» Recenzje » Ślimaki to mięczaki

Ślimaki to mięczaki

Ślimaki to mięczaki
Ślimak z natury swej nigdzie się nie śpieszy. Wolno przemierza świat i żaden wyścig tego nie powinien zmienić. A jeśli już któryś z mięczaków przypadkiem wyrwie się do przodu podczas zawodów, to cóż... Nie jest do dobry pomysł. A przynajmniej nie zapewni wygranej.

Festina lente zwykł mawiać Oktawian August. I coś w tym było, w końcu władca przeszedł historii jako budowniczy podwalin Imperium Romanum. Czy maksymę zna hiszpański projektant, Eugeni Castaño, tego nie sprawdzimy, faktem jest jednak, że w grze Ślimaki to mięczaki chodzi o to, by kierowany przez gracza mięczak jak najwolniej przemierzał trasę wyścigu. Jeszcze tytułem uzupełnienia podstawowych informacji: tytuł pomyślany został dla grona od 2 do 6 graczy, zaś minimalny wiek to według wydawcy 5 lat, chociaż realnie patrząc na grę warto, aby pociecha miała ukończone 6 lat.

Pudełeczko z grą jest niewielkie, lecz zachęca do zapoznania się z zawartością. Rodzimy wydawca, Nasza Księgarnia, zdecydował się na wymianę szaty graficznej i oryginalne ilustracje Chechu Nieto zastąpione zostały przez malunki Macieja Szymanowicza. Co tu kryć, efekt pracy polskiego artysty prezentuje się bardzo okazale, zachęcając maluchy – oraz ich rodziców – do wzięcia udziału w wyścigu. Dokładny rozkład elementów można sprawdzić tutaj.

Jak już się rzekło, przedmiotem zabawy jest wyścig, zaś pojedyncza partia składa się z dwóch przebiegów. Po każdym z nich, gracze otrzymują punkty, zależnie od zajętej pozycji; im dalej od mety się uplasują, tym większy profit zgarną. Jak łatwo domyślić się, zwycięzcą zostanie ten gracz, który uzbiera większą sumę. I jeszcze ciekawostka, żetony punktów wystylizowane zostały na porzucone w lesie śmieci, co symbolizować ma problemy z utrzymaniem porządku w środowisku naturalnym.

Pędem na start!

Przygotowanie do zabawy jest błyskawiczne: niezależnie od liczby uczestników, wszystkie sześć ślimaków ląduje na polu startu. Następnie gracze losują, zależnie od liczby uczestników, po jednym lub dwóch żetonach graczy – określają one kolor ślimaka (lub ślimaków), jakim będzie zawiadywał każdy z graczy. Co bardzo ważne, tożsamość pozostaje tajemnicą, w przeciwnym wypadku rywalizacja nie miałaby sensu, o czym nieco niżej. To wszystko, można się ścigać, a raczej ślimaczyć.

Całość koncepcji mechanicznej opiera się na sześciu kolorach. Występują one na ściankach czterech dostępnych kości, trasie wyścigu oraz oczywiście definiują same ślimaki. W swojej turze gracz rzuca wszystkimi kośćmi, a następnie wykorzystuje każdą z nich do wykonania ruchu. Reguła jest bardzo prosta:

  • można ruszyć ślimaka w barwie wybranej kości, niezależnie na jakim polu aktualnie przebywa
  • można ruszyć dowolnego ślimaka aktualnie przebywającego na polu o barwie odpowiadającej wykorzystanej kości. Pole start liczy się jako pole wielokolorowe.

Po spożytkowaniu wszystkich wyrzuconych wyników przychodzi pora na kolejnego uczestnika, zaś wyścig kończy się w turze, w trakcie której jeden z mięczaków przekroczy linię startu. Jeśli był to pierwszy wyścig, należy rozegrać jeszcze drugi, który przebiega według dokładnie tych samych reguł, włącznie z ponownym rozlosowaniem znaczników graczy określających kolor posiadanego ślimaka. I to już wszystko! Niewiele, a jednocześnie tak dużo. A dlaczego dużo?

Festina lente!

Umiejętne rozegranie tury jest kluczem do zwycięstwa. Nie należy wykorzystywać kości bez przemyślenia, bowiem często przesunięcie ślimaka o jedno czy dwa pola otwiera dalsze perspektywy na przepchnięcie upatrzonego mięczaka jeszcze raz do przodu. Zazwyczaj z osiągniętymi rezultatami można uzyskać całkiem wiele, chociaż oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy jeden z mięczaków zatrzyma się na polu i nie idzie go przesunąć. Cóż, taki kaprys kości.

Drugim bardzo ważnym elementem jest sztuka blefu. Nazbyt pieczołowite trzymanie jednego ślimaka z tyłu stawki jest bardzo czytelną informacją odnośnie posiadanej tożsamości, co oczywiście sprokuruje zdecydowane kroki ze strony rywali. Należy dołożyć odrobiny starań, tak aby tożsamość posiadanego znacznika pozostała zagadką tak długo, jak to jest możliwe, a dopiero gdzieś na finiszu odkryć karty i pognać rywali hen do przodu.

Wspomniałem wcześniej o losowości. Tak, decyduje ona o dostępnych w trakcie zabawy kolorach i czasami wręcz pozbawiając możliwości wyboru. Z drugiej strony to właśnie ona "robi" tę grę, nie frustruje lecz bawi, no i napędza regrywalność. Bardzo ciekawą sprawą jest sprawa skalowania. Gra bardzo sprawnie działa przy dowolnej liczbie graczy, ale moje ulubione warianty to dwu oraz czteroosobowy. Wówczas to aż dwa ślimaki nie są przypisane do graczy, co otwiera możliwość blefowania.

Jeśli jakiś element nie spełnił pokładanych w nim nadziei, to chyba pro ekologiczna otoczka w postaci żetonów punktów. Jakoś żaden z uczestników nie przykładał wagi do stylizacji, a w efekcie ciekawy pomysł nie odniósł skutku. Jest jeszcze druga sprawa, mająca bardziej praktyczny aspekt: pole startu. Z założenia jest ono wielokolorowe i w związku z tym można z niego przesunąć dowolnego zawodnika. W praktyce o tej okoliczności należy notorycznie przypominać bowiem gracze regularnie o niej zapominają. Szczęśliwie oba potknięcia mają marginalne znaczenie dla przyjemności płynącej z zabawy.

I jeszcze jedna, dość istotna sprawa, a mianowicie minimalny wiek dziecka. Wydawca oszacował go na 5 lat, ale to raczej zaniżona wartość. Owszem, przy intensywnej pomocy ze strony opiekuna dziecko będzie w stanie rozegrać partyjkę; tym niemniej aby pociecha była w stanie w pełni samodzielnie oraz efektywnie uczestniczyć w zabawie, powinna ukończyć 6 lat, a nawet być bliżej swoich siódmych urodzin.

Jak podsumować Ślimaki to mięczaki? To absolutny must have dla osób grających z dziećmi. To bardzo prosta, bardzo ładna gra, która podczas zabawy wywołuje u maluchów mnóstwo emocji oraz gwarantuje jeszcze więcej radości podczas rywalizacji. Zdecydowanie polecam!

Plusy:

  • bardzo ładne wydanie
  • proste zasady
  • uczy umiejętności blefu
  • bardzo wysoka regrywalność
  • losowość, która "robi" grę
  • bardzo dobre skalowanie
  • sporo emocji

Minusy:

  • kompletnie nietrafiony quasi ekologiczny dodatek
  • nie najlepiej oznakowane pole startu

 

Dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia za udostępnienie gry do recenzji.

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Ślimaki to mięczaki (Cargolino Valentino)
Typ gry: familijna
Projektant: Eugeni Castaño
Ilustracje: Maciej Szymanowicz
Wydawca oryginału: Viravi Edicions
Data wydania oryginału: 2015
Wydawca polski: Nasz Księgarnia
Data wydania polskiego: 2018
Liczba graczy: od 2 do 6
Wiek graczy: od 5 lat
Czas rozgrywki: 20 minut
Cena: 59.95 zł
Mechaniki: Roll and Move



Czytaj również

Na ratunek!
Zdążyć z pomocą
- recenzja
Fabryka robotów
A teraz prędko
- recenzja
Budowa zamku
Przyjemnie rozwinięta "Pamięć"
- recenzja
Podaj cegłę
Familijny Kramer w 3D
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.