmie nam 10 godzin a kolejne 10 godzin będziemy grać, daje to 10 zł za fantazogodzinę. Czy taka kwota jest wysoka? Jeśli porównacie to do wyjścia do kina (15 zł / fantazogodzinę, w wersji “bieda”), do baru (jedno piwo bezalkoholowe to przecież też 15 zł / kacogodzinę) to okaże się, że wcale nie jakoś bardzo; choć oczywiście fantazogodziny spędzone na gapieniu się w TV mogą być jeszcze tańsze.

A co z erpegami? Podręcznik do gry fabularnej to czasem koszt 4 pizz. Tutaj wydaje się, że będzie jeszcze taniej, wszak jedna sesja, na której mamy pięć osób i która trwa 4 godziny to już w sumie 20 fantazogodzin. Czyli znowu – wyjdzie 10 zł / fantazogodzinę, a przecież erpegi to często wiele, wiele sesji, rozgrywanych przez lata – mając podstawkę do Warhammera można w teorii grać na niej do końca życia; kampania Wewnętrzny Wróg w możliwie szybkiej wersji “przejścia” to pewnie ze 20 sesji po 5 godzin, co nawet przy koszcie 1200 zł za podręczniki (upraszczając: 5 x 200 za dodatki, 1 x 200 za podstawkę) i czterech graczach da nam… 3PLN za godzinę na gracza.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Gorzej oczywiście wyglądają tutaj paragrafówki, bo czytamy jest dwa-trzy razy a potem idą na rok czy dwa na półkę. Tak więc tutaj koszt naszej fantazogodziny mogą wynieść nawet 30-50 zł (zakładając, że gra potrwa godzinę – co nie zawsze jest oczywiste w przypadku dość śmiertelnych gier paragrafowych starej szkoły), co stawia tę formę zabawy raczej powyżej średniej – jeśli takowa oczywiście istnieje.

Janusze Fantastyki, czyli deale życia

Ogromną zaletą współczesnej materialnej fantastyki (w postaci gier) jest bogaty rynek wtórny i możliwość odsprzedaży / wymiany gier. Myślę, że powyższy, warhammerowy, przykład mógłby zostać uzupełniony o odsprzedaż podręczników po grze, nawet jeśli byłaby to połowa ceny, to wtedy dochodzimy do absurdalnie niskich kwot za podręczniki, rzędu 1-2 zł za godzinę gry. Czy znajdziemy tańsze hobby?

Fantaści mają często ciekawe kolekcje. Ubezpieczać rarytasy, które jako jedyni macie w Polsce?

Podobnie z bitewniakami czy M:tG i innymi kolekcjonerskimi karciankami – wiele z figurek (zwłaszcza tych pomalowanych) czy kart (szczególnie tych potężnych, folii, czy potężnych folii) jest odsprzedawalne. Co do M:tG niestety sporo tutaj losowości, wystarczy, że dana karta wpadnie albo wypadnie do jakiegoś cyklu i już jej cena zmienia się gwałtownie – dlatego tutaj im więcej wiemy, tym więcej możemy zarobić.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Poza samą odsprzedażą podręczników głównego nurtu, można bawić się w biznesmena i kupować różne zabawki z myślą o inwestycji. Karty do starych gier karcianych (Star Wars CCG Deciphera), dodatki do drugiej edycji planszowego Horroru w Arkham, czy chociażby Magiczny Miecz Sfery to wręcz złote inwestycje, o sporej stopie zwrotu.

Ale czy zawsze jest różowo?

Oczywiście – nie. Konsekwentnie za powyższą myślą, najdroższe gry, to te, w które nie gramy, albo gramy mało. Gierka za stówkę, jeden mecz i na półkę. Kolejny dodatek do Zewu Cthulhu, przekartkowany i na półkę. Ale to nie wszystko – są jeszcze…

Gry niszowe

Nie byłbym sobą, gdybym nie napisał o Advanced Squad Leader i ogólnie o grach wojennych, na przykład World in Flames (gry wojenne to te z żetonami, w przeciwieństwie do bitewnych, gdzie są figurki i niekoniecznie kontekst historyczny). 

Tutaj mamy kilka faktów, które powodują, że powyższe tezy mogą, ale nie muszą, nie mieć zastosowania.

Po pierwsze, gry te często wydawane są w setkach egzemplarzy (w przeciwieństwie do masówki – Catan to dziesiątki milionów [2]), co powoduje, że: a) często nie opłaca się drukować ich w Chinach, czy innych “tanich” krajach; b) powiązany punkt, czyli koszty druku i produkcji są zwiększone ze względu na niski wolumen produkcji; c) R&D może kosztować krocie.

Punkty a i b wydają się być oczywiste, skoro produkowanych jest na przykład 700 sztuk dodatku Armies of Oblivion do ASL-a, to pole negocjacji z drukarniami jest małe. Żaliłem się kiedyś znajomemu grafikowi-drukarzowi, że ASL czy World in Flames (WIF) ma “tylko” żetony i gry na nich oparte są drogie, to mnie sprowadził na ziemię – rozpoczęcie produkcji kilku plansz z podciętą tekturą w Europie (w USA pewnie też) to nie będą 2 złote, a pewnie 50 albo i więcej. Oczywiście zmiana drukarni też może być ryzykowna i kosztowna – o ile World in Flames drukowany jest u naszych południowych sąsiadów, Czechów, MMP (wydawca ASLa) ciągle drukuje w USA i nie zapowiada się, żeby to się miało zmienić. I to widać – 1600 żetonów w WIF, ale z mapami na twardej tekturze i instrukcjami na kredowym papierze to około 600 zł, 1600 żetonów do ASL i mapy na elastycznej teksturze to pewnie około 800 zł – jeśli miałbym ocenić, to wyszłoby mi, że ASL jest około 1,5-2 x droższy niż WIF

Punkt c, czyli koszt projektu gry, może być absurdalnie wysoki w przypadku gier opartych na faktach. Tony badań historycznych, analiz map, raportów z walk, tworzenia koncepcji nowych typów wojsk – wszystko to może kosztować bardzo dużo. Kenneth P. Katz w swoim artykule Forgotten War Designer’s Notes [3] napisał, że gdyby założyć stawkę godzinową inżyniera czy programisty, to koszt stworzenia tytułowego modułu (Forgotten War do ASL) wyniósłbym około miliona dolarów. Bibliografia do World in Flames to około 100 pozycji historycznych [4]. Plus oczywiście cała “standardowa” otoczka, czyli grafiki, ilustracje, podręczniki, testy, marketing, sprzedaż. Spróbujcie to teraz podzielić przez potencjalny zysk przy liczbie sprzedanych kopii rzędu 1000 sztuk… 

My a oni

Jak to w życiu bywa, można myśleć głową, ale można i sercem (albo trochę tak, a trochę tak). Pasja to często te drugie – nie zawsze wszystko co robimy jest racjonalne z punktu widzenia budżetu. Ale jeśli my, fantaści, porównamy się z innymi hobbystami oczywiście możemy traktować się jako tych “tańszych”. 

Samochodziarze, i ogólnie kult samochodu, to studnia bez dna. Ile razy widzieliście starego grata, który miał chromowany zderzak albo klapkę wlewu paliwa? Ile taka klapka kosztuje – 500 złotych? Co powiecie na przedstawicieli klasy średniej, którzy potrafią wydać na auto 200.000 zł a na jego serwis i ubezpieczenie 5.000 na rok i jednocześnie mówią Wam, że Wasi Nekroni są drodzy?

Oczywiście są też wędkarze (kołowrotki też niemało potrafią kosztować), numizmatycy, i wiele, wiele innych – czy na ich tle wyglądamy na burżui? Raczej nie, choć nie siedzę w tych hobby, żeby się wypowiedzieć, ale chętnie przeczytam, ile można wydać na znaczek pocztowy z Mozambiku. 

Koszty poboczne

Niestety, część z wydatków powiązanych z naszym hobby wiąże się z dodatkowymi akcesoriami. W przypadku erpegów te mogą być minimalne (kostki, druk kart; choć czasem specjalne kostki mogą kosztować tyle co połowa podręcznika) lub żadne (wszak kostki są wielorazowe), ale już karciarze muszą kupić koszulki, powinni zainwestować w klasery, gdzie będzie można przejrzeć kolekcję; podobnie bitewniacy-malarze: farbki, narzędzia, gąbkowane walizeczki – wszystko to kosztuje. Swoim życiem już żyją opowieści o fanach systemów gier wojennych, chociażby takiego ASLa – sortowanie żetonów i przekładanie ich z pudełka do pudełka to wręcz sztuka – oczywiście po wcześniejszych analizach rynku wszelkich możliwych systemów szufladek, skrzyneczek i innych miejsc, gdzie te drobne kartoniki będą trzymane. Przed trafieniem do systemu przechowywania, żeton często ma przycięte rogi – maszynką, która kosztuje ponad 400 złoych. 

Hobby poboczne graczy wojennych - poszukiwania złotego Graala pudełek, wycinarek, pęset. Tutaj od tych najprostszych (po śledziach), po złożone - dwustronne.

Być może nieoczywisty punkt, ale wraz z wzrostem kolekcji warto pomyśleć o ubezpieczeniu naszych fantów. Kolekcja kart do Magica, figurek do Warhammera Fantasy Battle czy biblioteczki erpegowej – dodatkowe ubezpieczenie mienia ruchomego od zalania, spalenia czy kradzieży może też kosztować kilkaset złotych rocznie. 

Jakość/cena

Wracając do pierwszych zdań, czy da się, i czy ma sens, pisać o stosunku jakości do ceny? Mam wrażenie, że w wielu przypadkach – już nie. Pewnie trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że gry w większości są tworzone przez profesjonalistów, to już nie te czasy, że po pierwszym czytaniu z podręczników wypadają kartki, że żetony są krzywo nadrukowane, figurki ranią dłonie ostrymi krawędziami – owszem, są wyjątki, ale jednak w moim odczuciu jakość współczesnych gier jest wysoka, jeśli nie bardzo wysoka. Raczej więc warto pisać o estymacji ceny fantazogodziny, co prowadzi mnie do….

Podsumowania, czyli grajmy, żeby było tanio!

Oczywiście temat ma wiele, wiele niuansów – te same wersje na komputer mogą być tańsze niż na konsole, komputer do grania może kosztować 10.000 złotych, można kupić produkcje wysokiej jakości (czy to na PC, czy erpegowe podręczniki) za parę złotych na portalach charytatywnych. Bawić się więc możemy za prawie darmo, wielokrotnie zupełnie przy tym nie tracąc na jakości rozrywki. 

Koniec końców jednak mam wrażenie, że wniosek zawsze będzie ten sam – grając w gry, gracie w tanie gry. 

[1] https://aetherhub.com/Article/Bidding-For-The-Serialized-001001-One-Ring-Is-At-100000-
[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Catan

[3] ASL Journal #13

[4] World in Flames Collector's edition Campaign & Player's Guide (8 February 2018)

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Relacja z mikrokonwentu ASL
Kameralnie, ale epicko
ASL Journal #13
Wojenny żurnal w 13. odsłonie
- recenzja
Yanks: ASL Module 3a
Jankesi w Europie
- recenzja
Advanced Squad Leader
Atrakcyjny przed czterdziestką?
- recenzja
Dwie karty postaci w jednej
Zmiany osobowości Bohaterów Graczy
Call of Cthulhu: Arkham
Wieczne cienie lęgną się w tej ziemi
- recenzja

Komentarze


AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

Akurat porównywanie gier z filatelistyką czy numizmatyką średnio trafione, bo w przypadku tych drugich chodzi o przedmioty wyłącznie kolekcjonerskie, a nie użytkowe. Ale tylko się czepiam.

Ale wniosek "im więcej grasz, tym tańsza okazuje się gra" jak najbardziej popieram.

07-01-2024 00:59
Canis Majoris
   
Ocena:
+1
Żyjąc w czasach galapującej inflacji, zorientowałem się że od jakiegoś czasu łatwiej jest mi podjąć decyzję o zakupie planszówki - nagle się okazało że gra za 150 złotych to dużo mniej niż zostawiam na zakupach spożywczych w supermarkecie. Gry planszowe (nie wszystkie) wydają mi się teraz w całkiem przystępnych cenach. Natomiast ceny RPGów pędzą, ale Exar zapowiadał to już dawno temu w innym artykule.
07-01-2024 08:48
Exar
   
Ocena:
0

Tak mi się przypomniało moje stare hobby - modele kartonowe. Jest ono w czołówce tanich hobby- za te 30 PLN można sklejać jakiś pojazd czy budynek przez pół roku. 

21-01-2024 09:10
Laoghan
   
Ocena:
0

30 PLN modelu papierowego to raczej mówimy tu o samolocie a i tak to jeden z tańszych. Czy na pół roku - raczej szybciej. Jeśli zaś mówimy o okrętach to cena wzrasta do 45 PLN (min) ale tu przynajmniej zabawa jest dłuższa.

21-01-2024 20:29
Exar
   
Ocena:
0

Jasne, ceny poszły w górę od moich czasów. Moim rekordem jest Star 25, który sklejałem właśnie około pół roku, choć na pewno da się szybciej. Zdjęcia i model z linku oczywiście nie moje. 

22-01-2024 18:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.