» Recenzje » Tłumaczenia » Conan: Koszmary Ery Hyboryjskiej

Conan: Koszmary Ery Hyboryjskiej


wersja do druku

Monstra minionych mileniów

Redakcja: Tomasz 'Radnon' Cybulski

Conan: Koszmary Ery Hyboryjskiej
Choć zdecydowana większość przeciwników, z jakimi w trakcie swych niezliczonych przygód walczył Conan stanowili ludzie, to mocarny Cymeryjczyk pokonał też sporo nieludzkich monstrów – od lodowych olbrzymów, przez plugawy pomiot Seta po przerażającego smoka.

Bestiarium, jakie na kartach swoich opowiadań stworzył Robert E. Howard było całkiem rozbudowane i różnorodne, obejmując dzikie zwierzęta, nieumarłe wynaturzenia, relikty dawno minionych epok, owoce wypaczonego czarnoksięstwa i byty wykraczające poza ludzkie pojmowanie. Równocześnie jednak ani jego spuścizna opisująca Erę Hyboryjską ani sword and sorcery jako gatunek nie dorobiły się nigdy spójnego kanonu potworności, jakie zamieszkiwały Ziemię obok ludzi w okresie pomiędzy zatonięciem Atlantydy a początkami spisanej historii.

Z jednej strony daje to autorom tworzącym historie osadzone w conanowych realiach (literackie, filmowe albo erpegowe) ogromne pole manewru i możliwość wykorzystywania szerokiego spektrum rozmaitych potworów, również takich, które nigdy nie pojawiły się w utworach Teksańczyka. Z drugiej jednak równocześnie stwarza ryzyko nawet nieświadomego wyjścia zbyt daleko poza gatunkową konwencję i zamiany magii i miecza w coś z zupełnie innej odmiany fantasy.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

O ile twórców powieści o kolejnych przygodach czarnowłosego barbarzyńcy ogranicza jedynie własna fantazja, jeśli chodzi o możliwości nieludzkich potworności, które powołują do istnienia na kartach swoich książek, Mistrzowie Gry muszą uwzględniać systemową mechanikę prowadzonego erpega i możliwości postaci graczy, z którymi zechcą skonfrontować taką czy inną przerażającą kreaturę. Na szczęście wydawcy gier fabularnych osadzonych w realiach Ery Hyboryjskiej nie pozostawiają ich samym sobie – do drugiej edycji erpegowego Conana wydanego nakładem firmy Mongoose Publishing i opartego na mechanice d20 mieliśmy Bestiary of the Hyborian Age, zaś do wersji opublikowanej przez wydawnictwo Modiphius i wykorzystującej wariant silnika 2d20 ukazał się suplement Horrors of the Hyborian Age, w polskiej wersji językowej wydany przez Copernicus Corporation jako Koszmary Ery Hyboryjskiej.

Podręcznik w twardej oprawie liczy 122 strony – kolorowych, choć nie ukrywam, że trudno określić je jako bogato ilustrowane. Grafiki, mimo że bardzo ładne, są stosunkowo nieliczne, co zwłaszcza w suplemencie opisujący monstra trudno uznać za zaletę. Zastrzeżenia można mieć także do niektórych aspektów polskiego wydania tej pozycji – korekta przeoczyła nie tylko drobne literówki czy błędne formatowania tekstu, ale także w przynajmniej jednym przypadku pozostawienie w oryginale fragmentu mechanicznej rozpiski stworzenia. Nie są to może kwestie, które drastycznie obniżałyby ocenę podręcznika, ale trudno przejść nad nimi do porządku dziennego. Docenić za to wypada jakość przekładu – przy niektórych nazwach i terminach tłumacz naprawdę wykazał się kreatywnością.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Suplement otwiera wstęp zatytułowany tak jak cały dodatek, Koszmary Ery Hyboryjskiej. Pokrótce przybliża on zawartość kolejnych fragmentów podręcznika. Pierwszy pełnoprawny rozdział nosi tytuł Natura bestii i poświęcony jest wykorzystywaniu potworów w tworzonych przygodach i rodzajom monstrualnych przeciwników – nie tyle według ich taksonomii, co raczej roli, jaką będą pełnić w historiach opowiadanych na sesjach; w tej części podręcznika dowiemy się też, jak sprawić, by niepojęte, potworne byty ukazać graczom i ich postaciom jako właśnie takie – tajemnicze, nienaturalne i niepokojące.

Dobrze współgra z nim zawartość drugiego rozdziału, zatytułowanego Potworne istoty, traktującego o wynaturzeniach wywodzących się z Zewnętrznego Mroku i otchłani poza ludzkim pojmowaniem. Treść tego fragmentu podręcznika budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony mam pełną świadomość wkładu, jaki Robert E. Howard wniósł do spuścizny Mitów Cthulhu, tworzonych przez Lovecrafta, ale i całe grono innych autorów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że także w opowiadaniach o Conanie jak i innych prehistorycznych bohaterach R.E.H. zamieszczał odniesienia do Mitycznych elementów, zarówno tych stworzonych samemu jak i zaczerpniętych od innych autorów, Z drugiej nie mogę powiedzieć, by wykorzystanie stworzeń z lovecraftowskich opowiadań szczególnie pasowało mi do pulpowego charakteru gatunku sword & sorcery. Nawet jeśli sam niechętnie umieściłbym byakhee czy latające polipy w swoich przygodach do erpegowego Conana, to na pewno te i inne monstra opisane w niniejszym rozdziale znajdą swoich amatorów.

Ten rozdział w mojej ocenie chyba najmniej traci na skromnej oprawie graficznej. Niepojęte, bluźniercze byty nie dające nawet opisać się w żadnym ludzkim języku powinny wymykać się także próbom dokładnego odmalowania ich wyglądu. Z podobną pobłażliwością trudno mi jednak potraktować nieliczne wizerunki potworów zdobiące kolejne fragmenty podręcznika.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Następny nosi tytuł Żywe trupy i przybliża charakterystyki rozmaitych rodzajów nieumarłych – zarówno cielesnych, jak wampiry czy mumie jak i niematerialnych. Do wszelkiego rodzaju ożywieńców sentyment mam od początków styczności z grami fabularnymi, także na moich conanowych sesjach zajmowały one poczesne miejsce.

O ile rozmaite umarlaki i zmory są właściwie standardem w znakomitej większości erpegów z gatunku fantasy, o tyle istoty opisane w kolejnej części bestiariusza, zatytułowanej Dziwotwory, stanowią zbieraninę kreatur nie pasujących do innych kategorii grupujących potwory w tym podręczniku. Świadome żywiołaki czy hyrkańskiego czerwia śmierci (wyraźnie inspirowanego mongolską kryptydą) faktycznie trudno połączyć tematycznie z innymi fragmentami Koszmarów Ery Hyboryjskiej, ale żmija faraona albo łuskowaty pełzacz z powodzeniem mogły znaleźć dla sienie miejsce w którymś z dalszych rozdziałów, podobnie jak lovecraftowski kolor z Zewnętrznego Mroku doskonale pasowałby do fragmentu zatytułowanego Potworne istoty. Mam wrażenie, że autorom zwyczajnie zabrakło treści by temu rozdziałowi nadać odpowiednią objętość i musieli uciekać się do takiego sztukowania.

Podobnych uwag nie sposób zgłaszać pod adresem rozdziału piątego, opisującego Śmiercionośną zieleń. Mordercze rośliny, czy to pożerające swe ofiary czy też zatruwające je, by truchła posłużyły im za nawóz, pojawiały się niejednokrotnie w opowiadaniach o Conanie, a choć rozmaite odmiany lotosu są najbardziej znanymi z nich, to – jak pokazuje między innymi zawartość tego fragmentu – nie jedynymi, a zabójcza flora w Erze Hyboryjskiej może być zagrożeniem nawet dla doświadczonych awanturników.

Jeszcze bardziej spodobała mi się treść kolejnej części suplementu. Ta zatytułowana jest Prehistoryczne potwory i opisuje relikty dawnych epok, których niedobitki zdołały przetrwać w najbardziej niedostępnych zakątkach globu. Olbrzymi włochaty nosorożec, ogromne wilki służące ponoć Ymirowi, monstrualne niedźwiedzie jaskiniowe i gigantyczne tury – te i inne prehistoryczne kreatury mogą stanąć naprzeciw śmiałków nieostrożnych na tyle, by zapuścić się do ich mateczników. O ile w bardziej standardowym fantasy niechętnie przyjmuję w bestiariuszach prehistoryczne stworzenia w rodzaju dinozaurów czy plejstoceńskiej megafauny, odbierając to jako wyraz lenistwa autorów (czemu niejednokrotnie dawałem świadectwo choćby przy okazji recenzji późniejszych bestiariuszy do Pathfindera), o tyle w gatunku sword & sorcery nie tylko nie przeszkadzają mi one, ale wręcz uważam je za jeden z wyznaczników tego rodzaju fantastyki.

Podobnie, a właściwie jako swego rodzaju podkategorię prehistorycznych bestii traktowałbym też zawartość rozdziału siódmego, Dzieci Seta. Choć na jego kartach znalazły się nie tylko ogromne lądowe krokodyle, płetwiaste jaszczury i pterozaury, ale także potworni wężoludzie, to wszystkie opisane tu stworzenia są reliktami odległych epok sprzed nastania władzy ludzi.

Ostatnią kategorią istot, zebraną w kolejnym fragmencie podręcznika, stanowią Ziemskie stworzenia – zwykłe zwierzęta, na jakie można natknąć się w różnych zakątkach świata. Drapieżniki w rodzaju pumy i geparda, władcy przestworzy – jastrząb i wielki orzeł, potworny morski lewiatan i rekin olbrzymi – te i inne zwierzęta też mogą znaleźć swoje miejsce w przygodach, a nawet jeśli nie dysponują żadnymi niezwykłymi mocami czy zdolnościami, to też są w stanie okazać się groźnymi przeciwnikami.

Dziewiąty rozdział przynosi Mutacje – sposoby na zmodyfikowanie standardowych rozpisek potworów, nadanie im niecodziennych atrybutów lub zmianę w określonym kierunku. Dostajemy tu piętnaście szablonów, od atawizmu, brutalnego czy giganta, po stworzenia przeklęte, wynaturzone i zdziczałe. Szablony to narzędzie doskonale znane choćby fanom D&D 3.X, także w erpegowym Conanie powinny sprawdzić się bardzo dobrze – tym bardziej, że oprócz samych rozpisek zapewnianych przez nie zdolności i modyfikatorów do cech dostajemy też całkiem obszerny fragment dotyczący ich zastosowania i wykorzystywania w rozgrywce. Słabiej oceniam natomiast losowe tabele przynoszące mutacje – posegregowane wedle kategorii stworzeń, każda z nich zawiera dwadzieścia losowych zdolności pozwalających w jakiś sposób zmodyfikować dane stworzenie. Choć mogą one posłużyć jako źródło inspiracji przy tworzeniu własnych potworów, to niekoniecznie widziałbym na swoich sesjach losowanie de facto przypadkowych mocy aby uczynić stworzenie wyjątkowym. Niezależnie od tego zawartość niniejszego fragmentu oceniam dobrze, głównie dzięki teoretycznej podbudowie poprzedzającej mechaniczne rozpiski.

Mniej natomiast spodobała mi się treść ostatniego rozdziału, zatytułowanego Władcy zwierząt. Znajdziemy w nim dwa nowe archetypy – dzikiego i władczyni zwierząt. O ile oba dobrze wpisują się w pulpową spuściznę gatunku (a pierwszy z nich ewidentnie czerpie z do gruntu pulpowego Tarzana), o tyle nieszczególnie mogą sprawdzić się w przygodach nie koncentrujących fabuły na eksploracji dziczy.

Oprócz nich rozdział prezentuje też dwie nowe opcje wykształcenia (przeznaczone dla tych archetypów, ale za zgodą MG dostępne też innym postaciom), alternatywne wydarzenia z historii bohatera i rozszerzone zasady opieki nad zwierzętami. Wszystkie one mogą znaleźć zastosowanie na sesjach, niezależnie od tego, czy będą wykorzystywane razem z nowymi archetypami.

Na koniec zostaje nam tylko jednostronicowy Indeks ułatwiający nawigację po podręczniku.

Nigdy nie kryłem sympatii, jaką darzę wszelkiego rodzaju bestiariusze i faktu, że zawsze z zainteresowaniem sięgam po kolejne potworne kompendia do rozmaitych systemów – choć niekiedy, niestety, przynoszą one tylko rozczarowanie. Koszmary Ery Hyboryjskiej na pewno są podręcznikiem dobrym i można pochwalić decyzję wydawcy polskiej edycji Przygód w erze niewyśnionej, by właśnie ten suplement opublikować jako jeden z pierwszych (po Zestawie MG).

Dodatkowymi plusami, o których warto wspomnieć, są towarzyszące tekstowi cytaty z listów akwilońskiego uczonego oraz notatki profesora Uniwersytetu Miskatonic badającego Erę Hyboryjską. Obu tych autorów znamy już z systemowej podstawki, miło ponownie ich spotkać.

Do zalet conanowego bestiariusza zaliczyłbym też dobry rozrzut poziomu mocy potworów – znajdziemy zarówno stwory silne i elitarne jak i sporo słabych, co pozwoli wykorzystać jego zawartość niezależnie od tego, jak doświadczone są postacie graczy. Równocześnie, niestety, można też zgłosić pod jego adresem przynajmniej kilka uwag krytycznych. Wspominałem już o dziwnym i nie do końca uzasadnionym umieszczeniu niektórych stworzeń w rozdziale Dziwotwory, trudno nie zauważyć również, że niektóre kategorie istot (jak nieumarli) są reprezentowane znacznie liczniej od innych (choćby roślin i zwierząt), dziwi też kompletny brak demonów – bo istoty z Zewnętrznego Mroku nie do końca nimi są. A skoro o tychże mowa – mam wrażenie, że twórcy Horrorów... zakładają, że czytelnicy są obeznani z lovecraftowskimi Mitami, momentami bowiem fabularne opisy tych istot są bardzo skąpe, a wizerunki – jak już pisałem – zupełnie nieobecne.

Wszystko to sprawia, że recenzowanemu podręcznikowi wystawiam ocenę będącą ekwiwalentem szkolnego "dobry+". Trochę szkoda, bo sądzę, że przy niewielkim wysiłku autorów (i zwiększeniu objętości) mógłby być naprawdę świetny. W innych warunkach wyraziłbym nadzieję, że być może z czasem doczekamy się kolejnego systemowego bestiariusza, wzbogacającego zestaw potwornych przeciwników dla postaci graczy – niestety, zamknięcie linii wydawniczej oryginalnej wersji gry nie pozostawia złudzeń. Na szczęście kolejne podręczniki dodatkowe w jakimś stopniu uzupełniają te braki – choćby Conan pirat przynosi opisy morskich bestii a Księga Skelosa – nowe szablony.

Niezależnie od tego, kiedy doczekamy ich wydania po polsku, sięgnięcie po Koszmary Ery Hyboryjskiej polecam wszystkim Mistrzom Gry prowadzącym erpegowego Conana. Pomimo uwag i zastrzeżeń, jakie mogę zgłaszać pod ich adresem, jest to podręcznik dobry i – przede wszystkim – użyteczny przy tworzeniu i opowiadaniu na sesjach historii osadzonych w czasach po zatonięciu Atlantydy, w erze niewyśnionej.

 

Dziękujemy wydawnictwu Copernicus Corporation za udostępnienie podręcznika do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Conan: Koszmary Ery Hyboryjskiej
Linia wydawnicza: Conan: Przygody w Erze Niewyśnionej
Autorzy: Benn Graybeaton, Nathan Dowdell, Jay Little, Richard August, Mark Carroll, Rachael Cruz, Vincent Darlage, Jason Durall, Chris Lites
Tłumaczenie: Marta Cewka, Szymon Gwiazda
Okładka: twarda
Ilustracja na okładce: Sanjulian
Ilustracje: Sanjulian, Shen Fei, Michele Frigo, Nick Greenwood, Patrik Hell, Antonio José, Dominik Kasprzycki, Matthias Kinnigkeit, André Meister, Martin Sobr, Steve Stark, Mateusz Wilma
Wydawca oryginału: Modiphuius
Miejsce wydania oryginału: Anglia
Wydawca polski: Copernicus Corporation
Data wydania polskiego: 2023
Liczba stron: 112
Oprawa: twarda
Format: A4
ISBN-13: 978-83-8232-061-9
Cena: 160,00 zł



Czytaj również

Conan: Przybornik Mistrza Gry
Hyboryjska zasłona
- recenzja
Erpegowe polecajki 2022
Nie tylko na prezenty
Conan: Przygody w erze niewyśnionej
Co jest najlepsze w życiu?
- recenzja
Soulbound: Ziemie dotknięte Fatum
Groza w Krainach śmiertelnych
- recenzja
Wrath & Glory: Litanie zagubionych
Modlitwy do Imperatora
- recenzja
Conan: W poszukiwaniu przygód
Inspiracje do historii z ery niewyśnionej

Komentarze


Johny
   
Ocena:
+1

Dzięki za recenzję. Już o tym kiedyś mówiłem, przydałaby się opcja likowania artykułów, albo dawania polecajek jak na blogach. Czasem coś przeczytam, tekst mnie zaciekawi spodoba się, ale na przykład nie mam do niego pytań czy tematów do dyskusji. Chciałbym chociaż podziękować za miłą lekturę ale pisanie "dzięki" w komentarzu jakoś wygląda dziwnie. Aż się prosi by kliknąć polecankę pod tekstem autora.

28-04-2024 22:45
Exar
   
Ocena:
0

Zgadzam się z przedmówcą:).

29-04-2024 07:21
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2

A ja odpowiem: tak, czyli nie.

Swego czasu była na Polterze opcja polecania artykułów na podobnej zasadzie jak notek blogowych. Tylko że praktycznie nikt z użytkowników z niej nie korzystał, a sytuacja, w której k6 autorów poleca nawzajem swoje teksty wygląda niepoważnie - więc funkcja została wyłączona. Pewnie jej ponowne uruchomienie nie wymagałoby specjalnego trudu, ale obawiam się, że po reaktywowaniu znowu okazałoby się, że polecajek są śladowe ilości. 

I bynajmniej nie zgadzam się, że komentarze sprowadzające się do "Dzięki", "Fajny tekst" czy podobnych wyglądają dziwnie. Na pewno lepiej, niż brak jakiejkolwiek reakcji ze strony czytelników. Więc jeśli jakiś artykuł albo recenzja Wam się podobają, dawajcie znać w komentarzach. Nawet jeżeli nie rozwinie się z tego żadna dyskusja, to przynajmniej autorzy będą mieli namacalny dowód nie tylko na to, że ktoś przeczytał ich teksty, ale także, że są przyjmowane pozytywnie.

29-04-2024 16:53
Johny
   
Ocena:
0

No tak, ale teraz i tak mało użytkowników jest aktywnych. I jak ktoś na blogu ma trzy polecajki to napisał poczytny tekst. Nie widzę dlaczego polecajkujące K6 osób artykuły na stronie miałoby być mniej poważne niż dzisiejsze polecajki blogowe.

Na pewno łatwiej zachęcić ludzi do kliknięcia w polecajkę by dać znać że przeczytali/spodobało się, niż liczyć że zostawią komentarz.

30-04-2024 00:20
Kamulec
   
Ocena:
+1

To bardziej kwestia, jak artykuł polecany przez 0/1 osobę wygląda dla tej zdecydowanej większości, która na Poltera zagląda bez logowania czy zakładania konta. Media społecznościowe przyzwyczajają do dużych liczb.

30-04-2024 12:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.