» Recenzje » Smoczy wyścig

Smoczy wyścig


wersja do druku

Na smoczych skrzydłach

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel

Smoczy wyścig
Jesteście fanami animacji Jak wytresować smoka? Chcielibyście polatać smokami? Albo wejść w posiadanie własnego gada? A najlepiej od razu trzech? Jeśli tak, to próbujcie swoich sił w Smoczym wyścigu.

Niewielkie, kolorowe i wypchane elementami – tak najprościej można określić pudełko Smoczego wyścigu. Niepozorna na pierwszy rzut oka produkcja skrywa w sobie szereg świetnie wykonanych elementów: 12 płytek toru wyprodukowanych na pancernej tekturze, 64 bajecznie kolorowe oraz równie trwałe karty smoków, 6 dwustronnych planszetek bohaterów, 12 drewnianych, stylizowanych na smoki pionków oraz 8 kart trofeów, służących do określania kolejności w kolejnych rundach. Jednego tylko brakuje w pudełku: nadmiarowego powietrza, tak popularnego we współczesnych opakowaniach. Ale czy to jest akurat wada?

Za tytułem stoi pochodzący z Antypodów duet planszówkowych żółtodziobów: Luke English oraz Myles O'Neill, założyciele Thylacine Games. Panowie wzięli na tapetę chwytliwy temat, dodali prostą, lecz grywalną mechanikę karcianego draftu, a całość przyozdobili szalenie barwną, bajkową – chociaż może nieco zbyt dziecięcą – szatą graficzną, która niewątpliwie przypadnie do gustu młodszym graczom.

Wzbić się w powietrze i polecieć ku przestworzom

Celem zabawy jest  - co łatwo przewidzieć – zwycięstwo w wyścigu smoczych zaprzęgów. Trasa zawodów wiedzie przez dziesięć kafelków toru reprezentujących różnorodne krainy. Co ważne w pojedynczej partii udział bierze dziesięć z dwunastu płytek, co jest jednym z dwóch sposobów na różnorodności kolejnych potyczek. A żeby było bardziej dynamicznie, to pojedyncza rozgrywka trwa zaledwie siedem tur, co zmusza do jak najbardziej efektywnego działania. Ale po kolei.

Najpierw należy posortować karty smoków według ilości uczestników oraz poziomu skrzydlatych pupili. W rezultacie powstają cztery talie od numerów 1 do 4. Z pierwszego stosu gracze otrzymują po trzy smoki – to startowy zespół. W drugim kroku pozostałe gady opatrzone cyfrą 1 oraz te z cyfrą 2 są tasowane i tworzą jedną talię smoków. Następnie układana jest arena wyścigów: na starcie zabawy gracze znają jedynie dwa startowe oraz dwa środkowe kafelki lokacji, a pozostałe będą odkrywane w trakcie rywalizacji, po jednym w każdej kolejnej rundzie. Ostatnim krokiem jest wybór bohatera: tutaj można skorzystać z wariantu podstawowego lub zaawansowanego. W tej pierwszej opcji śmiałkowie dysponują łatwiejszą do wykorzystania zdolnością specjalną. To wszystko, można zaczynać!

Szybko, szybciej niż konkurenci

Jak opisać mechanikę gry i nie zanudzić? Trudna sprawa, nawet redaktorom instrukcji ta sztuka nie do końca udała się; co zresztą jest największym mankamentem Smoczego wyścigu. Całość na pierwszy rzut oka wygląda nieciekawie i najlepiej jest, jeśli jeden z graczy najpierw przeczyta instrukcję dwukrotnie, a później, już w trakcie zabawy wyjaśni jej reguły. Szczęśliwie już po dwóch – trzech turach rozgrywka przebiega intuicyjnie.

Bez wnikania w detale ogólna koncepcja nakazuje odsłonięcie w turze jednej płytki toru. W zależności od jej koloru i nazwy kolejne smoki dodawane są do głównej talii. Z tak utworzonego stosu karty są losowane pośród uczestników. Liczba rozdanych kart uzależniona jest od numeru rundy, lecz zawsze jakieś pozostają w talii nierozdysponowane. Kolejnym krokiem jest draft¸ jako żywo przypominający rozwiązanie znane z 7 cudów świata: uczestnicy zachowują po jednej karcie, a resztę przekazują sąsiadowi, i tak w kółko aż do utworzenia talii.

Powyższa czynność jest niezmiernie ważna, ponieważ decyduje o odpaleniu smoczych zaprzęgów. Każdy skrzydlaty pupil dysponuje kilkoma atrybutami, spośród których niezmiernie ważne są koszt aktywacji smoka oraz jego prędkość. Aby smok nabrał tempa należy zagrać na stół liczbę kart równą wskazanemu kosztowi, czyli inne gady we wskazanym kolorze (niektórzy bohaterowie również dysponują umiejętnością wsparcia). Dzięki temu cały zaprzęg ruszy do przodu o wartość reprezentowaną przez prędkość. Oczywiście w optymalnym układzie najlepiej jest uzbierać takie karty, aby wszystkie trzy smoki zostały aktywowane. Ale to nie koniec: na koniec gry można wymienić jednego smoka z zaprzęgu na smoka z talii, którą właśnie się operowało, a na pod koniec rundy można zyskać dodatkowy ruch za uzbierane typy kart. Tak w telegraficznym skrócie przebiegają wszystkie rundy, a zwycięzcą zabawy zostaje osoba, która w trakcie zabawy pokona największy dystans na planszy (zazwyczaj jest to więcej niż jedno okrążenie).

Przez góry i łąki

Znacznie ciekawszy od zagadnień czysto mechanicznych jest przebieg zabawy. W trakcie każdej kolejnej rudny dochodzą nowe, coraz silniejsze – ale i trudniejsze do aktywacji – smoki, które można pod koniec rundy zrekrutować do zaprzęgu. Oczywiście wiąże się to z koniecznością lepszego operowania kartami i takiego ich doboru, aby możliwe stało się wykorzystanie drzemiącego w smokach potencjału. Szczęśliwie pula kart, podobnie jak i "ręka" również rosną wraz biegiem czasu. Ten element niewątpliwie docenią dorośli lubujący się w tworzeniu efektownych comb. Zadbano również o element negatywnej interakcji; czasami wystarczy podebrać rywalowi kartę niezbędną do odpalenia zaprzęgu i robi się wesoło.

Młodsi gracze niewątpliwie polubią Smoczy wyścig za przepiękną szatę graficzną oraz ekscytującą rozgrywkę. Może nie wszystkie możliwości oferowane przez bohaterów oraz karty zostaną w pełni wykorzystane, ale czy to jest aż tak istotne? Drobną zagadką jest grupa wiekowa: na pudełku widnieje informacja 6+, zaś BGG podaje 13+. W mojej opinii ani jedno, ani drugie nie odpowiada realiom, a prawda leży gdzieś mniej więcej po środku: ośmiolatki w pełni podołają zabawie, grając w pełni samodzielnie oraz ucierając nosa starszym wiekiem rywalom.

Nieźle wypada w tym przypadku regrywalność: wykluczenie części płytek, różnorodne ułożenie trasy oraz odmienne umiejętności bohaterów sprawiają, iż do kolejnych wyścigów zasiada się całkiem chętnie. Ciekawszą sprawą jest z kolei skalowalność: pojedyncze pudełko pomyślane zostało o składzie od 2 do 4 uczestników, chociaż po zakupie drugiego egzemplarza przy stole będzie mogło zasiąść aż do ośmiu osób. Pozostańmy jednak przy jednej sztuce gry: w przypadku zabawy w duecie wykluczone z gry zostają smoki z opcją ataku na rywala (rzecz sama w sobie dość umowna), a interakcja oznacza podbieranie potrzebnych rywalowi kart. Zabawa w parze jest całkiem przyjemna, jednakże przy 3 oraz 4 uczestnikach jest jednak ciekawiej.

Ogólnie rzecz ujmując Smoczy wyścig przy pierwszym wzrokowym kontakcie wydawał się grą dziecięcą, choćby ze względu na szatę graficzną. Tymczasem niespodzianka jest spora, tytuł okazał się zupełnie przyjemną familijną propozycją, przy której równie dobrze bawić się będą zarówno dorośli, jak i dzieci. Obie grupy wiekowe być może postawią akcent na inne elementy, ale finalnie smoki i tak wzniosą się w powietrze, po czym nabiorą prędkości i poniosą tak daleko, jak im na to pozwolą umiejętności operowania kartami przez graczy.

Plusy:

  • Świetna jakość komponentów
  • Przyjemna dla oka szata graficzna
  • Przyzwoita skalowalność oraz dobra regrywalność
  • Ekscytujące wyścigi
  • Możliwość tworzenia interesujących comb

Minusy:

  • Mało zachęcająco napisana instrukcja
  • Przy dwóch osobach jednak troszkę traci

 

Dziękujemy wydawnictwu Ogry Games za udostępnienie gry do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
8.42
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Smoczy Wyścig
Typ gry: familijna
Projektant: Luke English, Myles O'Neill
Ilustracje: Rocky Hammer
Wydawca oryginału: Thylacine Games
Data wydania oryginału: 2015
Wydawca polski: Ogry Games
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 2 do 8
Wiek graczy: od 6 lat
Czas rozgrywki: 60 minut
Cena: 89,95 zł



Czytaj również

Metro 2033: Przełom
Każdy sobie mutka skrobie
- recenzja

Komentarze


LeJacques
    Smoczy Wyścig
Ocena:
+2

Potwierdzam, bardzo fajna familijna propozycja. Trafiliśmy na nią na Pyrkonie. Krótkie rozgrywki pozwalają wciągnąć w świat planszówek zarówno nasze dzieci 8 / 10 lat, a także naszych znajomych którzy nie znają za bardzo gier bez prądu.

A co najważniejsze.... po kilku rozgrywkach nasze dzieci już grają same ze swoimi znajomymi... a konsola się kurzy :)

10-05-2016 08:34
Furiath
    Ujdzie
Ocena:
0

Też kupiłem na Pyrkonie, moja córa mnie namówiła (6 lat). Graliśmy 3 razy w 3 osoby - córce się podobało, choć grała bez jakiejś przemyslnej startegii. Kto chce wygrać, musi dużo liczyć. Ostatnio dochodze do wniosku że dla 6-8 latka chyba Talizman jest juz ok. 

10-05-2016 09:34
sepultor
    Zaskoczy
Ocena:
0

Dokładnie tak jak w temacie. Gra jest z pozoru prosta i wydaje się, że dzieciaki będą miały uciechę - bynajmniej.....Młodzież (8 i 13) mają uciechę, bo jak wszystkim wiadomo nie ma to jak dosiąść smoka (lub trzy w eskadrze) i wygrać z rodzicami stosując przy tym jakąś sobie tylko znaną strategię doboru kart. Gra fajnie zapełnia czas przeznaczony na szybką rodzinną rozgrywkę. Wykonanie zachwyca, jak również ilość elementów w małym pudełku. Słowem polecam, bo to dobrze wydany grywalny tytuł dla tych co grają całymi dniami i nocami, ale i dla tych co gry traktują jako rozrywkę od czasu do czasu.

10-05-2016 11:57

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.