» Recenzje » Wszystkie » Dyabelarium: Dary Ormuddah

Dyabelarium: Dary Ormuddah


wersja do druku

Co się dzieje, gdy człowiek zgrzybieje

Autor: Redakcja: AdamWaskiewicz

Dyabelarium: Dary Ormuddah
Zew Cthulhu to prawdziwie klasyczna gra grozy i horroru. Oparta na wspaniałych opowiadaniach Lovecrafta, dotyczy utraty poczytalności poprzez kontakt z nieznanym i obcym. Jednocześnie trudno jednak uznać, że jest to realistyczny typ horroru – w prawdziwym świecie Cthulhu nie odbierałby ludziom poczytalności, nie miałby także swoich kultystów.

Nieco bardziej realistyczną wizję Mitów przedstawiła gra RPG Delta Green – tu postaci spotykały prawdziwie przerażające potworności i utratę poczytalności dało się łatwo usprawiedliwić, a także poczuć na skórze grającego. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno Delta Green, jak i Zew Cthulhu dotyczyły przede wszystkim utraty zdrowia psychicznego.

Lukę na rynku body horror w systemach związanych z prozą Lovecrafta postanowili wreszcie wypełnić twórcy polskich, fanowskich dodatków z serii Zgrozy. Najnowsza publikacja z cyklu, o tytule Dyabelarium: Dary Ormuddah, traktuje o fizycznych mutacjach Badaczy i związanych z tym konsekwencjach.

Ta Zgroza ma 23 strony i podobnie jak poprzedniczki jest oszczędna graficznie, ale ładna. Okładka prezentuje Kokon bądź Ziarno Ormuddah, w zależności od interpretacji i niektórym czytelnikom może się kojarzyć z filmowym Obcym, notabene innym przykładem horroru cielesnego. W środku znajdziemy troszkę czarnych sylwetek potworów dotkniętych mutacjami. Oceniam je jako udane, ale to ledwie detal i nie ma większego wpływu na moją ocenę dodatku.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Cała publikacja kręci się wokół Ormuddah, istoty spoza Układu Słonecznego, która wysłała na Ziemię swoje zarodnie. Ormuddah to stworzenie o ciekawej biologii, zakwalifikowane przez ludzkich badaczy jako grzyb przypominający swoją formą roślinę. Jego komórki infekują istoty żywe, dając im tytułowe Dary. Samych Darów jest dużo – jeśli się nie pomyliłem podczas liczenia tabeli (nie były ponumerowane) to jest ich 54 - i są dosyć różnorodne. Mogą to być prawdziwe błogosławieństwa, takie jak zwiększona Siła bądź Kondycja, dziwne, groteskowe mutacje (wężowidło na torsie!) lub nawet najprawdziwsze przekleństwa, takie jak szpetota. Muszę przyznać, że twórcy byli bardzo kreatywni, wymyślając je i należy im się za to pochwała.

Po zaprezentowaniu tabelki mutacji i ich opisów, co stanowi trzon publikacji, następują fragmenty mniej mechaniczne, a bardziej fabularne. Autorzy radzą na przykład, jak wykorzystać mutacje w grze. I tak, przykładowo, wypadające włosy mogą zacząć wić się na ziemi i próbować zainfekować innych ludzi, by rozsiewać Dary Ormuddah dalej i dalej. Twórcy radzą także spojrzeć ku mitologii i zinterpretować różne Dary w tym kontekście. Kolejnym przykładem może być upierzony mutant będący w mistyczny sposób powiązany z Pazuzu. Fragment o wykorzystaniu mutacji jest dosyć krótki, ale cieszę się, że się pojawił – zachęta, by interpretować mutacje zgodnie z ukazaną tu wizją to coś, co odróżnia tą publikację od różnych Tabel Losowych Potworów w D&D.

Następnym elementem dodatku są księgi wiedzy tajemnej, tak ważne w Zewie Cthulhu. Jak zwykle, widać tu skupienie się twórców na Polsce, gdyż większość bluźnierczej literatury jest dostępna w naszym rodzimym języku. Tomy okultystyczne zawierają zaklęcia przydatne w paktowaniu z Ormuddah, ale także sposoby na to, by wyzwolić się od jego zbrukania. Opisane w nich rytuały także doczekały się swojej rozpiski.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Dodatek wieńczy opis Pobłogosławionego Darem, potworności, która powstaje, gdy zbyt wiele Darów skumuluje się w jednej istocie. Omówiono tu strategie i cele potwora, a także jego umiejętności – najciekawszą jest zdolność wchłaniania cech zabitych przez siebie istot i powolne stawianie się chimerą.

Jak oceniam tę publikację Zgróz? W większości pozytywnie, ale mam wrażenie, że autorzy bardziej skupili się na mechanice niż warstwie fabularnej. Oczywiście, istnieją erpegowcy, dla których właśnie mechanika jest najciekawsza i się w niej rozkoszują, ale dla mnie zawsze była ona na drugim miejscu. Nie jest źle, ale troszkę mi żal, że twórcy nie zaprezentowali choćby szkicu przygody z wykorzystaniem mutagennych grzybów w roli głównej. Z drugiej strony jestem świadom, że recenzuję treść na poziomie, nawet jeśli nie wpisuje się ona szczególnie w moje osobiste gusta.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Zgrozy: Dyabelarium: Dary Ormuddah
Linia wydawnicza: Zgrozy
Autorzy: Michał Gralak, Sylwester Gdela
Ilustracje: Michał Gralak, Piotr Kozioł
Data wydania polskiego: 20 lutego 2020
Liczba stron: 23
Format: A4
Cena: 1,50 USD



Czytaj również

ZgrozKon
Wirtualny konwent Zgróz
- recenzja
Zgrozy: Wernisaż
Mroczna sztuka pod miastem z Mitami w tle
- recenzja
Zgrozy: Panorama
Historia okultystycznego obrazu
- recenzja
Zgrozy: Zew Głębin
Cthulhu jako koncept psychologiczny
- recenzja
Zgrozy: Świat Necronomiconu
Na bluźnierczą lekturę pomysłów kilka
- recenzja
Zgrozy: Powidoki Przyszłości
Zabawy z czasem
- recenzja

Komentarze


Planetourist
   
Ocena:
0

Dziękuję za recenzję, zaraz ją prześlę autorowi! A przygoda związana z Darami Ormuddah - Metamorfoceum - to kolejna pozycja w naszym planie wydawniczym, będzie miała premierę już w najbliższy piątek :)

12-04-2020 14:50
Adeptus
   
Ocena:
0

Jednocześnie trudno jednak uznać, że jest to realistyczny typ horroru – w prawdziwym świecie Cthulhu nie odbierałby ludziom poczytalności, nie miałby także swoich kultystów.

Chyba nie rozumiem, mógłbyś rozwinąć tę myśl?

12-04-2020 16:02
Kaworu92
   
Ocena:
0

@Planetourist:

Oh, świetnie, chciałbym taką przygodę dla Polterka zrecenzjować :3

@Adeptus:

1. Czemu czcić Cthulhu skoro wszystkich pożre i zniszczy cała planetę? Gdyby zabił połowę ludzkości, a drugą uczynił bogatymi i wpływowymi to jeszcze, ale tak? W sumie nikt nigdy nie podał mi odpowiedniego argumentu, dla którego Wielcy Przedwieczni, nienazwane horrory obce ludzkiemu pojmowaniu, miałyby mieć swoje de facto kościoły. Jaki w tym jest cel i logika?

2. Cała idea Wielkich Przedwiecznych zakłada jakieś "nieeuklidesowe geometrie" i "widoki mrożące krew w żyłach" itd., ale w sumie co tu mamy? Trochę ośmiornicę, trochę człowieka, trochę nietoperza? Czy to naprawdę ma być tak straszne, że maksymalna ilość Punktów Poczytalności, którą można stracić w Zewie Cthulhu to 100? Czy naprawdę jeden rzut oka na jakiegokolwiek Wielkiego Przedwiecznego ma potencjał, by wysłać nas na resztę życia do szpitala psychiatrycznego? Szczerze wątpię.

Tak ogólnie wygląda moje spojrzenie na Cthulhu :-P Oczywiście, Delta Green to system hm, horroru autentycznego (przemoc np.), a Zew Cthulhu to system horroru fantastycznego "nienazwana nienazwaność wpłynęła na Ciebie w nienazwany sposób! Tracisz zdrowe zmysły!".

Mam nadzieję, że teraz jest zrozumiale? ;-)

12-04-2020 16:52
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

Ad 1. primo - bo mnie, jako wyznawcę, pożre na końcu

secundo - bo zanim to zrobi, to obdarzy mnie mocą i potęgą

tertio - bo dzięki byciu kultystą jestem (a przynajmniej czuję się) lepszy od reszty ludzkości, bydła żyjącego w nieświadomości i ciemnocie

quarto - bo jestem wrednym padalcem i cieszy mnie myśl, że wszystkich, którzy mają lepiej ode mnie, trafi szlag; a nawet, jeśli mnie trafi niedługo potem, to zdążę zatańczyć na ich grobach

Ad 2.

To, co tu mamy, to ułomny obrazek / opis nie będący w stanie przedstawić nawet bladego cienia przerażającej, nieludzkiej grozy Wielkich Przedwiecznych, która wymyka się ludzkiemu pojmowaniu. Zresztą - nawet zupełnie ludzkie potworności, jeśli zostałyby narysowane jak potworki w podręcznikowym bestiariuszu, też nie budziłyby przerażenia. A choćby widok psychopaty mordującego czyichś najbliższych na pewno naruszyłby psychikę normalnego człowieka. Z Wielkimi Przedwiecznymi jest podobnie, tylko bardziej.

12-04-2020 18:10
Kaworu92
   
Ocena:
0

Hm, dalej nie uznaję tego typu horroru za realistyczny :-P :-) W każdym razie jeszcze nigdy się szczerze nie przeraziłem grając w Zew Cthulhu (choć, oczywiście, Wielcy Przedwieczni są bardzo fajni i lubię jak ich wsadzają do gier RPG :-P)

12-04-2020 18:13
Kaworu92
   
Ocena:
0

A w ogóle Adamie, znasz Fate of Cthulhu? :-P Bo własnie tam byli kultyści Wielkiego Cthulhu i, no cóż, niemiło się rozczarowali po jego przywołaniu :-P I nie, nie zginęli na samym końcu xD

Jak skończę czytać Infinity RPG to może Fate of Cthulhu zrecenzjuję...? :-P :-)

12-04-2020 18:15
Adeptus
   
Ocena:
+1

Ale w oryginalnym opowiadaniu "Zew Cthulhu" wyznawca Wielkich Przedwiecznych mówi "Ludzie staną się podobni do Wielkich Starych Bogów; wolni i swobodni, poza zasięgiem dobra i zła, odrzucą wszelkie prawa i zasady moralne, będą krzyczeć, zabijać i pławić się w radości. Wyzwoleni Starzy Bogowie nauczą ludzi, jak krzyczeć, jak zabijać, jak radować się i bawić, a cała ziemia rozgorzeje ofiarą całopalną ekstazy i wolności". Czyli przynajmniej część kultystów uważa, że powrót Wielkich Przedwiecznych/Bogów będzie czymś fajnym i niekoniecznie będzie się wiązał z zagładą ludzkości (a nawet jeśli, to doświadczenie będzie tego warte). Poza tym, są różnego rodzaju sadyści, nihiliści, szaleńcy, którzy chcą zobaczyć po prostu "jak świat płonie" - na szczęście, nie ma wielu takich ludzi, ale są.

 

Odnośnie szaleństwa - szczerze mówiąc, czytając teksty Lovercrafta też miałem wrażenie, że bohaterowie trochę za szybko osuwają się w rozpacz i szaleństwo. Tyle, że lovercraftowski horror ma wynikać nie z "O nie, to ośmiorniconietoperz, TRACĘ ROZUM", tylko z uświadomienia sobie, że ludzkość jest pyłkiem w porównaniu z prawdziwymi siłami wszechświata, a jej dążenia i moralność są śmiesznie nieistotne. Gra też na różnych innych fobiach, np. powszechnym motywem jest strach przed zinfiltrowaniem przez "wewnętrznego wroga". Są to motywy, które czasem ciężko przekazać i wtedy pozostaje "szczucie mackami".

Inna sprawa, że paradoksalnie fana ZC ciężko przestraszyć lovercraftowskimi motywami, właśnie dlatego, że on zna jej na pamięć i setne udawanie, że jest się zszokowanym widokiem Shoggotha czy konspiracją Deep Ones zaczyna być nudne. Dlatego, z całym szacunkiem dla oryginalnych dzieł Lovecrafta, dobrze, że pojawiają się dodatki takie, jak ten, które wprowadzają nowe motywy zachowujące starego ducha w nowej formie.

12-04-2020 18:32
Planetourist
   
Ocena:
+3

Ciekawa dyskusja się tu kroi!

Co do wariowania od Cthulhu - warto też pamiętać o momencie dziejowym. Lovecraft pisał, gdy wyobrażenia o stabilności świata waliły się z zewnątrz i z wewnątrz, po I WŚ i podważających wiarę w ludzką niezwykłość i samodzielność odkryciach Freuda i Darwina. Spotkałem się z nazywaniem jego twórczości "przewrotem kopernikańskim", bo jako pierwszy pokazał w horrorze, że człowiek wcale nie jest w centrum wszechświata. Możliwe, że nam dzisiaj, gdy w społeczeństwie ten rozpad dawnych wyobrażeń postąpił dużo dalej, po prostu trudniej uznać za bardzo straszną myśl, że wszechświatem steruje Bóg-Idiota Azathoth, nuklearny chaos, a nie dobry Bóg z Nieba.

12-04-2020 20:06
Adeptus
   
Ocena:
+2

Tak, masz rację. W tym aspekcie lovercraftowska groza się troszkę zestarzała. No i niestety, trzeba pamiętać o rasizmie Lovercrafta. O ile najpotężniejsze istoty z Lovercraftowskiego bestiariusza są symbolem bezdusznych sił kosmosu, o tyle te zbliżone na drabinie bytów do ludzkości - a także ludzcy czy "prawie ludzcy" kultyści są symbolem niebiałych ludzi. Chodzi o to, że jakkolwiek Lovercraft cenił cywilizację i kulturę białego człowieka - ze szczególnym uwzględnieniem anglosaskich dżentelmenów - o tyle jednocześnie przerażało go przekonanie, że w obojętnym, nieludzkim wszechświecie ta cywilizacja prawdopodobnie nie przetrwa i pewnego dnia te "dzikie ludy" zatriumfują i będą tańczyć na jej gruzach.

Ale o ile aspekt rasistowski raczej mało kogo dziś rusza (co prawda słyszałem, że w kręgach amerykańskiego alt-rightu pojawiają się nawiązania do Lovercrafta, w nurcie zwanych Dark Enlighment - swoją drogą "Mroczne Oświecenie" świetnie pasuje na nazwę jakiegoś kultu. Widzę, że w Internecie jest trochę materiału na ten temat, może coś bliżej napiszę później), o tyle ten aspekt kosmiczny wciąż może grać na pewnym strunach. Ja np. po moim odejściu od katolicyzmu, chwilami chciałem sobie zbudować nowy światopogląd w rodzaju "triumfującego humanizmu", ale tkwi we mnie właśnie ta "lovercraftowska" przerażająca świadomość, że wszystkie nasze dzieła są pozbawionymi znaczenia efemerydami, a nasza kultura to majaczenia.

Poza tym, w dalszym ciągu pozostaje ten aspekt "wewnętrznego zagrożenia". Jak to szło "Ich dłoń jest przy waszych gardłach, a mimo to nie widzicie ich. Domostwo Ia jest nawet na dobrze strzeżonym progu waszego domu". Ten motyw, że tuż obok nas istnieją zagrożenia, których sobie nawet nie wyobrażamy i na które nie możemy się przygotować, a które w każdej chwili mogą wywrócić nasze życie do góry nogami, wciąż jest aktualny. I znowu, u Lovercrafta rzecz po części sprowadzała się do rasizmu, ale jest wiele innych spraw, których "wewnętrzne zagrożenie" może być wyrazem. Żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii, a mimo to każdy z nas w najbardziej niespodziewanej chwili może stać się np. ofiarą szalonego terrorysty. Albo, jak obserwujemy w ostatnich dniach, może wybuchnąć zaraza siejącą zamęt i panikę w najbardziej rozwiniętych krajach świata. Nowe zagrożenia powodują też nowoczesne technologie (a jednym z lovercraftowskich motywów jest nadmiar wiedzy sprowadzający zagładę).

trudniej uznać za bardzo straszną myśl, że wszechświatem steruje Bóg-Idiota Azathoth, nuklearny chaos, a nie dobry Bóg z Nieba

Wiem, że jestem monotematyczny, ale przeżyłem straszne chwile, gdy zacząłem sobie uświadamiać, że biblijny Bóg jest raczej Wielkim Przedwiecznym, niż "dobrym Bogiem z Nieba". A chrześcijaństwo, pozbawione "uładzających" naleciałości jest bardzo "lovercraftowskie" (dość powiedzieć, że pierwsi chrześcijanie z tęsknotą wyczekiwali spełnienia apokaliptycznych przepowiedni, kiedy Bóg wreszcie ześle na ziemię zarazę, ogień i potw.... aniołów i oczyści ją z niewiernych, a swoich wyznawców pogrąży w wiecznej ekstazie. Obecnie zresztą też jest sporo chrześcijan, którzy pozostali wierni tej idei. Tak jak kiedyś chciałem stworzyć "katolicką sagę fantasy", tak teraz cholernie kusi mnie by napisać coś o desperackiej, skazanej na porażkę, ale bohaterskiej walce z Jahwe i jego aniołami. Jeśli ostatni akapit uraża moderację, proszę o sygnał, to go usunę).

 

 

 

12-04-2020 20:54
Kaworu92
   
Ocena:
0

 Ja np. po moim odejściu od katolicyzmu, chwilami chciałem sobie zbudować nowy światopogląd w rodzaju "triumfującego humanizmu", ale tkwi we mnie właśnie ta "lovercraftowska" przerażająca świadomość, że wszystkie nasze dzieła są pozbawionymi znaczenia efemerydami, a nasza kultura to majaczenia.

Powiem tak, jako ateista i humanista zawsze wierzyłem, że życie ludzkie ma taki głębszy cel, jaki dana osoba sobie obierze. Poszukiwanie piękna, mądrości, rozwijanie się artystyczne to tylko niektóre przykłady, pewnie dużo można wymieniać :-)

12-04-2020 21:09
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

pierwsi chrześcijanie z tęsknotą wyczekiwali spełnienia apokaliptycznych przepowiedni, kiedy Bóg wreszcie ześle na ziemię zarazę, ogień i potw.... aniołów i oczyści ją z niewiernych, a swoich wyznawców pogrąży w wiecznej ekstazie. Obecnie zresztą też jest sporo chrześcijan, którzy pozostali wierni tej idei

Akurat to nie zmienia się od początków chrześcijaństwa - cały czas są jakieś odłamy, które wierzą, że koniec świata jest już bliski, za naszego (ich) życia nastąpi powtórne przyjście Mesjasza i wszystko, co się z tym wiąże.

12-04-2020 21:20
Johny
   
Ocena:
+2

Możliwe, że nam dzisiaj, gdy w społeczeństwie ten rozpad dawnych wyobrażeń postąpił dużo dalej, po prostu trudniej uznać za bardzo straszną myśl, że wszechświatem steruje Bóg-Idiota Azathoth, nuklearny chaos, a nie dobry Bóg z Nieba.​

Możliwe jest też takie wytłumaczenie, że tego faktu nie odczuwamy. Dla ludzi z tamtych czasów to była metafora ich rzeczywistości. Wielka wojna, epidemia grypy hiszpanki, wielki kryzys, rodzenie się totalitaryzmów, druga wojna światowa na horyzoncie. Przypowieść o człowieku, który był tylko nic nie znaczącym puchem obrazowała ich świat.

My, jak powiedział Adeptus, żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii. Mamy interent, netflixa, pizzę z dostawą do domu i loty w kosmos.Człowiek czuje się silny i zdolny pokonywać problemy.

Ciekawe jest to, jak ludzie reagują na przewidywane konsekwencje efektu cieplarniananego. Możliwość, że nasza cywilizacja zostanie zniszczona i nic po nas nie zostanie, a my nie mamy na to żadnego wpływu bo nie zmienimy polityki wszystkich krajów na świecie. To bardzo przypomina Cthulhu i zniszczenie ludzkości przez wielkich przedwiecznych. I rzeczywiście psychiatrzy coraz częściej notują przypadki depresji i innych chorób psychicznych spowodowanych zmianami klimatu. Po prostu część ludzi nie jest sobie w stanie z tym poradzić.

Teraz mamy pandemię corona wirusa. Do tego globalne ocieplenie daje o sobie znać, pożary w amazonii, pożary w australii, wczoraj zaczął płonąć Czarnobyl i ludzie już patrzą na trasę radioaktywnego dymu, zapowiadana susza w Polsce. Jeśli pojawi się coraz więcej takich zdarzeń odbierających nam bezpieczeństwo, to poczujemy się jak współcześni Lovecrafta. Wtedy Chthulhu znów stanie się naszą opowieścią. I łatwiej będzie się nam bać z wiedzy o tym, że świat jest bezwładnym, bezlitosnym chaosem. Bo będziemy o tym wiedzieć z doświadczenia.

Edit: Teraz przeczytałem, że na razie wygląda na to, że Czarnobyl nie będzie taki niebezpieczny. Przynajmniej jedna atrakcja z 2020 roku mniej groźna :).

12-04-2020 22:26
Adeptus
   
Ocena:
+1

 

@ Karowu92

Powiem tak, jako ateista i humanista zawsze wierzyłem, że życie ludzkie ma taki głębszy cel, jaki dana osoba sobie obierze. Poszukiwanie piękna, mądrości, rozwijanie się artystyczne to tylko niektóre przykłady, pewnie dużo można wymieniać :-)

Widzisz, tylko, że ponieważ ostatnimi czasy zacząłem się mocniej zastanawiać nad całą tą filozofią, sensem życia, nauką itd. zorientowałem się, że determinizm wygląda całkiem sensownie. W skrócie chodzi o koncepcję, zgodnie z którą ponieważ wszechświatem rządzą obiektywne prawa przyrody, to całe jego dzieje są z góry określone. W chwili powstania wszechświata pierwsze cząstki ustawiły się względem siebie tak, a nie inaczej, co zgodnie z prawami przyrody wywołało reakcję 1, która z kolei wywołała reakcję 2 i tak aż do skończenia świata. Dotyczy to również ludzkich uczuć i myśli, które przecież też są reakcjami chemicznymi zachodzącymi w mózgu. Więc wcale nie poszukujemy piękna i mądrości, tylko jesteśmy biologicznymi robotami reagującymi na okoliczności przyrody, którym się jedynie wydaje, że posiadają wolną wolę. Przerażającą perspektywa, prawdziwe cosmic horror story... ale wygląda logicznie. Wydaje mi się, że trochę w tą stronę idzie jeden ze spadkobierców Lovercrafta, Thomas Ligotti.

@ Johny

A masz rację, zapomniałem o efekcie cieplarnianym. Na razie jeszcze sam nie do końca wiem, co o nim myśleć (znaczy, nie wątpię w samo zjawisko ocieplania klimatu, tylko nie mam wyrobionego zdania na ile jest spowodowane przez człowieka i jakie zagrożenie stanowi), ale sama perspektywa z pewnością wzbudza strach i stres. Inna sprawa, że koncepcja ocieplenia spowodowanego przez człowieka jest w pewnym sensie antylovecraftowska, bo u niego podstawowe założenie jest takie, że człowiek nic nie może i jego zagładę spowodują zewnętrzne siły, na które nie ma najmniejszego wpływu, a tutaj mamy człowieka jako sprawcę własnego losu (nawet jeśli złego losu), przy okazji wpływającego na całą planetę. Ktoś mógłby napisać ironiczną parodię, w której Ziemia nigdy nie doczeka powrotu Wielkich Przedwiecznych czy innych potworów/bogów. Tajemne miasta Mi-go czy Elder Things na Antarktyce i w Himalajach ulegną zniszczeniu na skutek roztopienia lodowców, a Rlyeh nigdy nie wyłoni się na powierzchnię z powodu zwiększenia się poziomu morza. A smog blokuje oddziaływanie światła gwiazd, nawet jeśli są "w porządku". ;) To byłoby takie odwrócenie lovecraftowskiego motywu "nieludzka siła mimowolnie sprowadza zagładę na ludzkość, nawet tego nie zauważając".

13-04-2020 18:53
Kaworu92
   
Ocena:
0

Adeptusie, odnośnie determizmu... :-P

Mamy cząsteczkę A. Cząsteczka A rozpada się termicznie w danej temperaturze na atomy składowe. Aby się rozpadła, potrzebny jest jej jeszcze jeden kwant światła niosący w sobie energię cieplną. Puszczamy go laserem, ALE (!) między nim a cząsteczką jest tafla szkła.

Pytanie: czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć czy cząsteczka A się rozpadnie? ;-)

13-04-2020 19:15
Johny
   
Ocena:
0

Adeptus musisz koniecznie napisać to opowiadanie :)! Strasznie się uśmiałem z tej koncepcji :). Na ziemię przybywają bogowie zniszczyć świat i rozglądają się, gdzie się podziali ci wszyscy ludzie :).

13-04-2020 19:32
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kaworu92

Nie będę udawał, że rozumiem fizykę kwantową. Ale kojarzę, że słyszałem coś w guście, że dopuszcza ona swego rodzaju losowość. Tylko z perspektywy ludzkiego wiele to nie zmienia. Nie ma znaczenia, czy nasze życie i nasze myśli są zdeterminowane naturalnymi procesami, które zostały "wyryte" od początku świata, czy też losowymi zdarzeniami kwantowymi. W jednym i w drugim przypadku wolna wola jest złudzeniem.

 

@ Johny

Ech, sądzę, że raczej dołączy do długiej listy "pomysłów, które może kieeeedyś zrealizuję". Ja w ogóle jestem lepszy w rzucaniu pomysłami, niż ich realizacji. Jeśli kiedyś wygram w totka, to niczym swego czasu George Lucas założę własną fabrykę snów, w której biedni wyrobnicy słowa i obrazu będą pocie czoła przekuwali moje koncepcje w konkret.

13-04-2020 20:06
Kaworu92
   
Ocena:
0

Adeptusie:

Oto cytat z angielskiej Wikipedii odnośnie niedeterminizmu i fizyki kwantowej :-)

At one time, it was assumed in the physical sciences that if the behavior observed in a system cannot be predicted, the problem is due to lack of fine-grained information, so that a sufficiently detailed investigation would eventually result in a deterministic theory ("If you knew exactly all the forces acting on the dice, you would be able to predict which number comes up").

However, the advent of quantum mechanics removed the underpinning from that approach, with the claim that (at least according to the Copenhagen interpretation) the most basic constituents of matter at times behave indeterministically. This comes from the collapse of the wave function, in which the state of a system upon measurement cannot in general be predicted. Quantum mechanics only predicts the probabilities of possible outcomes, which are given by the Born rule. Non-deterministic behavior upon wave function collapse is not only a feature of the Copenhagen interpretation, with its observer-dependence, but also of objective collapse theories.

Opponents of quantum indeterminism suggested that determinism could be restored by formulating a new theory in which additional information, so-called hidden variables ,[34] would allow definite outcomes to be determined. For instance, in 1935, Einstein, Podolsky and Rosen wrote a paper titled "Can Quantum-Mechanical Description of Physical Reality Be Considered Complete?" arguing that such a theory was in fact necessary to preserve the principle of locality. In 1964, John S. Bell was able to define a theoretical test for these local hidden variable theories, which was reformulated as a workable experimental test through the work of Clauser, Horne, Shimony and Holt. The negative result of the 1980s tests by Alain Aspect ruled such theories out, provided certain assumptions about the experiment hold. Thus any interpretation of quantum mechanics, including deterministic reformulations, must either reject locality or reject counterfactual definiteness altogether. David Bohm's theory is the main example of a non-local deterministic quantum theory.

The many-worlds interpretation is said to be deterministic, but experimental results still cannot be predicted: experimenters do not know which 'world' they will end up in. Technically, counterfactual definiteness is lacking.

A notable consequence of quantum indeterminism is the Heisenberg uncertainty principle, which prevents the simultaneous accurate measurement of all a particle's properties.

13-04-2020 20:17
Adeptus
   
Ocena:
0

No dobrze, ale tak jak napisałem powyżej - nie widzę tu niczego, co uzasadniałoby wiarę w wolną wolę.

13-04-2020 20:19
Kaworu92
   
Ocena:
0

Wiesz, zawsze myślałem, że brak wolnej woli/determinizm oznacza, że da się przewidzieć przyszłość na 100%. Jeśli nie, to chyba to znaczy, że przyszłość to niewiadoma i mamy wolną wolę by extension? ;-)

13-04-2020 20:24
Adeptus
   
Ocena:
+1

No niekoniecznie. Może być tak, że przyszłości nie da się przewidzieć, ale i tak nie mamy wolnej woli. Po prostu nasze myśli i rzekome decyzje (procesy zachodzące w mózgu) nie są wynikiem z góry zdeterminowanych, tylko losowych naturalnych procesów.
 

13-04-2020 20:34

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.