» Recenzje » Tytus, Romek i A'Tomek

Tytus, Romek i A'Tomek

Tytus, Romek i A'Tomek
Lubię komiksy, ale, niestety, z wieloma dziełami polskiej twórczości nie miałem zbytniej styczności. Liznąłem Kajka i Kokosza, mignął mi kiedyś przed oczami Kapitan Żbik, a w rękach trzymałem nawet Noc Sprawiedliwych Pięści, będącą klasykiem polskiego komiksu superbohaterskiego. Jednak działalność Papcia Chmiela jest mi całkowicie obca. Owszem, kojarzę postacie Tytusa, Romka i A'Tomka, ale nie czytałem żadnego tomu ich przygód. Niemniej jednak byłem ciekawy planszówki bazującej na przygodach bohaterów tej serii.

 

 

 

Wydawnictwo Egmont znane jest z tego, że zmienia tematykę i oprawę graficzną wydawanych przez siebie gier. Ta pozycja również nie jest wyjątkiem od reguły. Dream Factory Reinera Knizii zmieniło się w Tytus, Romek i A'Tomek, więc zamiast tworzenia filmów rysujemy komiksy.

Z filmu do graficznej noweli

Okładka przedstawia trójkę bohaterów, więc osoby znające ich przygody od razu ten rysunek chwyci za serce, bo już sama obecność Tytusa, Romka i A'Tomka na ilustracji frontowej coś dla nich znaczy. Jeśli idzie o innych, to jedni mogą wiedzieć jedynie, kim są te postacie, a jeszcze inni mogą uznać okładkę za niezbyt ciekawą. Szata graficzna nawiązuje do dzieł Henryka Jerzego Chmielewskiego, więc jeżeli komuś okładka nie przypadła do gustu, to reszta ilustracji też pewnie nie przypadnie. Pudełko jest dużych rozmiarów i w środku wypełnione różnymi elementami. Planszetki, plansza, pionek pierwszego gracza, zasłonki i sporo żetonów: punktów zwycięstwa, pieniędzy, orderów oraz kadrów komiksu. Komponenty są porządnej jakości, żetony są grube i dobrze wykonane

Na planszy powinny być ułożone na przeznaczonych do tego miejscach ordery, kokosy (punkty zwycięstwa) oraz debilary (pieniądze). Na starcie każdy chowa za zasłonką 12 żetonów debilarów, a także powinien posiadać po 3 planszetki zgodne z wybranym numerem na zasłonce. Startowy pojazd umieszczamy na planszy w miejscu oznaczonym literą L. Na miejscu P kładziemy zakryte kadry komiksu równe liczbie graczy. Natomiast na pozostałych obszarach planszy umieszczamy tyle kadrów ile wypisane jest w rogu. Zaczynając od Laboratorium będziemy licytować się o umieszczone na planszy żetony zgodnie kolejnością wskazywane na planszy.

Jak wygląda licytacja? Gracz posiadający figurkę Papcia Chmiela deklaruje dowolną kwotę (może być zero), a każdy po kolei deklaruje wyższą niż poprzednik lub pasuje. Wygrywa osoba, która nie powiedziała "pas" gdy reszta już wycofała się z licytacji, musi podzielić swoją ofertę pomiędzy przeciwników, a reszta z dzielenia trafia do banku (te pieniądze będą uczestniczyły przy następnym dzieleniu "łupów"). Osoba, która zwyciężyła zgarnia wszystkie żetony z obszaru, o który toczyła się aukcja - te należy natychmiast ułożyć do pasujących miejsc na planszetce, nieużyte trafiają na odrzut. Pole gościa jest opcjonalne i nie wymaga, by komiks był uznany za skończony. Skończony komiks nie może być modyfikowany (ale zdobyte nadmiarowe żetony pozwalają tworzyć już następny komiks). Zwycięzca ostatniej licytacji dostaje żeton gracza rozpoczynającego i przechodzimy do kolejnego miejsca.

Trochę inaczej wygląda sprawa z Pracownią: tam odwracamy wszystkie żetony, osoba mająca najwięcej żetonów gości i bohaterów (niebieska i czerwona ramka) jako pierwsza wybiera żeton, który chce wziąć, potem następna, itd. Kiedy ktoś skończy komiks liczy punkty wpisane w rogu każdego kadru, bierze żeton kokosu z przedstawioną dokładnie taką cyfrą, a gdy nie jest taki dostępny należy dobrać o niższym nominale najbliższy wymaganej wartości. Następnie dobiera planszę bez numeru i może tworzyć nowy komiks. Na koniec rundy należy przyznać ordery (jest to taki achievement dający kilka punktów, np. jeżeli w naszym komiksie była cała tytułowa trójka bohaterów) i przygotować się do kolejnej rundy. Po czwartej rundzie kończy się gra, zlicza się punkty na kokosach, orderach, a do tego dodaje się zachowane debilary. Osoba mająca najwięcej punktów wygrywa.

Szalone przygody narysowanych przyjaciół

Tak naprawdę ciężko określić dla kogo jest ta gra przeznaczona. Czy użyto bohaterów z komiksów Papcia Chmiela, aby wzbudzić nostalgię w osobach, które zaczytywały się w przygodach tej trójki? Czy może po to, aby zachęcić młodszych do sięgnięcia po ten tytuł i zapoznania się z klasyczną nowelą graficzną? Dlaczego w pozycji, w której tworzymy komiks jest licytacja o kadry? W oryginale motyw przewodni opowiada o tworzeniu filmu, tak więc licytujemy się o aktorów, reżyserów, scenarzystę, itp. Wydaje się, iż najbliższym prawdy wyjaśnieniem jest to, iż w podobnym czasie Egmont wydał grę Hollywood i byłyby one zbyt podobne, więc rozumiem skąd zmiana tematu, ale jakoś te tworzenie komiksu nie współgra z licytacją.

Gra jest słabo skalowalna, ponieważ działa zdecydowanie gorzej na 2 i 3 osoby. No, może na 3 to jeszcze ujdzie, a na 2 to już nie ma emocji. Dlaczego? A no dlatego, że jak oferowane pieniądze z licytacji dzieli się z przeciwnikiem, czyli na dwie osoby, przekazuje się całą sumę rywalowi. I wiadomo, że licytacje będą wygrywane naprzemiennie... Na trzy osoby działa to nieco lepiej, ale wciąż wieje nudą. Najlepsze emocje przy licytacji są dla maksymalnego wariantu osobowego.

Bardzo fajne w tym tytule jest kombinowanie. Zastanowienie się czy opłaca nam się dalej kłócić o dane żetony, łączenie ich w ten sposób, aby dawały maksymalny bonus z orderów oraz przynosiły jak największe kokosy. Równie ciekawe jest zarządzanie kadrami: który zostawić, który odrzucić, itp. To jest coś co może się podobać fanom kombinowania, właściwie tylko to wyróżnia tę pozycji od innych gier licytacyjnych. Sprawa regrywalności jest chyba dość jasna. Mamy losowy układ kafelków, który zmienia się co grę, a przez co mają też inną wartość punktową, a to prowadzi do tego, że licytacja może przebiec inaczej. Kojarzycie taką grę jak Boomtown, wydaną w Polsce jako Piraci: Karaibska flota? Tam zwycięzca licytacji przekazuje swoje pieniądze następnej osobie, ta osoba połowę z tego następnej, a ta kolejna znów połowę, itd, a jak jakieś monety mają wrócić do właściciela należy wrzucić je do banku. System cyrkulacji debilarów nie jest niczym innym jak uproszczeniem tej zasady z Boomtown, tylko każdy dostaje po równo.

W świecie Papcia Chmiela

Liczne komentarze mówiące jaka to wspaniała gra mogą zmylić konsumenta. Pomysł wykorzystania oryginalnej grafiki z komiksów jest bardzo dobry, ale nie trafi do młodszych graczy żyjących w świecie renderów, porządnej grafiki cyfrowej i filmów okraszonych całą masą CGI. Dla starszych zasady są nieco zbyt banalne i gra szybko się znudzi. Nie ma w tej grze nic rewolucyjnego, ani czegoś, co zachęca do dłuższej rozgrywki. Wychwalany w każdej recenzji system podziału pieniędzy jest wzięty z Boomtown i na maksa uproszczony. Jest to gra średnia i właściwie gdyby nie aspekt kombinacyjny przy licytacji i tworzeniu komiksów, ten tytuł nie miałby nic co zachęcało do zapoznania się nim.

Plusy:

  • nawiązania do dzieł Papcia Chmiela
  • oryginalna grafika z komiksów
  • wytrzymałe i porządnie wykonane elementy
  • prostota zasad
  • aspekt kombinacyjny gry
  • dobra regrywalność

Minusy:

  • słaba skalowalność - na dwie osoby jest przewidywalnie, na trzy nudno
  • nie wiadomo dla kogo ma trafiać - tematyka zachęci starszych, ale zasady dla nich są zbyt proste, a dla młodszych graficznie gra jest słaba
  • wszystkie elementy mechaniki były już gdzieś wcześniej

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry do recenzji

6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Tytus, Romek i A'Tomek (Dream Factory)
Typ gry: familijna
Projektant: Reiner Knizia
Ilustracje: Henryk Jerzy Chmielewski
Wydawca polski: Egmont
Data wydania polskiego: 2015
Liczba graczy: od 2 do 5
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: 60 min.
Cena: 99,95 zł



Czytaj również

Pędzące Ślimaki
Błyskawice w muszelkach
- recenzja
Papcio Chmiel i jego podopieczni
Szympans w muzeum, czyli uczłowieczanie przez zwiedzanie
- recenzja
Asteriks i spółka
Memory z Galami
- recenzja
Pędzące Jeże
Młodsi bracia Żółwi
- recenzja
Hobbit
Pionkiem tam i nie z powrotem
- recenzja
Pluszaki Rozrabiaki: Opowieści z podróży
Rozrabianie – to, co dzieci lubią najbardziej
- recenzja

Komentarze


zgreg
   
Ocena:
+2

"Liznąłem Kajka i Kokosza, mignął mi kiedyś przed oczami Kapitan Żbik, a w rękach trzymałem nawet Noc Sprawiedliwych Pięści, będącą klasykiem polskiego komiksu superbohaterskiego. Jednak działalność Papcia Chmiela jest mi całkowicie obca."

Ech, poczułem się jak dinozaur ;)

01-02-2016 10:48
TO~
   
Ocena:
+2

"Liznąłem Kajka i Kokosza"

Piscs or it didn't happen

01-02-2016 16:57
earl
   
Ocena:
0

Kajko i Kokosz oraz Tytus, Romek i A'Tomek to pierwsze komiksy, które czytałem. Do dzisiaj mam do nich sentyment,

02-02-2016 15:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.