Waleczne piksele

Martwe piksele

Autor: Dawid 'Fenris' Wiktorski

Waleczne piksele
Młodsi gracze raczej nie mogą pamiętać gier, w których postacie były dosłownie zlepkiem pikseli (wielkich jak czołg  złota era rozdzielczości panoramicznych miała dopiero nadejść), a które starszemu pokoleniu dostarczyły setek godzin udanej zabawy. Teraz wydawnictwo Portal postanowiło ugrać trochę na tej nostalgii i wydać Waleczne piksele  karciankę graficznie wzorowaną na ośmiobitowych grach (samo pudełko od razu przywodzi na myśl Gameboya). Jak się szybko okazuje, niepozorne ilustracje skrywają całkiem zaawansowaną rozgrywkę.

Zawartość pudełka jest raczej niepozorna: 50 kart oddziałów podzielonych na 2 talie po 25 jednostek (identycznych, różnią się jedynie kolorem). karty Pierwszej i Drugiej Fali dla obu graczy, 42 żetony obrażeń i 10 żetonów siły (tylko dla Dowódcy Magdeliny Larington). Ciekawostką jest to, iż polska edycja została zaprojektowana przez Macieja Mutwila, współtwórcę szaty graficznej między innymi do Robinsona Crusoe.

Do boju

Obaj gracze dowodzą swoim oddziałem żołnierzy, a cel jest prosty: dokop temu drugiemu (a konkretniej dowódcy przeciwnika - jeśli ten otrzyma w jednej Fali ilość obrażeń równą swojej wytrzymałości, to automatycznie wygrywa oponent), zanim on dokopie tobie. Co ważne: w talii znajdują się jedynie jednostki i to bezpośrednio z nich możemy uzyskać konkretne modyfikatory, nie ma tu kart bezpośrednio zmieniających sytuację na polu walki.

Na początku partii należy wylosować gracza wykonującego pierwszy ruch – i ten otrzymuje kartę Bieżącej Fali Pierwszego Gracza, którą należy ułożyć na wysokości swoich Jednostek tworzących Front. Dla gracza przegrywającego losowanie pozostaje druga karta i analogiczne jej ułożenie. Pierwszy Gracz rozpoczyna partię rozegraniem Fali Frontu (pierwszej z trzech Fal, na którą składa się każda runda), czyli wykonuje dwie akcje, potem robi to Drugi Gracz. Wówczas następuje Fala Skrzydła i Fala Tyłów. Po rundzie gracze wymieniają się kartą inicjatywy i walka rozpoczyna się od nowa. Proste? Na pierwszy rzut oka i owszem.

Maszyny do zabijania

Pierwsze, co można zauważyć, to uniwersalność Jednostek – każda zawarta w Walecznych pikselach może zostać dołożona do Frontu, Skrzydła lub Tyłów (nazwy odzwierciedlają mniej więcej sytuację na rzeczywistym polu walki – czyli Front jako pierwsza linia, Skrzydło i Tyły można zaś szumnie nazwać wsparciem). I w zależności od wybranej dla Jednostki pozycji, ta będzie miała inną właściwość oznaczoną na karcie odpowiednim kolorem. Dla przykładu, Templariusz może pełnić rolę ofensywną, defensywną lub rolę swego rodzaju skrytobójcy. Analogie można mnożyć – każda z Jednostek będzie użyteczna w innej sytuacji.

Czym charakteryzują się wspomniane wcześniej akcje? Do wyboru jest ich sześć, przy czym trzy mogą być wykonane w jednej Fali dwukrotnie (Dobranie karty, Rozkaz, Usuwanie zwłok). Możemy jednostkę rekrutować i ustawić ją w konkretnej Fali (jednak nie atakować w tej samej rundzie), przegrupować (czyli po prostu przesunąć jednostkę na wolne pole w Oddziale) czy zaatakować. Jednak w ostatnim przypadku ten element gry nie ogranicza się do prostej matematyki – tu trzeba wczytać się w instrukcję, by lepiej zrozumieć najważniejszą część Walecznych pikseli. Czyli bezpośrednią wymianę ciosów i pocisków, niczym w prawdziwej grze bitewnej, gdzie nie można polegać na czystej sile, lecz na podstępach i wykorzystaniu tego, co akurat mamy w talii do wykiwania przeciwnika.

O jakości wydania gry nie ma się co rozpisywać – jest poprawna. Instrukcja ma trochę nieporęczny format (także FAQ w formie dodatku, bez wplecenia pytań w treść instrukcji odrobinę irytuje). Na pewno skrytykować należy wydawcę za wydrukowanie żetonów na dość cienkiej tekturze, która nie ułatwia posługiwania się nimi. Problemem jest także sposób wydrukowania akcji jednostek na kartach – drugi gracz powinien je widzieć, ale w obecnej formie nie ma na to szans. Aczkolwiek trudno wymyślić system, który pozwalałby na bezpośredni podgląd karty odwróconej do nas o sto osiemdziesiąt stopni. A same karty nie są zbyt duże - na pewno mniejsze niż standardowe CCG.

Waleczne piksele to całkiem ciekawa propozycja dla miłośników bardziej, ale nie zanadto, zaawansowanych karcianek – nie nudzi się szybko, pozwala wypróbowywać nowe taktyki (oczywiście o ile pozwoli nam na to losowy dociąg kart) i generalnie zaskakiwać przeciwnika, a także być zaskakiwanym. Jakość wydania gry mogłaby być lepsza, podobnie jak wielkość kart (co automatycznie pozwoliłoby na zastosowanie większej czcionki), ale to na szczęście szczegóły, które nie sprawiają, że zabawa płynąca z gry w Waleczne piksele gdzieś znika.

 

Plusy:

Minusy:

 

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za udostępnienie gry do recenzji.

W recenzji zostały wykorzystane zdjęcia pochodzące z serwisu BoardGameGeek.com