» Recenzje » Inwigilacja luksusowa

Inwigilacja luksusowa


wersja do druku

Co tam, panie, w polityce?

Autor: Redakcja: Joanna 'Ysabell' Filipczak
Ilustracje: Kuźnia Gier

Inwigilacja luksusowa
Polityka wydaje się być tematem wręcz stworzonym do przełożenia na język gier planszowych – wyraziste konflikty i jasno zarysowane podziały przemówią do graczy ceniących sobie rywalizację; konieczność zawierania strategicznych sojuszy (i zrywania ich w odpowiednim momencie) to coś, co docenią osoby lubiące elementy kooperacyjne. Trudno więc dziwić się, że na przestrzeni lat powstało całe mnóstwo gier planszowych traktujących o polityce – od Senatora czy Im Schatten Des Kaisers po Politics i Election. Jeśli jednak pomyśleć o grze, która miałaby być osadzona w realiach współczesnej Polski, trudno powstrzymać się od poważnych wątpliwości – o ile bowiem machinacje starożytnych patrycjuszy i knowania średniowiecznych elektorów czy nawet bliższe nam czasowo starcia kandydatów do Białego Domu nie są czymś, do czego możnaby podchodzić nadmiernie emocjonalnie, o tyle rodzima polityka nie tylko potrafi burzyć krew, ale także, nie bez powodu zresztą, jawi się przeciętnemu odbiorcy jako rzecz brudna i plugawa. Dodatkowo wydawca tytułu rozgrywającego się na naszym, że tak to ujmę, podwórku, musiałby liczyć się z ewentualnością pozwów sądowych ze strony nazbyt drażliwych polityków, angażujących wymiar sprawiedliwości nierzadko z o wiele bardziej błahych powodów.
Sami swoi, polska szopa.
A jednak ktoś pokusił się o wydanie gry o polskiej polityce – mało tego, Inwigilacja Kuźni Gier okazała się na tyle dużym sukcesem, że niedawno ukazało się jej drugie wydanie, z uporządkowanymi i wyjaśnionymi zasadami, wzbogacone o nowe elementy i reguły. Dołączyła tym samym do Wiochmen Rejsera, który także ostatnio doczekał się reedycji, ciesząc oczy graczy kolorowymi obrazkami (i hiperfurmańskim beretem z antenką). Inwigilacja Luksusowa w porównaniu z poprzednim wydaniem gry z pewnością zasługuje na nobilitujący przymiotnik – twarde tekturowe pudełko zaopatrzone w plastikową wypraskę wygodnie pomieści wszystkie elementy gry, znaczniki znieczulenia (o których za chwilę) to estetyczne kartoniki, a nie odstręczające, jak ujął to jeden z recenzentów "kozie bobki", same karty także prezentują się lepiej niż w pierwszej edycji gry.
Ręka rękę sobie myje, noga nodze dołki ryje...
W Inwigilacji każdy z graczy wciela się w wybrańca narodu – posła na Sejm RP. Każdy pragnie zdobyć dla swojej partii jak największe poparcie, każdy jednak był w przeszłości uwikłany w jakąś kompromitującą aferę. W jaką konkretnie, dowie się losując z odpowiedniej talii karty teczek odpowiadające na pytania gdzie i kiedy wplątał się w jakąś podejrzaną działalność oraz czego konkretnie dotyczyła ta niechlubna (i skrzętnie skrywana) karta w jego życiorysie. Informacje te tworzą razem afery, których odkrywanie stanowić będzie główny sposób na zyskanie poklasku wyborców, a co za tym idzie – zapewnienia sobie zwycięstwa w wyborach. Zależnie od tego, w jaką ilość afer będzie uwikłany każdy z graczy wzrasta poziom komplikacji rozgrywki i – co oczywiste – jej czas. Każdy z graczy otrzymuje także dwie karty z talii, kapownik do zapisywania swoich podejrzeń odnośnie przeszłości kolegów posłów oraz jeden żeton znieczulenia – element dla rozgrywki kluczowy. Jako że na trzeźwo nie sposób (przynajmniej zdaniem autorów gry) funkcjonować w polskiej polityce, na początku swojej kolejki gracz musi nieco się otępić (co kosztuje go żeton znieczulenia), a następnie może wykonać ruch do któregoś z dostępnych pomieszczeń – hotelu poselskiego, kuluarów, restauracji, sali posiedzeń lub sali konferencyjnej; przy czym, jeśli nie posiada żetonów znieczulenia, musi skierować się do restauracji.
Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji!
Do każdego z pomieszczeń przypisane są określone akcje – wizyta w hotelu poselskim pozwala dobrać karty, kuluary umożliwiają zagranie specjalnych kart, a odwiedzenie restauracji daje możliwość uzupełnienia zapasu żetonów znieczulenia i odbycia wspólnej libacji z innym znajdującym się tam posłem, podczas której można naciągnąć go na zwierzenia i uzyskać w ten sposób choćby częściowe informacje o aferach, w które dany polityk był uwikłany. Jednak prawdziwym sednem gry jest, oczywiście, ujawnianie przed żyjącym w błogiej nieświadomości społeczeństwem szczegółów haniebnej przeszłości naszych politycznych oponentów. W sali posiedzeń można ogłosić zawartość jednej zakrytej teczki innego posła – w przypadku, gdy zarzuty okażą się prawdziwe, musi on ją odkryć, a oskarżyciel zyskuje stosowną (K6+2) liczbę punktów poparcia; jeśli zaś rozminęły się one z prawdą, oszczerca traci analogiczną ilość punktów. W sali konferencyjnej natomiast, w obecności żądnych sensacji dziennikarzy może ujawnić całą aferę innego posła, demaskując wszystkie trzy składające się na nią karty teczek (nawet jeśli któreś z nich są już odkryte) – podobnie jak w poprzednim przypadku, trafne oskarżenia powodują wzrost poparcia w sondażach, a mylne insynuacje jego spadek, jednak z uwagi na nagłośnienie sprawy w mediach poparcie to zmienia się aż o K6+6 punktów.
Ostał ci się ino sznur
Gra kończy się, gdy poparcie dla ugrupowania któregoś z posłów przekroczy 50 punktów lub gdy tylko jednemu z graczy pozostaną jeszcze nieodkryte karty teczek – wówczas zyskuje on natychmiast 10 punktów poparcia. Zwycięzcą zostaje, naturalnie, ten z graczy, którego ugrupowanie na końcu gry "wygrywa w sondażach". Oczywiście wszystko to, co napisałem powyżej, jest jednym wielkim semantycznym nadużyciem i kłamstwem lustracyjnym, a przynajmniej tylko częściową prawdą. Każda z powyższych zasad (poza warunkami zakończenia gry i określenia zwycięzcy) może być modyfikowana przez specjalne karty, dodatkowo rozgrywkę komplikują jeszcze żetony hien dziennikarskich, straży marszałkowskiej, wycieczki szkolnej i okupacji sali. Choć wszystkie one w jakimś stopniu wpływają na grę, to de facto jednak nie zmieniają jej zasadniczego przebiegu ani wymowy. Podobnie bowiem jak inny wspomniany już tytuł Kuźni Gier, Wiochmen Rejser, także Inwigilacja jest grą, która opiera się przede wszystkim na humorze, pozycją z założenia lekką, łatwą i przyjemną, raczej lekkostrawną przystawką niż daniem głównym, nad którym spędzać będziemy długie godziny. Choć może być to dla wielu osób jej największym plusem, a wszechobecne na kartach odwołania do wypowiedzi polityków wywołują nierzadko salwy śmiechu, to równocześnie jest to jej największa słabość – na dłuższą metę rozgrywki są dość podobne i powtarzalne, a samym humorem gra nie jest w stanie się obronić. Dodatkowo sporą wadą gry jest jej losowość – pech przy rzutach kostką czy niefortunnie dobrane karty łatwo mogą pogrzebać nasze nadzieje na zwycięstwo, które kapryśna Fortuna złoży u stóp naszych przeciwników. Ale z drugiej strony także i w prawdziwej polityce los bywa niestały i wczorajsi rządzący zmuszeni są grzać ławy opozycji lub zgoła oglądać obrady sejmu wyłącznie na telewizyjnych ekranach.
Zalety:
  • tematyka
  • humor
  • proste i przejrzyste zasady
Wady:
  • spora losowość
  • rozgrywka powtarzalna i na dłuższą metę monotonna
Dziękujemy wydawnictwu Kuźnia Gier za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Galeria


5.0
Ocena recenzenta
5.75
Ocena użytkowników
Średnia z 10 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: imprezowa
Ilustracje: Włodzimierz Chołostiakow, Marcin Gręźlikowski
Data wydania oryginału: 2008
Wydawca polski: Kuźnia Gier
Liczba graczy: od 3 do 5
Wiek graczy: od 15 lat
Czas rozgrywki: od 45 do 90 minut
Cena: ok. 50 zł.



Czytaj również

Inwigilacja
Ta śmieszna polityka...
- recenzja
Wolsung
- recenzja
Rice Wars
Gra niczym katana...
- recenzja
Na sygnale
Symulator polskiej służby zdrowia...
- recenzja
Wiochmen Rejser
Gra o dwóch obliczach
- recenzja
Wiochmen Rejser
Bo ja jestem furman, furman...
- recenzja

Komentarze


AdamWaskiewicz
    Ilustracje
Ocena:
0
Ilustracje ozdabiające recenzję pochodzą ze strony wydawnictwa Kuźnia Gier, jakby ktoś pytał.
05-11-2008 23:14
Ysabell
   
Ocena:
0
Dzięki, Adamie, dopisałam już. Przepraszam, zapomniałam napisać to przy wrzucaniu.
06-11-2008 00:40
~Prezes

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A wie może ktoś na jakiej zasadzie działają żetony hien i wycieczki szkolnej? Niby jest napisane na kartach jednak nie jest to sprecyzowane dokładnie i nie wiadomo kto ma rzucać i kto ma dostać poparcie itd. może ktoś to objaśnić?
25-12-2009 21:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.