» Teksty » Felietony » Conan: W poszukiwaniu przygód

Conan: W poszukiwaniu przygód


wersja do druku

Inspiracje do historii z ery niewyśnionej

Redakcja: Tomasz 'Radnon' Cybulski

Conan: W poszukiwaniu przygód
Choć linia wydawnicza polskiej edycji gry fabularnej Conan: Przygody w erze niewyśnionej rozwija się nieśpiesznie, to do rąk Mistrzów Gry oprócz podręcznika podstawowego trafiły już także Ekran MG, bestiariusz oraz dodatki Conan Złodziej i Conan Barbarzyńca.

Na bieżący rok zapowiedziano z kolei premierę suplementów Conan Najemnik i Conan Pirat, antologii przygód Zdobione Klejnotami Trony Świata, a także scenariuszy w formie elektronicznej: Oko Sępa, Wyspa Eonów i Czarna Świątynia. Równocześnie jednak trudno nie zauważyć, że jak na razie – przynajmniej do czasu ukazania się którejś z czterech ostatnich pozycji – osoby prowadzące ten system nie mają zbyt wielkiego wsparcia, jeśli chodzi o oficjalnie dostępne przygody. Oprócz zamieszczonego w systemowej podstawce scenariusza Shemickie Sępy, jedyną alternatywą jest Maska kłamstw, opublikowana w Nowej Fantastyce w kwietniu 2021 roku.

W tej sytuacji wręcz koniecznością staje się samodzielne opracowywanie historii do wspólnego opowiedzenia z graczami w trakcie rozgrywanych sesji i – co za tym idzie – szukanie w rozmaitych źródłach inspiracji do tworzenia opowieści godnych Ery Hyboryjskiej i wpisujących się w jej specyfikę. Najbardziej oczywistym są, rzecz jasna, oryginalne utwory Roberta E. Howarda opowiadające o perypetiach Cymeryjczyka – te jednak nie tylko są stosunkowo nieliczne, ale także nie bez przyczyny w większości zasłużyły sobie na status klasyki gatunku sword & sorcery, można więc zakładać, że gracze je znają – tym bardziej, jeśli mają grać w system oparty bezpośrednio na nich. Innym pomysłem może być sięgnięcie po inne utwory Teksańczyka i przerobienie ich na "conaneski", co z powodzeniem robili literaccy pogrobowcy Howarda, nie mówiąc już o twórcach komiksów o przygodach czarnowłosego barbarzyńcy. Można jednak w poszukiwaniu inspiracji cofnąć się w przeszłość nie tak odległą jak czasy, gdy drukowano pulpowe magazyny w rodzaju Amazing Stories...

Lata 90. ubiegłego wieku to pod pewnymi względami wręcz złoty okres dla fanów Conana w naszym kraju. W wypożyczalniach wideo dostępne były filmowe adaptacje z Arnoldem S., w księgarniach pojawiały się kolejne tomy wydawane nakładem oficyny PIK (tak zwana "czarna seria") w znacznie lepszym tłumaczeniu niż wersja opublikowana pod koniec poprzedniej dekady przez wydawnictwo Alfa. Telewizja zaś raczyła widzów nie jednym, ale aż trzema serialami o przygodach mężnego barbarzyńcy. Ostatni z nich, Conan i młodzi wojownicy (Conan and the Young Warriors) nie zapadł mi w pamięć nawet na tyle, bym mógł z czystym sumieniem stwierdzić, czy przed laty oglądałem któreś z jego odcinków, jednak pozostałe dwa mogą okazać się ciekawym źródłem pomysłów, motywów, elementów i całych przygód do wykorzystania przy tworzeniu osnowy erpegowych sesji. W tym tekście postaram się ukazać jeden z nich postrzegany przez pryzmat gier fabularnych.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Conan awanturnik (Conan the Adventurer), aktorski serial powstały w latach 1997-98 już w momencie swojej premiery nie był produkcją szczególnie godną polecenia, a dekady jakie upłynęły od jego powstania nie przydały mu szlachetnej patyny, a raczej tym bardziej podkreślają wszelkie jego mankamenty, Lista zarzutów, jakie można wysunąć pod jego adresem jest długa i zróżnicowana – począwszy od drewnianej gry aktorskiej, sztucznych dialogów i wymuszonego humoru, przez bezsensowne walki, które nie tylko w znakomitej większości nie wnosiły niczego do fabuły, ale jeszcze do tego miały beznadziejną choreografię, ewidentnie budżetowe dekoracje i kostiumy, kończąc na efektach specjalnych nad którymi najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Właściwie jedynym elementem, który nie zasługuje na krytykę, są meksykańskie plenery, w których kręcono serial.

Jednocześnie Mistrzowie Gry szukający pomysłów na przygody do większości z tych kwestii mogą podejść pobłażliwie – nijak nie przełożą się one na sesyjną praktykę, a jeśli przejść nad nimi do porządku dziennego, z serialu da się wyciągnąć zaskakująco wiele elementów dających się wpleść w tworzone scenariusze. Warto jednak mieć na uwadze, że mówiąc obrazowo, dogrzebanie się do tych samorodków może równocześnie wymagać przekopania się przez całe pokłady żwiru – na szczęście, jako że poszczególne odcinki trwają po około 45 minut, da się wytrzymać.

Co dla części odbiorców będzie wadą, ale przy próbach zaadaptowania na potrzeby erpegowych sesji może być odbierane na plus, to fakt, że poszczególne odcinki nie tworzą jednej zwartej linii fabularnej. Pomijając głównych bohaterów i realia, w jakich osadzono fabułę (choć i howardowski setting Ery Hyboryjskiej telewizyjni twórcy potraktowali dość umownie), z rzadka tylko mamy jakąkolwiek narracyjną ciągłość. Praktycznie nie dostajemy odwołań do wydarzeń z wcześniejszych odcinków, a z postaci drugoplanowych (aż chce się napisać: Bohaterów Niezależnych) poza głównym szwarccharakterem i jego nieumarłym chowańcem, jedynie złodziejka Karella pojawia się w więcej niż jednym odcinku – nawiasem mówiąc, to zdecydowanie jedna z najciekawszych, najbardziej trójwymiarowych postaci w całym serialu. Sprawia to, że elementy fabuły łatwiej jest wyjmować z kontekstu, w jakim umieścili je telewizyjni twórcy i wplatać w historie do opowiedzenia na sesjach.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Przy całej swojej mizerii, serial w przynajmniej kilku kwestiach stara się jednak dochować wierności pulpowej specyfice opowiadań Howarda. Warto nie tylko wskazać konkretne odcinki, ale także podkreślić te elementy i pamiętać o nich przy tworzeniu własnych scenariuszy do prowadzenia na sesjach Przygód w erze niewyśnionej. Choć nie będę tu szczegółowo przedstawiać fabuły poszczególnych epizodów serii, to osoby uczulone na spoilery mogą czuć się ostrzeżone – nie da się uniknąć przynajmniej częściowego ujawniania ich treści.

Potwory są groźne i niepojęte

To założenie jest zbieżne także z aksjomatem lovecraftowskich Mitów Cthulhu (do których Robert E. Howard również dołożył swoją cegiełkę) – próby zrozumienia nieludzkich bytów czy choćby ścisłego ich skatalogowania skazane są na nieuchronną porażkę, potworne istoty nie tylko mogą dysponować niesamowitymi mocami, ale sama ich natura może wymykać się ludzkiemu pojmowaniu. Równocześnie jednak nawet najbardziej przerażające monstra da się pokonać dzięki sile mięśni, ostrej stali i odrobinie sprytu.

Ten motyw, doskonale znany zarówno z klasycznych opowiadań Howarda jak i niezliczonych pastiszy, najmocniej wybrzmiewa w odcinku Oblężenie Ahl Sohn-Bar (The Siege of Ahl Sohn-Bar). Conan i jego towarzysze najpierw walczą w nim z dziwacznym wodnym potworem, następnie ratują z rzecznej topieli młodą dziewczynę dotkniętą zanikiem pamięci, a potem muszą radzić sobie z atakiem przeważających sił żołnierzy wrogiego maga i zdradą wieśniaków, którzy udzielili bohaterom schronienia. W finale okazuje się, że ocalona od utonięcia blond piękność jest potomstwem rzecznego potwora, larwalnym stadium monstrum, które do przepoczwarzenia i osiągnięcia dorosłej formy potrzebuje ludzkiej krwi – a tę ma jej zapewnić intymne tête-à-tête z Conanem. Motyw doskonale da się przenieść do erpegowego scenariusza, także w oderwaniu od konkretnej scenografii.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Rozmaite potwory występują w sporej części odcinków, z reguły jednak nie są niczym więcej jak tylko przeszkodą do pokonania – czy będzie to morska bestia w odcinku Dziedzic (Heir Apparent), czy sześcioręka mumia strzegąca starożytnego miecza Atlantów w dwuczęściowym pilocie Serce słonia (The Heart of the Elephant) – spotkanie z tą ostatnią to dość oczywista przeróbka opowiadania Spotkanie w krypcie autorstwa Lina Cartera. W kilku epizodach monstra lub choćby jakiś aspekt ich obecności czy aktywności odgrywają jednak istotniejszą rolę i dadzą się wykorzystać w erpegowych przygodach jako coś więcej niż tylko przeciwnik, którego należy usiec.

Bardzo ciekawie motyw potwora zostaje wykorzystany w odcinku zatytułowanym Labirynt (The Labyrinth) choć, paradoksalnie, to nie ludożercze monstrum okazuje się w nim prawdziwym złem, które trzeba wyplenić. W tym epizodzie bestia żyjąca w tytułowym labiryncie domaga się składania jej ofiar z dzieci, a Conan et consortes trafiają na ofiary ataku bandytów – napastnicy porwali ich dziecko, by złożyć je w ofierze; bohaterowie ruszają więc w pościg, podczas gdy jeden z nich zostaje, by strzec rannych. Tu także okazuje się jednak, że sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać – rzekome ofiary napadu w rzeczywistości zwodzą podróżnych, by ci musieli podzielić siły, a następnie uprowadzają tego, który został, by ich chronić – po czym zamierzają złożyć go w ofierze morderczej bestii. Mimo że sam mieszkaniec labiryntu nie dostaje zbyt wiele czasu antenowego, rychło ginąc pod ciosami conanowego miecza, to ten odcinek właściwie bez jakichkolwiek zmian da się przełożyć na fabułę scenariusza do rozegrania na sesji, choć trzeba będzie uwzględnić konieczność podzielenia drużyny.

Interesująco prezentuje się też potwór w odcinku Trzy dziewice (The Three Virgins), choć jest tylko wątkiem pobocznym w opowiadanej w tam historii. Okazuje się on bowiem bratem złego czarownika, głównego serialowego antagonisty, pozbawionym przez swego krewniaka magicznej mocy, zaklętym w monstrualną formę i uwięzionym na odludziu. Podobnie jak w serialowym pilocie, opartym na klasycznej Wieży Słonia, także i tu nominalny potwór okazuje się ofiarą okrutnego maga i – ostatecznie – sojusznikiem postaci. W tym odcinku dostajemy też kilka innych elementów i motywów charakterystycznych dla gatunku sword & sorcery, z których jednym jest:

Magiczne przedmioty są rzadkie i unikalne

W Conanie nie ma miejsca na miecze +1 czy sklepy z zaklętymi cackami. Tu praktycznie każdy zaklęty przedmiot ma własną historię, specyfikę i charakter, a ich posiadacze muszą liczyć się nie tylko z rywalami pragnącymi wykraść (bez)cenne artefakty, ale niejednokrotnie także z ubocznymi efektami używania cudownych przedmiotów albo jakimiś wymogami korzystania z ich mocy. Czy będzie to klejnot, w którym uwięziono moce nieszczęsnego brata czarnoksiężnika, czy ołtarz mający jakoby chronić otaczające go ziemie, który wykradziony z miejsca swego spoczynku sprowadza śmiertelną klątwę na złodzieja i jego zleceniodawcę, jak w odcinku Klątwa Afki (The Curse of Afka). Nawiasem mówiąc, patrząc na fabułę tego odcinka, trudno uciec od myśli, że dziś taka historia żadną miarą nie mogłaby trafić na telewizyjne ekrany, powiela bowiem chyba wszystkie możliwe krzywdzące stereotypy dotyczące Romów. Mnie jednak przeszkadzało w nim co innego – zakończenie, w nachalny, łopatologiczny sposób ukazujące ewidentnie nadnaturalny, cudowny charakter skradzionego ołtarza. Bez niego wymowa historii byłaby dużo ciekawsza, mniej jednoznaczna, a widzowie razem z bohaterami mogliby tylko zastanawiać się, czy istotnie na ołtarzu ciąży śmiertelna klątwa, czy może fakt, że wszystkie osoby zamieszane w jego kradzież spotkał tragiczny koniec, jest tylko kwestią przypadku i zbiegiem okoliczności.

Magiczny przedmiot jest także istotnym elementem fabuły w odcinku zatytułowanym Oszust (Impostor) – mag współpracujący z nemezis barbarzyńcy tworzy w nim magiczne symulakrum o wyglądzie Conana, by przez popełniane z jego wykorzystaniem rzezie nieodwracalnie zszargać reputację szlachetnego Cymeryjczyka. Zapłatą za tę intrygę ma być konkretny klejnot znajdujący się w posiadaniu głównego szwarccharaktera. Choć wymiana wydaje się być uczciwa, to główny antagonista nie ma świadomości, że jego partner potrzebuje klejnotu, by z użyciem tegoż stworzyć niezwyciężonego golema, który pozwoli mu nie tylko zgładzić Conana i jego towarzyszy, ale także dotychczasowego posiadacza drogocennego kamienia i zagarnąć jego pozycję. Oczywiście zarówno nadmiernie ambitny mag jak i jego twór nie mogą równać się z potęgą czarnowłosego barbarzyńcy i spotyka ich zasłużony koniec, ale sam pomysł warto docenić i – być może – zaadaptować do erpegowych przygód.

Unikalnych magicznych przedmiotów znajdziemy w serialu jeszcze kilka, choćby tytułowy artefakt w odcinku Kryształowa strzała (The Crystal Arrow), ale w nim bardziej warto zwrócić uwagę na inny element charakterystyczny dla gatunku i pulpowej konwencji:

Starożytne ruiny wymarłych cywilizacji

Choć z naszej perspektywy Era Hyboryjska stanowi odległą prehistorię, to przed nią były inne epoki, dawne królestwa i imperia, których pozostałości wciąż skrywają bajeczne skarby i śmiertelne niebezpieczeństwa. Czy – jak w tym odcinku – będzie to brama do odległej, bajecznej krainy, którą otworzyć można tylko mając odpowiedni klucz, czy starożytny ołtarz jak w Klątwie Afki, czy ruiny na przeklętej wyspie w odcinku Cienie śmierci (The Shadows of Death). Fabuły tego ostatniego nie będę przybliżał, stanowi on bowiem luźną adaptację klasycznego opowiadania Howarda, Cienie w blasku księżyca, zapewne doskonale znanego czytelnikom. Mimo tego warto wspomnieć o nim z powodu jeszcze jednego obecnego w nim motywu, który często znajdujemy w historiach z gatunku magii i miecza, a który – jak pokazuje choćby przybliżany serial – można wykorzystać na różne, często zaskakujące sposoby. Jest to bowiem założenie, wedle którego

Bogowie aktywnie ingerują w losy śmiertelników

Przy czym warto od razu zaznaczyć, że pod pojęciem "bogów" w realiach Ery Hyboryjskiej mogą kryć się także rozmaite potężne byty wymykające się ludzkiemu pojmowaniu, w rodzaju lovecraftowskich Wielkich Przedwiecznych, antycznych magów czy przybyszy z odmiennych wymiarów albo wręcz odległych planet (jak Yag-Kosha z howardowskiej Wieży Słonia).

W serialowych historiach zaskakująco często znajdziemy ten element, a Conan i jego towarzysze będą mieli do czynienia z bóstwami mieszającymi się w ich sprawy przy co najmniej kilku okazjach, począwszy od serialowego pilota, w którym głównemu bohaterowi ukazuje się Crom i namaszcza go na swego wybrańca, mającego uwolnić świat od plugawego czarnoksiężnika. To akurat przykład dość topornego zastosowania podobnego motywu, ale w innych epizodach scenarzyści używają go rozmaicie – od wywołującego szczękościsk deus ex machina, jak w odcinku Amazonka (Amazon Woman), gdzie bogini pojawia się, by ewakuować nienarodzone dziecko jednego z bohaterów, przez całkiem strawne zastosowanie we wspomnianych już Trzech dziewicach, po naprawdę dobre wykorzystanie jako zahaczki w fabule Dziecka (The Child), w której postacie zostają postawione przed nie tylko niezwykle odpowiedzialnym, ale i nietypowym wyzwaniem – czwórka wojowników musi najpierw odebrać poród od umierającej kobiety, a następnie opiekować się noworodkiem, któremu pisana jest wielka przyszłość i na życie którego dybią mroczne, wrogie siły. To autentycznie zabawny odcinek, i to mimo wysokiej stawki, o jaką toczy się gra, a komizm sytuacji, w której bohaterowie muszą poradzić sobie z zadaniem może nie jakoś specjalnie trudnym, ale daleko wykraczającym poza ich zakres kompetencji i strefę komfortu, powinien dobrze sprawdzić się także na sesji – tym bardziej, że opieka nad niemowlakiem ma jasno określony horyzont, a po dostarczeniu go w konkretne miejsce dumni "ojcowie chrzestni" mogą z ulgą zrzucić brzemię odpowiedzialności za dziecko nieświadome jeszcze zarówno niebezpieczeństw, jakie mu groziły, jak i ważkiej roli, którą przyjdzie mu odegrać w dziejach świata.

Konieczność opieki nad bezradnym BN-em pojawia się także w odcinku o wymownym tytule Poskromienie (The Taming). Tu jednak pieczy postaci powierzono nie niewinnego noworodka, a rozkapryszoną pannicę, przekonaną, że wszystkie jej zachcianki mają być natychmiast spełniane. Wyjątkowość dziewoi wynika nie tylko z jej wysokiego urodzenia, ale także z faktu zaaranżowanego małżeństwa z jej udziałem, które ma przypieczętować sojusz między dwoma państwami. Skojarzenie tytułu z szekspirowskim Poskromieniem złośnicy wręcz nasuwa się samo, a choć oczywiste jest, że bohaterowie i przyszły małżonek utemperują grymaśną niewiastę i w końcu nauczy się ona odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i innych, to na ten odcinek warto zwrócić uwagę, jest to bowiem jeden z tych, w których występuje kolejny element charakterystyczny dla gatunku:

Nieludzkie, potworne rasy

Przy czym określenie "nieludzkie" trzeba rozumieć dość specyficznie – jego wyznacznikiem nie jest bowiem sama odmienność od rodzaju ludzkiego, a raczej obcość i – z braku lepszego określenia – nienaturalność, jaką się charakteryzują; cechy jakich nie uświadczymy, na przykład, u standardowych tolkienowskich elfów czy krasnoludów obecnych w znakomitej części (jeśli nie większości) systemów fantasy. W Conanie awanturniku dostajemy je w kilku odcinkach – we wspomnianym Poskromieniu są to łuskowaci ludzie-jaszczury, jednak z pewnym żalem muszę stwierdzić, że ich potencjał nie został w pełni wykorzystany, na dobrą sprawę zamiast nich równie dobrze mogliby sprawdzić się zupełnie ludzcy najemnicy. Dużo lepiej motyw potwornych ras spożytkowano w odcinku Leże zwierzoludzi (The Lair of the Beastmen), w którym Conan trafia do niewoli tytułowych potwornych humanoidów i zostaje zmuszony do pracy w kopalni przy wydobyciu niezwykłego metalu (choć sądząc z wyglądu, jest to raczej styropian) wraz z innymi jeńcami. Naturalnie Cymeryjczyk organizuje i prowadzi bunt górników z przymusu, a rasa zwierzoludzi za jego sprawą odchodzi do historii.

Dzicy, zdegenerowani prawie-ludzie to także element, który pojawia się w więcej niż kilku historiach pióra Howarda, i choć nie do końca pasują oni do tego punktu, to są go na tyle blisko, że z powodzeniem można ich do niego włączyć. Niezależnie, czy degenerację przyniosły warunki zewnętrzne, czy była ona następstwem moralnego upadku, jej ofiary trzeba wyraźnie odróżnić od szlachetnych barbarzyńców. Ci drudzy kierują się wyraźnym kodeksem moralnym, są prawi, uczciwi i dzielni, zaś upadli ludzie utracili wszystkie te przymioty, a z reguły ich nikczemnemu charakterowi towarzyszy też odrażający wygląd lub fizyczna ułomność. W omawianym serialu znajdziemy ich w odcinku Przyjaciel w potrzebie (A Friend in Need) w postaci osady kanibali napadających na podróżnych, choć i zdradzieccy porywacze z Labiryntu wydają się być na najlepszej drodze do stoczenia się w otchłań upadku. Mimo że ten epizod nie jest może najlepszym z serii, to fanów złotej ery VHS może zainteresować z uwagi na występ w nim Mathiasa Huesa, gwiazdora kina akcji z lat 90. ubiegłego wieku, znanego choćby z ról w takich filmach jak Cyberstrefa, Digital man czy Mroczny anioł.

Piękno leży w oku patrzącego

Conana awanturnika próżno szukać na listach najlepszych telewizyjnych produkcji wszechczasów, nawet w zestawieniu seriali z ostatniej dekady ubiegłego wieku nie miałby specjalnych szans na załapanie się do pierwszej dziesiątki, nie mówiąc już o zajęciu miejsca na podium. Niezależnie czy patrzeć na niego świeżym okiem po ponad ćwierć wieku od jego premiery, czy pozwolić sobie na spojrzenie przez różowe okulary nostalgii, nie jest to pozycja, którą można byłoby określić jako dobrą pod jakimkolwiek względem. A jednak, oglądany przez erpegowy pryzmat, okazuje się zawierać wręcz zaskakujące bogactwo motywów i elementów potencjalnie pomocnych Mistrzom Gry przy tworzeniu scenariuszy przygód do gry fabularnej Conan: Przygody w erze niewyśnionej. Dlatego osobom prowadzącym ten system z czystym sumieniem polecam zapoznanie się z nim (całość jest dostępna do znalezienia bez trudu w serwisie YouTube), ze zwróceniem szczególnej uwagi na kwestie podkreślone przeze mnie w niniejszym tekście.

Dajcie znać w komentarzach, czy artykuł przypadł Wam do gustu – i czy warto pisać analogiczny, poświęcony animowanemu serialowi z początku lat 90.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Conan: Przygody w erze niewyśnionej
Co jest najlepsze w życiu?
- recenzja
Rzut okiem na Conan: Adventures in an Age Undreamed Of
Przygody w erze niewyśnionej
- pierwsze wrażenia
Conan: Przybornik Mistrza Gry
Hyboryjska zasłona
- recenzja
Erpegowe polecajki 2022
Nie tylko na prezenty
Conan (wyd. zbiorcze)#3: Powrót do Cymerii
Długa droga do domu
- recenzja

Komentarze


Johny
   
Ocena:
+1

Super artykuł :). Po przeczytaniu mam ochotę zagrać w Conana. Co prawda tak dawno w nic nie grałem, że mam ochotę zagrać w cokolwiek :). Ale myślę, że w Conana opartego na tych inspiracjach dobrze bym się bawił.

25-02-2024 20:38
Exar
   
Ocena:
+1

Dajemy znać - tak, fajne są takie arty.

Ja swojego modiphiusowego Conana sprzedalem - niestety, trochę sporo tam mechaniki i ciężko się nią cieszyć, gdy gracze nie pomagają - czytaj nie mają na nią zajawki.

26-02-2024 08:32
Ifryt
   
Ocena:
+1

Tak, dobry wpis. Conan to w ogóle klasyka fantasy niezależnie od sytemu rpg czy konkretnego serialu. Fajnie mi się czyta o przygodach w tych klimatach. :)

26-02-2024 14:51
johnykv
   
Ocena:
0

Tak przy okazji, czy ktoś wie czy nowe wydanie Vesper będzie się różniło tłumaczeniem od "Conan i pradawni bogowie" (tłumacz ten sam)? Niestety, wydania PiK sprzedałem (dobrze, że chociaż Solomona zostawiłem), nie wiem czy to sentyment, czy co innego, ale tamto tłumaczenie jakoś lepiej mi się czytało

26-02-2024 16:36
Hollow
   
Ocena:
0

Dzięki za ciekawy artykuł. 

Kino lat 80-tych i 90-tych jest pełne filmów, z których można czerpać garściami. Choćby film Barbarzyńcy czy Władca bestii. 

Ale dla mnie najlepszym Źródłem inspiracji są komiksy o Czerwonej Sonii od wydawnictwa Dynamite. Jest to bohaterka, która żyła w tym samym okresie co Conan (mieli nawet komiksowy Cross-over). Też jest awanturniczką, złodziejką, królową i rozbójniczką, a jej atutem w walce jest zwinność i szybkość. I skąpe metalowe bikini odwracające uwagę od jej ataków. W komiksach możemy zobaczyć wiele krain, społeczności, różne architektury, stroje czy innych wojowników, którzy mogą zainspirować do stworzenia własnej postaci. Moim zdaniem jest to lepsza seria komiksowa niż Conan, Behlit i Valeria od Marvela. 

27-02-2024 00:24
johnykv
   
Ocena:
0

Widzę, że nie napisałem w swoim komentarzu, więc teraz dodaję - bardzo dobry artykuł, tak, pisz na temat serialu z początku lat 90-tych :)

27-02-2024 16:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.