» Artykuły » Inne artykuły » Mała gra, a cieszy

Mała gra, a cieszy

Mała gra, a cieszy
Niedawno PowerMilk zorganizował granie w planszówki. Miał to być wieczór "drobnicy", czyli rozgrywki w małe, raczej tanie gry. Początkowo byłam nastawiona sceptycznie do tego pomysłu. Drobnica? Ale po co, skoro jest Chaos w Starym Świecie, Posiadłość Szaleństwa i Zombicide. Co może być interesującego w tak ubogich pod względem zawartości grach, bez dużej planszy oraz tony znaczników i figurek? A jednak niektóre z tych niepozornych karcianek zrobiły na mnie wrażenie.

The Resistance: Agenci Molocha

Świetna, przegadana gra, pełna blefu i wzajemnych podejrzeń. Gracze wcielają się w żołnierzy Posterunku i agentów Molocha, nie znając tożsamości pozostałych. W czasie rozgrywki odbywa się pięć misji, na które wysyłani są gracze. Przywódca wybiera skład, który weźmie w niej udział, a następnie wszyscy głosują, decydując czy odpowiada im aktualna drużyna. Jeśli gracze nie uznają składu, to kolejna osoba staje się przywódcą i typuje drużynę. Gdy pięć razy z rzędu głosowanie będzie nieudane, automatycznie zwyciężają agenci Molocha. Po zatwierdzeniu składu, osoby biorące udział w misji, zależnie od tożsamości lub własnego wyboru, decydują o jej powodzeniu (każdy w tajemnicy, za pomocą kart misji). Żołnierzom zależy na sukcesie, natomiast agenci starają się zakończyć zadanie niepowodzeniem tak, aby nie skierować na siebie podejrzeń. Jeśli trzy z pięciu misji będą udane triumf odniesie Posterunek, jednak gdy zakończą się porażką, zwycięstwo będą świętować agenci Molocha. Występujące w grze karty intryg wprowadzają dodatkowe możliwości odkrywania tożsamości innych graczy.

Tytuł ma proste zasady i niesamowicie wciąga. Nad stołem długo trwają dyskusje kto powinien iść na daną misje, nie wiadomo komu można zaufać. W grze liczy się umiejętność blefowania, grając agentem, a także dedukcji, jeśli gramy żołnierzem Posterunku. Karty intryg w połączeniu z zachowaniem graczy dostarczają nam argumentów podczas rozgrywki, dzięki nim możemy na przykład poznać tożsamość innej osoby, stać się przywódcą czy też podejrzeć zagraną kartę misji. Agenci Molocha dobrze sprawdzą się nawet wśród osób, które wcześniej nie miały do czynienia z grami planszowymi.

 

Dinopody

Nikt nie wiedział czego się spodziewać po tej grze. W końcu to tylko karty z wizerunkami zwierząt i numerkami. Fabularnie gracze stają się łowcami polującymi na dziką zwierzynę. A tak naprawdę chodzi o to, żeby pozbyć się kart z ręki. Aktualny pierwszy gracz, zwany naczelnym łowcą, wykłada na stos od 1 do 4 kart, mówiąc jakie zwierzęta widzi np. myszy. Następnie kolejne osoby dokładają "myszy" do stosu symbolizującego stado. Cała zabawa polega na tym, że karty są zakryte i wcale tam nie muszą być wspomniane wyżej gryzonie. Ot, taka gra w oszukiwanie. Kolejny gracz w swojej turze zamiast dołożyć kolejne zwierzęta może sprawdzić czy poprzedni łowca się nie myli, co związane jest z pewnym ryzykiem. Sprawdzający odkrywa jedną z kart wyłożonych przez poprzednika. Jeśli jest na niej właściwe zwierzę, czyli oskarżenia okazały się niesłuszne, sprawdzający zgarnia cały stos. Jeśli nie, stado trafia się poprzedniemu łowcy. W grze występują również karty dinopodów, które w razie odkrycia wprowadzają dodatkowe efekty, urozmaicając rozgrywkę.

Grając w Dinopody, co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Każdego bawiło wpuszczanie przeciwników w maliny. Tytuł tak nam przypadł do gustu, że tego wieczoru zagraliśmy aż kilkanaście partii z rzędu. Na uwagę zasługują również bardzo ładne, humorystyczne rysunki zwierząt. Dzięki temu, że Dinopody opierają się na blefie, wszystko zależy od decyzji graczy, właściwie jedynym losowym elementem rozgrywki jest jej rozpoczęcie, czyli początkowe rozdanie kart. Polecam jako lekką grę imprezową. Proste zasady, odrobina dedukcji i mnóstwo blefu zapewnią wiele zabawy.

 

List Miłosny

Najmniejsza z karcianek, składająca się tylko z 16 kart. Zadaniem graczy jest przekazywanie między mieszkańcami królewskiej rezydencji tytułowego listu miłosnego, tak by finalnie otrzymała go księżniczka Annette. Oprócz rozbudowanego tła fabularnego w instrukcji pozycja nie ma zbyt wiele klimatu. Każdy z graczy ma jedną kartę z postacią, podczas swojej tury dobiera ze stosu kolejną i jedną z nich odrzuca wprowadzając jej efekt. Bohaterowie mają różne działanie na przykład podejrzenie karty przeciwnika, wymiana postaci czy próba wyeliminowania konkurenta. Wygrywa gracz, który jedyny został w grze lub w przypadku wyczerpania stosu jego karta ma najwyższy nominał.

Tytuł jest bardzo prosty i krótki, idealnie nadaje się jako przerywnik. Przypomina mi Występuje w nim sporo negatywnej interakcji oraz trochę dedukcji i blefu, co bardzo spodobało się zarówno mnie jak i znajomym. Mimo sporej losowości (niektóre zestawy postaci mogą spowodować wykluczenie z rozgrywki lub natychmiastową eliminację wybranego gracza) bawiliśmy się świetnie przy Liście Miłosnym.

Dobrą rekomendacją tej gry powinno być uznanie graczy, które przełożyło się na wyniki Golden Geek Awards. List Miłosny zwyciężył aż w czterech kategoriach: najlepsza gra karciana, familijna i imprezowa, a także został uznany za najbardziej innowacyjną pozycję. 

 

Miłe zaskoczenie

Przyznam, że ten wieczór przekonał mnie, że przy niektórych małych karciankach można bawić się tak samo dobrze jak przy pozycjach z mnóstwem elementów. Co prawda niewielkie gry mają raczej charakter imprezowy oraz nie oferują dużej decyzyjności, ale i takie warto mieć w swojej kolekcji. Cieszy mnie, że nie wszystkie imprezówki oraz fillery to gry słowne lub wymagające spostrzegawczości. Opisane przeze mnie tytuły urzekły mnie elementami dedukcji oraz negatywną interakcją, które szczególnie cenię w grach. Bogactwo małych gier jest ogromne, myślę, że każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie.




Czytaj również

List Miłosny – Edycja Rozszerzona
Kto ma szczęście w kartach, ma szczęście w miłości
- recenzja
Dinopody
Czy dinozaury kłamią?
- recenzja
List Miłosny
Królewskie podchody
- recenzja
List Miłosny
Kto jest listonoszem?
- recenzja
The Resistance: Agenci Molocha
Z Internetu pod polskie dachy
- recenzja

Komentarze


74054

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Po co nam Chaos, skoro jest Descent?

07-04-2014 22:49
Malaggar
   
Ocena:
0

Po co Descent, skoro są warcaby!

Po co warcaby, skoro jest cymbergaj?

07-04-2014 22:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.