O kulturze przy stole i planszy

Autor: 27532

O kulturze przy stole i planszy
Planszówki to element rekreacji dla mnie nowy. Przez wiele lat byłem przekonany, że pomysłowość twórców gier planszowych ogranicza się do rzutów kością i przesuwania pionkiem, ewentualnie do szachów. Gdy przestało być modne założenie, że ich miejsce zajęły gry komputerowe, przeczytałem kilka tekstów, jakoby stanowiły zagrożenie dla gier fabularnych. Dopiero w zeszłym roku udało mi się nawiązać kontakt z półświatkiem kostek i kart, a od czerwca mijającego roku uczęszczam na cotygodniowe spotkania poznańskiego klubu Gramajda.

Każda konfrontacja ze społecznością o odmiennym hobby wymaga obeznania się z nową etykietą, która przy grach towarzyskich odgrywa szczególnie ważną rolę, warunkującą zabawę w znacznie większej mierze, niż wykonanie elementów gry. Zachowanie jednej osoby jest w stanie zniszczyć satysfakcję choćby i pięciu uczestników. Pewne maniery jednak trudno sobie uświadomić – i mam tu nie tylko na myśli biblijną belkę i oko, ale też zwykłą nieświadomość, że pewne działania mogą faktycznie sprawić komuś dyskomfort (a nawet przykrość), gdyż dla nas samych nie są one żadnym problemem.


Tłumacz cierpliwie

Na spotkaniach, na których się pojawiam, jest przyjęta prosta reguła: zawsze jesteśmy nastawieni na osoby nowe. Oczywiście, są przypadki, gdy wyjaśnienie zasad gry potrafi uniemożliwić rozegranie partyjki, jednak normą jest, że należy być otwartym zarówno na osoby nie znające zasad, jak i dopiero poznające świat gier planszowych.

Jeżeli tłumaczenie zasad jest dla ciebie udręką: nie tłumacz wcale. Jeżeli uważasz, że szkoda ci czasu na czekanie: poszukaj innej gry. Jeżeli cały czas wtrącasz się w słowo tłumaczącemu: po prostu go zastąp. Jeżeli po wyjaśnieniu zasad będziesz powtarzał, że kosztowało ciebie to wiele wysiłku, wiedz, że nikt nie będzie tego odbierał z radością.

Gdy tłumaczysz zasady, zawsze warto zwrócić uwagę na korzystniejsze rozwiązania lub podać kilka przykładów, co samemu zrobiłoby się w jakiejś sytuacji. Jest szansa, że pomoże to nabrać nieco pewności siebie.


Bądź przodownikiem partyjki

Normalne jest, że osoba siedząca blisko pudełka lub znająca zasady zajmuje się organizacją gry. Układa karty i surowce, rzuca kośćmi, układa żetony na planszy. Ta zaszczytna funkcja często sprawia, że pozostali gracze nie czują się zobowiązani, by robić cokolwiek, przez co gra niepotrzebnie się wydłuża – a „organizator” męczy. Staraj się tak zorganizować grę, by każdy dbał o jej niewielki element – dzięki temu nikt nie będzie ponosił zbyt wysokiej odpowiedzialności, a gra będzie toczyć się bez zbędnych przeszkód.


Zastanawiaj się nad ruchem w kolejce przeciwnika

Ten bardzo ważny element bywa często niedoceniany, a potrafi w ogromnym stopniu uprzyjemnić rozgrywkę. Są tytuły, podczas których jednocześnie tylko jedna osoba przeprowadza działania, pozostałe zaś są zmuszone ją obserwować. Gracz, który nie zastanawia się nad swoim ruchem w kolejce przeciwników, zabiera wszystkim uczestnikom wiele czasu, a w dodatku odczuwa na sobie dużą presję (gdyż widzi, że wszystkim zależy na tym, by jak najszybciej wykonał swój ruch). Dbaj o to, by gra była płynna – ale nie popadaj w skrajność. Jeżeli zaczniecie się niepotrzebnie spieszyć, nie tylko odbieracie sobie frajdę, ale jeszcze ograniczacie sobie pole do integracji. A przecież w grze nie chodzi tylko o to, by dobrnąć do jej końca.


Jeżeli już musisz grać tak, żeby wygrywać – rób to szybko

Ogromne emocje wzbudzają gracze, którzy nie odczują satysfakcji aż do momentu, gdy zostanie jasno powiedziane, że wygrali partię. Emocje te zazwyczaj obejmuję frustrację wokół swobodnie uciekającego czasu.

Zrozumiałe jest, że w grach planszowych do jakiegoś stopnia trzeba chcieć wygrać – to jeden z motorów do stosowania w miarę sensownych działań, które mają pozytywny wpływ na całą rozgrywkę. Gdy jednak ktoś całkowicie skupia się na zwycięstwie, tworzy misterne plany, szuka luk w zasadach, przegląda i kartkuje podręcznik, to chociaż efekt dla niego może być zadowalający, pozostali gracze męczą się.

Tego typu postawę warto zachować dla innych dążących do zwycięstwa graczy. Jeżeli nie jesteś pewny, jakie są preferencje pozostałych osób – bądź gotów popełnić kilka błędów. Nie skupiaj gry na sobie.


Nie dyktuj zasad w trakcie zyskania przewagi

Chociaż dotyczy to zwłaszcza gier bitewnych, maniera ta dostrzegalna jest właściwie we wszystkich grach rywalizacyjnych: strona dominująca zaczyna nie tylko opisywać swoje działania, ale też głośno opisuje możliwe manewry przeciwników, rozważa ich sens, opisuje, jakie muszą być efekty rzutów kości. Podczas turniejów Warhammer Fantasy Battle na konwencie Pyrkon często widywałem, że jeden gracz wiele mówił i komentował sytuację na stole, drugi zaś pokornie przesuwał swoje modele i tylko rzucał kośćmi. Sytuacja ta pojawiała się, gdy strona druga wyraźnie przegrywała.

Ten nieprzyjemny zwyczaj należy w sobie zwalczać, gdyż powoduje wyraźne uczucie stłamszenia i sprawia, że sam proces gry staje się nieprzyjemnym doświadczeniem. Jeżeli widzisz takie tendencje podczas swojej gry, staraj się ograniczyć swoją aktywność.

Inną kwestią jest gra kooperacyjna. Parę razy spotkałem się z opinią, że podczas tego typu rozgrywek zdarza mi się grać za kilka osób – na przykład podczas gry w układzie 2vs2 w Neuroshimie HEX zdarza mi się dosłownie kontrolować mego współgracza. Jest to bardzo negatywne, gdyż w gruncie rzeczy odbiera drugiej osobie frajdę, pozostawiając rolę biernego obserwatora.


Początkującego gracza pouczaj, z doświadczonym dyskutuj, nigdy nie oceniaj osoby negatywnie za podjęcie innej decyzji

Z przeciwnikami warto rozmawiać w trakcie gry o podejmowanych decyzjach. Podpowiedzi potrafią zmniejszyć różnicę między graczami początkującymi, a weteranami – lecz gdy zbyt mocno zdradza się sekrety gry, „kontrolowany” może mieć pod koniec wrażenie, że w zasadzie to nie on rozegrał swoją partię i nie jest w stanie ocenić swych umiejętności.
Zbyt liczne uwagi kierowane do doświadczonych graczy mogą zostać odebrane jako zarzut w stronę ich pomysłowości i kompetencji, co prowadzić może do agresywnej obrony.

Nie jest złem skomentowanie ruchu gracza stwierdzeniem „nie rozumiem, co właśnie zrobiłeś” i przypomnieć mu samobójcze efekty posunięcia. Należy jednak włożyć w tego typu stwierdzenia możliwie dużo taktu, przede wszystkim: zawsze oddzielać głupie decyzje od głupoty.


Nie podkreślaj, jak świetnie ci idzie, ani jak fatalnie idzie przeciwnikowi

Unikam gry z osobami, które w chwilach wyżu mocno podkreślają swoją przewagę, opisując ją językiem mechaniki i niewyszukanymi epitetami długo i kwieciście, a wszelkie zagrożenia zbywając złośliwym uśmiechem. Nie sięgając po fakt, że najsilniejszy gracz zazwyczaj staje się ofiarą przewagi liczebnej i ostatecznie kończy marnie, wszelkie elementy pychy mnie zniechęcają. Za przykład może posłużyć układanie talii w Dominionie, podczas którego osoba wysuwająca się na prowadzenie głośno podkreśla pozytywne aspekty swoich kart, za każdym razem z dumą opisując rosnący swej talii potencjał.

Równie irytującą praktyką, aczkolwiek łatwiejszą do zauważenia i zwalczenia, jest wyszydzanie przeciwników. Osoba taka zazwyczaj dosyć szybko zostaje zepchnięta na margines i jest ignorowana, lub przeciwnie: prowokuje do sporów.


Nie przeplataj fartu z umiejętnościami

Słynna regułka „głupia, losowa gra” jest o tyle zabawna, że ma w sobie niewiele wartości merytorycznej. Głupią, losową grą jest Ryzyko i Nie irytuj się, ale też zgoła popularni Osadnicy z Catanu. Nie ma, co ukrywać – z wyjątkiem gier logicznych i zręcznościowych (chociaż i tutaj nie wszystkich), niemal każde zwycięstwo w jakimś stopniu zależy od losu. Dobry taktyk w grze bitewnej lub kolekcjonerskiej karciance stara się przygotować taki plan, by element losowy możliwie zminimalizować. Normalne jednak jest, że świetny plan kończy się na niefartownym rzucie kostek, który warunkuje całą grę. Komentarz w stylu „popełniłeś tutaj błąd” potrafi przeważyć na niekorzyść rozegrania kolejnej gry. Nie przenoś elementów losowych na umiejętności graczy.


Zorientuj się, co przeciwnik sądzi o poddaniu gry

W kulturze europejskiej przyjęło się, że poddanie się na polu bitwy jest dyshonorem, wyrazem tchórzostwa. Z tego powodu bardzo często zdarza się, że podczas gry przeciwnik wyraźnie dominujący zmusza oponenta do pozostania przy stole, by wiedzieć, z jak wielką przewagą ostatecznie wygra. Więcej osób zna zasady szachowej roszady niż wie, że przewrócenie króla oznacza poddanie się (zresztą nie we wszystkich kręgach tak jest). Często w popkulturze widzimy bohaterskich żołnierzy, którzy ostatnim tchnieniem podnoszą w niebo sztandar lub walczą na pięści z o wiele potężniejszym przeciwnikiem.

W kulturze japońskiej natomiast grę w obliczu pewnej klęski uważa się za niehonorową. Samurajska spuścizna uczy, że przyjęcie wyzwania może zakończyć się od razu poprzez poddanie się. Przegrana nie jest nigdy dyshonorem – jednak nieumiejętność pogodzenia się z własną klęską i nadużywanie czasu jest uznawane za niegodne. To jedna z trudności, na które natrafiają początkujący goiści z Europy.

Jeżeli masz taką możliwość – upewnij się, czy twój przeciwnik będzie wściekły, jeżeli się poddasz. I zorientuj się, czy sam nie masz w sobie tendencji do bycia sadystą, który nieuchronnie stara się dobić pod koniec przeciwnika, każąc mu obserwować swoją klęskę.


Rozstawia, kto umie – sprzątają wszyscy

To normalne, że grający pierwszy raz nie wiedzą, jak rozstawić elementy gry – lepiej więc, by nie wchodzili „pod nogi” pozostałym osobom. Gdy jednak przychodzi do sprzątania, zawsze warto się zmobilizować. Jeżeli nie możesz uczestniczyć w sprzątaniu – przeproś, jeżeli możesz, ale pędzisz do innej gry i nie chcesz, by ci zajęto miejsce: zapytaj, czy nie jest to problemem, że już pójdziesz. Prawie na pewno nie jest – ale odrobina taktu na pewno nie zaszkodzi.

I zawsze warto podziękować za wspólną zabawę.


Używki

Jestem osobą niepijącą i średnio mi odpowiada przebywanie w towarzystwie osób nietrzeźwych. Gdy jednak umawiam się z kimś na planszówki w pubie, to uznanie, że cała grupa będzie się od alkoholi wstrzymywać, jest nie tylko naiwne, ale wręcz może prowadzić do elementów dominacji. Gdy pojawiasz się w nowej grupie, zorientuj się – choćby poprzez zwykłą obserwację – jakie są przyjęte standardy odnośnie picia, palenia, a wreszcie: jedzenia przy grach. Wbrew pozorom, każdy z tych elementów może ubrudzić, zasmrodzić, a nawet zniszczyć różne elementy gier. Są tytuły, które wprost świetnie łączą się z lekkim wstawieniem, są i takie, przy których powszechnie oczekuje się pełnego skupienia. Zwykłe pytanie: „Czy będzie wam przeszkadzać, jeżeli sobie zapalę?” może uchronić od bardzo nieprzyjemnych sytuacji.


Higiena

Ostatnie, lecz nie najmniej ważne. Wyobraź sobie grę w Jungle Speed, w której pochwycenie totemu wiąże się z grymasem niesmaku; Sabotażystę, przy którym siedząc blisko siebie odczuwasz czyjś codzienny wysiłek; Grę o Tron, podczas której konspiracyjny szept przenika czyjś nieświeży oddech; bądź samego siebie, gdy gościnnie udostępniasz swoją talię do Magic: The Gathering, a karty – na szczęście w foliach – wracają do ciebie tłuste i brudne. Naprawdę warto się zastanowić, czy nie powinno się popracować na niektórymi aspektami higieny – nie spotkałem się jeszcze z dyskryminacją ze względu na nieatrakcyjny wygląd przy stole, często za to widziałem grymasy w reakcji na osoby, którym towarzyszył nieprzyjemny aromat.

Złote reguły, w jakich można zamknąć powyższe wskazówki, określiłbym następująco:
Traktuj współgraczy tak, jak sam chciałbyś zostać potraktowany,
Graj tak, by po tej grze ci sami ludzie chcieli z tobą zagrać jeszcze raz.