» Recenzje » Pelican Bay

Pelican Bay


wersja do druku

Drewniane pelikany podbijają kafelki

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło
Ilustracje: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski

Pelican Bay
Pomysłowość wydawców co do nazywania swoich przedsiębiorstw nie przestaje mnie zadziwiać. Właśnie udało mi się nawiązać kontakt z niemiecką firmą o wdzięcznej nazwie Drei Hasen in der Abendsonne co po naszemu znaczyć będzie mniej więcej tyle co: Trzy zające przy wieczornym słońcu. Rzeczywiście, logo firmy to trzy uszate zwierzaki, które obserwują zachód słońca. Zapraszam do recenzji tegorocznej nowości o wykładaniu kafelków z pelikanami w roli głównej.
Historia pewnego pięknego, wgniecionego pudełka
Niestety, stało się nieuniknione – źle zostało zabezpieczone pudełko i gra przyszła z wgniecionym wieczkiem. A ilustracja na nim jest niezwykle malownicza z pięknym, błękitnym morzem. Pod wieczkiem kolejny zgrzyt, czyli brak wypraski, który to brak rekompensuje nieco specjalna tekturowa wkładka. W środku znajdziemy woreczek z ciemnoniebieskimi, drewnianymi pelikanami – wyglądają całkiem uroczo. W zestawie ujrzymy jeszcze grube, sześciokątne, zabezpieczone ochronną siateczką kafle. Ilustracje na nich są estetyczne i bardzo udane. Przyjemnie się na nie patrzy nawet po kilku rozgrywkach. Wyniki notujemy w specjalnie przygotowanym notesie – szkoda, że zabrakło jakiegoś ołówka w komplecie. Instrukcja to szyta książeczka w 4 językach (niemieckim, angielskim, francuskim i włoskim). Niestety, widać, że autorami zasad są rodowici Niemcy. Angielskie zasady są pisane dość zawile, miejscami przy użyciu wyszukanego języka. Pierwszy raz mi się zdarzyło (a czytałem już kilkadziesiąt instrukcji w języku Szekspira), że musiałem się przy tak krótkim opisie tak wiele razy posiłkować słownikiem. Zasady są, niestety, momentami tak niejasne, że nadal nie wiem czy gram dobrze!
Czyj las, laguna czy plaża więcej zajmie miejsca?
Zabawa polega na dokładaniu kafli (nie wiedzieć czemu autorzy gry nazywają je uparcie… kartami) do tych już wyłożonych na stół. Grę rozpoczynamy z 2 kafelkami oraz kilkoma pelikanami – zależy to od liczby uczestników rozgrywki. Tworzy się "startową planszę" z 3 losowych "kart". W swojej turze gracz:
  • wykłada 1 lub 2 kafelki – trzeba pamiętać, że muszą one pasować typem terenu (plaża, tropikalny las i laguna) do już wyłożonych "kart".
  • zlicza wartość punktową największego wyłożonego regionu – każdy typ terenu na osobnym kaflu tworzący dany obszar jest wart 1 punkt;
  • oznacza swój wynik w notesie;
  • uzupełnia swoją rękę, aby mieć na ręce znów 2 "karty".
Jeżeli graczowi w swojej turze poprzez dołożone kafelki uda się utworzyć zamknięty obszar jednego z typów terenu to umieszcza on na nim pelikana ze wspólnej puli lub puli któregoś z przeciwników. Teraz może dobrać 2 kolejne "karty" i podjąć następną turę lub przejść do punktowania. Zdobywamy bonusy za zamknięty region oraz największy jaki rozszerzyliśmy w tej turze. Potem zabieramy pelikana do swojej puli – każdy ptak na koniec rozgrywki to dodatkowe 3 punkty! Zrekompensować słabszą pozycję 2 pierwszych graczy ma za zadanie żeton jokera. Szczerze mówiąc, rzadko się o nim pamięta a sytuacji do jego użycia też nie ma za wiele. Ale na pewno cieszy, że twórcy pomyśleli o wyrównywaniu szans między uczestnikami. Takie zadanie ma również finałowa runda, gdzie zmienia się kolejność graczy i ostatni zostają pierwszymi. Ostateczna runda zachodzi, gdy wyczerpie się standardowy stos i uczestnicy sięgają po stos rezerwy. W finale każdy wykłada tylko raz 1 lub 2 karty.
Pelican Bay posiada osobny wariant dla 2 osób, gdzie dostępny jest tylko jeden joker, a pelikanów jest 5 zamiast standardowych 7. Tryb solo polega na utworzeniu z wszystkich 67 kart jednego zamkniętego obszaru laguny, lasu tropikalnego lub plaży. Tu twórcy się niezbyt wysilili. Nie ma też opcjonalnych zasad zabawy – utrudnień czy urozmaiceń.
Komu pelikany, komu?
Przyznam się szczerze, że Pelican Bay to pozycja trudna do oceny. Naprawdę ładnie wykonana, z ciekawym mechanizmem zamykania obszarów i zaznaczania ich uroczymi pelikanami. Zasady gry są jednak mocno nieprecyzyjne i niejasne, przez co nie do końca wiemy czy dobrze gramy. Pelican Bay to porządna gra kafelkowa, gdzie poszerzamy obszar i zliczamy punkty. Szału jednak nie ma, choć jeśli będzie okazja – warto spróbować i ocenić czy przypadnie do gustu. Plusy: *drewniane pelikany *ładne ilustracje "kart" *ciekawy mechanizm zamykania obszarów Minusy: *słaba instrukcja *niejasne i nieprecyzyjne zasady
Dziękujemy wydawnictwu Drei Hasen in der Abendsonne za udostępnienie gry do recenzji.
6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Pelican Bay
Typ gry: familijna
Projektant: Jacques Zeimet
Ilustracje: Rolf Vogt
Data wydania oryginału: 2013
Wydawca polski: Drei Hasen in der Abendsonne
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: ok. 30 min.
Cena: ok. 28 €



Czytaj również

Słońce i księżyc
Wszystkie pory dnia i nocy
- recenzja
Sonne Und Mond
Słońce, księżyc i podstępne zaćmienia
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.