» Recenzje » Teotihuacan: Miasto Bogów

Teotihuacan: Miasto Bogów


wersja do druku

Komu piramida, a komu grobowiec

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Teotihuacan: Miasto Bogów
Reklama dźwignią handlu – ten jakże banalny slogan precyzyjnie oddaje rzeczywistość, również w branży gier planszowych. O pracach NSKN Games nad Teotihuacan: Miasto Bogów słychać było dużo, później zaś okazało się, że grę na polskim rynku wyda krajowy potentat  Czy warto było czekać?

Równie ciekawie jak zapowiedzi gry, prezentowała się sytuacja wokół produkcji, a to z tej racji, że ważną rolę odgrywali nasi krajanie. Kierownikiem marketingu w NSKN Games jest cieszący się olbrzymią estymą na polskiej scenie planszowej Kuba Polkowski, zaś samo NSKN w międzyczasie połączyło się z rodzimym Board&Dice. To jednak nie przeszkodziło, aby o polską wersję zadbał Portal Games, zaś patronat medialny objął Polter.

Ostatnim elementem układanki jest projektant gry. Nazwisko Daniele Tasciniego może nie zapada samo w sobie w pamięci, ale kilka minut sprawdzania portfolio skutecznie odświeża listę gier opatrzonych nazwiskiem Włocha: Marco Polo oraz Tzolk'in podbiły serca miłośników gier planszowych. Z kolei opracowanie wariantu solo wziął na swoje barki David Turczi, autor Anachrony oraz Aury. Cóż, towarzystwo zacne, można zaryzykować twierdzenie, że skazane na sukces.

Cóż jest przedmiotem zabawy? Jak łatwo się domyślić chociażby po frontowej ilustracji rozbudowa azteckiej stolicy, czyli tytułowego Teotihuacan. W trakcie rywalizacji gracze wysyłają robotników celem odprawienia rytuałów oraz gromadzenia surowców, co finalnie przysłuży się do wzniesienia piramidy, względnie wypełnienia grobowców w Alei Umarłych doczesnymi szczątkami najzręczniejszych i najbardziej zasłużonych robotników. W praktyce oznacza to zdobywanie punktów, punktów i jeszcze raz punktów. W końcu Teotihuacan to euro z krwi i kości.

Ale zajrzyjmy jeszcze do pudełka. Spis komponentów można sprawdzić TUTAJ, więc nie ma potrzeby wymieniania całej zawartości, warto za to spojrzeć na grę z perspektywy estetyki oraz stosunku jakości do ceny. W obydwu przypadkach gra wypada bardzo dobrze: w pudełku poza dużą planszą, nabywcy znajdą mnóstwo tektury i całkiem sporo drewna, zestaw też swoje waży, nie można więc narzekać na ilość. Na urodę zresztą też nie. Przy pierwszym kontakcie zestaw może wydawać się nieco ascetyczny w warstwie graficznej, ale wrażenie mija po bliższym przyjrzeniu się poszczególnym elementom. Teotihuacan, jak na stolicę przystało tętni życiem i poza polami akcji kręcą się jego mieszkańcy, zajęci swoimi codziennymi obowiązkami. Również ikonografika na polach akcji, żetonach oraz płytkach piramidy jest bardzo czytelna i koresponduje z tematyką gry.

Budujemy miasto

W trakcie zabawy gracze wykonają po mniej więcej 25-30 ruchów – ich dokładna liczba zależna jest od wielkości grona uczestników oraz przebiegu samej rywalizacji, którą należy podzielić na trzy etapy, każdy zwieńczony zaćmieniem i naliczeniem punktów. Wówczas to gracze muszą wykarmić swoich pracowników i otrzymują punkty za postęp we wznoszeniu piramidy oraz za progres na torze w Alei Umarłych. Punkty można zdobywać również w trakcie samej rozgrywki, głównie przyczyniając się do podnoszenia i upiększania piramidy, ale również w trakcie pozyskiwania surowców czy odprawiania rytuałów, dzięki czemu można awansować na torach trzech świątyń.

Najpierw jednak przygotowanie. Czynność jest dość czasochłonna, bowiem do umieszczenia jest kilka płytek akcji oraz mnóstwo innych żetonów. Co ważne, tylko część z nich bierze udział w pojedynczej rozgrywce i za każdym razem może przytrafić się nieco inny zestaw technologii do odblokowania, kafelki piramidy mogą zostać wylosowane w totalnie innej konfiguracji, podobnie zresztą jak płytki służące przyozdabianiu piramidy czy też żetony Odkryć, pełniące funkcje bonusów. Również początkowe zasoby oraz startowe pola określane są losowo. Generalnie, mimo konieczności podjęcia mnóstwa kroków, instrukcja dobrze wszystko opisuje.

Nie można też mieć większych zastrzeżeń do wyjaśnienia reguł zabawy, chociaż w dwóch miejscach pojawiły się pewne wątpliwości. Jednakże w związku z dostępnością elektronicznej wersji instrukcji, w recenzji nakreślę jedynie ogólną koncepcję rywalizacji.

Generalnie każdy gracz rozpoczyna zabawę z trzema kośćmi (czyli robotnikami), każdą o sile "1". Na części pól akcji, wartość kości nie ma znaczenia, dochodzi po prostu do aktywacji i tyle. W kilku jednak przypadkach – zwłaszcza na polach dostarczających surowce – wysokość profitu wyznaczana jest przez kombinację liczby własnych robotników oraz siły najsłabszej kości. Jak łatwo się domyślić: im mocniejsze kostki tym bardziej obfite plony. Podczas swojej tury uczestnik wybiera jedną z dostępnych kości i przesuwa o 1, 2, 3 pola zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Później decyduje co z nią chce zrobić, dysponując poniższymi wyborami:

  • Pobranie kawy, czyli surowca niezbędnego do wykonania akcji głównej, opłacenia robotników oraz ich odblokowania (o czym poniżej).
  • Odprawienie rytuału, co skutkuje awansem na odpowiedniej świątyni oraz pozyskaniem bonusów. Efektem ubocznym tej czynności jest blokada robotnika, który do momentu odblokowania nie może być wykorzystywany.
  • Wykonanie akcji głównej, czyli rozpatrzenie efektów płytek akcji, za co jednak należy zapłacić kawą. Jest to metoda pozyskiwania surowców oraz technologii, co umożliwia bardziej efektywną pracę robotników. Dzięki polom akcji można również wznosić i upiększać piramidę, oraz stawiać domki, zdobywając tym samym lepszą pozycję na torze Alei Umarłych.

Zamiennie, zamiast powyższych akcji można spasować i za darmo odblokować wszystkich robotników, którzy odprawiali rytuał. A jeśli ktoś ma za dużo kawy, wówczas może odblokować kostki płacąc w sumie 3 kawy i wykonać standardową turę.

Ważnym elementem akcji głównej jest również awans robotnika (czasami robotników) obecnych na polu wykonanej akcji: kostka obracana jest na pole z wyższą wartością, dzięki czemu pracownik staje się coraz bardziej wydajny. Jeśli jednak dojdzie do szóstego poziomu, to umiera. Kostka staje się na powrót jedynką, za co jednak przysługują rozmaite nagrody: punkty, kawa, awans na torze wybranej świątyni, ewentualnie czwarty robotnik.

I tak pokrótce wyglądają meandry zabawy, polegającej na wyborze robotnika, jego przesunięciu i aktywacji pola akcji, na które trafił.

Jest bardzo dobrze!

Przy pierwszym kontakcie oraz w trakcie lektury instrukcji, Teotihuacan sprawiał wrażenie skomplikowanego tytułu o nieoczywistych akcjach. Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że nie taki straszny diabeł, jakim go malują. W rzeczywistości mechanika nie należy do sprawiających trudności w jej opanowaniu. Ot, przesunięcie wybranej kości i aktywacja jednej z trzech dostępnych czynności.

Oczywiście, czym innym jest przesunięcie kosteczki na ślepo, a czym innym realizacja przemyślanego planu oraz maksymalizacja możliwych zysków, ale i tak Teotihuacan nie nakłada jakichś szczególnych wymogów odnośnie umiejętności planowania, taktyki czy choćby doświadczenia w obcowaniu z zaawansowanymi planszówkami. Gracze, którzy poradzili sobie z tytułami wymienionymi we wstępie, bez problemu odnajdą się i tutaj; chociaż nie zaserwowałbym tej gry osobom dopiero co rozpoczynającym przygodę z planszówkami albo zadeklarowanym miłośnikom bardzo lekkich pozycji familijnych.

Ważne jest to, że gra dobrze prowadzi uczestników przez jej meandry. Początkowo dość mocno zżymałem się na brak kart pomocy, ale tak naprawdę pola lokacji zostały bardzo dobrze zaprojektowane i dokładnie informują, co można w danym miejscu wykonać, jaki jest koszt tej czynności i jaki profit liczony w punktach zwycięstwa jest do pozyskania. W tym elemencie można dopatrzyć się pewnych potknięć – ikonografika dla Warsztatu zdobniczego oraz Placu budowy nie obejmuje wszystkich bonusów – przypuszczam jednak, że wynikało to z chęci zachowania przejrzystości plansz akcji.

Powyższe sprawia, że zabawa przebiega płynnie i gracze mogą koncentrować się na rywalizacji pomiędzy sobą. Owszem można postawić zarzut, że sama mechanika nie jest specjalnie oryginalna, w końcu poza Marco Polo można wymienić co najmniej kilka innych świetnych pozycji opartych na zarządzaniu zasobami reprezentowanymi przez kości: Lorenzo il Magnifico, Ganges czy nieco odmienne w założeniach, ale genialne Zamki Burgundii. Siłą Teotihuacan nie jest więc przełomowość mechaniki, ale bardzo dobra implementacja sprawdzonej koncepcji.

Jedynym novum jest pomysł umierania robotników, po osiągnięciu przez nich pułapu siły. Ten smaczek pełni podwójną funkcję: z jednej strony nadaje ociupinę klimatu tej suchej eurogrze, z drugiej wymusza planowanie ruchów, tak aby w krytycznym momencie nie pozostać z samymi pracownikami o bardzo niskim poziomie siły. Z drugiej strony czasami wręcz warto odesłać spracowanego sługę do Alei Umarłych, aby zebrać bonusy i przygotować nowego pracownika. Reszta to bardzo dobre rzemiosło: coś się pozyskuje, później oddaje, a punkty regularnie przyrastają na właściwym torze.

Co istotne, do Teotihuacan wracać będę chętnie, a to za sprawą randomizerów gwarantujących unikalność kolejnych partii: losowego przygotowania gry oraz faktu, że nie wszystkie elementy biorą udział w pojedynczej rozgrywce. Nie wydaje się, aby dwie identyczne potyczki mogły się przydarzyć w łatwej do policzenia przyszłości. W rezultacie, mimo że końcowe punkty przyznawane są za te same elementy i gdzieś tam na końcu zabawy zawsze chodzi o to samo, to jednak za każdym razem droga wiodąca do celu wygląda nieco inaczej, dzięki czemu rutyna nie powinna się wkraść w poczynania rywali zbyt szybko.

To co mi się nie spodobało podczas zabawy to wariant jednoosobowy. Jak dla mnie, rozgrywka traci w tym momencie intuicyjność, bowiem poprawne zarządzanie botem wymaga ciągłej kontroli instrukcji oraz weryfikacji ruchów tzw. "Teotibota". Jeśli miałbym bawić się solo, to na pewno wybiorę jedną spośród mnóstwa prostszych gier wyposażonych w tę opcję. Przy dwóch osobach jest już bardzo dobrze, tutaj kości neutralne zaznaczają swoją obecność pomagając w pozyskaniu kawy lub utrudniając w wykonaniu akcji, ale w żaden sposób nie spowalniają przebiegu zabawy. Oczywiście, lepiej jest spotkać się w trzy lub cztery osoby i w pełni zdać się na swoje umiejętności; wówczas gra może przekroczyć szacowane dwie godziny, zwłaszcza jeśli jest to pierwsza lub druga rozgrywka.

Najważniejsze jest jedna to, że Teotihuacan: Miasto Bogów nie zawiodło. Obawy, że gra będzie przekombinowana, a poziom trudności ustawiony zostanie wysoko, okazały się nieuzasadnione. Gra została zaprojektowana "akuratnie": świetnie spędzą przy niej czas gracze tylko odrobinę zaawansowani, jak i starzy wyjadacze, miłośnicy gier ekonomicznych, jak i przestawiania kosteczek. Teraz pozostaje tylko wypatrywać premiery pierwszego rozszerzenia: Teotihuacan: Late Preclassic Period.

Plusy:

  • bardzo ładne wydanie i wysoka jakość komponentów
  • świetna implementacja mechaniki opartej o zarządzanie kośćmi
  • bardzo przystępny poziom trudności
  • unikalność kolejnych rozgrywek i wysoka regrywalność
  • świetne skalowanie na 2 i 3 osoby

Minusy:

  • taki sobie wariant jednoosobowy
  • nie wszystkie pola akcji precyzyjnie informują o bonusach
  • zabawa w pełnym gronie może być czasochłonna

 

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przekazanie gry do recenzji.

Galeria


8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Teotihuacan: Miasto Bogów (Teotihuacan: City of Gods)
Typ gry: strategiczna
Projektant: Daniele Tascini, Dávid Turczi
Ilustracje: Odysseas Stamoglou
Wydawca oryginału: NSKN Games
Data wydania oryginału: 2018
Wydawca polski: Portal Games
Data wydania polskiego: 13 lutego 2019
Liczba graczy: od 1 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 90-120 min.
Cena: 169,95 zł
Mechaniki: Set Collection, Area Movement, Point to Point Movement, Tile Placement



Czytaj również

Akademia Smoczych Wrót
Będziemy czarować
- recenzja
Aura
Czasem słońce czasem deszcz
- recenzja
Sentient
Bunt robotów?
- recenzja
8Bit Box
Najnowsza konsola do gier
- recenzja
Anachrony
Mroczne czasy ludzkości
- recenzja
Aeon's End
Ostatni bastion ludzkości
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.