Wsiąść do Pociągu: USA

She's got a ticket to ride, but she don't care

Autor: Paweł 'BeeRee' Spryszyński

Wsiąść do Pociągu: USA
Jeśli pociągi i Stany Zjednoczone to tylko i wyłącznie The Beatles i ich nieśmiertelny Ticket to Ride, opowiadający co prawda raczej o dziewczynie, która odjechała od swego ukochanego, niż o  komunikacji kolejowej, aczkolwiek kojarzący mi się zawsze kiedy sięgam po Wsiąść do Pociągu: USA.

 

Za polską edycję tego tytułu odpowiedzialne jest wydawnictwo REBEL.pl, choć moim zdaniem było to całkowicie zbędne, gdyż gra jest niezależna językowo i można było po prostu zrobić wkładkę z polską instrukcją. Jednak nie mnie oceniać co wydawcy się opłaca, a co nie. Jedno jest pewne. Moje oko bardziej cieszy Wsiąść do Pociągu, niż Ticket to Ride.

Z założenia cała seria miała być prostymi rodzinnymi gierkami, które podbiją serca młodszych i starszych. Zarówno tych nowych graczy jak i "starych wyjadaczy". Tak dokładnie się stało, czego dowodem jest ogromna popularność "Pociągów".

Góra kolorowych wagoników!

W pudle z grą znajduje się pięć zestawów po czterdzieści pięć wagoników. Bardzo podoba mi się fakt, że wydawca pomyślał o najmłodszych, tak bardzo zdolnych do gubienia małych elementów graczach i dodał zestaw wagoników "awaryjnych", jest to niebywały plus gry. Wagoniki to plastikowy odlew, najprawdopodobniej wykonany przez "małe chińskie rączki", co było nieuniknione. Wyobraźcie sobie, ile byśmy musieli zapłacić za grę, w której znajduje się dwieście czterdzieści drewnianych, misternie oszlifowanych figurek? No właśnie, ja też wolę sobie tego nie imaginować. 

Poza wagonikami znajdziemy również sto czterdzieści cztery karty wagonów w ośmiu kolorach. W sumie w dziewięciu, aczkolwiek jedna z nich to lokomotywa, taki "joker" i jest wielobarwna. Zastąpić nią można każdą inną kartę wagonu. Mamy też trzydzieści biletów z trasami do wykonania, kartę podsumowania i bilet za najdłuższą trasę, premiujący na koniec dziesięcioma dodatkowymi punktami.

Kolejny element to oczywiście plansza. Bardzo duża, świetnie wykonana i przede wszystkim nie odginająca się, na co jestem akurat bardzo wrażliwy. Ostatnia rzecz jaką dostaliśmy, instrukcja w prosty sposób przedstawia zasady. Nic tylko grać.

W drogę...

Wsiąść do Pociągu: USA rozstawia się bardzo szybko. Plansza na środek, bierzemy woreczek strunowy z wybranym kolorem, tasujemy karty i rozdajemy po trzy bilety, z których każdy zachować będzie musiał co najmniej dwa. Tu pojawia się, moim zdaniem pierwszy minus. Można mieć szczęście i wylosować trasy, które nam się ładnie połączą i dadzą sporo punktów. Można też mieć niesamowitego farta i wylosować dwie najlepiej punktowane trasy, biegnące mało tego po tych samych torach piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu i to jeszcze po "długich trasach", które są znakomicie punktowane. Można mieć też strasznego pecha i wylosować trzy krótkie trasy na zachodzie co ma komiczny efekt punktowy. Kolejny krok to rozdanie po cztery karty wagoników. Resztę rewersem do góry kładziemy obok planszy i wykładamy z nich pięć pierwszych kart, tak by były widoczne dla wszystkich. Jeśli po tym zabiegu na stole pojawią się trzy lokomotywy, to karty ze stołu należy odrzucić i wyciągnąć kolejnych pięć. Będziemy tak robić zawsze, gdy pojawią się trzy lokomotywy. Trochę się rozpisałem, ale to na prawdę zajmuje niewiele czasu.

Celem gry jest oczywiście zdobycie jak największej liczby punktów. Zdobywamy je za tworzenie połączeń między dwoma miastami. Im dłuższy odcinek tym lepiej punktowany. Wykonywanie biletów. Tu pojawia się minusik, o którym wspomniałem akapit wyżej. Ostatnie punkty zdobyć możemy za wykonanie najdłuższej trasy, czyli nieprzerwanego ciągu swoich wagoników.

Przebieg tury również jest prosty. Każdy z graczy może wykonać jedną z trzech akcji. Zbudowanie połączenia i naliczenie sobie zań punktów. Aby to zrobić, gracz musi odrzucić wymaganą przez trasę liczbę kart w odpowiednim kolorze, lub dowolnych takich samych kart, jeśli trasa nie wymaga koloru (jest szara). Można też dobrać karty wagonów. Dwie zakryte "w ciemno", albo dwie z pięciu odkrytych. Należy jednak pamiętać, że wyjątek stanowi dobranie lokomotywy. Ją dobrać możemy tylko jedną. Można też dobrać trzy karty biletów, z czego pozostawić należy co najmniej jedną a dwie odłożyć na spód talii.

Gdy komuś zostanie mniej niż trzy wagoniki to należy wykonać jeszcze jedną pełną turę i gra się kończy. Teraz dopiero bilety są ujawniane i podliczane. Niewykonane punktują ujemnie, więc przy ich dobieraniu należy być rozważnym. Ostatnim krokiem jest zliczenie nieprzerwanych ciągów wagoników i przydzielenie dodatkowych punktów za najdłuższy skład.

Podsumowanie

Nie ma o czym dyskutować. Wsiąść do Pociągu: USA to świetna gra dla całej rodziny i graczy wszelkiego poziomu zaawansowania. Zasady są bardzo proste i bardzo łatwo je przekazać, a podliczanie punktów nie jest uciążliwe. Warto też podkreślić, że gra dobrze "chodzi" w wersji dla dwóch osób. Spowodowane jest to tym, że na planszy nie ma tłoku. Zmniejsza się interakcja, co profituje tym, że nie opłaca się wchodzić w drogę przeciwnikowi. W grze na więcej osób wszyscy, pierwsze co, to zajmują małe strategiczne przejazdy, natomiast w rozgrywce dwuosobowej tak się nie dzieje. Zdecydowanie polecam pokazać tę grę "na randce" i dla wszelakich innych par.

Wykonanie produktu również jest pierwszorzędne i cieszy oko. Już samo układanie wagoników to wspaniała zabawa, zwłaszcza, że ich wymiar idealnie dopasowany jest do pól, na których je ustawiamy. Wagoniki przy tym nam się nie przewracają i nie przesuwają.

Gdy raz wsiądzie się do pociągu, trudno oprzeć się pokusie kolejnej podróży.

 

Plusy:

Minusy:

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za udostępnienie gry do recenzji.