» Recenzje » Wiochmen 2

Wiochmen 2


wersja do druku

Gra na popęd

Autor: Redakcja: Joanna 'Ysabell' Filipczak
Ilustracje: Kuźnia Gier

Wiochmen 2
Pierwsza część Wiochmena to gra, której nikomu chyba nie muszę przedstawiać. Wyścigi wypełnionych sianem wozów po ułożonej z kart wiejskiej drodze gościły na stołach większości polskich fanów gier planszowych, a i zupełni laicy mogli mieć okazję się z nimi zapoznać.

Jeżeli jednak jakimś cudem należysz, drogi czytelniku, do mniejszości, która nie wie, co oznacza magiczne słowo "Bedzie", chętnie zmienię ten stan rzeczy. Otóż, pierwsza część Wiochmen Rejsera to wydana w 2005 roku gra, umożliwiająca graczom wcielenie się w postacie wozaków kierujących swoimi pojazdami po ułożonej z żelbetowych płyt drodze w szalonym wyścigu ze Ścierniska do Remizy, gdzie na zwycięzcę czeka chwała najlepszego furmana w okolicy. Wesoła, dostarczająca masy głośnej zabawy rozgrywka przyciągała wielu ludzi, a niska cena zdecydowanie zachęcała do kupna produktu. Nie był on jednak doskonały – idąc więc za radami graczy autorzy udoskonalili zasady i uzupełnili zawartość pudełka nowymi gadżetami, aby oddać w nasze ręce drugą część wyścigowej gry – Wiochmen 2.

Idea gry ani trzon zasad nie ulegają w drugiej części żadnym rewolucyjnym zmianom. W dalszym ciągu ścigamy się po reprezentujących drogę kartach, które po najechaniu odsłaniamy i wykonujemy zapisane na nich polecenia, w dalszym ciągu możemy popędzać swojego konia kartami "Wio", strącać stanowiące balast dzieci "Batami" czy uprzykrzać przeciwnikom życie "Babą". Jeżeli jednak o Talie Szosy czy Talie Wozaka chodzi, to tutaj już pojawia się innowacja w postaci kilku nowych rodzajów kart, żeby wspomnieć chociażby o "Stacji unasienniania" czy "Wychowaniu w trzeźwości". Często są to karty powiązane z nowymi zasadami Butelek Bimbru lub Talyntów Wozaków, o których za chwilę. Ilustracje na nich wykonane, jak i zabawne cytaty pod nimi, trzymają poziom starych kart.

Co się zaś tyczy nowych, ważnych zasad – w drugiej części każdy Wozak dysponuje pewnym zapasem butelek bimbru, które może wykorzystywać na różne sposoby, mające zapewnić zwycięstwo właśnie jemu. Dodatkowe karty przy dociąganiu z Talii Wozaka, dodatkowe punkty Popędu przy poruszaniu się po planszy czy celny rzut butelką mający na celu strącenie dzieciaka konkurencji to tylko najbardziej powszechne zastosowania nowego gadżetu. Drugą innowacją są Talynty – specjalne zdolności, unikalne dla każdego Wozaka, które możemy wykorzystać raz w trakcie gry (chyba, że dysponujemy kartą "Tajne techniki OSP"), aby otrzymać przydatny bonus w grze. Obydwie nowe zasady dobrze się spisują i nie burzą równowagi gry, wprowadzając do mechaniki świeży powiew.

W praktyce nowe zasady nie modyfikują szkieletu rozgrywki. Gra równie dobrze sprawdza się w krótkich pojedynkach jak i odrobinę dłuższych rozgrywkach grupowych. Najważniejszym czynnikiem zmiennym gry są losowane elementy drogi, po której poruszają się wozy. Wpływ losowania jest odczuwalny, ale nie przesądza o zwycięstwie któregoś gracza. O wiele większe znaczenie dla wyniku gry ma interakcja między graczami – wiele kart opiera swoje działanie właśnie na szkodzeniu przeciwnikom. Szybkość i brak nudnych dłużyzn w połączeniu z położeniem nacisku na konkurencję między uczestnikami oraz ograniczenie elementu losowego czyni z Wiochmena 2 grę będącą nośnikiem lekkiej, ale zajmującej uwagę rozrywki. Doskonale sprawdzi się podczas planszówkowego spotkania jako rozgrzewka przed jakąś poważniejszą grą lub jako miły odprężacz na imprezie. Każdy miłośnik przaśnego humoru połączonego z odrobiną taktyki i konkurencji będzie spotkaniem z produktem Kuźni Gier zachwycony. Gra, którą można bez problemu zaliczyć do gier imprezowych, jest na uniwersalna, że jedynie najwięksi ortodoksi w kwestii prostoty lub skomplikowania zasad mogą na nią kręcić nosem. Dolna granica wieku przewidziana przez autorów – dwanaście lat – dobrze określa potencjalnego odbiorcę, którym może być zarówno rozmiłowany w grach planszowych nastolatek, jak i jego niewtajemniczeni rodzice, których próbuje wciągnąć w swoje hobby.

W pudełku prócz kart, kart wozów, znaczników flaszek i kolorowych żetonów wozów znajdziemy dodatkowo pionki do oznaczania ilości dzieci na wozie i ilości punktów Popędu. Koniec więc z klimatycznymi, ale łatwo gubiącymi się wykałaczkami, budzącymi w pierwszej części istną konsternację odnośnie używania. Instrukcja jest wydana w miłej dla oka formie, spisana przystępnym, prostym językiem i wyjaśnia większość potencjalnych wątpliwości odnośnie zasad gry. Dwoma mankamentami gry jeżeli chodzi o elementy jest rozmiar kart, nie pasujący do uniwersalnych koszulek i rozmiar czcionki, utrudniający odczytanie zasad gry przy słabym oświetleniu (np. w pubie). Jednak wysoka jakość kart i ich trwałość rekompensują te małe wady.

Drobne udogodnienia i utrudnienia blakną w obliczu największego i najwspanialszego gadżetu, jaki znalazł się w pudełku nowego Wiochmena – klimatycznego, "oldschoolowego" beretu z antenką w rozmiarze uniwersalnym. Już w pierwszej części autorzy sugerowali, że piastujący funkcję Pierwszego Gracza w Kolejce Hiperfurman powinien nosić taki beret – ale w drugiej części spełnili obietnice i teraz każdy zestaw gry zawiera takie właśnie nakrycie głowy. Efekt jest dosłownie piorunujący, a widok Waszych znajomych z tą gustowną czapką założoną na uszy – bezcenny.

Sprawdzając zasady gry w praniu postanowiłem wypróbować ją wśród znajomych, których wcześniejszy kontakt z planszówkami ograniczał się zapewne do Chińczyka, w porywach może do Monopoly. I muszę przyznać, że o ile idea wydawała się im trochę abstrakcyjna, to po jednej – dwóch rozgrywkach łapali bakcyla i chętnie grali w Wiochmena, nawet lekcje poświęcając na niczym nieskrępowaną rozgrywkę. Prosta i praktyczna mechaniki gry stanowi jej dużą zaletę, podobnie zresztą jak było w wypadku pierwszej części.

Jedyną wadą nowej odsłony Wiochmena wydaje się być jego cena. Nie jestem pewien, czy pomimo całej radości płynącej z gry byłbym gotów wydać na niego lekką ręką pięćdziesiąt złotych. Trudno się co prawda przyczepić do jakości wykonania poszczególnych elementów, ale cena wydaje się być lekko zawyżona w stosunku do faktycznej jakości gry. Wydaje mi się jednak, że po dłuższym zastanowieniu zdecydowałbym się lekko przepłacić i jednak kupić Wiochmena 2, ponieważ moc zabawy płynącej z obcowania z nim szybko zabiłby żal za zapłaconymi pieniędzmi. Gra, przy rozsądnej intensywności korzystania z niej, nie nudzi się zbyt szybko. Jak na przyświecającą grze ideę lekkiej rozrywki, jest ona bez wątpienia godna polecenia, co też czynię, jednocześnie kończąc recenzję. Bedzie!

Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie gry do recenzji.



Ocena: 5 / 6

Galeria


7.86
Ocena użytkowników
Średnia z 18 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 3
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: karciana
Ilustracje: Marcin Gręźlikowski
Data wydania oryginału: grudzień 2007
Wydawca polski: Kuźnia Gier
Liczba graczy: od 2 do 6
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: od 15 do 45 min.
Cena: 49,00



Czytaj również

Na sygnale
Symulator polskiej służby zdrowia...
- recenzja
Wiochmen Rejser
Gra o dwóch obliczach
- recenzja
Wiochmen Rejser
Bo ja jestem furman, furman...
- recenzja
Dzień, w którym zatonęła Urda
Trzyczęściowy odcinek specjalny
- recenzja
Wolsung Starter
Zasmakuj fantastycznego wieku pary
- recenzja
Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna
... albo Moloch, Magia i Makaron
- recenzja

Komentarze


~ddd

Użytkownik niezarejestrowany
    Wiochmen 2
Ocena:
0
Świetna gra, polecam
10-05-2008 18:09

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.