» Recenzje » Reykholt

Reykholt


wersja do druku

Zamiast brodatych wikingów – marchewki

Autor: Redakcja: Joanna 'Taun_We' Kamińska, Marcin 'Karriari' Martyniuk

Reykholt
Zabawmy się w skojarzenia o Islandii. Niewątpliwie pojawią się wśród nich wikingowie, gorące źródła oraz bankierzy osadzeni w więzieniach. W dalszej kolejności można przypomnieć sobie o Polonii zamieszkującej wyspę oraz ambitnych piłkarzach. Ale warzywa? Marchewki, sałata, grzyby? Cóż, Reykholt traktuje o Islandii zupełnie nam nieznanej.

Kto mógłby wymyślić tytuł o uprawie warzyw: sadzeniu, zbieraniu i wymianie wiodącej wprost ku zwycięstwu? Kto mógłby zaimplementować taki pomysł w zgrabną i bezbłędną mechanikę? No kto? Wybór jest w sumie tylko jeden i jest nim spec od tego typu gier, słynny Uwe Rosenberg, który zaprojektował omawianą grę w roku 2018, czyli całkiem niedawno. Z kolei za polską edycją gry, której prapremiera odbędzie się podczas tegorocznego Pyrkonu (26-28 kwietnia) odpowiada krajowy potentat, czyli Portal Games.

Gry Uwe Rosenberga kojarzą mi się z etatowym niemalże ilustratorem – Klemensem Franzem, który co prawda jest niezłym rzemieślnikiem, ale jednak trudno mówić o uniesieniach artystycznych w przypadku jego prac. Dlatego też z entuzjazmem przyjąłem zmianę w postaci Lukasa Siegmona, który zadbał o niezwykle klimatyczną ilustrację frontową, ale również o bardzo udaną oprawę graficzną wszystkich elementów. Wespół z drewnianymi warzywami jest nie tylko ładnie, ale i bardzo, ale to bardzo zachęcająco.

Jak napisano we wstępie, przedmiotem zabawy jest uprawa warzyw. Nie ma tu jednak czasu na spokojne przyglądanie się jak nasiona kiełkują, a następnie wzrastają. W Reykholt już od pierwszej tury należy tak pokierować rozbudową sieci szklarni, aby błyskawicznie dorobić się warzyw, po czym równie szybko zebrać plony oraz przekazać je menedżerowi, który z chęcią przejdzie się wzdłuż zastawionych warzywami stołów. Kierownik, który pokona najdłuższy dystans zapewni swojemu graczowi laur zwycięstwa.

Sałata czy kalafior, oto jest pytanie?!

Instrukcja Reykholt jest zadziwiająco krótka, jak na to, do czego przyzwyczaił graczy Rosenberg. Na przestrzeni ledwie 12 stron zmieszczono zwięzły i zrozumiały opis reguł, uwzględniając wariant solo oraz Tryb przygody. Polską lokalizację instrukcji można znaleźć tutaj. Rozgrywka podzielona jest – w wariancie standardowym – na siedem rund, w trakcie których uczestnicy wykonają po trzy akcje. W sumie daje to 21 ruchów do wykonania i jest to bardzo dobrze wyliczona ilość, wystarczająca do wykazania się umiejętnościami uprawy warzyw, ale nie przeciągająca rywalizacji w nieskończoność i kończąca zabawę, zanim ta zacznie męczyć.

Najpierw jednak należy przygotować wszystkie elementy, jak to w przypadku każdej planszówki bywa. Dwa kroki zasługują na wyróżnienie: pierwszym jest wybór strony planszy oraz ewentualne zakrycie części pól, co zależne jest od liczby graczy i tym samym zapewnia właściwe skalowanie. Drugi element to karty usług, których jest pięć zestawów po 7 kart, z czego jeden dedykowany został rozgrywce dwuosobowej. Zestawy kładą akcent na nieco inne aspekty i podczas pojedynczej zabawy wykorzystywane jest losowe pięć kart z wybranego setu. Reszta to przygotowanie kart szklarni; ich liczba również zależy od wielkości grona graczy i warzyw oraz znaczników rundy. Można zaczynać! 

Szybciutko przejdźmy przez meandry zabawy podzielonej na siedem rund, każda składająca się z czterech etapów: czasu pracy, czasu zbiorów, czasu zwiedzania oraz czasu powrotu. Czas pracy to nic innego jak pora na wykonywanie akcji. W tym celu gracze naprzemiennie kładą znaczniki na pola akcji, po czym wykonują czynności wskazane na polach. Zasady są proste: nie można położyć pionka na polu już obsadzonym oraz obowiązkowo należy wykonać akcję. Jeśli pole określa minimalną liczbę czynności wewnątrz akcji, wówczas należy spełnić ten warunek; a z drugiej strony, w takich sytuacjach nie ma górnej granicy, co jest niezwykle ważne dla rozwoju indywidualnego systemu szklarni. Jeśli pole oferuje jedną z dwóch akcji, wówczas przynajmniej jedna z nich musi zostać wprowadzona w życie. Zabronione jest wykonanie "pustego przelotu", służącego jedynie zablokowaniu pola rywalom.

Co w tych akcjach siedzi? Ano wszystko, co prowadzi do finalnego zwycięstwa, począwszy od pozyskania pierwszych i kolejnych szklarni, pobrania warzyw, ich nasadzenia, tudzież ścięcia plonów. Warto zauważyć, że wystarczy zasadzić ledwie jedno warzywko, reszta "dosadzana" jest z puli ogólnej. Ścinanie jest równie ważne, bowiem w kolejnych fazach rundy będzie można wykonać tę czynność, ale będzie ona bardzo limitowana. Ważny jest też dobór szklarni; przede wszystkim bez nich nie będzie produkcji. Ale również sama ich konstrukcja jest sprytna: mieszcząca aż sześć warzyw szklarnia może przyjąć tylko dwa najczęstsze gatunki, te najrzadsze można zasadzić jedynie w najmniejszych obiektach. Tak więc pozyskiwanie budynków i warzyw oraz obrót towarowy w tej fazie trwa w najlepsze.

Żniwa zajmują tylko chwilkę, w tym czasie można zerwać z każdej szklarni po jednym warzywie, co nigdy nie wystarcza do realizacji dalszych czynności, będących sednem kolejnej fazy, czyli czasu zwiedzania. To ten moment, kiedy można spożytkować dorobek na chwałę wygranej. Planszę okala tor, po którym gracze przemieszczają swoich menedżerów i aby kierownik pokonał pole, należy uiścić opłatę w postaci wskazanego warzywa. Na początku wymagana jest jedna sztuka, ale cena rośnie dość szybko by finalnie wynieść aż sześć sztuk wskazanego towaru. Co do zasady, menedżera można przesuwać dopóty starczy zapasów, chociaż projektant zadbał również o pewne ułatwienie. Raz na rundę, zamiast płacić zasoby, można pobrać ich ekwiwalent, co może posłużyć do ich rozsadzenia w trakcie dalszej zabawy. Rundę wieńczy ostania faza, czyli czas powrotów, oznaczająca moment zebrania pionków przed kolejną rundą.

Później przychodzi pora na kolejną rundę, rozgrywaną według dokładnie tych samych zasad. Znaczniki lądują na planszy, szklarnie w obszarach graczy, a wymiana towarów trwa w najlepsze. Po siódmej rundzie gracze sprawdzają, który menedżer przebył najdłuższy dystans – tutaj należy pamiętać o tym, że menedżer wchodzący na pole z konkurentem przeskakuje oponenta – i w ten sposób wyłaniany jest triumfator.

Marchewka legacy

Co zrobić, kiedy podstawowy tryb rozrywki już spowszednieje? Można sięgnąć po Tryb Przygody, pieszczotliwie, aczkolwiek mocno na wyrost przezwany u nas trybem "marchewka legacy". Autor przewidział pięć scenariuszy, a jego sugestia jest taka, aby ukończyć je w wyznaczonej kolejności, chociaż można rozegrać je w dowolnej kolejności, bowiem nie zachodzi tutaj związek przyczynowo-skutkowy. Każdy scenariusz przewiduje modyfikację zasad, jak również definiuje cel zabawy, zmuszając tym samym graczy do większej elastyczności oraz grania pod określony wynik. Dodatkowo dochodzą karty wydarzeń, zazwyczaj rzucające kłody pod nogi. W rezultacie Tryb przygody podnosi nieco poziom trudności i lepiej zasiąść do niego dopiero po rozegraniu kilku partii według standardowych reguł.

Zamiast brodatych wikingów – marchewki

Podsumowanie zacznijmy od zagadnień praktycznych. Kwestia skalowania została rozwiązana niespecjalnie oryginalnie, chociaż bardzo skutecznie. Dwuosobowa strona planszy zapewnia odpowiednią ciasnotę i siłą rzeczy w rozgrywce dwuosobowej można tak samo łatwo zablokować pole akcji upatrzone przez rywala, jak podczas rywalizacji w szerszym gronie. Dzięki tej prostej metodzie, gra sprawdza się bardzo dobrze przy każdej liczbie graczy, aczkolwiek zabawa w trzy lub cztery osoby oferuje jednak więcej możliwości, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rywale zajmą upatrzone pola.

Satysfakcjonująco – chociaż nie wybitnie – prezentuje się też sprawa regrywalności. Również w tym przypadku Uwe Rosenberg nie silił się na oryginalne pomysły, lecz sięgnął po proste środki – chociaż to może tylko częściowo jest prawdą. W pierwszym odruchu można przypisać regrywalność kilku zestawom kart akcji, które zapewniają sporą unikalność kolejnych rozgrywek. Prawda jest jednak bardziej trywialna: Reykholt to po prostu przyjemna, prosta i całkiem szybka gra i te elementy same w sobie sprawiają, że do kolejnych potyczek wraca się bardzo chętnie, chociaż...

Na tym pięknym, islandzkim pejzażu widać jednak jaskrawe rysy. Przede wszystkim taktyka na pierwszą, a często i drugą rundę jest dość oczywista, co jest o tyle doskwierające, że standardowo zabawa zamyka się w siedmiu rundach. Ponadto wydaje się, że dość łatwo popaść w schematyzm grania i nadmierną powtarzalność. Umiejętność elastycznego dostosowywania się do zmiennych warunków odgrywa mniejsze znaczenie niżby można by tego zapragnąć, zwłaszcza wariancie podstawowym. Dlatego też dobrze się stało, że autor zadbał o różnorodne zestawy kart akcji oraz wariant dodatkowy, co w sporym stopniu urozmaica zabawę, chociaż przydałoby się kilka scenariuszy więcej – pięć wariantów to w końcu nie aż tak wiele.

Jednego nie można jednak odmówić tytułowi: Reykholt to bardzo fajnie wypoziomowana gra, z dobrze skrojoną kołderką: nie za długą, ale i nie za krótką. Dotychczas propozycje niemieckiego projektanta można było dość umownie podzielić na dwie grupy: tytuły złożone (Uczta dla Odyna, Pola Arle, Kawerna, Agricola, Le Havre) oraz bardzo proste (Fasolki, Patchwork, Hengist). Reykholt leży gdzieś po środku, nie stawiając graczy przed szczególnymi wyborami i nie nakładając jakichś horrendalnych umiejętności. Tym niemniej wymaga jednak skrupulatnego liczenia zasobów, szacowania ich produkcji oraz planowania ruchów na jedną turę do przodu.

Oczywiście, jak na grę Rosenberga przystało najważniejsza jest mechanika – ta zresztą działa bezbłędnie – zaś termin "klimat" pozostaje zwrotem umownym. Warzywa można by uprawiać równie dobrze w Bari we Włoszech lub pod Garwolinem – zmiana byłaby zupełnie niezauważalna. To jednak jest ledwie drobnym detalem, czego zresztą należało się spodziewać. Z kolei inna rzecz odróżnia omawiany tytuł od wielu pozycji Niemca: bardzo rozsądny czas rozgrywki. 60 minut na rozgrywkę w pełnym gronie jest w pełni możliwe do osiągnięcia, chociaż może nie za pierwszym posiedzeniem.

Czy dobrze mi się grało w Reykholt? Ano bardzo dobrze! Czy będę grał w ten tytuł w najbliższym czasie? Niewątpliwie tak! Czy będę grał w niego za dwa lata? To się dopiero okaże – osobiście liczę na jakieś suplementy, które przedłużą żywotność tytułu. I najważniejsze pytanie: czy warto zainteresować się polską wersją? Zdecydowanie tak! Do zobaczenia w szklarni!

Plusy:

  • bardzo ładne wykonanie
  • proste i intuicyjne reguły
  • rozsądny poziom trudności i bardzo szerokie grono potencjalnych odbiorców
  • dobre skalowanie
  • rozsądny czas rozgrywki

Minusy:

  • bardzo podobny start wszystkich rozgrywek
  • obawy o regrywalność w dalszej przyszłości

 

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przekazanie gry do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Reykholt
Typ gry: ekonomiczna
Projektant: Uwe Rosenberg
Ilustracje: Klemens Franz, Lukas Siegmon
Wydawca oryginału: Renegade Game Studios
Data wydania oryginału: 2018
Wydawca polski: Portal Games
Data wydania polskiego: 26 kwietnia 2019
Liczba graczy: od 1 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 30-60 min.
Cena: 199,95 zł
Mechanika: Worker Placement



Czytaj również

Narcos
Zabawa w policjantów i … złodzieja
- recenzja
Artefakty Obcych: Przełom
Przełom nie nastąpił
- recenzja
Osadnicy: Królestwa Północy
Wieczne imperium
- recenzja
Robinson Crusoe: Opowieści Niesamowite
Wstawaj samuraju, mamy miasto do odnalezienia
- recenzja
Root
Mój jest ten kawałek lasu
- recenzja
Brzdęk! Nie drażnij smoka
Ale w lochach jest wesoło...
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.