Sherlock Holmes: Detektyw doradczy – wersja demonstracyjna

Elementarne mówisz?

Autor: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Sherlock Holmes: Detektyw doradczy – wersja demonstracyjna
Są różne sposoby promocji nowej gry: zapowiedzi, recenzje, efektowne zdjęcia komponentów i unboxingi, relacje z rozgrywek… A co powiecie na wersję demo planszówki?

Z taką inicjatywą wyszło wydawnictwo Rebel, które postanowiło stworzyć i udostępnić na swojej witrynie scenariusz demonstracyjny pt. Nie ma zysku bez ryzyka, aby ułatwić graczom decyzje o wkroczeniu do Londynu z końca XIX wieku.

Na polską wersję Sherlocka Holmesa: Detektywa doradczego trzeba było trochę poczekać i w międzyczasie na rodzimym rynku pojawiły się także inne tytuły wpisujące się w trend gier silnie fabularyzowanych i wymagających rozwiązywania spraw kryminalnych. Jednak w przeciwieństwie do Kronik Zbrodni i Detektywa: Kryminalnej Gry Planszowej, przygody z detektywem z Baker Street w ogóle nie potrzebują aplikacji czy połączenia z siecią. Na pewno choćby już z tego względu nową pozycją w portfolio Rebela powinni zainteresować się gracze, dla których wymienione produkcje były nazbyt wspierane przez technologię. Ale nie tylko oni.

Próbny scenariusz nie należy do szczególnie skomplikowanych czy czasochłonnych, bo wymaga raptem 30-90 minut zależnie od liczby grających i żywiołowości dyskusji. Tak jak w pełnej wersji gry, wcielamy się w członka Bandy z Baker Street. Owa banda pod przewodnictwem Wigginsa łączyła w sobie szereg pomocników samego Sherlocka, gromadząc dlań informacje i poszlaki. Tym razem na tapecie znalazło się morderstwo niejakiej Emmy Smith, około czterdziestoletniej kobiety. Jak doszło do brutalnego czynu i kto za niego odpowiada? To właśnie poznanie okoliczności zbrodni i wskazanie winowajcy leży w naszej gestii. A Sherlock? Pozostaje na uboczu i delektuje się morfiną, ale spokojnie – na koniec gry przyjdzie czas na porównanie rezultatów śledztwa z legendarnym detektywem.

Mechanika nie powinna nikomu sprawić problemu, zasady ograniczono do minimum. Dostajemy skrawek informacji o przedmiocie śledztwa, wycinek z gazety Times, w którym mogą się znaleźć przydatne wzmianki, krótki spis informatorów (np. dorożkarze, publicyści, patolog), po czym zostajemy rzuceni na głęboką wodę. Na stole ląduje mapa z miejscami oznaczonymi indywidualnymi numerami i to od nas zależy, gdzie postanowimy się udać, licząc na pochwycenie tropu. Wybór jednego z nich prowadzi do odczytania konkretnego paragrafu i ten może być zarówno ważnym tropem prowadzącym do kolejnych miejsc lub osób (czyli paragrafów), jak i zupełną stratą czasu. Najważniejsze jest to, że zawsze po wybraniu numeru czeka nas mniejsza lub większa ściana tekstu, jednakże dobrze napisanego i zręcznie imitującego fragment powieści czy opowiadania. Dzięki temu wczucie się w pomagierów Holmesa nie należy do trudnych i już w demie widać, że atmosfera Londynu powinna być mocną stroną produkcji, atrakcyjną nie tylko dla fanów książek Artura Conana Doyle'a. Kluczową kwestią jest nie tylko odczytywanie kolejnych wątków, lecz także dyskusja ze współgraczami i wspólne podejmowanie decyzji o kolejnych poczynaniach. Każdy ma szansę wychwycić różne istotne dla sprawy informacje nie tylko w paragrafach, lecz również wycinka z gazety Times.

Zabawa ze scenariuszem pokazowym kończy się w ten sam sposób, co każda z 10 przygód wchodzących w skład pełnoprawnego egzemplarza gry. Dostajemy kilka pytań różnej wagi, a udzielenie poprawnych odpowiedzi jest punktowane, przy czym dobrze, że występuje rozgraniczenie w punktacji pomiędzy najważniejszymi pytaniami (kto zabił?) i tymi jedynie pozwalającymi uzyskać pełniejszy obraz sprawy. Na koniec możemy porównać swój wynik punktowy z osiągnięciem Sherlocka.

Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Bardzo dobrze, scenariusz zapewnia przyjemną zabawę, chociaż odniosłem wrażenie, że ten jest łatwy do rozwiązania. Jednakże trzeba mieć na uwadze, że to demo stworzone przez zespół Rebela w celach promocyjnych, mające za zadanie w przyswajalny sposób zapoznać potencjalnych graczy z mechaniką gry opartą o odczytywanie paragrafów i dyskusje. Dobrze się stało, że wszyscy zainteresowani mają okazję przetestować, czy ten rodzaj zabawy w ogóle ich nęci. Osobiście nie mam zamiaru zbyt długo zwlekać z pochwyceniem Kuby Rozpruwacza w pełnej wersji. Zapowiada się kawał interesującej, okraszonej soczystym klimatem rozrywki.