» Recenzje » Valeria: Karciane królestwa

Valeria: Karciane królestwa


wersja do druku

Kolorowo i fajnie

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Valeria: Karciane królestwa
Wydawnictwo Games Factory polubiło karcianki. A że od samego początku swojego istnienia dostarcza graczom wyborną rozrywkę opartą na kartach, toteż bez wahania sięgnąłem po Valerię: Karciane królestwa. Czy najnowsza propozycja od GF spełniła oczekiwania? O tym poniżej!

Isaias Vallejo to nazwisko, które niewiele mówi miłośnikom gier planszowych. Gdyby to był Boris Vallejo, to niejedna osoba – zwłaszcza płci męskiej – westchnęłaby na wspomnienie cudownych okładek książek. Ale Isaias? Cóż, może Valeria, pomoże podnieść poziom rozpoznawalności amerykańskiego projektanta, któremu towarzyszy macedoński ilustrator, Mihajlo Dimitrievski. Połączenie doprawdy egzotyczne, ale... sprawdźmy, co z tego wyszło.

Zawartość pudełka z grą ma wszelkie szanse, aby spodobać się szerokiemu gronu odbiorców, a to za sprawą kart, bardzo ładnych, o lekkiej, wręcz humorystycznej kresce oraz nasyconych żywymi, pastelowymi kolorami. Prawdę pisząc, rozłożona gra prosi, aby zatrzymać się przy niej i chociażby spytać o tytuł tego cudeńka; niejedna osoba uśmiechnie się też widząc na stole "Płaskowyż Pratchetta". Pozostałe elementy, czyli drewniane znaczniki zasobów tylko wzmacniają pozytywny odbiór. Co prawda trudno nazwać je wytwornymi, ale jednak wyraźne pastelowe kolory świetnie uzupełniają zestaw. Ostatnia uwaga dotyczy aspektu technicznego: warty wydrukowane zostały na fakturowanych, odpornym na mechaniczne uszkodzenia, papierze, co gwarantuje trwałość produktu.

Przedmiotem rywalizacji jest stworzenie najlepiej funkcjonującego księstwa, co oznacza rekrutację mieszkańców, rozwój infrastruktury w postaci włości oraz oczyszczanie okolicy z potworów. Oczywiście na czele domeny stoi książę, który stawia indywidualne wymagania i ukierunkowuje rozwój osady. Skuteczność działań nagradzana jest punktami zwycięstwa, a najsprawniejszy administrator księstwa, dysponujący ich największą sumą zostanie zwycięzcą.

Mieszkańcy IN, potwory OUT

Instrukcja dobrze tłumaczy meandry zabawy, zresztą sama rozgrywka jest prosta jak drut. Najpierw należy ją jednak przygotować, której to czynności warto poświęcić kilka słów. Przede wszystkim potwory podzielone są na kilkanaście kategorii, a w pojedynczej zabawie bierze udział raptem pięć z nich. Zestawy potworów można wybrać na podstawie własnych preferencji albo wykorzystać jedną z sugestii, co zresztą dotyczy również drugiego rodzaju kart, czyli mieszkańców; przy nich jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.

Każdy typ podwładnych dysponuje swoją cyferką w przedziale od 1 do 8 oraz 9/10 i 11/12, a z drugiej strony dla każdej wartości przewidziano więcej niż jedną profesję. I znowu, w pojedynczej rozgrywce bierze udział dziesięć kategorii mieszkańców, po jednej dla każdej cyfry. To bardzo ważne, ale o tym za chwilę. Włości nie nastręczają już żadnych wątpliwości – należy rozlosować pięć stosów po trzy karty, no chyba że jakiś z predefiniowanych wariantów nakłada dodatkowe ograniczenia. Ostatnie czynności to wylosowanie karty księcia, pobranie startowych kart chłopa i rycerza oraz przygotowanie znaczników siły, złota, magii oraz zwycięstwa. Nie należy też zapomnieć o kościach!

Zanim jednak omówiona zostanie tura, bezwzględnie należy przedstawić mechanizm działania kart mieszkańców, którzy służą do produkcji trzech surowców: złota, siły i magii. Każda postać zawiera dwa wskaźniki aktywacji: pierwszy wykorzystywany jest w turze gracza będącego właścicielem danego atutu, drugi w trakcie rundy jego rywali. To bardzo interesujące rozwiązanie, bo o ile aktywacja we własnej turze przynosi więcej zysków, o tyle nawet w trakcie rund oponentów można skutecznie gromadzić i przetwarzać zasoby, co w dużej mierze eliminuje przestoje. A na czym polega kolejka gracza?

Wszystko zaczyna się od rzutu kośćmi, a ich rezultat wskazuje, które postacie zostaną aktywowane aktywują. Co ważne dotyczy to nie tylko pojedynczych wyników, ale również sumy. I tak, wyrzucając 5 i 6, produkcję surowców rozpoczynają mieszkańcy o tych numerach oraz o wartości 11. A jak któryś z uczestników dysponuje więcej niż jednym poddanym o wylosowanym numerze, wówczas każdy z nich produkuje dobra. O zakresie produkcji decyduje fakt, czy postać aktywowana została w turze swojej czy rywala.

Dalszy przebieg zabawy jest trywialny. Aktywny gracz może wykonać dwie akcje spośród czterech dostępnych, przy czym można wykonać tę samą czynność dwukrotnie:

  • wydać zarobione złoto i kupić nowych mieszkańców
  • utłuc potwora, do czego trzeba spożytkować punkty siły i ewentualnie magii
  • pozyskać włości, do czego znowu potrzebna jest waluta
  • w przypadku lepszych opcji można pobrać jeden wybrany surowiec.

Tytułem wyjaśnienia należy dodać, że zarówno siłę, jak i złoto można zastępować magią, pełniącą w tym momencie funkcję jokera. 

I to tak naprawdę wszystko, co należy wiedzieć o przebiegu zabawy, która trwa do momentu kiedy zgładzone zostaną wszystkie potwory, gracze wykupią komplet dostępnych włości lub wyczerpaniu ulegną stosy z kartami w liczbie dwukrotnie większej od uczestników biorących w rywalizacji (na przykład 4 w przypadku zabawy w duecie). Wystarczy tylko dodać punkty wynikające z włości, pokonanych kreatur oraz za realizację celów książąt. I to wszystko!

Tu są moje włości, a tu są pańskie!

Zasiadając do Valerii trzeba być pogodzonym z jednym podstawowym faktem: o dopływie surowców w dużej mierze decydują kości i nawet dysponując mieszkańcami o teoretycznie najbardziej uniwersalnych numerach, często trzeba pogodzić się z kapryśnymi rezultatami i wolniejszym niżby zakładano przyrostem surowców. Sytuacja przypomina nieco Osadników z Catanu, kiedy to dysponując osadami przy kafelkach z numerami "6" i "8", jakimś cudem kości regularnie omijają te dwa wyniki. Akceptacja tego prostego faktu jest podstawowym kryterium umożliwiającym dobrą zabawę. W przeciwnym wypadku lepiej sięgnąć po inną, pozbawioną kości karciankę, jak choćby Namiestnika, również od Games Factory.

Jeśli jednak komuś element losowy nie wadzi, wówczas może cieszyć się zupełnie fajną rozrywką. Napiszmy wprost: Valeria to bardzo prosta gra z budową silniczka do pozyskiwania oraz przetwarzaniem zasobów. Oczywiście, gdzieś tu plączą się mieszkańcy, można pozyskać włości oraz ukatrupić potwora, to jednak tylko pewna otoczka wizualna, w dużej mierze oczywiście zachęcająca do sięgnięcia po tytuł, jednakże esencją jest właśnie mechanizm zbierający surowce, zaprojektowany zresztą bardzo zgrabnie. Dzięki aktywacji w turze rywala uniknięto mierżącego downtime'a i praktycznie zawsze można coś ugrać.

Regrywalność pozycji wypada bardzo dobrze, chociaż Valeria nie jest tytułem do codziennych nasiadówek i niespecjalnie nadaje się do zabrania w teren lub nawet do knajpy. Powód jest prosty, gra już przy dwóch rywalach zajmuje sporo miejsca, co w większym gronie jest jeszcze bardziej odczuwalne. Tutaj potrzebny jest spory stół albo podłoga. O chęci powrotu do gry decydują – poza przyjemną mechaniką oraz ładną szatą graficzną – elementy właściwe dla wielu deckbuildingów, takich jak chociażby Thunderstone: zmienny zestaw kart dostępnych w danej rozgrywce. Co ważne, można wykorzystać jeden z zalecanych zestawów, wybrać mieszkańców oraz potwory drogą losową, lub też też samodzielnie zestawić karty. To też jest prosta metoda manipulacji poziomem trudności – na stole mogą wylądować istoty wymagające większego poziomu siły, a mogą też znaleźć się na nim "jednostrzałowce".

Jednak nawet najbardziej różnorodna rozgrywka mogłaby polec w walce ze skalowaniem. W przypadku Valerii tak okoliczność szczęśliwie nie zachodzi i gra tak samo dobrze wypada przy dwóch, jaki i przy czterech graczach. Różnica w zabawie jest taka, że karty, zwłaszcza potwory, szybciej znikają ze stołu, jak również większa liczba stosów musi ulec wyczerpaniu, aby wywołać koniec zabawy. I to już wszystkie różnice.

Czy gra angażuje szare komórki i otwiera przed graczami pole do tworzenia mega kombosów? I tak, i nie. Niewątpliwie nie jest to Star Realms czy Hero Realms i tu takiej interakcji pomiędzy kartami gracze nie uświadczą, choćby z racji kapryśnych rzutów kośćmi i niekoniecznie takiej aktywacji kart, jakiej można by sobie wymarzyć. Zresztą karty same w sobie nie oferują jakichś zaawansowanych opcji. Z drugiej strony niczego nie należy pozostawiać samemu sobie. Dysponując określonym księciem i widząc na stole odsłonięte włości warto podjąć takie kroki, aby zmaksymalizować zyski na końcu gry oraz wypełnić podległą sobie domenę infrastrukturą. Mimo to, Valeria zdecydowanie bardziej relaksuje niż przegrzewa szare komórki.

Na zakończenie warto dodać, że równolegle z "podstawką" do sklepów trafiły dwa inne tytuły osadzone w uniwersum Valerii: Wioski oraz Wyprawy. To niewątpliwie może pomóc w budowaniu marki. Czy Valeria mi się spodobała? Tak, zdecydowanie tak. W prostocie tkwi siła tytułu, który świetnie sprawdza się w roli dość rozbudowanego fillera pomiędzy bardziej złożonymi tytułami albo na potrzeby gry rodzinnej, zaserwowanej w niedzielne popołudnie. Zresztą, sprawdźcie sami.

Plusy:

  • bardzo przyjemna oprawa graficzna
  • proste i intuicyjne zasady
  • dobre skalowanie w każdym gronie
  • więcej niż niezła regrywalność
  • pełna dowolność w konfiguracji gry
  • niewymagająca, acz relaksująca zabawa
  • dodatki są już dostępne w sklepach

Minusy:

  • wymaga sporo miejsca na stole
  • kaprys kości może doprowadzać do frustracji

 

Dziękujemy wydawnictwu Games Factory za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Valeria: Karciane królestwa (Valeria: Card kingdoms)
Seria wydawnicza: Valeria
Typ gry: karciana niekolekcjonerska
Projektant: Isaias Vallejo
Ilustracje: Mihajlo Dimitrievski
Wydawca polski: Games Factory
Data wydania polskiego: grudzień 2018
Liczba graczy: od 1 do 5
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: ok. 30-45 min.
Mechanika: Card Drafting, Deck Building, Dice Rolling



Czytaj również

Valeria: Wyprawy
Valeria nabiera tempa
- recenzja
Valeria: Wioski
Valeria po raz trzeci
- recenzja
Dice Settlers: Osadnicy z krwi i kości
4X w godzinę
- recenzja
Mage Wars: Arena
To, co magowie lubią najbardziej
- recenzja
Mage Wars: Akademia
Będziemy czarować
- recenzja
Gugong
Łapówka? Nigdy. Ale upominek…
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.