» Recenzje » Wszystkie » Achtung! Cthulhu: Operation Wallace

Achtung! Cthulhu: Operation Wallace


wersja do druku

Robaki ziemi

Autor: Redakcja: Tomasz 'Radnon' Cybulski

Achtung! Cthulhu: Operation Wallace
Linia wydawnicza gry fabularnej Achtung! Cthulhu w wersji opartej na mechanice 2d20 rozwija się stabilnie – ukazała się pierwsza kampania (Shadows of Atlantis), w zapowiedziach jest kolejna, jak i suplement poświęcony frontowi północnoafrykańskiemu, cały czas publikowane są także pojedyncze przygody umiejscowione w różnych regionach objętych globalnym konfliktem.

Jedną z nich jest Operation Wallace osadzona w Londynie w styczniu 1941 roku. Choć Bitwa o Anglię przyniosła zwycięstwo Brytyjczyków, stolica wciąż jeszcze pada ofiarą niemieckich bombardowań, a ruchy Wehrmachtu na kontynencie obserwowane są z rosnącym niepokojem. Ale i na terenie samych Wysp Brytyjskich nie próżnują zarówno hitlerowscy agenci jak i ich aż nazbyt liczni sympatycy, którzy z takich bądź innych powodów pragnęliby ujrzeć upadek Albionu.

W dalszej części recenzji będę przybliżał fabułę scenariusza, jego mocne i słabe strony, osoby planujące grać w Operation Wallace mogą czuć się ostrzeżone – spoilery będą nieuniknione.

Otwarcie przygody może być postrzegane zarówno jako zaleta jak i wada. Postacie w założeniu nie są bowiem agentami wyszkolonymi do walki, lecz analitykami, personelem zaplecza, naukowcami – ponieważ jednak w tym momencie nie jest dostępny nikt bardziej odpowiedni, oni będą musieli się zająć nie cierpiącą zwłoki misją. Od jakiegoś czasu w Londynie przechwytywane są zakodowane transmisje radiowe – nadawane na falach krótkich mają zbyt ograniczony zasięg, by mogły być skierowane do kogoś z zewnątrz, ale wyraźnie wskazują, że w mieście musi działać obca agentura. Udało się namierzyć jedno ze źródeł transmisji, zlokalizowane w niczym nie wyróżniającym się domu w północnym rejonie miasta.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Z jednej strony można pochwalić fakt, iż dostajemy scenariusz wyraźnie skierowany do postaci, które zazwyczaj dostają nieszczególnie dużo czasu antenowego, a brak w grupie bohaterów nastawionych stricte bojowo będzie wymuszać na graczach inne podejście niż strzelanie do wszystkiego co się rusza i ewentualne przesłuchiwanie ocalałych. Z drugiej – trudno nie dostrzec, że przygoda zakłada całkiem sporo walk, i choć w finale bohaterowie będą mogli liczyć na wsparcie, to do tego czasu mogą okazać się wręcz drastycznie nieprzygotowani na czekające ich wyzwania, przynajmniej niektóre. Oprócz walk i pościgów dostajemy jednak także dość okazji do wykazania się intelektem, umiejętnościami analitycznymi, śledczymi i społecznymi, by gracze poczuli, że ich postacie mogą zabłysnąć na polach, w których się specjalizują.

Skoordynowany atak na kryjówkę domniemanych agentów ma szanse powodzenia nawet, jeśli prowadzą go bohaterowie bez wojskowego przeszkolenia – zależnie od tego, jak przebiegnie, postacie mogą pojmać podejrzanych, być zmuszonymi ścigać ich po ośnieżonych dachach budynków albo tylko znaleźć ślady ich działalności, ale i tak zdobędą tropy, które pozwolą im kontynuować śledztwo. Dalej bowiem dostajemy dość klasyczne dochodzenie, w którym bohaterowie z jednej strony będą zbierać wskazówki i poszlaki (co, trzeba przyznać, będzie wiązać się z pewnym ryzykiem), a z drugiej – pracować nad odszyfrowaniem przechwyconych wiadomości.

Niestety, o ile mechanicznie ten drugi element jest skonstruowany całkiem solidnie, o tyle grupy, które wolałyby samodzielnie wytężyć mózgi, a nie opierać się tylko na wynikach rzutów kośćmi, są pozostawione samym sobie. Mimo że autor scenariusza zdaje sobie z tego sprawę, to nie oferuje w tej kwestii żadnego wsparcia poza lakonicznym stwierdzeniem, że samodzielne dodanie szyfru nie powinno wymagać wiele dodatkowego wysiłku.

To oczywisty minus, ale z drugiej strony wypada pochwalić sposób, w jaki rozwiązano kwestię zarządzania czasem w tej przygodzie. Równocześnie pozwala on odzwierciedlić nieuchronnie tykający zegar i konieczność pośpiechu, jak i zapewnić, że nawet ewentualne opóźnienia czy przestoje nie przekreślą szans postaci na dotarcie do wielkiego finału, choć – naturalnie – im więcej czasu postacie będą musiały poświęcić na złożenie w całość zgromadzonych śladów, tym trudniejsze będzie ich zadanie w zwieńczeniu przygody.

Finał scenariusza, inaczej niż jego wcześniejsze fragmenty, napakowany jest akcją, bohaterowie – nawet pomimo dysponowania zbrojnym wsparciem – mają realne szanse przedwcześnie zakończyć karierę, ale nie zabraknie w nim też zaskakujących zwrotów fabuły i pola do dalszego rozwoju intrygi, gdyby przygoda miała być kontynuowana dalej jako część większej kampanii.

Bardzo dobrze oceniam też występujących w Operation Wallace Bohaterów Niezależnych. Zarówno sojusznicy jak i wrogowie postaci graczy mają sensowne i wiarygodne motywacje, które powinny być dla bohaterów zrozumiałe, nawet jeśli ich nie podzielają. Można tylko liczyć, że powrócą oni także w dalszych scenariuszach – wprawdzie jak dotąd żaden BN z oficjalnych przygód do wersji systemu opartej na mechanice 2d20 nie pojawił się powtórnie, ale nie tracę nadziei, że będą oni powracać, ułatwiając połączenie pojedynczych scenariuszy w spójną kampanię.

Jeśli chodzi o jakość wydania podręcznika, to nie odbiega ona od standardu, do jakiego zdążyły nas przyzwyczaić wcześniejsze pozycje z linii wydawniczej gry. Plik z przygodą jest w dwóch wersjach – kolorowej i bardziej przyjaznej drukarkom, mimo stosunkowo niewielkiej objętości wyposażony jest w całkiem rozbudowany system zakładek, a nawet na stosunkowo słabym sprzęcie wczytuje się płynnie i bez zakłóceń. Niestety, znów sporo do życzenia pozostawia jego strona graficzna – jako ilustracje dostajemy zaledwie dwie mapki (z których tylko jedna zostaje powtórzona jako pomoc dla graczy, a oprócz niej otrzymujemy raptem jeden skromny handout). Mogę jedynie wyrazić nadzieję, że w kolejnych achtungowych podręcznikach, podobnie jak w tych opartych na mechanice Zewu Cthulhu i Savage Worlds, doczekamy bogatszej oprawy graficznej, w tym zdjęć z epoki.

Jednak nie dla ładnych obrazków sięgamy po erpegowe scenariusze, a pod względem fabuły Operation Wallace prezentuje poziom co najmniej dobry. Mając na uwadze nieodległą premierę polskiej edycji Achtung! Cthulhu, trzymam kciuki, by i ta przygoda możliwie jak najszybciej trafiła do rąk rodzimych graczy i Mistrzów Gry. Nawet jeśli nie oceniałbym jej równie wysoko, co Seventh-Inning Slaughter!, na pewno pozostaje ona pozycją godną polecenia.

 

Dziękujemy wydawnictwu Modiphius za udostępnienie podręcznika do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Achtung! Cthulhu: Operation Wallace
Linia wydawnicza: Achtung! Cthulhu
Autor: Jason Brick
Ilustracje: Tom Hutchings, Matthew Comben, Richard L. Gale, Michal E. Cross
Wydawca oryginału: Modiphius
Data wydania oryginału: 8 lutego 2022
Miejsce wydania oryginału: Anglia
Liczba stron: 29
Format: pdf
Numer katalogowy: MUH001101-PDF
Cena: 5,00 USD



Czytaj również

Achtung! Cthulhu: Operation Falling Crystal
Kryształowo czysta operacja
- recenzja
Achtung! Cthulhu 2d20 Quickstart
Nowa odsłona Mitycznej wojny
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Szybki wypad do Francji
Ahistoryczna buchalteria
- recenzja
Achtung! Cthulhu: The Romanian Imperative
Tajemnica zamku w Karpatach
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Under The Gun
Miniaturowy niewypał
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Seventh-Inning Slaughter!
Piłka po stronie gospodarzy
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.