» Recenzje » Władca pierścieni Gra Karciana

Władca pierścieni Gra Karciana


wersja do druku
Władca pierścieni Gra Karciana
Gra Karciana Władca Pierścieni doczekała się kilku dużych rozszerzeń oraz bogatej gamy małych dodatków zebranych w cykle przygodowe. Jednak największym wyzwaniem dla fanów gry są specjalne przygody wydawane w formacie Druk na życzenie, stanowiące kwintesencję zabawy. Niniejszy tekst przeprowadzi czytelników przez dotychczas opublikowane rozszerzenia: Mrok nad Osgiliath, Bitwa o Miasto na Jeziorze oraz Kamień Erech.

 

 

 

Najpierw słów kilka o genezie trzech wymienionych w nagłówku przygód. Wydawca gry, Fantasy Flight Games, dorocznie przygotowuje jeden specjalny scenariusz, którego premiera ma miejsce podczas GenCon’u. Jak łatwo się domyślić, gracze nie otrzymują żadnych kart uzupełniających talie – chyba, że wynika to bezpośrednio z rozwiązań mechanicznych – zaś opracowane przygody należy zaliczyć do bardzo wymagających. Co najważniejsze - każdy ze scenariuszy w sposób naturalny łączy się z konkretnym cyklem wydawniczym. Przyjrzymy się więc poszczególnym propozycjom.

Mrok nad Osgiliath

Mrok nad Osgiliath wydany został jako pierwszy z wymienionej trójki, bo już w roku 2011. Historia batalii o dawną perłę Gondoru to zdecydowanie najprostszy scenariusz, możliwy do przejścia w trybie solo. Nie oznacza to jednak, iż jest łatwy. Bohaterowie zaskoczeni przez nagły wypad Nieprzyjaciela, podejmują próbę przeprawy na zachodni brzeg Anduiny celem powiadomienia stolicy o inwazji. W tym czasie muszą uważać na katafraktów szarżujących przedpole Osgilitathu oraz na orkowe zagony zwiadowców. Także walka pośród ruin wspaniałych ongiś pałaców, mając za plecami szeroki nurt rzeki, nie należy do błahostek. Całość pomysłu jest dość satysfakcjonująca i co najważniejsze - w pełni grywalna bez tworzenia specjalistycznych talii.

Głównym założeniem mechanicznym scenariusza są obwarowania w zakresie możliwości podróżowania do poszczególnych miejsc. Osiągnięto to za pomocą bardzo prostych "słów kluczy", tj. Zachodni Brzeg oraz Wschodni Brzeg. Rozpoczynając przygodę na wschodnim brzegu Anduiny, nie wolno podróżować ku lokacjom położonym po drugiej strony rzeki. I odwrotnie, w trakcie ostatniego etapu wyprawy czyli będą już na lewym brzegu rzeki, nie jest możliwe udanie się ku miejscom pozostawionym za sobą w poprzednich etapach. Oczywiście twórcy scenariusza przewidzieli także sam moment przeprawy, w trakcie którego zabronione jest podróżowaniu do miejsc posiadających oba słowa klucze. 

Ciekawostką jest to, iż Mrok na Osgiliath w sposób naturalny połączył się z całym cyklem przygodowym Przeciwko Cieniowi, który powiódł dzielnych bohaterów na pogranicze Gondoru i ziem objętych władztwem Saurona. Co więcej, jeden ze scenariuszy opowiada historię obrony miasta przed siłami Nieprzyjaciela. Najsłabszy aspekt rozszerzenia to strona graficzna. Sama w sobie nie jest zła, jednakże nie sposób racjonalnie uzasadnić słabej rozdzielczości wydrukowanych ilustracji, co uprzednio nie miało miejsca w przypadku różnych rozszerzeń do Władcy Pierścieni.

Bitwa o Miasto na Jeziorze

Rok później do sprzedaży trafiła Bitwa o Miasto na Jeziorze, będąca de facto zwieńczeniem Sagi Hobbit. Po rozegraniu wszystkich sześciu emocjonujących scenariuszy dostarczonych wraz z sagą, kończących się epicką Bitwą Pięciu Armii, można spróbować odeprzeć atak smoka na miasto. Mimo, iż wydawca nie dostarczył zwyczajowej informacji o trudności przygody, to nie ma żadnych wątpliwości, iż jest ona najtrudniejszą ze wszystkich dotychczas zaoferowanych graczom.

Smaug bowiem, rozsierdzony wydarzeniami, jakie miały miejsce pod Samotną Górą, postanowił rozprawić się z ludźmi zamieszkującymi okolicę. Pełne furii ataki gada nie tylko stopniowo zamieniają osadę w pogorzelisko, ale i odsyłają kolejne postaci na łono Valarów. Osobiście nigdy nie pokonałam smoka ani w trybie solo, ani grając w duecie. Z informacji, które można wyczytać na forach wynika, iż Bitwa o Miasto na Jeziorze wymaga stworzenia specjalnych talii dedykowanych pod niniejszy scenariusz. A i wówczas niezbędny jest łut szczęścia, co może samo w sobie nie jest zaskakujące, bowiem Władca Pierścieni przyzwyczaił już gracy to podstępnych zagrywek. 

Bitwa ze smokiem jest niezmierne trudnym wyzwanie, ponieważ posiada on swoją własną talię, z której co turę losowana jest jedna z trzech wersji potwora. Jeszcze przed jej wyciągnięciem należy zadecydować, gdzie zostanie ona umieszczona. Można ją ulokować w obszarze gracza, niemalże z definicji doprowadzając do potyczki, bądź też w strefie przeciwności, zapewniając jej tym samym olbrzymi bonus w postaci "siły zagrożenia". Każdy wariant jest zły. Dodatkowo miasto trawione jest ogniem pożarów, co symbolizowane jest umieszczaniem żetonów na odpowiedniej karcie. Zignorowanie tego zagrożenia to pewna droga ku porażce, tak więc i ten aspekt należy mieć na uwadze!

Warto napisać, iż pod kątem graficznym zestaw wypada wyśmienicie, idealnie komponując się z całą Sagą Hobbit. Klimat płonącego miasta został bardzo dobrze oddany na znakomicie zilustrowanych kartach, czyniąc z rozszerzenia dodatek może nie do końca grywalny, ale za to fantastycznie uzupełniający kolekcję.

Kamień Erech

Premiera Kamienia Erech nominalnie miała miejsce w roku 2013, jednakże do sprzedaży – podobnie jak poprzednicy wydany w formacie Druk na Życzenie – trafił dopiero w roku 2014. Nie ulega wątpliwości, iż celowo jego tło osadzono w Rohanie; wszakże równolegle z nim rozpoczęto cykl przygodowy rozgrywający się na ziemiach tego królestwa. Taka koncepcja z perspektywy czasu okazała się bardzo udanym rozwiązaniem, więc naturalnym stało się, iż wydawca zdecydował się na kontynuację tego pomysłu.

Zadanie, jakie otrzymali śmiałkowie, nie jest może tak miażdżąco trudne, jak starcie ze smokiem, ale i tak wymaga zarówno cierpliwości, jak i odpowiednio przygotowanych talii. Tym razem śmiałkowie otrzymali zadanie odnalezienia zaginionego księcia Derufina, widzianego w krainie znajdującej się we władaniu Umarłych z Dunharrow. Po bardzo krótkim namyśle, bohaterowie udali się z misją ratunkową w rejony, gdzie nikt nie posiadający stalowych nerwów nie śmie się zapuszczać. Należy mieć się jednak na baczności, ponieważ wraz z zapadającym zmrokiem umarli nabierają siły, coraz zacieklej atakując bohaterów. Ci ostatni muszą wykazać się nie tylko mocnym ramieniem i tężyzną fizyczną, ale i hartem ducha w obliczu widmowych przeciwników.

W tym celu zastosowano bardzo ciekawą mechanikę zmierzchającego dnia: wpierw nad Erech ściemnia się, następnie zapada zmierzch, a po nim ciemna noc. Czasu jest niewiele, uciekającego czasu nie można zatrzymać, a walka w ciemnościach staje się szalenie niebezpieczna i skutkuje rozlewającą pośród pagórków rzeką krwi. Co ciekawe, widmowym przeciwników pokonać można nie orężem, ale siłą woli, służącą w tym przypadku do rozstrzygania potyczek. Dopiero po odnalezieniu artefaktu możliwe staje się użycie miecza przeciwko duchom.

Scenariusz dostarcza wielu emocji, od samego początku narzucając graczom sprinterskie tempo zabawy. Warto także podkreślić, iż po raz kolejny przygodna opracowana na potrzeby GenCon okraszona została znakomitymi i klimatycznymi ilustracjami, cieszącymi oko zarówno na stole w trakcie zabawy, jak i po zdeponowaniu w klaserze.

Ogólnie rzecz ujmując przygody wydane w ramach linii Druk na Życzenie zaliczyć można do elity przygód opracowanych do Władcy Pierścieni. Bardzo wymagające, przyozdobione rewelacyjnymi ilustracjami, stanowią obowiązkowe wręcz uzupełnienie posiadanych kolekcji. Oczywiście należy liczyć się z tym (a nawet mieć nadzieję), iż nie jest to ostatnie słowo twórców i kolejne przygody wydawane będą cyklicznie. Dobrze się stało także, iż rodzimy wydawca – Galakta – pomimo wycofania się z polskich edycji cykli przygodowych, zdecydował się na zachowanie możliwości druku niniejszych dodatków w języku rodzimym. Dla fanów gry jest to pozycja obowiązkowa.




Czytaj również

Głos Isengardu
Za Rohan!
- recenzja
Samuraj
Powrót klasyka
- recenzja
Wiek złodziei
Mrok i cień na planszy
- recenzja
Warhammer Quest: Przygodowa Gra
Kooperacja w Starym Świecie
- recenzja
Misja: Czerwona Planeta
Parostatkiem w gwiezdny rejs
- recenzja
Zombie Terror
Taktyczne The Walking Dead!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.