» Recenzje » Queendomino

Queendomino


wersja do druku

Królowa to więcej niż król

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk, Joanna 'Taun_We' Kamińska

Queendomino
Król to taki gość, co rządzi królestwem: wydaje edykty, zbiera podatki, wydaje rycerzom rozkazy. Ale i on czasami musi ustąpić miejsca komuś ważniejszemu – królowej. Ta pani nie tylko dysponuje tymi samymi prerogatywami, ale w zanadrzu ma coś jeszcze: smoka.

Bruno Cathala to Bruno Cathala. Francuz, jak każdy autor mnóstwa dzieł, ma swoje potknięcia i nie ma tu o czym dyskutować. Ale jak mało który projektant ma też na swoim koncie hity, które złotymi zgłoskami zapisały się w historii gier planszowych. Do gronach tych drugich zaliczyć należy Kingdomino oraz rozwijające tę koncepcję Queendomino.

Dla przypomnienia: Kingdomino to – jak sugeruje nazwa – domino na sterydach, z tą jednak różnicą, że gracze układają kafelki nie do wspólnej puli, lecz do swoich prywatnych obszarów. Żeby jednak nie było zbyt łatwo, płytki podzielone są na kilka rodzajów: pola, lasy, łąki, wodę, bagno i kopalnię. Ich liczba nie jest jednakowa i o ile łąki są powszechnym terenem, o tyle kopalnie już nie. Kolejnym elementem są korony, które występują na kafelkach w rozmaitej częstotliwości i jak łatwo się domyślić kopalnie należą do bardziej majętnych lokacji, czego nie można napisać o zwykłych lasach. Cała zabawa polega zaś na tym, aby w wyznaczonym obszarze gromadzić jak największe obszary z mnóstwem koron, co zapewnia punkty według mnożnika: pola x korony.

Całość mechaniki z Kingdomino zostało ponownie zaimplementowane w Queendomino, tak więc w kwestii opisu tury przekierowuje do poprzedniej recenzji. Tutaj zaprezentowane zostaną nowinki, wśród których pojawiły się: nowy rodzaj obszarów, rycerze, wieże, smok, królowa oraz...

Pieniądz przede wszystkim!

Straszny to banał, ale to fakt, w Queendomino pojawiły się pieniądze! Każdy gracz rozpoczyna z drobnym zapasem gotówki oraz jednym rycerzem, którego może wykorzystać w trakcie jednej ze swoich tur. Pionek jest wówczas umieszczany w wybranej włości, a jego właściciel otrzymuje tyle złota, z ilu obszarów składa się dana posiadłość. Po co to wszystko?

Ważną rolę odgrywa nowy rodzaj obszaru – miasta. Początkowo obszar jest pusty i kompletnie bez znaczenia, jednakże dysponując środkami finansowymi można – i to jest kolejna opcjonalna akcja – pozyskać budynek z przeznaczonej do tego planszetki. Cena budynku jest uzależniona od położenia na torze i budynki z lewej strony są droższe, z prawej zaś tańsze. Cena jednak zmienną jest, bowiem w przypadku pozyskania nieruchomości, pozostałe przesuwane są w prawo, zaś puste pole wypełniane jest nową płytą.

Jak łatwo się domyślić, budynki są właśnie esencją Queendomino, odróżniającą od poprzednika. Najprostszym efektem są punkty wbite w budynku na sztywno. Inne zapewniają dopływ rycerstwa, a co za tym idzie kasy. Kolejny rodzaj budowli oferuje wieże – o nich będzie za chwilę. Najciekawszą kategorią są jednak budynki punktujące za każdą wyizolowaną włość. Dzięki temu nie trzeba zbierać wielgachnych połaci, za to można pójść w rozdrobnienie wybranego typu terenu. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby mieć dwie identyczne budowle i pomnożyć profity. I ostatni typ, czyli budowle zapewniające profity za każdego pozyskanego rycerza oraz wzniesioną wieżę. Także tutaj efekt można spotęgować i dysponując pokaźną drużyną wojów również zaopatrzyć się w dwa identyczne budynki.

Pora na wyjaśnienie czemu służą wieże. Ano, gracz dysponujący największą liczbą wież otrzymuje przywilej zaproszenia królowej, a ta odwdzięcza się obniżeniem kosztu budynków o jedną monetę. Niby niewiele, ale to całkiem dużo. Ponadto podczas podliczania punktów, właściciel pionka królowej może przesunąć ją do wybranej włości i potraktować jako dodatkową koronę podczas punktacji. A to już jest poważny biznes. No i smok, nieco zapominany podczas zabawy. To trzecia – po wysłaniu rycerza oraz pozyskaniu budynku – opcjonalna akcja. Raz na turę jeden z uczestników za cenę monety może wysłać smoka na żer, czyli spalić jeden z budynków; oczywiście najlepiej taki upatrzony przez rywali.

Jest po królewsku!

Queendomino w sposób bardzo uatrakcyjniający rozwarstwia rozgrywkę. Pierwowzór, czyli Kingdomino w swojej istocie działania premiował tworzenie możliwie dużych obszarów z jak największą liczbą mnożników. W takiej sytuacji przypadkowe, pojedyncze pole zazwyczaj pełniły funkcję niechcianych nieużytków, nie przynosząc tym samym żadnych profitów.

Obecnie nie tylko w znacznym stopniu wyeliminowano tę niedogodność, ale nawet stała się ona częścią taktyki oraz metodą sięgnięcia po zwycięstwo. Obok budowania włości można – a nawet należy! – bacznie obserwować pojawiające się budynki, co może przyczynić się do wypracowania strategii na bieżącą partię. Ot, dwie lokacje punktujące za każde pole z wodą natychmiast przeorientują zachowanie gracza, który zadba, aby jego włości wyglądem przypominały Mazury. Trzeba jednak mieć na uwadze, że trudno tutaj mówić o z góry zaplanowanym sposobie grania; w Queendomino raczej należy reagować na zaistniałą sytuację i skrupulatnie wykorzystywać wszelkie nadarzające się możliwości.

Oczywiście to tylko jedna z dostępnych opcji, budynki zapewniają przecież dopływ rycerzy, a co za tym idzie – gotówki, wież, co z kolei zapewnia przychylność królowej oraz bezcenne punkty. Dodatkowo należy wykorzystywać każdą potencjalną okazję i dysponując kilkoma wieżami lub drużyną rycerzy, nabyć przy pierwszej okazji budynki punktujące właśnie te elementy. W ten sposób wszystkie składowe gry zazębiają się i tworzą spójną, jednolitą całość.

Należy jeszcze wspomnieć o kolejnym smaczku – zdecydowanie podwyższonym poziomie interakcji. Profit zapewniany przez królową jest na tyle wartościowy, że warto zaprosić ją w gościnę do swoich włości. Kiedy już władczyni zagości w królestwie jednego z graczy, należy spodziewać się, że pozostali spróbują przelicytować rywala i tym samym przyciągnąć dobrodziejkę do siebie. Warto też obserwować posiadłości oponentów, nierzadko bowiem widać, jakie budynki znajdą się w kręgu ich zainteresowań. Wówczas to można użyć smoka i tym samym utrudnić komuś życie. 

Dobrze się jednak złożyło, że nowinki nie odbiły się negatywnie na walorach, za które gracze polubili pierwowzór. Queendomino teoretycznie jest tak samo proste, jak Kingdomino, należy tylko ogarnąć dodatkowe opcje, chociaż sama rozgrywka oferuje jednak więcej i wymaga większej elastyczności podczas budowy królestwa. Niby kilka niewielkich mechanizmów, ale jednak gra została w sposób istotny zmodyfikowana. W praktyce grając z dziećmi zdecydowanie postawię na podstawowe Kingdomino, zaś omawianą wersję zdecydowanie pozostawię dla zabawy w gronie dorosłych graczy. Ostatnią rzeczą, obok której nie wolno przejść obojętnym, jest możliwość miksowania obu gier, nawet jeśli opcja nie jest dostępna podczas rozgrywki w duecie. W zamian swoje dominia może budować aż do ośmiu graczy.

O ile Kingdomino skradło moje serce, o tyle Queendomino tylko wzmocniło uczucie. Pozostając zasadniczo grą familijną, tytuł wykonał krok do przodu i tym samym ma szansę trafić do szerszego grona graczy. Ciekawe czy to już ostatnie słowo Bruno Cathali.

Plusy:

  • zachowana prostota zasad
  • zdecydowanie więcej opcji taktycznych niż w Kingdomino
  • możliwość łączenia obu gier
  • rozgrywka aż do 8 graczy
  • ładne i estetyczne – tak jak można było się tego spodziewać
  • jest interakcja!

Minusy:

  • może troszkę na siłę, ale to nie jest już gra dla dzieci

 

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za przekazanie gry do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Queendomino
Seria wydawnicza: Kingdomino
Typ gry: familijna
Projektant: Bruno Cathala
Ilustracje: Cyril Bouquet
Wydawca polski: FoxGames
Data wydania polskiego: maj 2019
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 8 lat
Czas rozgrywki: ok. 30 min.
Cena: 119,99 zł
Mechaniki: Area Enclosure, Card Drafting, Tile Placement, Variable Phase Order



Czytaj również

Kingdomino
Klasyka wynaleziona na nowo
- recenzja
Wielka Pętla
Pedałuj z głową!
- recenzja
Kroniki Zbrodni: Noir
Klimatyczny mrok
- recenzja
Dziennik 29
Łami-główka, czasami miażdży-główka
- recenzja
Mr. Jack – dodatek
Świeża krew
- recenzja
Mr. Jack
Klasyk powraca
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.