» Recenzje » Klany Kaledonii

Klany Kaledonii


wersja do druku

Owce i whisky

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Klany Kaledonii
Mało która gra rozgrzała środowisko miłośników gier planszowych jak Klany Kaledonii. Z jednej strony do rąk graczy trafił tytuł z samej góry rankingu BGG, z drugiej strony otoczka wokół polskiego wydania wzbudziła pewien niesmak. Niezrażeni tym sięgnęliśmy po tytuł.

Czy ktoś z graczy kojarzy Juma Al-JouJou? Nawet dla największych koneserów, to enigmatyczne nazwisko niemieckiego projektanta było czymś zagadkowym. To jednak może wkrótce ulec zmianie, bo właśnie do rąk graczy trafiły Klany Kaledonii, tytuł, który szturmem podbił serca użytkowników BGG, za co otrzymał wyróżnienia 2017 Golden Geek Board Game of the Year Nominee oraz 2017 Golden Geek Best Strategy Board Game Nominee. I jeszcze tytułem obowiązku: rodzimą edycję zawdzięczamy wydawnictwu Czacha Games.

Rozpakowując karton z przesyłką poczułem ukłucie rozczarowania. Jak na grę, której cena zaczyna się mniej więcej od 180 zł, pudełko okazało się zupełnie niewielkie gabarytowo. Spodziewałem się kartonu formatu Cyklad, może Pandemii Legacy, a tu w zasadzie takie chucherko. Trzeba jednak przyznać, że zawartość kryjąca się pod wieczkiem z nawiązką wynagrodziła pierwsze, niemiłe zaskoczenie, chociaż cena jest – tak czy siak – całkiem wysoka.

W dobie wypchanych powietrzem kartonów, ten od Klanów Kaledonii zawiera wiele dobra i pustej przestrzeni jest w nim mało, zaś jakość komponentów jest bardzo zadowalająca. Elementy tekturowe są grube i należycie nasycone kolorami, zaś komponenty drewniane udanie odwzorowują dobra, które mają przedstawiać. I tak, beczki na whisky to rzeczywiście beczki, krowy to krowy itd. Dokładny spis zestawu można znaleźć tutaj, na potrzeby recenzji wystarczy napisać, że od strony technicznej rodzimej edycji niczego nie brakuje.

Warto jeszcze wspomnieć o części estetycznej. Klemens Franz, to popularny w branży ilustrator, mający w dorobku dziesiątki tytułów przygotowanych dla najsłynniejszych projektantów. Nie jest artysta zapewniający niezapomniane wrażenia i chwytający za serce rozmachem ilustracji; to jest zdolny rzemieślnik stawiający na pełną funkcjonalność, lecz bez fajerwerków. Tak jest i tym razem: oprawa artystyczna nie przyćmiewa mechaniki, ale raczej ją uzupełnia i pełni funkcję służebną. Z drugiej strony, nie można się do niczego przyczepić, bo zestaw jest po prostu estetyczny.

Rozpoczynamy eksplorację

Klany Kaledonii to propozycja ekonomiczna pełną gębą, z rozszerzaniem gospodarczej domeny, pozyskiwaniem i wydawaniem waluty, produkcją i obracaniem towarami. Produkując dobra, można przystąpić do ich równoległego eksportu, nagrodą za co mogą inne towary luksusowe, tak bardzo pożądane przez mieszkających na wyżynach Szkotów. Na koniec zabawy, wszystkie zgromadzone oraz zaimportowane dobra zapewniają solidne profity punktowe, podobnie zresztą jak zasiedlone terytorium oraz zrealizowane w trakcie każdej rudny zadania.

Przed rozpoczęciem zabawy należy jednak przebrnąć przez instrukcję. i o ile nie jest ona źle zredagowana, to jednak warto uważnie ją przeczytać przynajmniej dwa-trzy razy. Niuansów jest sporo i warto nie przegapić żadnego z nich. Później reguły należy jeszcze wyjaśnić pozostałym uczestnikom, co też nie jest trywialne, bowiem jak to w grach ekonomicznych bywa, rzeczy do objaśnienia jest sporo. Jednak rozgrywka całkiem szybo staje się zrozumiała oraz intuicyjna, co ułatwiają m.in. karty pomocy.

Oczywiście najpierw należy przygotować elementy, ale warte wspomnienia jest ledwie kilka z nich: spośród dziewięciu kafelków punktacji, w pojedynczej rozgrywce uczestnicy ledwie pięć, a ich rozłożenie na tury jest losowe. Podobnie sprawa wygląda z planszą, którą można ułożyć na kilkanaście wariantów oraz losowym doborem klanów oraz płytek określających zapasy. Klany mają o tyle znaczenie, że oferują rozmaite profity. Na początku uczestnicy dysponują startowymi środkami finansowymi, których wysokość jest całkiem rozsądna oraz skromnymi zapasami. Przyszłe inwestycje spoczywają na indywidualnych planszetkach, a rywalizacja rozpoczyna się od umieszczenia na planszy jednego drwala oraz jednego górnika, za co jednak należy zapłacić.

Wyjaśnienie reguł wszystkich rządzących rozgrywką oznaczałoby faktyczne przepisanie instrukcji, toteż najlepiej jest pobieżnie wyjaśnić meandry zabawy. Ta trwa przez pięć rund, w trakcie których gracze mogą wykonać tak wiele akcji, na ile mają ochotę, chociaż lepiej byłoby napisać, że wszystko zależy od zasobności skarbca oraz kosztu inwestycji.

Najbardziej lapidarnie można by napisać, że gracze naprzemiennie podejmują czynności, z których najważniejsze to:

  • zajęcie pola oraz dokonanie inwestycji w zwierzęta hodowlane, pole zboża lub w jedną z przetwórni surowców produkowanych przez zwierzaki lub pole. Oczywiście nie jest to czynność darmowa: należy opłacić tak pole, jak i inwestycję, która zaznaczana jest poprzez odpowiednie drewienko.
  • zakup lub sprzedaż towarów. Początkowo można dokonać dwóch transakcji, a ich zwiększenie to kolejna akcja, którą można podjąć.
  • pobranie żetonu eksportu. W jednym momencie można dysponować jednym takim kafelkiem. Określa on dobra, które należy zgromadzić, aby wykonać kolejną czynność, czyli przeprowadzić eksport, będący źródłem punktowanych dóbr importowych. Wykonanie sprzedaży uprawnia do pobrania kolejnego kontraktu.
  • warto też zwiększyć zasięg eksploracji, dzięki czemu łatwiej wejść w posiadanie najbardziej atrakcyjnych gruntów.
  • można poprawić wydajność górników i drwali, co zwiększy przychód na koniec rundy
  • i ostania rzecz to spasowanie. Kiedy  wszyscy gracze wykonają tą akcję, wówczas następuje koniec rundy.

Ostatnim krokiem w rundzie jest podsumowanie wypracowanych osiągnięć. Wówczas przychodzi pora na odebranie zysków finansowych wypracowanych przez górników oraz drwali, zebranie plonów z pól oraz odebranie wszelkich dóbr produkowanych przez zwierzęta. Dysponując odpowiednimi przetwórniami można jeszcze przetworzyć dobra podstawowe w cenne towary, ot chociażby jedno zboże może stać się jedną beczką whisky. W ostatnim kroku podliczana zostaje płytka punktacji i można rozpoczynać nową rundę, co oznacza rozłożenie na planszy głównej nowych kontraktów eksportowych.

Po piątej rundzie odbywa się jeszcze punktacja końcowa; wówczas do dotychczasowych punktów chwały doliczane są profity za zgromadzone towary, za zaimportowane dobra, za ilość zrealizowanych kontraktów eksportowych oraz wielkość zasiedlonych obszarów. I to już wszystko!

Niby nowicjusz, ale jakby znany

Gdzieś w sieci pojawiła się opinia, że gdyby nie widniejące na pudełku nazwisko nieznanego autora, można by wysnuć wniosek, że gra wyszła spod ręki tuzy gier ekonomicznych, Uwe Roseberga. Prawdę pisząc, podzielam tą opinię, bowiem ogólny zarys mechaniki, jak i jej elegancja przywodzą na myśl tytuły niemieckiego projektant i jest to jak najbardziej zasłużony komplement pod adresem jego rodaka, Jumy Al-JouJou. Mimo pewnych trudności z tłumaczeniem zasad oraz niepewnym wykonywaniem ruchów w pierwszych turach, gra w istocie nie jest tak trudna jakby się mogło wydawać, zaś kolejne minuty spędzone nad planszą mijają zupełnie płynnie i bez zbędnych przestojów.

W Klanach Kaledonii gracze koncentrują się wokół budowy własnych silniczków, gdzie część rzeczy jest dość oczywista – bez zadbania o regularny dopływ finansów ze strony drwali i górników dalsze inwestycje nie będą możliwe – inne zaś zależą od obranej koncepcji. I tutaj rywale mogą pokombinować: czy próbować stworzyć gospodarkę uniwersalną i mieć wszystkiego po trochu ale nic tak konkretnie; czy może postawić na konkretną specjalizację zapewniającą masowy dopływ konkretnych produktów, których cena będzie pewnym momencie niska, a i prowadzenie wszechstronnego eksportu stanie się wyzwaniem. Jedynym pewnikiem wydaje się to, żeby zbyt szybko nie przeprowadzać uboju zwierzyny, bowiem zakup nowych parzystokopytnych to też koszt.

Tak więc szukanie tego optymalnego układu jest jedną z największych przyjemności podczas zabawy, co niewątpliwie docenią wszyscy miłośnicy optymalnych mechanizmów, na końcu zabawy przekładających się na punkty. Próba zbudowania gospodarski idealnej, mimo iż sama w sobie zajmująca, to jednak z czasem mogłaby spowszednieć. Tutaj jednak z pomocą przychodzi szereg randomizerów, wydatnie wpływających na wysoką regrywalność: cztery dwustronne plansze dają w sumie kilkanaście możliwych kombinacji, zaś losowy dobór płytek punktujących, kontraktów oraz klanów zapewnia dużą unikalność kolejnych rozgrywek.

Interakcja pomiędzy graczami nie ma charakteru inwazyjnego. Najbardziej dokuczliwą czynnością, jaką można wykonać jest zajęcie upatrzonego – czyli zazwyczaj taniego – terenu lub dociągniecie pożądanego kontraktu eksportowego. Na rywali można wpływać również poprzez sprzedaż towarów i tym samym obniżenie ich rynkowej ceny, tutaj jednak upatruję raczej działań pod siebie, aniżeli celowego działania na złość oponentom. Ostatnia rzecz, kiedy można mówić o kontaktach pomiędzy rywalami, to szansa na tańsze pozyskanie surowców w chwili wybudowania gospodarstwa w bezpośrednim sąsiedztwie. W tej sytuacji trudno jednak mówić szkodzeniu komukolwiek. Rywalizacja w Klanach Kaledonii zdecydowanie bardziej koncentruje się wokół własnych działań, aniżeli na wojnie podjazdowej. Oczywiście, im więcej uczestników spotka się przy stole, tym robi się ciaśniej, a co za tym idzie łatwiej jest wejść w szkodę rywalom, warto jednak zaznaczyć, że gra się zupełnie dobrze również w duecie.

Wydając Klany Kaledonii, Czacha Games udowodniło – już po raz drugi – że potrafi dobrać do swojego portfolio gry dobre, ze ścisłej czołówki listy serwisu BGG. To świetna wiadomość, szkoda tylko, że nie zawsze w parze z nią idzie profesjonalne zachowanie przedstawicieli wydawnictwa. Wygłaszane przy rozmaitych okazjach, niepotrzebne i przekraczające dobry gust wypowiedzi, skutecznie a przy tym zasłużenie, nadszarpnęły wizerunek oficyny. Tak więc przy okazji niniejszej recenzji, życzę Czacha Games, aby wespół z poszerzaniem listy tytułów poszła poprawa relacji z klientami, czyli graczami.

Warto jednak odłożyć na bok wszelkie kwestie poboczne związane z polską edycją gry bowiem Klany Kaledonii zasługują na pełną atencję ze strony wszystkich miłośników gier ekonomicznych, bo najprościej rzecz ujmując: to jest świetna gra.

Plusy:

  • bardzo sprawna mechanika
  • duża unikalność kolejnych rozgrywek
  • zabawa w budowanie silniczka ekonomicznego w najlepszym stylu
  • dobre skalowanie
  • angażująca rozgrywka
  • intuicyjne zasady
  • estetyka wydania

Minusy:

  • sugerowana cena detaliczna jest po prostu za wysoka
  • tłumaczenie zasad osobom trzecim może być cierpieniem

 

Dziękujemy wydawnictwu Czacha Games za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Klany Kaledonii (Clans of Caledonia)
Typ gry: strategiczna
Projektant: Juma Al-JouJou
Ilustracje: Klemens Franz
Wydawca oryginału: Karma Games
Data wydania oryginału: 2017
Wydawca polski: Czacha Games
Data wydania polskiego: Listopad 2018
Liczba graczy: od 1 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 30-120 minut
Cena: 189,99 zł



Czytaj również

Patchwork Automa
Patchwork solo
- recenzja
Patchwork Doodle
Tetrisem i ołówkiem
- recenzja
Newton
Krótka historia... czegoś
- recenzja
Patchwork Doodle
Czy prostokąt jest kwadratem?
- pierwsze wrażenia
Gremlins Inc.
Gremliny rozrabiają...
- recenzja
Chatka z piernika
Chodź no, ciasteczko ci dam...
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.