» Recenzje » Zagraniczne » Dark Heresy

Dark Heresy

Dark Heresy
Dark Heresy jest systemem, którego na dobrą sprawę nie trzeba przybliżać czytelnikom Poltergeista. Swego czasu wyczerpująco uczynił to w swojej recenzji Gajos. Ponieważ postaram się nie dublować zawartych w niej informacji, polecam zapoznać się z ową recenzją przed dalszą lekturą niniejszego tekstu, w którym przybliżyć zamierzam nie tyle ogólny ogląd systemu i jego szczegółową charakterystykę, co raczej garść swoich uwag i spostrzeżeń.

Pierwsze wrażenie, jakie robi systemowa podstawka, jest jak najbardziej pozytywne. Grube, czterystustronicowe tomisko wydrukowane w pełnym kolorze, z twardą okładką i naprawdę świetną oprawą graficzną - aż chciałoby się, by wszyscy wydawcy równie solidnie publikowali swoje podręczniki.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Już podczas lektury pierwszej strony podręcznika zdziwiła mnie informacja o możliwości pobrania karty postaci ze strony wydawcy, czyli... Black Industries (sic!). Niestety, mimo że witryna ta przestała działać kilka miesięcy przed przejęciem linii wydawniczej przez Fantasy Flight Games, także w dalszej części podręcznika (a konkretnie: przy wprowadzającej do systemu przygodzie) powtórzone zostało odniesienie do strony internetowej BI. Niedopatrzenie może niezbyt wielkie, ale pozostawia zdecydowanie niemiłe wrażenie. Do tego wyraźnie sygnalizuje, że jeśli w pierwotnej wersji podręcznika znalazły się jakieś błędy czy potknięcia, to FFG na pewno ich nie naprawiło, a ewentualne niedoróbki nie zostały wychwycone przez ekipę nowego wydawcy.

Kolejne zdziwienie wzbudził fragment poświęcony ścieżkom karier dostępnym postaciom. Inaczej niż w grze Warhammer Fantasy, bohaterowie w Dark Heresy nie są ograniczeni przypisanymi do konkretnej profesji sztywnymi schematami rozwoju cech - każda postać może rozwijać dowolne atrybuty, zwiększając ich początkową wartość o maksymalnie dwadzieścia punktów. Zróżnicowanie ścieżki rozwoju postaci w Dark Heresy związane jest z ilością "pedeków", jakie należy wydać, by rozwinąć konkretną cechę - dla psykera (systemowe określenie psionika) podniesienie Siły Woli będzie znacznie tańsze niż dla członka Imperialnej Gwardii, zaś ten drugi nieporównanie mniej zapłaci za rozwinięcie Walki Wręcz lub Siły [Strength]. Z niejasnych dla mnie przyczyn kapłani nie tylko płacą najmniej za podnoszenie Umiejętności Strzeleckich, ale także nie muszą wykupywać rozwinięć żadnego z atrybutów według najdroższego schematu (w odróżnieniu od przedstawicieli wszystkich innych profesji). Inne postacie za pierwsze podniesienie wybranego atrybutu o +5 muszą zapłacić 100, 250 lub 500 PD - dla kapłana żadna z cech nie jest droższa niż 250 punktów. Prawdę powiedziawszy, nie zauważyłem, by dostępne kapłanom umiejętności i zdolności były jakoś specjalnie słabsze od innych, co mogłoby w jakimś stopniu uzasadniać taką nierówność. Najwyraźniej twórcy systemu uznali, że boski Imperator łaskawszym okiem spogląda na pasterzy swej trzódki.

Muszę przyznać, że zmiana systemu profesji i ich rozwinięć, choć stanowi zdecydowanie największą różnicę w mechanice WFRP i WH 40.000, jest w moim odczuciu pomysłem wręcz kapitalnym. Dzięki niej gracz zyskuje nieporównywalnie większą kontrolę nad rozwojem swego bohatera, a poprzez odpowiedni dobór umiejętności, zdolności i podnoszonych cech (przy pewnym wsparciu fabularnym) może bardzo elastycznie kształtować szczegółową "profesję" swojej postaci. Jako przykład wymienię Arbitratora, który równie dobrze może rozpoczynać grę jako strażnik więzienny, oficer śledczy albo członek uderzeniowej jednostki sił porządkowych (taki, mówiąc krótko, imperialny zomowiec).

Świetnym patentem jest także podstawowe założenie systemu: uczynienie postaci grupą podwładnych jednego z Inkwizytorów. Silne systemowe umotywowanie współdziałania bohaterów w określonej grupie, nadawanie im jakiegoś wspólnego mianownika, zawsze wolałem w erpegach dużo bardziej niż konieczność sklejania w drużynę postaci, które, de facto, nie miały absolutnie żadnego powodu by ze sobą współdziałać. Równocześnie dostępne graczom ścieżki rozwoju bohatera są na tyle zróżnicowane i elastyczne, że bez problemu pozwalają uzasadnić fabularnie bardzo szerokie spektrum postaci. Paradoksalnie, pomimo znacznie uboższej palety dostępnych profesji niż w WFRP, gracze zyskują znacznie większą elastyczność w tworzeniu i rozwijaniu swoich bohaterów. Niestety, tragiczna wprost niekompetencja początkujących postaci przeszkadza mi w omawianym systemie jeszcze bardziej niż w WFRP. W Starym Świecie postacie graczy trafiają na szlak poszukiwaczy przygód często przez ślepy traf, a od zwykłych zjadaczy chleba odróżniają je tylko "pepeki" (przynajmniej na początku). Natomiast w Dark Heresy bohaterowie są wybrańcami Inkwizytora, wyniesionymi ponad miliardy śmiertelników, osobiście powołanymi do zaszczytnej służby. Aż dziw, że na strażników ludzkości, chroniących ją przed niebezpieczeństwem ze strony obcych, demonów i heretyków, nie są wybierani rzeczywiście najlepsi, a początkowe charakterystyki postaci nie odzwierciedlają w żaden sposób ich wyjątkowości. Jeśli porównać przedstawione w bestiariuszu rozpiski przykładowych (i - jak należy rozumieć - typowych) żołnierzy czy arbitratorów, trudno nie zauważyć, że przeciętnie wyturlani bohaterowie mogą być od nich nieznacznie słabsi.

Jednym z powodów stosunkowej wszechstronności i różnorodności ścieżek rozwoju postaci jest fakt, że Akolici, w których gracze wcielają się na sesjach Dark Heresy, dysponują naprawdę imponującym wachlarzem dostępnych umiejętności [Skills] i zdolności [Talents]. Właśnie dzięki tym specjalnym zdolnościom bohaterowie naprawdę będą mogli wyróżniać się z tłumu. Odbijanie pocisków, porażanie wrogów elektrycznymi ładunkami, berserkerski szał - czy to dzięki rygorystycznemu treningowi, czy wrodzonym predyspozycjom bądź mechanicznym udoskonaleniom (w przypadku tech-kapłanów) postacie mogą dokonywać niemalże cudów.

O ile opisy zdolności naprawdę mnie zachwyciły, o tyle rozdział poświęcony ekwipunkowi zawiódł mnie na całej linii. Nie dość, że składają się nań głównie opisy i charakterystyki rozmaitych rodzajów pancerzy i uzbrojenia, to i tak ten zestaw trudno uznać za wyczerpujący. Bohaterowie mogą na przykład dysponować zdolnościami pozwalającymi im posługiwać się ciężkimi miotaczami ognia czy plazmy, próżno jednak szukać jakichkolwiek informacji o tych typach broni. Pamiętam, że w stareńkim Rogue Traderze opisana była multi-melta (ciężki model broni termicznej); aż nie chce się wierzyć, że autorzy Dark Heresy nie mogli zamieścić w podręczniku jej opisu, podobnie jak ciężkich wersji broni plazmowej i miotacza ognia. Można argumentować, że postacie i tak najprawdopodobniej nie dożyją chwili, gdy będą mogły nabyć zdolności pozwalające posługiwać się takimi rodzajami uzbrojenia. Oczywiście, można również, jeśli już wykupią odpowiednie zdolności, utrudniać im dostęp do tej broni (co fabularnie nie jest zbyt trudne). Można wreszcie samodzielnie opracować statystyki tych broni, opierając się na rozpisce dostępnego arsenału lub na materiałach do bitewnej wersji Warhammera 40.000. Tylko w niczym nie zmienia to faktu, że jest to wykonywanie pracy za autorów podręcznika, łatanie ewidentnych dziur pozostawionych przez twórców systemu.

Podczas gdy brak informacji o kilku dość specyficznych rodzajach uzbrojenia można jeszcze jakoś przecierpieć, to absolutny brak jakichkolwiek wiadomości o dostępnych w Imperium środkach transportu to już jawna kpina. Potężne międzygwiezdne statki można potraktować jako elementy tła (postacie nie będą musiały ich pilotować), ale trudno oczekiwać, że bohaterowie będą się poruszać wyłącznie na piechotę, nie siadając nigdy za kierownicą samochodu czy motocykla. O ile, rzecz jasna, podobne środki transportu istnieją w świecie czterdziestego pierwszego milenium. Podręcznik nie daje nam bowiem choćby cienia sugestii, przy pomocy jakich urządzeń przemieszczają się mieszkańcy imperialnych planet stojących na wyższym niż średniowiecze poziomie rozwoju. Na dobrą sprawę poza uzbrojeniem i pancerzami wybór opisanego ekwipunku jest dość ubogi i sprawia wrażenie mocno przypadkowego. Wprawdzie Dark Heresy nie jest systemem, w którym postacie powinny koncentrować się na gromadzeniu skarbów, ale bardziej wyczerpujące informacje o sprzęcie dostępnym w bardzo zróżnicowanym technologicznie świecie 41. milenium byłyby jednak wskazane. Trudno nie odnieść wrażenia, że - przynajmniej w jakiejś części - jest to zasługa faktu, iż ten konkretny erpeg ma swoje źródło przede wszystkim w systemie bitewnym. Niemniej, niezależnie od przyczyn takiego stanu rzeczy, rozdział poświęcony wyposażeniu i usługom pozostawił we mnie wyraźne uczucie niedosytu.

Z kolei psionika, choć niedostępna większości postaci (przynajmniej dopóki nie zdobędą one wręcz niewyobrażalnej ilości punktów doświadczenia), jest zdecydowanie jednym z lepiej opisanych i opracowanych elementów systemu. Śmiertelnie niebezpieczna, tak dla samego psykera i jego towarzyszy, jak i ich przeciwników, świetnie wpisuje się w brutalny i paranoiczny świat Warhammera 40.000. Z jednej strony moce psykera mogą przechylić szalę zwycięstwa, z drugiej - każdorazowe ich użycie wystawia go na emanacje domeny demonów, narażając na splugawienie lub wręcz opętanie. Aż chciałoby się zobaczyć odrębny dodatek poświęcony mocom umysłu, choć i bez niego arsenał mocy dostępnych psykerom jest niebagatelny.

Mam mieszane uczucia odnośnie mechaniki walki zaprezentowanej w podręczniku. Podobnie jak w WFRP walka jest nieprzewidywalna i zabójcza. Biorąc pod uwagę ograniczenia w rozwoju Odporności [Toughness] (i makabrycznie wysoki koszt jej rozwinięć) oraz powszechną dostępność broni palnej, aż trudno uwierzyć, że bohaterowie kiedykolwiek zdołają przeżyć na tyle długo, by dochrapać się wyższych szczebli obranej kariery. Owszem, dysponują Punktami Przeznaczenia, ale nawet one nie są w stanie bez końca chronić postaci przed nieuchronnym końcem i śmiercią w służbie Imperatora. Podczas gdy w większości systemów bohaterowie są wolnymi strzelcami, w Dark Heresy muszą wykonywać polecenia (ba, rozkazy) swego inkwizytorskiego zwierzchnika. A opisy tychże zwierzchników jasno wskazują, że wielu z nich traktuje swoich akolitów jako dość łatwo zastępowalne zasoby. Dezercja także nie wchodzi w rachubę, bohaterowie nie mają więc co liczyć na śmierć ze starości - najprawdopodobniej jako epitafium dla swojej postaci gracze usłyszą soczysty opis "krytyka" odczytany ze stosownej tabelki przez prowadzącego.

Rozdział poświęcony prowadzeniu zawiódł mnie pod jednym, acz dość istotnym względem - poświęcono w nim zaledwie jedną stroniczkę interakcjom społecznym, sprowadzając je do testów kilku umiejętności i odnoszącej się do nich tabelki. W połączeniu z mechanicznym wsparciem dla prowadzenia śledztw (ograniczającym się do jednej kolumny tekstu i, naturalnie, odpowiedniej tabelki) widać wyraźnie, że systemowy środek ciężkości zdecydowanie nie został położony na szukaniu tropów, łączeniu poszlak i tropieniu spisków. Niektórych graczy na pewno ucieszy wizja prowadzenia inkwizytorskiego dochodzenia przy użyciu boltera, ale pozostali nie dostaną w tej kwestii żadnego mechanicznego wsparcia. No, chyba że za takowe uznać (całkiem zgrabne, uczciwie przyznając) zasady dotyczące obłędu postaci, zepsucia i paktowania z siłami ciemności.

Systemy bitewne osadzone w uniwersum Warhammera 40.000 znam w najlepszym razie pobieżnie, dlatego lektura fragmentów podręcznika opisujących życie w 41. milenium, strukturę i metody działania Inkwizycji oraz Sektor Calixis - wycinek (niemal) bezkresnego Imperium - była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Biorąc pod uwagę ogrom świata gry: różnorodność planet i systemów, w których mogą rozgrywać się sesje, wariacje zwyczajów panujące w różnych zakątkach Imperium, a także wpływ poszczególnych Inkwizytorów na działanie olbrzymiej machiny, którą wspólnie tworzą (a której mikroskopijnymi trybikami są także postacie graczy), jest wręcz oczywistym, że wszystkie te elementy nie mogły zostać opisane w pełni. Zamiast wyczerpującego przybliżenia każdego z nich otrzymujemy jedynie garść przykładów - jednak w pełni wystarczających, by na ich podstawie prowadzący byli w stanie samodzielnie rozbudowywać świat gry.

Ów świat gry, co widać na pierwszy rzut oka, nie ma zbyt wiele wspólnego z tak zwanym “realizmem”. Feudalna monarchia zamieszkiwana przez dwukrotne więcej ludzi niż współczesna Ziemia, cała planeta będąca wielkim kompleksem kopalni, których pracownicy (i zarazem mieszkańcy) większość pożywienia muszą sprowadzać z innych planet. Pustynny świat zamieszkiwany niemal wyłącznie przez pielgrzymów przybywających do monumentalnego mauzoleum dawno zmarłego świętego, które wznosi się na pół kilometra ponad otaczające piaski. Olbrzymi statek kosmiczny nieustannie wędrujący pomiędzy trzema planetami - miasto w międzygwiezdnej pustce, którego mieszkańcy od całych pokoleń nie postawili stopy na powierzchni żadnego ze światów. Te i inne lokacje urągają zdrowemu rozsądkowi, równocześnie kreśląc przed czytelnikami pretekstowy i przesadny charakter Dark Heresy. Tutaj wszystko przerysowane jest aż do przesady, groteskowe i karykaturalne, podporządkowane nie jakiejkolwiek innej logice, jak tylko tworzeniu ciekawego i, co najważniejsze, wyrazistego zaplecza dla snutych na sesjach historii.

To samo powiedzieć można o systemowym bestiariuszu (który doczekał się rozwinięcia w odrębnym dodatku uhonorowanym prestiżowymi nagrodami). To, czy opisane w nim stworzenia mają choćby teoretyczną szansę funkcjonowania, jak działać mogą rozmaite mutacje oraz inne kwestie schodzą na dalszy plan wobec faktu, że zdecydowana większość bestii po prostu ma stanowić atrakcyjny element scenariuszy. Choć znajdziemy tu całkiem pokaźny zbiór przykładowych BNów, to zabrakło, choćby szczątkowych, reguł tworzenia własnych. Jako że ścieżki karier opisane zostały z myślą o postaciach i zwyczajnie nie pasują do zdecydowanej większości mieszkańców imperialnych światów, Mistrzowie Gry będą w tej kwestii zdani przede wszystkim na własne siły.

Na koniec należałoby napisać, czy Dark Heresy jest systemem wartym polecenia. Odpowiem wykrętnie: mi się podoba, ale niestety mam świadomość, że w wielu miejscach ma on mniejsze i większe braki. Część z nich można złożyć na karb konwencji, specyficznego charakteru i ewidentnej umowności świata. Nad pozostałymi trudno jednak przejść do porządku dziennego, a ich naprawienie (jak choćby koszmarnej wprost przypadkowości mechaniki walki) może być praktycznie niewykonalne bez zmieniania fundamentalnych założeń systemu. Na pewno nie jest to erpeg dla każdego. Zastanawiając się nad potencjalną grupą jego docelowych odbiorców, trudno było mi znaleźć takich, którzy mogliby go przyjąć bez zastrzeżeń. Bitewniakowcy rozgrywający swoje starcia armiami do Warhammera 40.000 raczej niespecjalnie zachwycą się systemem, który prezentuje tak niewielki i wyraźnie sprofilowany wycinek świata gry. Będą się musieli obejść bez kosmicznych orków, tyranidów, eldarów czy nekronów i pogodzić z kosmicznymi marines majaczącymi niewyraźnie w oddali tylko jako ciężkie wsparcie dla Inkwizycji, wzywane, gdy wszystko inne zawiedzie. Miłośnicy WFRP najpewniej spojrzą na Dark Heresy przez pryzmat systemu fantasy i potraktują w najlepszym razie jako ciekawostkę, w najgorszym - herezję i profanację, na którą nie warto nawet tracić czasu. Osób grających w Inquisitora nie ma chyba na tyle dużo, by mogły samodzielnie stanowić zaplecze dla tego systemu. Myślę, że pierwszy erpeg osadzony w realiach czterdziestego pierwszego milenium najlepiej dotrze do tych odbiorców, którzy będą w stanie nie patrzeć na niego przez pryzmat WFRP, czy jakiegokolwiek produktu z logo Warhammera 40.000. Jednakże zarówno fakt wyprzedania na pniu pierwszego nakładu systemu, jak i bardzo pozytywny odbiór praktycznie wszystkich dodatków, jakie ukazały się do tej pory, wskazuje jednak, że grono odbiorów Dark Heresy jest dużo, dużo szersze.

Dziękujemy sklepowi Rebel.pl za udostępnienie podręcznika do recenzji.
7.5
Ocena recenzenta
7.68
Ocena użytkowników
Średnia z 33 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Dark Heresy
Linia wydawnicza: Warhammer 40 000 RPG
Autorzy: Owen Barnes, Kate Flack, Mike Mason
Okładka: Clint Langley
Ilustracje: John Blanche, Alex Boyd, Paul Daiton, Wayne England, David Gallager, Des Hanley, Neil Hodgson, Paul Jeacock, Nuala Kinrade, Karl Kopinski, Stefan Kopinski, Clint Langley, Pat Loboyko, Mark Raynor, Adrian Smith, Paul Smith, Andrea Underzo, Kev Walker, John Wigley
Wydawca oryginału: Fantasy Flight Games
Data wydania oryginału: 2008
Miejsce wydania oryginału: USA
Liczba stron: 400
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-1-58994-454-1
Numer katalogowy: DH01
Cena: 59,95 USD



Czytaj również

Dark Heresy: Creatures Anathema
Heretycy, demony i potwory, czyli ulubione danie Inkwizycji
- recenzja
Dark Heresy: Enemies Within
Czarownicy żyć nie pozwolisz
- recenzja
Dark Heresy: Księga Mrocznych Potęg
Dary plugawych bóstw
- recenzja
Dark Heresy: The Apostasy Gambit Trilogy
Gambit opętanego szaleńca
- recenzja
Dark Heresy: The Chaos Commandment
Gambit, szach i mat?
- recenzja
Dark Heresy: Bestiariusz Sektora Askellon
Strzał w potworną dziesiątkę
- recenzja

Komentarze


Ifryt
   
Ocena:
+2
Bardzo ciekawa recenzja. Z wielkim zainteresowaniem ją przeczytałem. Takie osobiste spojrzenie na dany erpeg nie wiem, czy nie jest lepsze od szczegółowego omówienia treści, jak to ma miejsce zazwyczaj. Proszę o więcej! :)
28-10-2009 08:56
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-1
Fajna recenzja, bo bardzo osobista. Ale niestety z wiekszoscia zarzutow ciezko mi sie pogodzic. Dla mnie brak opisu jakiegos tam heavy flamera, nie jest zadnym, ale to zadnym mankamentem. Mankamentem sa dla mnie graczy ktorym takiego opisu brakuje. Podobnie te nieszczesne srodki transportu. Dosyc wyraznie powiedziane jest, ze rozdzwiek technologiczny, kulturowy, spoleczny i polityczny, pomiedzy poszczegoilnymi swiatami jest przeogromny. Takze nie bardzo widze jak tam mialby sie zmiescic jakis szczegolowy opis wybranych technologii. We wszelkich opisach w Dark heresy opisy ekwipunku dotycza rzeczy najbardziej typowych, najczesciej spotykanych. Pewnie ze w ten sposob moznaby potraktowac i np jakies latacze. Tylko....no coz wszystko jest kwestia wyczucia pewnych konwencji.

Nie ma wsparcia dla detektywistycznego grania, bo jest za malo tabelek? Rany…naprawde w trakcie gry rozwiązujecie detektywistyczne zagadki rzutami w tabelach? Prowadzicie rozmowy ze świadkami wg rozpisek z podręcznika? Gdzie tu role playing? Dla mnie zdanie w podreczniku napisane na 230 stronie zupelnie wystarcza do wyczerpania tematu - Usually, a player doesn't need to Test Skill to interact with other characters. He simple plays the role of character. Na serio trzeba Ci autorze czegos wiecej w tym temacie? Jest tabelka ktora w przypadku szczegolnie dramatycznych wydarzen pozawal zdac sie na los. I serio? Ale naprawde na powaznie, uwazasz ze w tym przypadku potrzeba czegos wiecej niz role playing?

Oczywiscie ze w podreczniku mogloby sie pojawic wiecej detali, wiecej opisow, wiecej informacji. Tylko ze....chcialbym zauwazyc ze on juz ma ok 400 stron. Jakiej pojemnosci autor recenzji oczekuje od podrecznika do rpg? 600-700 stron? Pewnie ciezko w to uwierzyc ale kazda taka pozornie mala informacja rozpycha objetosc ksiazki. A tu trzeba powiekszyc tabelke, tam dolozyc ilustracje, tam dopisac strone tekstu i nagle robi sie wlasnie 500 z planowanych 400.
Jak swiat swiatem nie da sie napisac wszystkiego w ksiazce ktora ma byc wydana na papierze. Jej objetosc ograniczaja np tak prozaiczne kwestie jak koszt druku, papieru i dystrybucji. Pozostaje zatem odpowiedziec na pytanie - czy wybor informacji zawartych w podreczniku o niemalej objetosci 400 jest dostatecznie duzy aby pozwolic na wyczerpujacy opis wiata i gre? Moim zdaniem tak, az zanadto.

Co do przesady i pretekstowosci swiata, oraz jego nielogicznosci. No coz wszystko jest kwestia przyjetej konwencji. Ktos kto poszukuje realizmu, nie powinien wogole siegac po ten podrecznik (albo po jakikolwiek inny sf tak na marginesie. Nagradzane za realizm Blue Planet, ma sporo nielogicznych baboli. Slynne z liczenia wektorow strzalu Jovian Chronicles traktowalo o latajacych w kosmosie robotach :) Przepraszam czy to nie jest przypadkiem tak, ze gry osadzone w sf z zasady oparte sa na uproszczeniach przyjetych tylko i wylacznie dla budowania klimatu, a nie odzwierciedlenia rzeczywistych praw fizyki, socjologi i czego tam jeszcze? :)). Jeżeli nie interesuje cie XVII wiek nie siegasz pod 7th sea. Nie lubisz samurajow, nie grasz w Legende 5 kregow. Nie lubisz mangi, nie kupujesz Animy, czy innego Exalted. Dlaczego inaczej ma byc z Dark Heresy? Autorze jeżeli przeszkadza ci pretekstowosc pewnych rowiazan, nadmierna dekoracyjnosc i monumentalnosc dokladnie kazdej rzeczy, od zapalniczki po okrety kosmiczne trzeba bylo omijac DH szerokim lukiem. Na sieci jest dostatecznie wiele fragmentow, artykulow i recenzji zeby zorientowac sie z czym masz do czynienia. Ba! Nawet sama okladka dosyc dobitnie pokazuje co mozna znalezc w srodku. Zatem ten podrecznik ma okreslony target. Zaspokoi potrzeby graczy ktorzy szukaja wlasnie takiej konwencji, a nie innej. Zatem rozumiem Twoj osobisty zawod w tej kwestii, ale nie do konca jakby pojmuje dlaczego ma to byc jakas konkretna wada. Czy tez w ten sposob przekazujesz taki troche truizm ze podrecznik jest nie dla kazdego? A slyszales o takim ktory jest? :)

Dalej - Chcesz wiecej potoworow kupujesz bestiariusz. W podstawce masz mase heretykow, bo ten system zaklada walke przede wszystkim z nimi. Nie zaklada wcielania sie w kosmicznego marine i rozwalki hord orkow. Zatem ich opisow nie ma w podreczniku. To az tak proste...

Takze na wiekszosc tych "zarzutow" w zasadzie mozna bardzo latwo odpowiedziec. Po pierwsze nie da sie napisac wszystkiego. Dostales w swoje rece drogi autorze podrecznik 400 stronnicowy napakowany po brzegi informacjami, ale twierdzisz ze to wciaz za malo, bo zabraklo kilku tak naprawde bardzo malo znaczacych detali? Nie ma heavy flamera, opisu orka z kosmicznym marine i jakiegos latacza? I to sa wady? Wg Ciebie gra nie wspiera odgrywania detektywa bo napisano w niej ze trzeba go odgrywac a nie turlac? i to jest wada?
Wada jest podobno swiat nie dla kazdego. No ale przepraszam...co to za wada? Jest takie powiedzonko, ze jak cos jest do wszystkiego, to jest do niczego. Dostales podrecznik w okreslonej konwencji, czytelnej wyrazistej, o bardzo mocno zdefiniowanym sposobie rozgrywki i formowania druzyny. Ciezko oceniac to w kategoriach wad i zalet. To po prostu taka gra. To troche jak z manga. Nie lubisz, nie ogladasz, nie grasz i nie czytasz. To tyle.

Co do reszty zarzutow, to juz osobiste jakies antypatie, ktore ciezko krytykowac.Krwawa mechanika zawsze byla dla mnie atutem bo zmusza graczy do planowania swoich poczynan, a nie do bezmyslnej nawalanki, ale co kto lubi itp.

Na koniec odniose sie tylko do zarzutu dotyczacego niejasnosci na linii Black Industries i Fantasy Flight Games. Drogi autorze sprawdz jak wyglada sytuacja, zanim sie oburzysz. Dopatrujesz sie tu jakis potwornych zaniedban. A tymczasem prawda jest dosyc prozaiczna. Otoz pierwszy naklad podrecznika wydalo jeszcze BI. Pod wlasnym szyldem. FFG wykupilo prawa zarowno do wh40k jak i fantasy. No i teraz co mieli zrobic dalej? Wg Ciebiw faktycznie wydac podrecznik na nowo? :) Sprzedali co zostalo wydrukowano, a nastepnie zmienili logo na okladce bo juz nawet nie mieli prawa do korzystania z cudzego znaku i wypuscili po prostu dodruk. Zas co do tego ze witryna przestala dzialac przed przejeciem przez FFG to bzdura :) Podrecznik byl juz wydany, a dopiero pozniej BI oglosilo sprzedaz praw FFG i to wlasnie to wydawnictwo bedzie kontynuowalo wydawanie rpgow BI :) Zatem ja np podrecznik dawno juz mialem u siebie z logo Bi na okladce, kiedy dowiedzialem sie ze teraz to juz dzialka FFG.
28-10-2009 13:17
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
I dodam bo mi umknelo, ze strona BI poswiecona Dark Heresy dzialala jeszcze dlugo po wydaniu podrecznika. Pojawialy sie tam erraty, opisy, jakies dodatkowe materialy. Faktycznie przestala dzialac dlugo po tym, jak ogloszono wykupienie linii przez FFG.
28-10-2009 13:24
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+4
@ Cy - zwróć uwagę na okładkę towarzyszącą recenzji. Podręcznik, który był recenzowany, został już wydrukowany po przejęciu praw do tytułu przez FFG. Odnośnik do nieistniejącej witryny innej firmy niż wydawca podręcznika, to moim zdaniem minus poważny. Zmiana adresu w tekście (w słownie dwóch miejscach) nie wymagała chyba znacznie większego nakładu pracy niż zmiana samego logo na okładce - szkoda, że nowy wydawca ograniczył się tylko do zmiany logo, nie zadbał już o zaktualizowanie odnośnika do strony systemu.

Co do innych - jeśli dostaję umiejętność która nie ma żadnego przełożenia na świat gry, to też jest to minus, nad którym trudno przejść do porządku dziennego. Postać umie posługiwać się ciężkim flamerem, prowadzić pojazdy, przeprowadzać przesłuchania, ale nic takiego w podręczniku nie ma. Umiesz prowadzić pojazdy - fajnie, ale jakie, to już sobie wymyśl. Umiesz walczyć ciężką bronią plazmową - też fajnie, ale żadnej nie znajdziesz, bo autorzy podręcznika nie uznali za stosowne zamieścić ich opisu.

We wszelkich opisach w Dark heresy opisy ekwipunku dotycza rzeczy najbardziej typowych, najczesciej spotykanych.

Z czego ma wynikać, że częściej spotyka się ciężki karabin maszynowy (opisany) niż jakikolwiek wóz czy inny środek transportu (bo takowych nie opisano wcale)? Szczerze powiedziawszy wolałbym zobaczyć opisy przykładowych pojazdów, niż wszczepów, właśnie dlatego, że te pierwsze na sesjach będą pojawiać się raczej częściej, bo mają do nich dostęp zwykli ludzie, a nie tylko nieliczni wybrańcy.

Nie ma wsparcia dla detektywistycznego grania, bo jest za malo tabelek?

Nie - nie ma wsparcia, bo nie ma nic, ponad te kilka tabelek. Umiejętności postaci można oczywiście ograniczaqć do "odegraj sobie", ale akurat do odgrywania postaci, żadne specjalne umiejętności nie są potrzebne.

Co do przesady i pretekstowosci swiata, oraz jego nielogicznosci. No coz wszystko jest kwestia przyjetej konwencji.

Dokładnie - tak, jak napisałem w recenzji. Cieszy mnie, że chociaż w tej kwestii jesteśmy zgodni.

Zatem rozumiem Twoj osobisty zawod w tej kwestii, ale nie do konca jakby pojmuje dlaczego ma to byc jakas konkretna wada.

A ja nie rozumiem, gdzie widzisz mój zawód - przeczytaj dokładnie, co napisałem odnośnie mojej oponii na temat podręcznika.

Chcesz wiecej potoworow kupujesz bestiariusz. W podstawce masz mase heretykow, bo ten system zaklada walke przede wszystkim z nimi.

To po co mi Ordo Xenos w takim razie? Jeszcze raz przeczytaj, co napisałem w recenzji - nie obcych brakuje mi w tym fragmencie podręcznika, który opisuje potencjalnych przeciwników postaci, ale właśnie ludzi, czegoś więcej niż kilku przykładowych BNów.

Generalnie nie rozumiem, dlaczego doszukujesz się zarzutów tam,, gdzie ich nie ma. Ale za komentarz dziękuję.
28-10-2009 14:15
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-2
Jeszcze raz powtarzam. Wszystkiego opisac sie nie da. Dostales 400 stron podrecznika a brakuje ci opisu havy flamera. Masz opis zwyklego dorzuc do niego pare kilo i bedzies zmial heavy :) NMasz napisane ze heavy weapon training to umiejetnosc poslugiwania sie ciezka bronia do wyboru z jakiejs puli i masz tam wyszczegolnionych kilka opcji ale nie opisali flamera? Powaznie to sprawia ze uwazasz ze ten podrecznik jest do bani? nie napisali tam tez ze mozna poslugiwac sie kusza walowa albo bandoletem, ale to znaczy ze nie mozna? Ze sie nie da? Powaznie przy tym obstajesz w dodatku nazywajac to "umiejętność która nie ma żadnego przełożenia na świat gry" a co brak opisu heavy flamera ma wspolnego ze swiatem gry? To dla Ciebie swiat gry opiera sie tylko na opisach flamerow, multi melty itp? Dalej. Twierdzisz ze detektywistyczne skille nie maja zadnego wsparcia w podreczniku. a tymczasem nie wystarcza przepraszam opis umiejetnosci interrogation na niemalze 1/4 strony o tym jak te umiejetnosc stosowac? To co tam jeszcze mieli napisac? Napisali Ci ze sytuacje spoleczne sie odgrywa,w dodatku napisali jak, masz opis skilla, jego zastosowania, mechaniki ktora go kontroluje i tabelke zastraszania, ktora sluzy do rostrzygania wyjatowych sporow. W sumie dwie strony poswiecone tylko i wylacznie tej kwestii i wciaz bedziesz sie upieral ze to nic? Obok interrogation masz jeszcze intimidation, inquiry, deceive, najprzerozniejsze lore, oraz inne umiejetnosci i talenty "detektywistyczne". W sumie kilka stron opisow narzedzi do odgrywania postaci sledczego...I to jest okazuje sie malo i brak wsparcia...No ale wiesz...i najlepsze narzedzia nic nie pomoga, jezeli nie umie sie z nich korzystac.

Dalej. Powaznie uwazasz ze najwazniejszy w podreczniku jest opis samochodu? Zaraz...to w fantasy warhamerze masz opisy wozow drabiniastych? Daj spokoj...Dla typowej sesji znacznie wazniejszy jest opis ciezkiego karabinu maszynowego, niz furgonetki. Dlatego ze do poslugiwania sie karabinem maszynowym przydalby sie w mechanice jakis wspolczynnik, ale do samochodu jest skill prowadzenie pojazdow, a reszte rozwiazuje zdrowy rozsadek. Pewnie ze fajnie gdyby taki opis byl, ale nie ma go bo sa inne rzeczy. Powtarzam, wszystkiego opisac sie nie da. Skoro uwazasz ze pojazdy sa wazniejsze, powiedz prosze ktora czesc podrecznika bys w to miejsce wycial. Ktora jest wg Ciebie nipotrzebna? Argumentu, ze napewno dalo sie cos jeszcze upchnac nie kupuje. Ten podrecznik ma 400 stron i pelno informacji. Kazda dodatkowa strona to dodatkowe koszty i wieksza cena podrecznika. Wieksza cena podrecznika rowna sie mniejsze grono potencjalnych nabywcow. Wydawcy nie sa samobojcami.

Ale rozumiem ze jestes jednym z tych odbiorcow ktorzy chcieliby miec opisany dokladnie kazdy aspekt gry w podreczniku ktory kupuja. Potrafie to nawet zrozumiec, jezeli obcuje sie tylko ze swiatem fantasy, Tutaj sporo rzeczy mozna przyjac intuicyjnie. W przypadku jednak sf, opisu wymaga tyle kwesti, ze niestety z niektorych trzeba zrezygnowac. Wszystkiego sie nie da. Dla gracza w DH znacznie wazniejszy bedzie opis struktury inkwizycji, codziennego zycia, czy heretykow, mutacji i bogow chaosu niz traktora. Takze jeszcze raz prosze. Napisz co bys wycial z podrecznika, zeby zamiescic opis samochodu.

Kolejna sprawa. To ta okladka. Widze ze nie dotarlo. zmiana logo na okladce to koniecznosc. Zmiana odnosnikow w tekscie to fanaberia. Powiedzmy nawet ze ktos by to linki pozmienial za frajer, ale wciaz pozostaja koszty druku. W przypadku takiej publikacji to potworna kasa. W dodatku przypominam, ze strona BI wbrew temu co napisales, dzialala bardzo dlugo. Zamieszczano tam materialy do pobrania (np plan fregaty czyli srodka transportu). Nawet po zamknieciu witryny BI, wpisanie jej adresu baaaaaardzo dlugo przekierowywalo na strone FFG. Dopiero od poczatku wakacji witryna BI zostala zamknieta na dobre. Podrecznikow w dodruku wypuszczono naprawde sporo, w momencie w ktorym wciaz w ten czy inny sposob dzialal poprzedni adres...Mieli wycofac wszystkie ksiazki ze sprzedazy zeby zaspokoic poczucie przyzwoitosci niektorych nabywcow? Serio tak uwazasz?

Po co Ci Ordo Xenos? Dla klimatu i wprowadzenia nowego watku, dla poszerzenia mozliwosci i do gry. Opis ordo xenos jest naprawde wyczerpujacy, a obcych w podreczniku masz rowniez przedstawionych (no ale tak...nie ma orkow...porazka). A czemu opisano przede wszystkim heretykow (z naciskiem na przede wszystkim)? Rany naprawde musze sie powtarzac? Bo podrecznik ma 400 stron zawiera rozdzialy o mechanice, umiejetnosciach, talentach, mocach, bogach, kultach, heretykach sektorze kosmosu w ktorym ma miejsce akcja gry, strukturze inkwizycji, opis imperium i realiow zycia jego obywateli, prawie 30 stron bestiariusza, oraz przykladowa przygode...I kurcze ten tego, pewnie chcieli cos jeszcxze dopisac, ale strony im sie skonczyly :) No ale opisali ordo xenos i nie ma orkow...tragedia. No i brak heavy flamera...:P

Co do reszty...fakt na koncu piszesz ze podrecznik ci sie podobal. Jednak wymieniasz sporo jego wad, z ktorymi sie nie zgadzam. Moje prawo jako odbiorcy Twojej recenzji. Tlumaczyc sie z tego nie trzeba.

Acz uwazam, ze wady ktore wytykasz podrecznikow sa wyszukiwanymi na sile. Pewnie, podrecznik ma sporo niedociagniec, ale akurat zadnego w zasadzie nie wymieniles. Probowales natomiast uczynic wadami specyficzne cechy produktu, ktore go charakteryzuja, ale nie przesadzaja o jego wartosci. To tak jakby powiedziec, ze sportowe samochody sa do bani, bo nie da sie nimi jezdzic po gorach.

Ps: Do odgrywania postaci to akurat potrzeba sporo umiejetnosci. Np umiejetnosci odgrywania postaci :P
28-10-2009 15:36
~Kastor Krieg

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
@Adam
Bardzo prawdopodobne, że FFG kupiło licencję na wydanie tekstu "as is" i nie miało prawa zmienić w nim ani pół znaku. Możliwe, że tak było najprościej z prawnego punktu widzenia (copyrighty wszystkich zainteresowanych) i najtaniej. Stąd też relikty tego rodzaju.
28-10-2009 16:01
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+3
Powaznie to sprawia ze uwazasz ze ten podrecznik jest do bani?

Napisałem gdzieś, że ten podręcznik jest do bani? Jeśli tak, bądź uprzejmy wskazać mi, w którym dokładnie miejscu.

Powaznie uwazasz ze najwazniejszy w podreczniku jest opis samochodu?

Najważniejszy - nie. Przydatny - tak. Tym bardziej, że pojazdów, jakimi posługiwać mogą się mieszkańcy imperialnych światów jest dużo więcej, niż ylko nieszczęsny samochód. I fajnie byłoby wiedzieć, jakie wehikuły funkcjonują na planetach o stopniu rozwoju technicznego wyższym niż współczesna Ziemia.

Takze jeszcze raz prosze. Napisz co bys wycial z podrecznika, zeby zamiescic opis samochodu.

Odsyłam do mojego wcześniejszgo komentarza - zdanie "Szczerze powiedziawszy wolałbym zobaczyć opisy przykładowych pojazdów, niż wszczepów, właśnie dlatego, że te pierwsze na sesjach będą pojawiać się raczej częściej, bo mają do nich dostęp zwykli ludzie, a nie tylko nieliczni wybrańcy." powinno stanowić wystarczającą odpowiedź na Twoje pytanie.

Widze ze nie dotarlo. zmiana logo na okladce to koniecznosc. Zmiana odnosnikow w tekscie to fanaberia. Powiedzmy nawet ze ktos by to linki pozmienial za frajer, ale wciaz pozostaja koszty druku.

W momencie kiedy FFG robiło dodruk (bo przecież wcześniej logo na okładce nie było zmieniane), koszty druku byłyby identyczne, niezależnie od tego, czy odnośniki w tekście zostałyby zmienione, czy pozostawione nieaktualne. To akurat żaden argument.

Mieli wycofac wszystkie ksiazki ze sprzedazy zeby zaspokoic poczucie przyzwoitosci niektorych nabywcow? Serio tak uwazasz?

Nie - zmienić dwa linki w tekście podręcznika w momencie robienia jego dodruku.

Naprawdę, dobrze byłoby, jakbyś odnosił się do tego, co napisałem w recenzji (i komentarzach), a nie przypisywał mi opinii i wypowiedzi, które są jedynie jakimiś Twoimi wyobrażeniami.
28-10-2009 16:09
chimera
   
Ocena:
+2
Dzięki za recenzję. Mi akurat pasuje bardzo krytyka, nawet jeżeli ktoś odbiera to jako szukanie dziury w całym. Jak na coś mam wydać ponad stówę, to wolę wiedzieć o wszelkich minusach i samemu podjąć decyzję, niż potem nieprzyjemnie się zaskoczyć. Mnie ogólnie denerwuje zbyt wysokie ocenianie niektórych rzeczy na polterze (szczególnie dotyczy to literatury) - jeżeli chodzi o recenzję, to z mojej pozycji potencjalnego "wydawacza kasy" lepiej przesadzić z krytycyzmem, niż wpadać w zachwyty i pomijać wady.
28-10-2009 16:19
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Sek w tym ze wiele planet funkcjonuje na stopniu o wiele nizszym niz Ziemia, albo wogole innym. W takim razie powinny sie tam znalezc rowniez opisy lokalnej fauny nadajacej sie do transportu, roznych wozkow, lotni, lataczy co tylko wymyslisz na tysiacach swiatow. Obawiam sie ze trzeba by wydac podrecznik pt: transport w wh40k. Takie dajmy na to 3 tomowe dzielo po 500 stron kazdy. A powazniej, przepraszam ale upierasz sie przy czyms zwyczajnie niewykonalnym biorac pod uwage realia swiata wh40k. To raz. A dwa zupelnie zbednym. Jak swiat swiatem, podrecznik do rpg to podstawa, baza tej zabawy. Reszta to wyobraznia. Zawsze tak bylo i niewiadomo ile dodatkow do systemu wogole tego nie zmienia. Szczerze mowiac nie widzialem nigdy podrecznika rgp ktory wyczerpywalby temat opisywanego swiata i fakt ze DH tego nie robi nie jest jakims ewenementm. A Ty strasznie sie upierasz ze to jaks okropna wada podrecznika.

Wycialbys wszczepy bo one sa dla wybrancow? Czyli np khem dla akolitow inkwizycji? :D Czytales wogole ten podrecznik? Tutaj z zasady gra sie wybrancami. Poczatkujacymi, ale z potencjalem do wielkosci i rowniez...tak niestety napisali to w podreczniku...z dostepem do technologii o ktorych zwyklym smiertelnikom sie nie snilo. Takze o wiele bardziej istotne jest co Twoja postac bedzie nosic w glowie, niz opis srodkow transportu, ktore beda sie roznic na kazdej z tysiecy planet.

Czyli podsumowujac. Po lekturze podrecznika do DH, absolutnie zbednym mi sie wydaje informacja na temat tego czym sie bede przemieszczal na jednej z setek planet ktore odwiedzi moja postac, bo bedzie to setka roznych rzeczy (faktycznie wyobraznia tez ma ograniczenia i MG, wymysli moze ze 3 rozncyh rzeczy, a reszta to beda jej wariacje) w porownaniu z tymi onformacjami ktore dostaje w zamian. Np informacje o wszczepach. Na temat transportu i podrozy zupelnie wystarczaja mi dwie strony ktore temu poswiecono w podreczniku. Ty sie natomiast upierasz ze lepiej byloby zamiescic informacje na temat wybranego modelu samochodu, ktory nie bedzie mial racji bytu po pierwszej przygodzie, niz np sztucznej reki, ktora moze sie pojawic w dosyc uniwersalnym wymiarze w dowolnym momencie przygody.


Serio koszty druku sa identyczne kiedy zmieniasz logo na okladce, jak wtedy kiedy zmieniasz logo na okladce i linki w tekscie? :D A to dobre. A nie sadzisz ze jednak za wypuszczenie do druku tych pozmienianych stron tez trzeba zaplacic? A slyszales jak wogole wyglada druk? Podpowiem z plujki sie tego nie wypuszcza. Nie kosztuje to tyle co toner...Nie mowiac juz o tym, ze do tego wszystkiego najpewniej Kastor ma racje. Taka licencja jest najtansza i najprostsza technicznie.

Alez ja sie odnosze do tego co napisales i w recenzji i w komentarzach. Ale tak to juz czasem bywa, ze nie zawsze Twoj odbiorca siedzi w Twojej glowie i czyta mysli, oraz intencje. Czasem po prostu czyta to co napisales, a nie to co wydawalo Ci ze piszesz.
28-10-2009 16:43
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2
A powazniej, przepraszam ale upierasz sie przy czyms zwyczajnie niewykonalnym biorac pod uwage realia swiata wh40k.

Opisano przykładowy lasgun, przykładowy rewolwer, przykładowy ciężki stubber. Nikt nie wymaga, żeby opisywać każdy z pewnie setek tysięcy możliwych modeli uzbrojenia każdego typu - wystarczą przykładowe. Opisano przykładowego konia, groxa i psa - też wystarczy, na tej podstawie można sobie nadbudować. Naprawdę niemożliwością byłoby opisanie także przykładowego samochodu, motocykla, speedera?

Serio koszty druku sa identyczne kiedy zmieniasz logo na okladce, jak wtedy kiedy zmieniasz logo na okladce i linki w tekscie? :D A to dobre. A nie sadzisz ze jednak za wypuszczenie do druku tych pozmienianych stron tez trzeba zaplacic?

Tak, bo w obu przypadkach drukowany jest cały podręcznik. Płaci się za wypuszczenie do druku nie tylko tych zmienionych, ale i wszystkich pozostałych stron. Argument o podniesieniu kosztów druku to absurd, zdecydowanie sensowniejsze jest wyjaśnienie, które proponuje Kastor.
28-10-2009 17:02
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-5
Adamie wiesz jak wyglada druk? Tak naprawde? No przyznaj sie :)

Bo jak dla mnie to nie masz pojecia i pleciesz bzdury. Dla Ciebie ewidentnie druk to cos jak wypuszczenie karty postaci z plujki. Tymczasem proces druku, takiego wiesz...cmyk, ksiazki, te sprawy jest nieco bardziej zlozony i nie ogranicza sie do poprawienia slowa w pliku tekstowym :) Podpowiem Ci...jezeli nic sie w tekscie nie zmienia, to jezeli byl drukowany wczesniej nie trzeba wiecej placic za jego przygotowanie do druku, bo juz jest przygotowany! Ha! Jezeli tekst sie zmienia, to pare rzeczy trzeba poprawic - takich tam pierdol o ktorych wyraznie wczesniej nie sylszales. I to nie do konca tak, ze ktos to robi za paczka i browarek :). Takze prosze Cie, jezeli cos Ci sie wydaje, to pisz ze Ci sie wydaje :) I nie upieraj sie juz ze koszt jest taki sam. To tak smieszne, ze az juz prawie nie :)

Zas co do tego co napisal Kastor to rzecz jest dyskusyjna. Niby wszystko sie zgadza, tylko oni kupili prawo rowniez do calej linii wydawniczej - wydawania kolejnych wersji podrecznika i wszystkich dodatkow. Takze nie wiem czy nie moga nic zmieniac w tekscie. Ciezko powiedziec.


A na koniec. Tak myslalem ze przywolasz argument z bronia :)

Oczywiscie ze mozliwe byloby opisanie jakiegos srodka transportu. Najbardziej typowego.Jasne, nie ma sprawy. Ale kosztem czegos. A jak juz opiszesz cos jezdzacego, to czemu i nie latajacego, czemu nie plywajacego? Zeby to bylo tak bogate, jak opis broni? Czemu nie? A jeden taki pojazd zeby to mialo sens to minimu 1/3 strony. Inaczej ilustracja czegos tak zlozonego jest nieczytelna. To masa miejsca, ktore jest wykorzystane w sposob, ktory wcale nie wydaje sie potrzebny, Wciaz nie widze zeby to bylo wazniejsze niz opis np wszczepow. Ty sie upierasz ze przez brak takiego opisu podrecznik kuleje. Ja natomiast uwazam, ze to jest wlasnie szukanie wady na sile. Powaznie, ciezko by Ci bylo grac w te gre bez opisu samochodu? O transporcie miedzygwiezdnym masz dwie strony. Jest jasno powiedziane co i jak. Bez tego rzeczywiscie byloby ciezkawo, chociazby ze wzgledu aspecyfike podrozy miedzygwiezdnych. O planetarnym nie wspomniano. Byc moze przygotowywany jest dodatek, byc moze nie (plany miedzygwiezdnej korwety ukazaly sie na stronie tydzien po premierze podrecznika. Komu brakowalo ten sobie pobral). Dla mnie to nie ma znaczenia, bo to nie jest osia gry. Na cos autorzy podrecznika musieli sie zdecydowac. Albo to, albo opis heretykow, ktorych maja tropic akolici. Albo samochody, albo ja wiem...przyklady wykorzystania talentow. Przykro mi, ale jezeli mam wybierac to wole miec to co jest w podreczniku niz opis latacza. Pewnie fajnie jakby byl, ale nie ma bo sie nie dalo, bo sa inne rzeczy. Dla Ciebie to wada, dla mnie to rzeczywistosc. Przekreslac jakos tam podrecznik, bo nie udalo sie w nim na 400 zmiescic wszystkiego? To juz dziecinada.

Jest jedno pytanie na ktore jako autor recenzji powinienes byl odpowiedziec, zamiast skupiac sie na wydumanych wadach. Na zastanawianiu sie czy trafi do fanow bitewniaka, zamiast to po prostu sprawdzic (wystarczy popatrzec kto tworzy fan site'y), upieraniu sie ze system nie mowi nic o graniu detektywem, mimo kilku poswieconych temu stronom i temu podobnym bzdurom. Czy podrecznik w swojej formie stanowi dobra podstawe do gry. Na to nie odpowiedziales. A to w zasadzie powinno byc osia kazdej recenzji.
28-10-2009 17:36
sil
    Nie znam podręcznika więc się wypowiem
Ocena:
+3
@~Cy

Czy oprócz okładki nic więcej nie zostało zmienione? Nazwa wydawcy gdzieś na początkowych stronach została też bez zmian?
Jeżeli nie, to co szkodziło (pomijając uwagę Kastora o licencji) zmienić też linki i nawet jeżeli drukowali ze starych blach - w co wątpię - puścić te kilka stron raz jeszcze?

A odnośnie pojazdów, to zgadzam się z Adamem, że to dosyć istotna sprawa i kilka przykładów by się przydało - to nie setting bliski jakiejś epoce historycznej, gdzie oczywistym jest jak wyglada wóz drabiniasty, dyliżans czy chopper. Przy zastosowaniu metody 'przecież to można sobie wymyślić' wyjdzie, że właściwie 3/4 podręcznika jest nie potrzebna.

A tak przy okazji po co te emocje?
28-10-2009 18:16
rincewind bpm
   
Ocena:
+2
Kiedy robisz dodruk, poprawiasz bijące po oczach błędy edytorskie. Do tej pory było to dla mnie oczywiste - i tak, wciąż jest.

Ale, oczywiście, dwie pomyłki nie wpływają w godnym uwagi stopniu na moją ocenę gry.
28-10-2009 18:22
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-3
sil a niby czemu mieliby to od nowa swiecic? Bo maja za duzo kasy?

A co do pojazdow. Ok kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Ja tylko wciaz nie wiem co z tresci zawartej w podreczniku, zasluguje na wywalenie zeby zrobic miejsce na pojazdy...Tego jakos przeskoczyc nie moge. Napisalem juz chyba ze cztery razy, ze pewnie ze fajnie by bylo miec taki opis. Tylko ze musialby sie on odbyc kosztem czegos. Nie bardzo widze czego. Jak dla mnie tresc zawarta w podreczniku, nawet ze startowa przygoda zasluguje na publikacje bardziej niz rozpiska samochodu. Przypominam ze mowimy o podreczniku ktory ma juz 400 stron i jest na maksa wypakowany trescia i miechem. Dla mnie jest oczywiste ze pewne rzeczy zwyczajnie nie mogly sie zmiescic. Moim zdaniem zmieszczono te najwazniejsze zeby moc rozpoczac gre w zdefiniwanej konwencji. Do tego sluzy podstawka

Rincewind racja, przy zalozeniu ze to byly bledy edytorskie. Adam pomija w swych rozwazaniach fakt, ze kiedy robiono dodruk strona www.blackindustries.com wciaz dzialala, jako samodzielna. Potem zaczela odsylac do strony ffg, ale wciaz z tego samego adresu. Niespecjalnie widze sens zeby zmieniac w podreczniku linki dzialajacej strony na linki jakiejs enigmatycznej strony ktora w momencie robienia dodruku jeszcze nie dzialala.
28-10-2009 18:41
Malaggar
   
Ocena:
0
"Ja tylko wciaz nie wiem co z tresci zawartej w podreczniku, zasluguje na wywalenie zeby zrobic miejsce na pojazdy..." Zamiast przykładowej przygody i przykładowych planet.
28-10-2009 18:47
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-1
A to nie jest czasem tak, ze przykladowa przygoda jest zawsze sporym ulatwieniem i prezentacja jaka konwencja przyswieca grze?

A przykladowe planety? Ze niby zbedne? Ale przeciez mozna na to powiedziec dokladnie tak jak w przypadku perorowania za umieszczeniem opisow pojazdow. Tyle ze tym razem to nawet prawda. Jak niby wyobrazic sobie taka planete bez przykladu? Jak poprowadzic przygode dziejaca sie na powierzchni planety bez chocby szczatkowej sugestii jak to moze wygladac? :) No prosze Cie...Wole juz wymyslac od zera jakies latacze, niz planety bez jakichkolwiek, chocby szczatkowych wytycznych :)
28-10-2009 19:01
Malaggar
   
Ocena:
0
"Jak poprowadzic przygode dziejaca sie na powierzchni planety bez chocby szczatkowej sugestii jak to moze wygladac? :) " Normalnie? Obejrzeć prawie dowolnego SFa i masz już planetę?
Ja opisy planet uważam za słabe, bo o niebo lepsze są iluststracje, które masz porozrzucane po podręczniku.

A przykładowa przygoda z reguły jest słaba i ma się nijak do tego, co zapowiada podręcnzik.
28-10-2009 19:04
~Cy

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ej szefie to mozna sie sugerowac w opisach planet filmami sf, ale juz do poprowadzenia niezbedny jest opis pojazdu? To nie mozesz sobie obejrzec "normalnie" jakiegos filmu sf i juz bedziesz wiedzial jak wyglada jakis speeder, latacz czy inny jump samochod? :D

Mi tam sie akurat opisy planet podobaly. Nikt nie mowi ze to byla wielka literatura, ale byly wystarczajaco sugestywne. Podobnie podrecznikowa przygoda, choc zadne fajerwerki, daje bardzo fajne wprowadzenie do swiata. I choc zazwyczaj takie przygody sa slabe, to akurat w tym przypadku nie wyszlo tak zle. Choc to oczywiscie juz kwestia gustu i tego co da sie rade przy pomocy graczy z takiej przygody wyciagnac.
28-10-2009 19:16
Lgaard
   
Ocena:
+2
Jesli planet jest dwa tysiace i na kazdej jezdzi sie na czyms innym, to moze rzeczywiscie na opis wehikulow miejsce powinno sie znalezc w opisie planety, a nie w podstawce.

Tylko... po co tyle emocji?

Recenzja - dobra.
28-10-2009 19:19
Malaggar
   
Ocena:
+3
"Ej szefie to mozna sie sugerowac w opisach planet filmami sf, ale juz do poprowadzenia niezbedny jest opis pojazdu? " Do planet nie potrzebuję warstwy mechanicznej. Do pojazdu by się przydała.
28-10-2009 19:38

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.