» Recenzje » Włościanie

Włościanie


wersja do druku

Karciane miasteczko

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Włościanie
Po nocy przychodzi dzień, po burzy słońce, a po zarazie? Po zarazie przychodzi czas spokoju i odbudowy. Tak wygląda koło, które nieodmiennie zatacza czas. I o tym opowiadają Włościanie, z dzisiejszej perspektywy na wskroś optymistyczna gra planszowa.

Nie chcę rozpoczynać kolejnej recenzji od mantry "magia Kickstartera trwa", ale prawda jest taka, że liczba gier, które ujrzały światło dzienne dzięki tej platformie, można liczyć w setkach, jeśli nie tysiącach. Z jej dobrodziejstwa korzystają rynkowi potentaci, jak i debiutanci, na przykład pochodzący z Norwegii Haakon Gaarder, któremu zaufało ponad 14 tysięcy osób, co przełożyło się na blisko 500 tysięcy dolarów. Nie jest to oczywiście rekord, ale wynik i tak jest więcej niż przyzwoity.

Potencjał gry dostrzegło IUVI Games, któremu zawdzięczamy rodzimą lokalizację gry. Warto podkreślić, że polscy miłośnicy otrzymali wersję wzbogaconą o pakiet dodatków odblokowanych w trakcie kampanii. Jakości rodzimemu wydaniu nie niczego nie można zarzucić: karty na fakturowanym papierze wytrzymają sporo rozgrywek, ilustracje mimo iż proste, to jednak są całkiem przyjemne, a jedyny mankament to całkowicie niefunkcjonalne pudełko, w którym pomimo przegródek, zazwyczaj panuje ekstremalny chaos.

Jako się rzekło, przedmiotem gry jest budowa, a w zasadzie odbudowa wioski po czasach plagi. Służą do tego karty mieszkańców zapewniających żywność, budowniczych oraz "piniądz" tutaj zwany złociszami. Praca jest jednak żmudna, na starcie przyszła osada składa się z założycieli, a o zatrudnienie robotników, specjalistów, a nawet mistrzów w swym fachu należy dopiero zadbać. Ten, kto najlepiej spożytkuje zasoby, zarobi najwięcej waluty i tym samym zostanie zwycięzcą.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Czy brzmi to jak klasyczne tableau building? No brzmi i tym właśnie jest w istocie ta gra. Autor zdaje się, że czerpał inspirację z 7 cudów świata, istotnym elementem zabawy jest bowiem budowa łańcuszków kart, od podstawowej, po najbardziej zaawansowaną. Kolejne podobieństwo to draft kart, chociaż w tym przypadku przebiega on w zupełnie inny sposób. Ale po kolei.

Przed rozpoczęciem każdej planszowej przygody najpierw należy przejść przez instrukcje. Ta w przypadku Włościan wzbudziła bardzo ambiwalentne odczucia. Z jednej strony każdy element rozgrywki uzupełniony jest przykładem, jednak lubię kiedy instrukcja sprawia, że pragnę rozłożyć grę już natychmiast! Tu niestety jest sucho i reguły nijak nie zachęcają do natychmiastowej partyjki. Tak czy inaczej, zagrałem, chociaż przebieg rywalizacji lepiej omówić jest na dużych klockach.

Drwale czy górnicy

Jak wyżej napisałem, Włościanie to zabawa w budowanie prywatnego tableau. W trakcie przygotowań wykładanych jest sześć kart początkowych oraz przygotowywanych jest sześć stosów kart, każdy składający się z liczby kart będącej dwukrotnością liczby uczestników. W pewnym uproszczeniu stosy te zasilają miejsca po zakupionych kartach oraz odmierzają upływ czasu do końca gry. Pozostałe karty tworzą pule rezerwy i co do zasady w pewnej liczbie też trafią na stół. Na końcu każdy uczestnik wykłada po jednej karcie startowej, a pięć kolejnych otrzymuje na rękę razem z ośmioma monetami.

Pojedyncza runda składa się z dwóch etapów: pobrania, a następnie zagrania wybranych atutów. Obie te czynności regulowane są przez limity. Początkowo wynoszą one po dwie karty, później ta wartość może wzrosnąć do pięciu, zależnie od liczby pozyskanych kart budowniczych oraz ikonek żywności. Atuty wybierane są naprzemiennie, co ma spore znaczenie. jeśli chodzi o rotowanie kart dokładanych z wierzchu stosu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Jednak esencją zabawy jest budowanie osad. Część kart to samodzielne atuty, bez żadnych powiązań z resztą, jednakże większość kart wchodzi w dwojaką interakcję z pozostałymi zasobami. Po pierwsze część atutów musi zostać zagrana w konkretnej sekwencji, od karty podstawowej, po końcową. Ta ostatnia jest oczywiście najmocniejsza. Wypatrywanie upragnionych atutów zdecydowanie podnosi emocje, ale też zmusza do planowania ruchów.

Druga zależność to konieczność poniesienia kosztu zagrania pracowników. Ślusarz potrzebuje narzędzi kowala, zaś bednarz desek od cieśli. Zagrywając kartę wymagającą innej profesji, należy uiścić koszt: do banku, jeżeli nikt nie posiada wymaganego robotnika, rywalowi, jeśli jeden z przeciwników dysponuje robotnikiem lub… swojemu pracownikowi, jeśli samemu dysponuje się takim atutem. Ten ostatni wariant jest oczywiście naturalnym wyborem, napędza kabzę no i stymuluje do skrupulatnego planowania ruchów.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Reguł pobierania i zagrywania kart jest więcej, jednak przytaczanie wszystkich mogłoby zaciemnić opis charakteru zabawy. Wystarczy napisać, że stosy zazwyczaj się opróżniają, ale można też je minimalnie powiększać, limit zagrywanych kart nieco obejść, podobnie zresztą jak konieczność zachowania ciągu. Kilku mieszkańców oferuje również akcje specjalne.

W międzyczasie, jak i na finiszu następuje punktacja. Po opróżnieniu drugiego stosu wszyscy mieszkańcy z symbolami złociszy oraz zarobioną gotówką produkują kolejne złocisze. Na finiszu zabawy gotówkę dostarczają również karty aktywowane podczas końcowego podliczania, a kto więcej zarobi, ten wygra! Od razu zaznaczę, że wyniki bywają wysokie i remis można spokojnie uznać za anomalię.

Czy wieś przekształci się w miasto?

Lektura instrukcji nie napawała optymizmem, zresztą pierwsze minuty spędzone nad grą również. Początkowym turom towarzyszyło poczucie zagubienia i braku celu, jednak wraz z końcem debiutanckiej rozgrywki, charakter zabawy zaczął układać się w spójną, coraz fajniejszą całość. Z kolei druga partyjka, zdecydowanie zdobyła nasze serca.

Jak zanurkuje się w grę nieco głębiej, to zaczyna dostrzegać się interakcje pomiędzy kartami, zależności oraz potencjalne korzyści z zagrania poszczególnych atutów. To z kolei znajduje przełożenie na całą przyjemność czerpaną z obcowania z Włościanami: gra staje się zdecydowanie bardziej świadoma, rozpoczyna się planowanie – chociaż trzeba przyznać, że niezbyt dalekosiężnych – a co za tym idzie, zabawa zaczyna pochłaniać uwagę i angażować. A to są czynniki, jakie bardzo sobie cenię w planszówkach.

Na zestaw składa się raportem 94 karty osadników, których można pozyskać w trakcie zabawy oraz dodatkowe karty startowe i podstawowi mieszkańcy. Z jednej strony nie jest to może przesadnie wielka liczba, z drugiej gwarantuje unikalny dociąg kart w trakcie poszczególnych rozgrywek, zwłaszcza że przy grze w mniej niż cztery osoby praktycznie niemożliwe jest, aby przekopać wszystkie atuty. A jak karty podstawowe jednak opatrzą się, wówczas można włączać mini dodatki: osobno lub w większych dawkach, co przyjemnie urozmaica zabawę.

Porównując Włościan do hitu ostatnich miesięcy, czyli Everdell czy wspomnianych wyżej 7 cudów świata, to trzeba wprost napisać, że omawiana gra jest zdecydowanie najprostszym tytułem, co ma swoje dobre i złe strony. Nie wątpię, że zaawansowani gracze rozegrają kilka fajnych partyjek, ale obawiam się, że nie zatrzymają się przy grze na dłużej. Kart jest sporo, ale jednak nie aż tak dużo, by ukontentować weteranów.

Z kolei gracze o bardziej familijnym zacięciu przyjmą Włościan na dużo dłużej i – jestem zupełnie tego pewien – spędzą mnóstwo świetnych chwil, odkrywając nowe układ i testując warianty z mikrododatkami. Odpowiedź na pytanie o regrywalność jest więc uzależniona od charakteru graczy i oczekiwań w stosunku do planszówki. Od razu zaznaczę, że losowość jest dokładnie taka sama, jak w wielu podobnych grach: nie sposób oczywiście przewidzieć, jak ułoży się stos, ale reszta tkwi już tylko w głowach uczestników.

Na pochwałę zasługują też dwa kolejne aspekty: skalowanie i balans. Trudno wskazać jakąś kategorię kart, która zagwarantuje wygraną. Raczej liczy się konsekwencja w działaniu niż pojedyncze atuty, które przechylą szalę zwycięstwa. Nie ma też problemu z zabawą w każdym gronie: niezależnie czy przy dwóch, czy przy czterech uczestnikach, gra prezentuje się bardzo dobrze, chociaż z jednym zastrzeżeniem: przy komplecie potrzebuje dużo, dużo miejsca.

Czy warto zagrać we Włościan? Moim zdaniem warto. Gra w istocie jest prosta, lecz nie prostacka, przyjemna w odbiorze, zmusza do odrobiny pogłówkowania i skupia uwagę. Jest przy tym szansa, że zostanie pod strzechą na dużo dłużej

Plusy:

  • bardzo przyjemne, rodzinne tableau building 
  • świetne skalowanie
  • niezła regrywalność
  • polskie wydanie obejmuje dodatki z Kickstartera
  • solidne wydanie i ładna estetyka kart

Minusy:

  • niepraktyczne pudełko
  • zaawansowani gracze raczej szybko znudzą się

 

Dziękujemy wydawnictwu IUVI Games za przekazanie gry do recenzji.

W artykule wykorzystano zdjęcia wydawcy.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Włościanie (Villagers)
Seria wydawnicza: Włościanie
Typ gry: familijna
Projektant: Haakon Gaarder
Ilustracje: Haakon Gaarder
Wydawca oryginału: Sinister Fish Games
Data wydania oryginału: 2019
Wydawca polski: IUVI Games
Data wydania polskiego: 21 marca 2020
Liczba graczy: od 1 do 5
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: 30-60 minut
Cena: 129,95 zł
Mechanika: Card Drafting, Set Collection, Tableau Building
EAN: 5907628970126



Czytaj również

Star Realms: Colony Wars
Eskalacja konfliktu
- recenzja
Minerały
Debiut jak marzenie
- recenzja
Hero Realms: Zestawy bohaterów i Talie bossów
Przed wyruszeniem na smoka należy zabrać dodatki
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.