» Recenzje » Strażnicy kosmosu

Strażnicy kosmosu


wersja do druku

Gra retro, ale czy warto?

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel

Strażnicy kosmosu
Ludzkość odkryła kosmos, a w związku z tym mieszkające w kosmosie istoty odkryły ludzkość. I postanowiły ją najechać. Jedyną nadzieją są piloci gwiezdnych myśliwców, których zadaniem jest powstrzymać zagrożenie.

Dawno, dawno temu – a konkretnie pod koniec lat 80-tych XX wieku – pismo dla młodzieży "Świat Młodych" ogłosiło konkurs na grę komputerową... bez komputera. W owych czasach komputery osobiste, jak ZX Spectrum, Atari czy Commodore, były obiektem westchnięć większości nastolatków, jednak miał je może jeden na siedmiu-ośmiu. Planszowe adaptacje gier komputerowych miały na celu umożliwienie podobnej zabawy – no cóż, lepsze to, niż nic. Dlatego pojawiły się m.in. planszowe wersje Bruce Lee, Tutti Frutii i kilku innych hitów z 8-bitowców.

Po latach Nasza Księgarnia wraca na te obszary i prezentuje Strażników Kosmosu – tytuł będący planszówkową adaptacją jednego z klasyków gier video, czyli Space Invaders. Tytuł ten ukazał się w 1978 roku i stał jednym z kamieni milowych w rozwoju gier. Planszówkowa adaptacja z klimatyczną oprwaą graficzną przeznaczona jest dla 2-4 graczy w wieku od lat 7, a powinna zając 15-20 minut. W środku znajdziemy złożoną wpół planszę orbity, na której toczyć się będą boje, 66 żetonów najeźdźców, 4 znaczniki rakiet (po jednym na gracza) oraz 4 znaczniki doładowania (po 2 w każdym kolorze). Rakiety musimy nakleić na kwadratowe, drewniane klocki według instrukcji i gotowe, można zaczynać.

Fabuła w grze jest dość pretekstowa – należy obronić planetę, zanim przejmą ją obcy. Stanie się to, gdy którykolwiek z nich znajdzie się w dolnym rzędzie, tuż nad atmosferą globu. Plansza ma 10 rzędów, w każdym po 6 miejsc. Na początku inwazji zapełniamy wybranymi losowo cztery górne rzędy najeźdźcami – czyli inwazję rozpoczyna dwudziestu czterech. Gracze z kolei kładą swoje myśliwe w najniższym rzędzie. Ostatni z nich kładzie także minę na jednym z czterech oznaczonych pól po lewej stronie. Tura gry przebiega następująco – gracz przesuwa swój myśliwiec i oddaje strzał, a potem może (ale nie musi) przesunąć minę w prawo. Po nim te same czynności wykonują kolejni.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Strzał to pozycja obowiązkowa na liście czynności. Zawsze dosięga on pierwszego najeźdźcę w kolumnie. Trafionego gracz zdejmuje i kładzie obok siebie. Każdy najeźdźca jest wart od 3 do 10 punktów. To właśnie ilość zdobytych punktów na koniec określi, kto był najlepszy i za bohaterską obronę otrzyma Złoty Order Honoru. Szeregowy najeźdźca zajmuje jedno pole, a wyjątkiem jest statek dowodzenia obcych, składających z dwóch części. Każda z nich wymaga zestrzelenia, a punkty za całość dostanie ten z graczy, który zdejmie z planszy drugą połówkę. To właśnie zachęca do kombinowania i ustawiania gry tak, aby to właśnie ją zyskać. Innymi słowy – wprowadza element rywalizacji.

Gdy któraś z kolumn robi się pusta, wówczas na górze dokładamy kolejny rząd najeźdźców, spychając znajdujących się na planszy o jeden w dół. Dzięki temu im szybciej gracze "czyszczą" kolejne kolumny, tym niżej schodzą najeźdźcy. I w zasadzie to wszystko. Mamy też wariant zaawansowany – zestrzelonych najeźdźców (a właściwie ich wartość punktową) można w nim zmieniać na ulepszenia myśliwca. Pierwsze pozwala na dwa ruchy i dwa strzały, drugie – na trzy ruchy i trzy strzały. W obu wariantach można jeden raz nabyć rakietę – kosztuje to 10 punktów. Rakieta niszczy obcych w cały rzędzie, a wystrzeliwana jest zamiast normalnego strzału. Po zniszczeniu najeźdźców trafiają oni do puli gracza, a rakieta wraca do pudełka. We wszystkich przypadkach trafiają tam także najeźdźcy służący do zakupów, a więc nie są oni uwzględniani przy końcowym podliczeniu punktów.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

W trakcie zabawy mogą zdarzyć się także takie sytuacje:

  • najeźdźca zderzy się z miną – najeźdźca i mina odkładani są do pudełka, nikt nie zdobywa punktów
  • najeźdźca zderzy się z myśliwcem – najeźdźca i myśliwiec są zdejmowane z planszy, pilot może powrócić do dolnego rzędu po zapłaceniu 10 punktów. Jeśli nie ma zestrzelonych najeźdźców takiej wartości, jest to dla niego koniec zabawy.

Takie są zasady. A jak się gra? Mówiąc wprost – jest niezwykle nudno. Zabawa to prosta i nie daje zbyt wielkiego pola do popisu. Przesuwamy rakietę, strzelamy, zdejmujemy najeźdźcę, kolejny gracz robi ruch. Można jednak rywalizować z innymi o zestrzeliwanie statków dowódczych obcych, a także być złośliwym i w swoim ruchu zasłaniać pole strzału. Poza tym nie ma tu praktycznie nic do roboty – najeźdźcy niczym nie zaskoczą, nie posiadają żadnego asa w rękawie, są tylko bezrozumnymi obiektami. Ciężko sobie wyobrazić, aby dotarli do samej planety. Zabrakło mi czegoś w mechanizmie rozgrywki – jakiegoś elementu niespodzianki, dzięki któremu obcy staliby się naprawdę groźnymi przeciwnikami. Przez to zabawa jest statyczna – przesuwamy rakietkę, strzelamy, zdejmujemy najeźdźców, przesuwamy się, zdejmujemy następnego i tak dalej.

Jeśli pozostali gracze też lubią zdobywać punkty, to robimy tak, że zostawiamy pustą kolumnę dopiero wtedy, gdy inne są sporo przerzedzone i wówczas nie ma szans, aby najeźdźcy w jakikolwiek sposób mogli nam zaszkodzić. Mówiąc wprost – mechanika jest banalnie prosta, a przez to niezwykle... kiepska. Kombinowanie? Ustalanie strategii? Złośliwe przeszkadzanie innym? Owszem, można robić to śladowo, więc w żaden sposób nie ma to wpływu na rozgrywkę. Dlatego już pod koniec pierwszej można nieco ziewać, a na drugą jakoś w ogóle nie ma się ochoty.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Strażnicy Kosmosu to bardzo miła – wizualnie! – pozycja na półce każdego miłośnika retro oraz takich dinozaurów, jak piszący te słowa, a którzy swoją przygodę z grami komputerowymi zaczynali od 8-bitowców i automatów. Jednak śmiem twierdzić, że więcej emocji dostarcza zwykły "Chińczyk". Twórca gry zdawał sobie chyba z tego sprawę, ponieważ rok po premierze oryginału (2017) ukazało się rozszerzenie, aczkolwiek umożliwiało ono tylko umieszczenie dwóch lub trzech dział na sterowanej przez gracza rakiecie. Najeźdźców nie zmieniono i nawet z rozszerzeniem gra jest nadal kiepska.

Jaki może być powód do zakupu Strażników Kosmosu? Tylko i wyłączenie sentyment do gier 8-bit. Da się też pograć raz na jakiś czas. Raczej rzadziej niż częściej. Można ewentualnie pobawić się w tworzenie własnych zasad i w ten sposób wzbogacić grę. Ale czy po to kupujemy już gotowy produkt?

Plusy

  • proste zasady
  • klimat retro

Minusy

  • zasady aż za proste i nie dające wielu możliwości
  • niewielka liczba możliwych czynności
  • brak jakichkolwiek emocji
  • statyczność przeciwników

Dziękujemy Wydawnictwu Nasza Księgarnia za egzemplarz gry do recenzji

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
4.5
Ocena recenzenta
4.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Strażnicy kosmosu
Projektant: Néstor Romeral Andrés
Ilustracje: Przemysław Fornal
Wydawca polski: Nasza Księgarnia
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 7 lat
Czas rozgrywki: ok. 20 minut
Cena: 59,90
EAN: 5902719470714



Czytaj również

Boarding
Na pokładzie bywa tłoczno
- recenzja
Paszczaki
Kombinuj, by władać wszystkimi…
- recenzja
Budowa Miasta
Jak to miło mieć miliony dolarów…
- recenzja

Komentarze


Exar
   
Ocena:
+1

Dzięki za recenzję, szata graficzna faktycznie jest przednia :).

25-10-2020 18:31
Kaworu92
   
Ocena:
0

No fakt, ładnie wygląda ;-)

25-10-2020 19:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.