» Recenzje » War of the Ring

War of the Ring


wersja do druku
War of the Ring
Władca Pierścieni doczekał się wielu adaptacji na planszę, zadziwiająco mało która z nich jest gigantem na miarę chociażby Gry o Tron (nie licząc bitewniaków). Nieliczni projektanci byli na tyle odważni, aby przedstawić na planszy Wojnę o Pierścień – konflikt obejmujący całe Śródziemie (większość gier dotyczy podróży Drużyny lub poszczególnych wydarzeń). Znaleźli się jednak i tacy. Na przykład trio Włochów (Roberto di Meglio, Marco Maggi, Francesco Nepitello), którzy w 2004 roku wydali pod sztandarem FFG grę pod tytułem War of the Ring, które bezsprzecznie zasługuje na miano gry epickiej, gdyż… W bardzo ciężkim pudełku znajdziemy naprawdę przytłaczającą ilość figurek i jeszcze trochę. Jest ich ponad dwieście! Dodatkowo możemy znaleźć mnóstwo kart i żetonów, choć w porównaniu do figurek nie robią one aż takiego wrażenia. W pudełku mamy też ogromną dwuczęściową planszę, największą jaką do tej pory widziałem w planszówce. Niestety, wypraska praktycznie nie pomaga podczas rozkładania gry (dzieli jedynie figurki dla odpowiednich graczy). W tonie figurek trzeba znaleźć te odpowiednie i ułożyć je na planszy w odpowiedniej dzielnicy, setup zajmuje strasznie dużo czasu – trudno zejść poniżej pół godziny. Sprawy nie upraszcza fakt, że żetony są również nieposegregowane (woreczki strunowe ułatwiają tylko trochę to zadanie), a jeszcze bardziej różnorodne i podobne do siebie. Trzeba też przygotować sobie naprawdę dużo miejsca do rozgrywki. Na moim stole, który jest jednym z większych jakie widziałem, gra ledwo się mieści. Osoby szukające pięknego wydanie będą zadowolone, te, które wolą szybki setup, zdecydowanie nie.
Śródziemna strategia wojenna
Jak przystało na planszowego kolosa, zasady nie są wcale proste, choć daleko im również do reguł bardzo skomplikowanych. W grze gracze wcielają się w dobrych Hobbitów lub bezwzględnego Saurona i próbują pokonać swojego rywala. Wygrać można militarnie (zdobywając odpowiednią ilość prowincji należących do wroga) lub "metodą pierścienia" (czyli zniszczyć pierścień lub Froda w zależności od strony).
Mechanika całej gry oparta jest na kostkach. Na początku każdej rundy obaj gracze rzucają swoim własnym zestawem kostek, aby określić akcje, które można wykonać w każdej rundzie. Gracz rozpoczynający wybiera jedną ze swoich kostek. Następnie wykonuje akcję przedstawioną na ściance wybranej kości. Gracze wykonują ruchy naprzemiennie dopóki mają dostęp do akcji (kości). "Gracz zły" ma dziesięć kostek, a "dobry" - sześć. O ile sam mechanizm brzmi sam w sobie ciekawie, ma, w mojej opinii, jedną ogromną wadę. Jest straszliwie losowy. Akcje pozwalają m. in. na ruch jednostek, dociągnięcie kart, czy rekrutowanie jednostek. Co z tego, że mamy ogromną armię, ale nie jesteśmy w stanie zaatakować, bo nie wypadła nam odpowiednia kostka? Albo nie możemy uciec przed wrogiem jedynie przez brak szczęścia. Co prawda, przy tak ograniczonym dostępie do akcji, trzeba nieźle się napocić przy ustaleniu kolejności, aby jak najlepiej wykorzystać dany zestaw, ale i tak przy ciągłym braku szczęścia szanse na zwycięstwo są znikome.
Wygraliśmy! Co za szczęście!
W War of the Ring wygrać można drogą militarną. Rozgrywkę zaczynamy już z dużymi siłami (chociaż Sauron ma znaczną przewagę), a w trakcie gry możemy mobilizować kolejne jednostki. Przy pomocy akcji ruchu możemy poruszać się pomiędzy poszczególnymi krainami, a jeśli wejdziemy na terytorium wroga, wywiązuje się walka. Niestety, jak to często przy bitwach bywa, walka to również festiwal losowości. Jest rozwiązana ona najprostszym sposobem, za każdą jednostkę możemy rzucić odpowiednią liczbą kości, tak samo przeciwnik. Każda "piątka" i "szóstka" oznacza trafienie i zobowiązuje do zdjęcia figurki z planszy (nie wraca ona do zapasów, nie będzie da się już jej odzyskać). Łatwo przewidzieć, że nietrudno przy takim rozwiązaniu o zupełnie zaskakujący wynik, w którym pechowe rzuty pozbawiły szansy na zwycięstwo "już prawie zwycięzcę".
Dodatkowy element losowości wprowadzają karty. Można je zyskać na różne sposoby, a wszystkie zapewniają bonusy podczas konkretnych momentów gry. Każda karta zawiera dwa rożne opisy. Po pierwszym zagraniu, wykorzystuje się jej główny bonus, a drugie użycie skutkuje aktywacją drugiego. Niestety, nie tak łatwo zaznaczyć, które karty się już zagrało raz, a których w ogóle. Teoretycznie, można by było odwrócić kartę o 180 stopni wtedy tekst drugiego bonusu znajdowałby się na górze. Byłby też jednak do góry nogami. Gdyby odwrócić ten tekst, tak aby po odwróceniu karty znajdował się w dobrej orientacji, problem byłby rozwiązany. Jak już wspomniałem, karty znowu wprowadzają losowość. Przede wszystkim, losowy jest ich dociąg, który często nie jest korzystny. Sprzyja temu ogromna różnorodność kart, z których każda jest przydatna zazwyczaj tylko w szczególnych sytuacjach. Na przykład, wiele z nich wymaga spełnienia pewnego warunku, aby dostać bonus. Czasami nie jest opłacalne (a wręcz jest niemożliwe), aby dążyć do możliwości zagrania karty. W takim przypadku zmarnowało się akcję, w której można było dociągnąć lepszą kartę lub zrobić zupełnie coś innego.
Nie będę tłumaczył reszty zasad, gdyż musiałbym wspomnieć jeszcze przynajmniej o Drużynie, jej przemieszczaniu, poszukiwaniu pierścienia, czy choćby zdobywaniu bastionów. Chociaż zasady na początku wydają się przytłaczające, to już pod koniec pierwszej partii zna się je prawie wszystkie. Dla mnie jedynym problemem są symbole na kostkach – nigdy nie mogę zapamiętać, który na co pozwala.
Wojna o Pierścień nie do sojuszy stworzona
Gra przeznaczona jest dla dwóch do czterech graczy, ale właściwie tylko wariant z minimalną liczbą graczy działa najlepiej. Przy więcej graczach, poszczególne osoby kontrolują połowę jednostek jednej ze stron i razem z kompanem próbują pokonać wroga, co prowadzi do wielu ograniczeń (np. nie można zagrać kart na jednostki przeciwnika, bo wiele kart można użyć tylko względem jednej z ras, które mogą być kontrolowane przez drugiego gracza z drużyny, a więc tylko on może je aktywować). Wydaje mi się, że lepiej by było po prostu zagrać bez żadnych ograniczeń, gdzie po prostu dwóch graczy zastanawia się wspólnie, co zrobić i podejmują decyzje jako jeden gracz – mają wspólną rękę kart, itp.
Moja recenzja oparta jest o pierwszą edycję wydaną przez Fantasy Flight Games, która nie jest już dostępna. Obecnie prawa do gry przejęło wydawnictwo Ares Games i to jego edycję można kupić na rynku. Różni się ona między innymi drobnymi zmianami w regułach, ułatwieniem samej rozgrywki (poprzez powiększenie kart i pól na planszy, tak aby zmieściło się na nich więcej jednostek). Co więcej, wydawnictwo Galakta zapowiedziało na wiosnę polską edycję tejże gry. Do starej edycji został wydany jeden dodatek (niekompatybilny z nowszą). Edycja odświeżona nie doczekała się dodatków, chociaż mówi się o dwóch.
Nie taki klimat wielki, jak go malują
Ponieważ gra osadzona jest w świecie znanym z prozy Tolkiena, bardzo ważne jest, jak oddaje ona klimat książki. W moim odczuciu nie udaje jej się to zbyt dobrze. Jest to chyba dosyć odosobniona opinia, gdyż większość osób uważa ją za bardzo klimatyczną. No cóż, mi o wiele bardziej z książką kojarzą się losy Drużyny, bitwy podczas Wojny o Pierścień nie będą w stanie oddać ducha sześcioksięgu. Mogę jedynie powiedzieć, że poszukiwacze epickich bitew powinny być zadowoleni.
Jak pewnie niektórzy się domyślili, gra mi się niezbyt spodobała. Szczególnie przeszkadza losowość, która potrafi popsuć nawet najlepsze plany. Muszę się też przyznać, że kompletnie nie potrafię grać w War of the Ring. Strategiem jestem beznadziejnym i wzbudzam jedynie litość graczy potrafiących przeprowadzić plan od początku do końca z sukcesem. Gra naprawdę pozwala na dużą dozę "możdżenia" i stratedzy niebojący się misternego planowania nie powinni być zawiedzieni (chociaż nie radziłbym nikomu kupować gry w ciemno). Ja wystawiam dosyć niską ocenę – i tak w większości składa się ona z docenienia mechanizmów, a nie radości z gry. War of the Ring, chociaż nie jest złą grą, mnie nie porwał i więcej mnie przy nim nie zobaczycie. Plusy:
  • świetne wykonanie, przepiękne grafiki – ogromna plansza i ocean figurek
  • solidna mechanika pozwalająca na wiele ruchów i kombinacji
  • ciekawe mechanizmy – dostępność akcji, podwójne użycie kart
Minusy:
  • losowa, wręcz prostacka walka
  • przypadkowy dociąg kart i brak szans na możliwość zagrania niektórych z nich
  • pechowy rzut kostkami może zdecydować o zwycięstwie (zarówno podczas wybierania akcji, jak i walki)
  • słaba wypraska i niewygodne zaznaczanie wielokrotnego użytku kart
  • charakter rozgrywki ponad dwuosobowej
6.5
Ocena recenzenta
8.25
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: Strategiczna
Wydawca polski: Fantasy Flight Games
Liczba graczy: 2 - 4 osoby
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: ok. 120 minut
Cena: 229,00 zł



Czytaj również

Fallout
A niech to atom!
- recenzja
Beowulf
Bohater logiczny według Knizii
- recenzja
Gra o Tron (druga edycja)
Jeden, by Westeros rządzić
- recenzja
Władca Pierścieni LCG - Czarni Jeźdźcy
Na przełaj przez pieczarki
- recenzja
Zimna Wojna: CIA vs KGB
Karciana wojna wywiadów
- recenzja

Komentarze


~Franek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Większość recenzji mnie odstrasza. Tę jednak przeczytałem od początku do końca. Nie wiem jak to zrobiłeś, jednak Twój pisania bardzo mi odpowiada!

16-02-2012 21:11
ScripterYoda
   
Ocena:
0
Wielkie dzięki za pochlebne słowa :)
16-02-2012 21:20
lintu
   
Ocena:
0
Nie zgadzam się z recenzją. Fakt, gra ma wady i nie dorównuje chociażby Grze o Tron, ale ma pewne fantastyczne rozwiązania. Kości akcji to idealnie wyważenie między losowością, a strategią, odwzorowanie na planszy zmiennych warunków wojennych. Walka - może mechanicznie wygląda to dość prostacko, ale wszystkie gry typu area control mają dość podobną mechanikę (vide Chaos w Starym Świecie, Conquest of Nerath etc.). Więc to nie wada, ale poprawnie skonstruowany element. Karty - fakt, jest w nich sporo wzajemnych zależności, ale po paru partiach można ogarnąć i zacząć planować ich używanie. Ponadto, bardzo podoba mi się oprawa i wrażenie oldskulowości tego tytułu (wystarczy spojrzeć na styl graficzny kart). Wady? Niegrywalna na czterech. Nie wspomniałeś jednak o najważniejszej kwestii - ten tytuł ma problem z balansem. Z jednej strony odwzorowuje to realne warunki w Wojnie o Pierścień, z drugiej - dobrzy muszą się mocno napocić i nakombinować, by wygrać, a Sauronowi wystarczy umiejętne przeprowadzanie podboju. Dobrzy praktycznie nie mają szans na zwycięstwo militarne. To lekkie niezbalansowanie daje mnóstwo frajdy obu stronom, oddaje klimat Trylogii, ale jednak czasem może irytować.

Ach, i najważniejsze - planszówki nie można oceniać bez rozegrania kilku partii, bo później wychodzą takie cuda, jak w tej recenzji ;)
17-02-2012 13:01
ScripterYoda
   
Ocena:
0
@lintu
Każdy ma prawo do własnego zdania. Mi się mechanizm kości akcji nie podoba - jest zbyt losowy, chociaż doceniam go i między innymi dlatego jest "aż tak wysoka" ocena.

Walka - to prawda, że w wielu grach jest podobny mechanizm, ale nie znaczy to że jest on dobry (mechanika roll&move też w licznych planszówkach występuje). Niektóre przykłady pokazują jednak, że odpowiedni dodatek (dobrze rozwiązane karty akcji w Chaos in the Old World, rozwój statków w Eclipse) może uczynić turlanie kostkami czymś fajnym i wcale nie tak bardzo losowym. Tutaj się niestety, w mojej opinii, nie udało.

Co do ostatniego akapitu, to oczywiście rozegrałem kilka partii, jak przy okazji każdej recenzji jaką piszę. To, że mam inne zdanie niż niektórzy nie jest spowodowane słabym poznaniem materiału, a po prostu innym gustem.

Ogólnie, to dzięki za podzielenie się swoją opinią wnoszącą do recenzji inny punkt widzenia i uznanie mojej recenzji za cudo ;)
17-02-2012 19:53
rackham
   
Ocena:
0
"Muszę się też przyznać, że kompletnie nie potrafię grać w War of the Ring. Strategiem jestem beznadziejnym i wzbudzam jedynie litość graczy potrafiących przeprowadzić plan od początku do końca z sukcesem."

Można powiedzieć, że to wiele wyjaśnia, gdy idzie o ocenę końcową. Ciekawi mnie przy tym jedno - skoro gra jest aż tak losowa, to jakim cudem inni gracze są w stanie przeprowadzić jakikolwiek plan od początku do końca - i to z sukcesem.
08-03-2012 16:35
~El_Tomeq

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Recka spoko. Ocena, jak to ocena.... subiektywna. Sam jestem od roku posiadaczem tej gry, tyle ze w wersji kolekcjonerskiej. Gra jest oczywiscie ta sama, tylko wykonanie jest ciut lepsze. :) A co za tym idzie, gra ma zupełnie inny klimat. Plansza 2m x 2m. Pomalowane figurki, "kryształowe kostki" itd. itd. Całość waży tylko 14kg. wiec można sie domyslić co tam jeszcze jest. Co do wypisanych minusów. Walkę da się bardzo szybko poprawić, trzeba tylko wprowadzić zasadę, że nie ma downgrade'u elitarnych jednostek, tylko ze mają one 2 HP. EXP pack też znacznie ułatwia walki. Nadal są "prostackie" ale szybsze, bo łatwiej trafić :) Co do reszty minusów, to nie zauważyłem takich rzeczy w moich partiach. Dobra rozgrywka trwa lekko od 4-6h. Mimo iż grałem w nią wiele wiele razy. Ja grę polecam fanom świata oraz ludziom wytrwałym, bo trzeba naprawdę wiele czasu, by opanować wszystko i docenić kunszt tej gry. A dla tych z dużym portfelem, poszukajcie EK, można jeszcze gdzieś ostatnie sztuki znaleźć.
07-08-2012 12:16
Einaar
    Nonsens
Ocena:
0

Ta recenzja jest bardzo dziwna, a w kilku miejscach zarzuty są niesprawiedliwe lub nawet nonsensowne.

 

 tonie figurek trzeba znaleźć te odpowiednie i ułożyć je na planszy w odpowiedniej dzielnicy, setup zajmuje strasznie dużo czasu – trudno zejść poniżej pół godziny.

  

Kupując grę strategiczną z ponad 200 figurkami, 100 kart i wielką planszą musisz być przygotowany na setup dłuższy niż w przypadku większości "mniejszych" gier. Nie rozumiem jak można potraktować to jako wadę. A w dwie osoby zejście poniżej półgodziny jest całkiem realne - pod warunkiem, że masz posegregowane jednostki, nam zajmuje nie więcej niż 20 minut.

 

Jest straszliwie losowy. Akcje pozwalają m. in. na ruch jednostek, dociągnięcie kart, czy rekrutowanie jednostek. Co z tego, że mamy ogromną armię, ale nie jesteśmy w stanie zaatakować, bo nie wypadła nam odpowiednia kostka? Albo nie możemy uciec przed wrogiem jedynie przez brak szczęścia.

 

W pewnych specyficznych sytuacjach (np. długotrwały brak "woli zachodu" czy "mieczyka") mechanizm kości akcji może być frustrujący i znacząco wpłynąć na grę. Ale coś takiego zdarza się rzadko. Ja na rozegrane dotychczas siedem gier raz tylko widziałem pechowe rzuty (brak woli zachodu i nie możność awansowania Gandalfa i Aragorna) ustawiające rozgrywkę.

 

Nie jest jednak tak źle jak to opisałeś, rzucanie kośćmi akcji wcale nie powoduje, że gra staje się za bardzo losowa. Trzeba po prostu umiejętnie gospodarować posiadanymi kośćmi.

 

Zarzuty dotyczące losowości w czasie rozgrywania bitwy też są wyolbrzymione. Zagrywanie kart jej wcale nie zwiększa swoją drogą, nie wiem jak można było dojść do takiego wniosku? Ponadto niezależnie czy użyjesz karty jako wydarzenia czy w czasie bitwy od razu ją odrzucasz także :

 

Po pierwszym zagraniu, wykorzystuje się jej główny bonus, a drugie użycie skutkuje aktywacją drugiego. Niestety, nie tak łatwo zaznaczyć, które karty się już zagrało raz, a których w ogóle. Teoretycznie, można by było odwrócić kartę o 180 stopni wtedy tekst drugiego bonusu znajdowałby się na górze. Byłby też jednak do góry nogami. Gdyby odwrócić ten tekst, tak aby po odwróceniu karty znajdował się w dobrej orientacji, problem byłby rozwiązany.

 

To jakiś nonsens :)

 

Ponieważ gra osadzona jest w świecie znanym z prozy Tolkiena, bardzo ważne jest, jak oddaje ona klimat książki. W moim odczuciu nie udaje jej się to zbyt dobrze. Jest to chyba dosyć odosobniona opinia, gdyż większość osób uważa ją za bardzo klimatyczną. No cóż, mi o wiele bardziej z książką kojarzą się losy Drużyny, bitwy podczas Wojny o Pierścień nie będą w stanie oddać ducha sześcioksięgu. Mogę jedynie powiedzieć, że poszukiwacze epickich bitew powinny być zadowoleni

 

Masz prawo do własnej opinii, ale nie mogę się powstrzymać przed napisaniem, że pewnie 99% osób uznaje Wojnę o Pierścień za grę w której w doskonały sposób mechanika jest związana z klimatem książki.

 

Odgrzałem kotleta, ale recenzja jest tak krzywdząca dla Wojny, że musiałem się rozpisać. 

Mogę się zgodzić tylko z tym, że nie powinno się kupować Wojny "w ciemno", to jednak spory wydatek, a nie każdemu podejdzie (głównie dlatego, że to ciężka i czasochłonna gra).

08-02-2014 13:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.