» Artykuły » Unboxing » Origin

Origin

Origin
Praprzodkowie gatunku ludzkiego zeszli na stałe z drzew na kontynencie afrykańskim. W ciągu kolejnych milionów lat przemierzyli cały glob, zasiedlając z czasem najbardziej odległe zakątki kuli ziemskiej. O żmudnym procesie wędrówki przodków dzisiejszego homo sapiens opowiada gra planszowa Origin. Lecz zanim omówimy szczegółowo przebieg rozgrywki, zapraszamy do zapoznania się z zawartością pudełka. A jest co podziwiać...

 

 

Origin to całkiem ciężkie pudełko, chociaż stosunkowo niewielkie rozmiary 33 x 23 cm na pierwszy rzut nie zapowiadają zbyt wielu elementów. Okładkę zdobi bardzo sympatyczna oraz wielce pomysłowa ilustracja przedstawiająca jaskiniowców pochylonych nad planszą omawianej gry. Grafika sama w sobie jest cenną informacją na temat familijnego charakteru gry, ale nie tylko ona przykuwa uwagę nabywcy. Zwraca uwagę także logo wydawnictwa Matagot, znanego z bardzo wysokiej jakości swoich produktów. Przykładem mogą być Cyklady, Kemet, Giants oraz Takenoko. Co tu kryć, poprzeczka oczekiwań z miejsca została zawieszona bardzo wysoko.

Plansza Origin utrzymana jest w pastelowej tonacji kolorystycznej. Przedstawia nie do końca uformowane jeszcze kontynenty wraz z cieśninami, przez które można przedostać się na drugi ląd. Na pierwszy rzut oka może nie zostać pozytywnie odebrana, bowiem jej prostota i barwy sugerować mogą nie tyle grę familijną, co wręcz dziecięcą. Nic bardziej mylnego, ale więcej o tym będzie można przeczytać w szczegółowej recenzji.

Ważnym elementem są żetony rozwoju (szary kolor), które symbolizują poziom rozwoju plemion należących do graczy. Będą one punktować na zakończenie gry. Okrągłe, zielone żetony to punkty wynikające z zajęcia obszarów łowieckich, a małe niebieskie żetoniki przyznawane są w momencie objęcia kontroli nad cieśninami. 

I druga strony wypraski. Ogólnie rzecz ujmując jakość wykonania żetonów stoi na poziomie, którego należało oczekiwać od wydawcy.

Plansza nagród, na której umieszczane są karty oraz przedstawione wyżej żetony.

Instrukcja. Oryginalnie dołączone są cztery wersje językowe, niestety polskiej brak. Ta jest dołączana przez polskiego dystrybutora w formie czarno-białej, niskiej jakości kserokopii, stąd też lepiej chyba pobrać wersję PDF i wydrukować we własnym zakresie.

Karty. Ten element także stoi na wysokim poziomie. Do ich produkcji wykorzystano znakomitej jakości fakturowany papier. Karty dzielą się na trzy kategorie: celów, które należy zrealizować (fioletowe), wydarzeń (zielonkawe, ale z zagadkowego powodu określane w instrukcji mianem żółtych) oraz karty efektów stałych (pomarańczowe).

A tak wygląda fantastyczna wypraska Origin, zawierająca poza elementami opisanymi wyżej, także to, co jest istotą rozgrywki: pionki plemion. W sumie wszystkie możliwe wariacje, na które składają się: trzy kolory, trzy rozmiary szerokości oraz trzy rozmiary wzrostu. Jak na poniższym zdjęciu widać, wszystkie elementy wyglądają bardzo atrakcyjnie po umieszczeniu w pudełku.

Od tego małego, czarnego ludzika wszystko się zaczęło. Jeśli chodzi o wykonanie pionków oraz ich walory estetyczne, to jedyne określenie przychodzące na myśl brzmi: to jest fantastyczne! 

Pionki, pudełko i plansza. Origin pieści wzrok nabywcy każdym swoim elementem. Jakość wykonania stoi na rewelacyjnie wysokim poziomie.

I ostatni element. Te pstrokate kółeczka to żetony wiosek, na których (bądź wewnątrz których) umieszczane będą pionki. Wioski służą do oznaczania przynależności pionka do któregoś z uczestników zabawy.

Oglądając zawartość pudełka z grą Origin nie sposób nie popaść w zachwyt. Kolorowe, wykonane ze świetnych materiałów, ciekawie zaprojektowane i zwyczajnie śliczne elementy zachęcają do szybkiego zapoznania się z instrukcją i rozegrania pierwszych partii. 

A jak gra wypada w praktyce i czy zapewnia tak samo wiele frajdy z zabawy, jak i oglądania? O tym już niedługo na łamach naszego serwisu




Czytaj również

Cyklady: Tytani
Fotounboxing #8
Kemet
Fotounboxing #2
Nefertiti
Czyli jak wybrać gustowny drobiazg dla żony
- recenzja
Kemet – Set
Jeden na wszystkich, wszyscy na jednego
- recenzja
Kemet – Ta-Seti
Gdy trzy piramidy to za mało
- recenzja
Kemet
Bitwy u stóp piramid
- recenzja

Komentarze


Don Czeslavio
   
Ocena:
0

To oczywiście czystej wody czepialstwo z mojej strony ale zabawnie czyta się fragment "ilustracja przedstawiająca jaskiniowców" opisujący grupę ludzi siedzących ewidentnie w bogatym i rozbudowanym namiocie :)

A samo wykonanie gry - przepiękne. Zaciekawiłem się tym tytułem i czekam na recenzję.

 

11-02-2015 14:38
balint
   
Ocena:
0

Teraz to i mi wydaje się ten zwrot śmieszny....

Co do samej gry: we dwoje dość przeciętnie wypada, natomiast we trzy osoby zdecydowanie nabiera rumieńców.

11-02-2015 20:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.