» Recenzje » Utopia

Utopia


wersja do druku
Utopia
Węzeł gordyjski — tytułem wprowadzenia
Przed próbą oceny Utopii, należy bezwzględnie wspomnieć, że jest ona grą niezwykłą. Wśród wielu nietuzinkowych gier z jakimi miałam styczność mało jest takich, które wywołują głęboką refleksję analityczną nad konstrukcją samej gry i jej mechanizmami — i to refleksję zadziwioną, nie zaś metodyczną i sprowadzającą się do matematycznych kalkulacji… Muszę otwarcie powiedzieć, że jeszcze przed pierwszą rozgrywką moje nastawienie do gry zmieniło się kilka razy. Najpierw pojawiły się zapał i chęć natychmiastowej gry po obejrzeniu fanowskich, ręcznie malowanych figurek licznie prezentowanych przez graczy na łamach serwisu BoardGameGeek. Po nich przyszły wstępne, bardziej stonowane wyobrażenia wysnute na podstawie copywriterskiego opisu na opakowaniu. Wreszcie, podczas lektury instrukcji, naszła mnie obawa, że mam do czynienia z typową, żeby nie powiedzieć przeciętną grą o zbieraniu punktów prestiżu, przybraną w "za duże" opakowanie.
Co nowego w raju — czyli jak to się ma do współczesnych planszówek
Czytając instrukcję miałam delikatne obawy, czy na pewno znajdzie się w Utopii miejsce na jakąś odkrywczą zabawę. Nie nabrałam też wielkiego przekonania do jej dziwacznego eklektyzmu, mającego mało wspólnego z jakąś spójną fabułą czy klimatem. Pomysł jest taki: na wyspie Utopii, jej król, Gaamott III (?), postanowił zbudować raj, składający się z dzielnic, w których zamieszkają książęta pięciu cywilizacji: Majów, babilońskiej, chińskiej, egipskiej i greckiej. Żeby było ciekawiej, król owej Utopii wygląda jak gigantyczny brodaty szejk w turbanie, a ilustracja na pudełku pokazuje, że wyspa i jej dystrykty są tylko drobnymi zabawkami na jego stoliku.
Utopia jako taka nie posiada w grze własnych budynków ani przejawów kultury i oprócz administracji nie wnosi niczego do sielankowego krajobrazu. Pojawiający się licznie u brzegów wyspy książęta są rozmieszczani przez utopijnych ministrów w wybranych dystryktach. W jakim celu książęta ci mieliby przybywać, projektanci nie mówią, pozostawiając to pole do popisu naszej wyobraźni: król Gaamotta nie posiada żadnej córki, a pikanterii całości dodaje fakt, że przedstawiciel cywilizacji z doliny Nilu jest kobietą. Wedle mojej znajomości literatury przedstawiony w tej formie pomysł nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek spuścizną kulturową i jako taki jest baaaardzo pretekstowy. Projektanci – Arnaud Urbon i Ludovic Vialla — nie popisali się koncepcją fabuły. Obydwaj panowie dużo lepiej wypadli we wspólnym debiucie — Khronos poza genialną mechaniką może poszczycić się także wyjątkowym i spójnym pomysłem na realizację. Poza tym mankamentem, istotnym pewnie jedynie dla czepialskich, antropologów i literaturoznawców, za dobrą zabawę jaką jest w stanie dostarczyć, Utopii należą się słowa pochwały. Ale o wszystkim po kolei…
Sezamie otwórz się — czyli zawartość pudełka
W dużym pudełku z solidną i przemyślaną wypraską znajdziemy:
  • planszę,
  • broszury z instrukcją,
  • płócienny woreczek,
  • kilka kartonów z żetonami,
  • figurki ministrów,
  • pięć wzorów figurek budynków,
  • cztery figurki cudów świata,
  • oraz talię kart cywilizacji i karty skróconych reguł.
Żadnemu z elementów gry nie można odmówić jakości. Pod tym względem, cena Utopii znajduje dobre uzasadnienie. Zwięzły zestaw reguł mieści się na czterech ilustrowanych stronach broszury w formacie A4. W pudełku znajdziemy instrukcje w angielskiej, niemieckiej i francuskiej wersji językowej, co zasadniczo powinno wystarczyć. Gdyby ktoś jednak wolał skorzystać z rodzimej wersji zasad — polskie tłumaczenie, jak zawsze świetnie złożone i składem wierne oryginałowi, znajdzie na stronach sklepu Rebel. Zapoznanie się z regułami wymaga co najmniej kilkunastu minut spokojnej i skupionej lektury. Zapewniam jednak, że w czasie rozgrywki najpóźniej po trzech turach wszyscy gracze złapią zasady zabawy.
Uwagi do wykonania To co ładne w pudełku, gorzej sprawdza się w zderzeniu z praktyką. Do ładnego i starannego wydania trzeba dodać dwie krople goryczy: uwagi natury pragmatycznej. Plansza do gry jest solidna, duża i bardzo kolorowa. Przez bajeczne kolory niestety znacznie traci na czytelności, bo wraz z małymi pstrokatymi żetonami książąt, w miarę zasiedlania się wyspy zmniejsza się przejrzystość pola gry i czasem można przeoczyć jakiś istotny fakt. W grze występują rozkładane na planszy przez graczy żetony książąt — małe, niewyraźnie określające właściwą cywilizację, z tłem o kolorach niejednoznacznych przy słabszym oświetleniu czy dla osób słabiej rozróżniających barwy (niebieski i zielony ze "skrzywieniem" w kierunku turkusowego itd). Inne żetony książąt, wykorzystywane do wskazywania nowych przybyszów i rozmieszczania ich wokół wyspy też nie są wyjątkowo czytelne — w pastelowych kolorach i z jeszcze mniej czytelnymi symbolami (salamandra, wąż, żuraw i ryba).
Deus ex machina — czyli dwa słowa o zasadach
W Utopii, jak już wspomniałam, celem podstawowym jest gromadzenie punktów prestiżu. Do wybrzeży wysp archipelagu na początku każdej tury przybywają losowo wybrani książęta różnych cywilizacji. Gracze, wcielając się w rolę królewskich ministrów, sprawują pieczę nad ich osiedlaniem się na wyspach — rozmieszczając ich w wybranych dystryktach. Zależnie od liczby zgromadzonych książąt danej (bądź kilku różnych) cywilizacji na wybranym obszarze, gracz może wznieść budynek cywilizacji lub cud świata. Dzięki tym budynkom będzie zbierać większość swoich punktów prestiżu. W toku rozgrywki gracze mają do dyspozycji także karty cywilizacji, za pomocą których mogą realizować różne akcje – w tym także przemieszczać wybranych książąt między dystryktami. Typów akcji jest kilka, niektóre z nich pozwalają bezpośrednio generować punkty prestiżu sobie lub innym graczom. Sprawia to, że Utopia oferuje wiele dostępnych mikrostrategii i raczej nie znudzi się za szybko. Wśród tytułów z którymi miałam styczność, najbliższy Utopii zdaje się być Tikal. Jeśli lubicie tę grę, Utopia będzie miłą odmianą o podobnych mechanizmach, zmuszającą do myślenia o zbliżonym natężeniu.
Oko w oko z mitami — jak to się sprawdza w praktyce
W grze zastosowano mechanizm zliczania punktów oparty o ranking, na który wpływ mają wszyscy gracze dzięki kartom cywilizacji. Z boku planszy uszeregowane są cywilizacje, według przychylności, jaką darzy je król Utopii. Na kolejność cywilizacji w tym rankingu gracze mogą wpływać w ostatniej fazie każdej rundy — tuż przed naliczaniem punktów (podobny mechanizm zastosowano w grze Naszyjnik królowej, gdzie gracze mogą wpływać na popularność różnych kamieni szlachetnych). Dość powiedzieć, że ostatnie słowo ma gracz o najniższej pozycji na torze prestiżu, a najmocniejszy z graczy swoje decyzje podejmuje na samym początku tych przetasowań. Kolejność cywilizacji w rankingu u króla wpływa bezpośrednio na mnożnik, jakiego używa się do obliczania punktów za budynki cywilizacji (zależnie od kolejności wynosić on może od pięciu dla najlepszej pozycji do jednego, dla ostatniego miejsca). Jak widać, w tym miejscu zmienić może się absolutnie wszystko i ostatni łatwo mogą stać się pierwszymi. Poza tym, w rozgrywce istnieją także punkty niezależne od wspomnianego rankingu, które możemy "wyprodukować" sami oraz takie, które mogą nam sprawić pozostali gracze. Jak to wszystko wpływa na przebieg rozgrywki? W Utopii nie grozi ryzyko efektu kuli śnieżnej. Prędzej można mówić o "efekcie kalejdoskopu". Każdy przynoszący wysoki prestiż budynek może w jednej chwili stać się najmniej cenionym zasobem. W rezultacie, pomiędzy kolejnymi turami zarówno gracz prowadzący jak i podstawy do punktacji zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Oczywiście, żeby zapewnić sobie szansę wygranej trzeba grać rozsądnie, ale plusem dla maruderów powinien być fakt, że brak sukcesu w pierwszych dwóch rundach nie oznacza, że straciliśmy szansę na wygranie całej partii. Wydawca, firma Editions du Matagot, przewiduje dla Utopii liczbę graczy od dwóch do pięciu. Rozgrywka w dwie osoby nie jest szczególnie satysfakcjonująca. W praktyce — przy mało wojowniczych partnerach — dwuosobowa Utopia sprowadza się do, dalekiego od planszówkowej sielanki, pasjansa. Im więcej uczestników zabawy, tym tłoczniej robi się na planszy, tym większa interakcja i tym ciekawsze przetasowania w punktacji.
Losowość w Utopii ma dość duży wpływ na rozgrywkę – losowane są żetony książąt określające ich cywilizację i miejsce ich wizyty w Utopii, a gracze otrzymują losowe karty cywilizacji. Od umiejętności i elastyczności gracza będzie zależało na ile zdoła ten fakt zignorować lub wręcz wykorzystać go na swoją korzyść. W zakresie żetonów książąt przypomina to trochę sytuację w Thurn und Taxis, gdzie gracz musi się pogodzić z tym, że inni będą dokonywali swoich wyborów na wspólnej puli rozlosowanych kart. W zakresie kart cywilizacji, które losowo dostajemy na rękę — od nas samych zależy, czy zrobimy dobry użytek nawet z tych, które na pierwszy rzut oka wydają się nie być przydatne. Ponadto, w grze dla większej liczby graczy istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo wchodzenia sobie w paradę z powodu ograniczonej przestrzeni. Na pewno też (np. w grze na pięć osób) nie każdy będzie w stanie wystawić własny cud świata…
Pocztówka z Utopii – czyli wrażenia z rozgrywki
Rozgrywka toczy się dość szybko. Nawet wytrawni myśliciele i notoryczni "paralizatorzy" planszówkowi nie powinni zbyt długo blokować biegu danej rundy. Liczba możliwych opcji sprawia, że spowolnienie rozgrywki może sprowadzić się co najwyżej do przeprowadzenia jednej czy dwóch kalkulacji najbardziej opłacalnego ruchu… Po rozegraniu kilku partii, w różnym składzie osobowym, można zaobserwować pewną prawidłowość dotyczącą ostatniej tury — tej, w której ktoś przekroczy granicę pięćdziesięciu punktów prestiżu. Gracz prowadzący jest z definicji na pozycji mocno zagrożonej — ponieważ w rankingu cywilizacji wszystko może się jeszcze zmienić — a jeśli jego budynki nie są zrównoważone pod kątem różnych cywilizacji, to ostateczna punktacja w turze może wskazać nowego lidera. Ponadto, pozostali gracze mogą zdecydować o tym kto wygra. W jednej z rozegranych partii, taka operacja przebiegła niemal "podręcznikowo". Nie jest to komfortowa sytuacja dla osoby na prowadzącej pozycji. Jednak w kategoriach zabawy towarzyskiej można to chyba uznać raczej za atut – ponieważ żaden z graczy nie pozostaje bez ostatniego słowa przy określaniu zwycięzcy. Bywało też tak, że gracze o podobnym portfelu budowli, walczyli między sobą o laur pierwszeństwa i wówczas to pozostałe możliwości zdobywania przewagi w prestiżu były kluczowe. Niezależnie od przebiegu rozgrywki, zdecydowanie nie opłaca się być liderem wyścigu i znacznie łatwiej wygrać startując do ostatniego sprintu z dalszej pozycji. "Żółta koszulka" daje nam wprawdzie możliwość decydowania w pierwszej kolejności o wyborze żetonu księcia, jednak odbiera nam po dwie karty w każdej turze i nie daje ostatniego słowa w sprawie punktacji. Pod tym względem wielkim plusem Utopii jest, wynikające z mechaniki, zrównoważenie układu sił między graczami.
Pozostaje jeszcze wytłumaczyć się, ze wstępnej deklaracji zadziwnienia Utopią. Gra wprawiła mnie w zdumienie, i to zdumienie podwójne, gdyż trudno jest określić przyczyny pierwotnego zdumienia co zdumiewa jeszcze bardziej... Otóż Utopia nie jest grą wybitną. Trudno ją jednak skwitować wzruszeniem ramion w stylu "ot, kolejna miła gra". Z drugiej strony nie jest na tyle niepospolita, żeby sprawę załatwiało słowo "genialna"... i dlatego składnia do refleksji. Jest w niej coś interesującego i (po dłuższych rozmyślaniach na ten temat) sądzę, że chodzi o mechanizmy kolejności zdarzeń i równoważącej roli zasad w osłabianiu pozycji lidera. Mimo to, muszę przyznać, że ciepło myślę o przyszłych partiach i na pewno odłożona na półkę Utopia szybko nie pokryje się kurzem. PS. Podziękowania dla repka za krytyczną dyskusję nad swoistością i ostatecznością w recenzjach planszówkowych.
Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza dystrybutorowi gry — firmie Rebel.pl

Galeria

Ciasno od cudów
Licznik puntków
Rozgrywka

7.5
Ocena recenzenta
6.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: strategiczna
Data wydania oryginału: 2008
Wydawca polski: Editions du Matagot
Liczba graczy: od 2 do 5
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: ok. 60 min
Cena: 160 zł



Czytaj również

Khronos
Chronologiczne warcaby
- recenzja
Kemet – pustynny skarb
Obszerne podsumowanie gry
- recenzja
Pokój 25
Uciekaj i nie oglądaj się za siebie
- recenzja
Origin
Fotounboxing #15
Cyklady vs. Kemet
Planszowe boje # 19
Cyklady: Tytani
Archipelag pełen bogów
- recenzja

Komentarze


Repek
    @Nie polecam...
Ocena:
0
...osobom z nadwrażliwością kolorystyczną, bo można dostać epilepsji. Ja wzrok mam niezły [jak na tyle siedzenia przy kompie], a i tak mi się połowa rzeczy mieszała. A może chodzi o to, by pamiętać, gdzie się położyło swój żeton? :) Podobna pstrokacizna [choć jednak nieco mniejsza] jest też w Krakowie 1325. Poza tym gierka fajna i sympatyczna.

Zastanawiam się, czy np. przy takich pozycjach można ćwiczyć wykorzystywanie pewnych mechanizmów, które mogą pojawić się w innych grach. Tak rzucam ku powszechnemu przemyśleniu.

PS. Podziękowania dla repka za krytyczną dyskusję nad swoistością i ostatecznością w recenzjach planszówkowych.
Anytime, anywhere, byle wino było dobre [czytaj: wytrawne lub tokaj]. :P

Pozdrówka
03-04-2009 23:08
neishin
    heh
Ocena:
0
Gra dobra, ale nie porywająca. Czyli tak jak napisała recenzentka (choć ja o grze nie wiedziałem, więc zdziwień nie przeżyłem:D). Średnim rozwiązaniem jest dla mnie ostateczny tie breaker (który pionek jest z przodu). Mimo tego jesteśmy chętni do zagrania jeszcze raz (żona moja chce udowodnić, że nie wygrywam gier, w które już kiedyś grałem:P).

repku, to nie chodzi o pstrokaciznę. W Krakowie grafiki są podobno brzydkie (de gustibus, uważam że są przeciętne), ale w Utopii chodzi raczej o dobór kolorów - pastele przy nieodpowiednim padaniu światła wyglądają bardzo podobnie, więc trzeba wstać albu chwycić dany żeton, żeby wiedzieć czy to niebieski czy zielony. Do tego dochodzi problem elementów graficznych - na żetonach zamiast główek książąt (czy co to tam jest;P) powinny być bardzo wyraźne znaki, na przykład fikuśnie geometryczne, ale za to rozpoznawalne na pierwszy rzut oka (podobny problem mial Kazaam - na żetonach były ilustacje składników zamiast znaków graficznych).
03-04-2009 23:21
Repek
    @neishin
Ocena:
0
Dla mnie jedno nakłada się na drugie. Przesycenie niekontrastujących kolorów z mało wyraźnymi symbolami [na żetonach przybywających książąt] jakoś tak... kumuluje się. :)

W Krakowie coś podobnego dzieje się na planszy [karty są imho czytelne] - jest tak dużo kolorów, że niezbyt widać, co ta plansza przedstawia. Tu już lepiej wypada dla mnie Utopia - przynajmniej widać wyspy i granice dystryktów [choć dobrze jest nauczyć się, jak przebiegają połączenia miedzy nimi, żeby sprawnie się przemieszczać].

Pozdrówka!
04-04-2009 01:15
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Gra jest odrobinę zepsuta. Zmiana wartości budowli nic nie znaczy, jeśli zajmujesz ich mniej więcej tyle samo z każdego rodzaju; zazwyczaj jeśli wysforowało się na piersze miejsce, a później stosowało tę taktykę - nie można przegrać.
04-04-2009 10:27
Repek
    @tylda
Ocena:
0
A to takie proste, by to zrobić? Tak, to chyba jest zwycięska taktyka [mieć wszystkiego po trochu], ale niby dlaczego to wada?

Pozdrawiam
04-04-2009 14:22
neishin
    owszem
Ocena:
0
Jest to strategia zwycięska (w 90% wypadków), tylko że nie zawsze się da ją zastosować, bo trzeba skądś brać tych odpowiednich kulturowo książąt. Taki problem z grami, w których jest jakaś interakcja między graczami.
04-04-2009 15:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.