» Artykuły » Inne artykuły » Imprezówka dla każdego

Imprezówka dla każdego


wersja do druku

Redaktorzy Poltera polecają

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Imprezówka dla każdego
Nie zastanawialiście się nigdy, jaką imprezówkę kupić spośród zalewu gier takiego rodzaju na dzisiejszym rynku? Nie wiedzieliście co kupić na prezent lub na co przeznaczyć czas na konwencie? Ponieważ przez cały tydzień na Polterze trwa Tydzień z Imprezówkami wydaje się idealnym pomysłem, aby zakończyć go artykułem polecankowym. Trzech redaktorów serwisu Poltergeist opisuje najlepsze, ich zdaniem, gry nadające się na imprezę.
ScripterYodaGry imprezowe to chyba najmilszy dla gracza gatunek planszówek. Po pierwsze, zawsze łatwo znaleźć chętnych do rozgrywki. Po drugie, zazwyczaj takie gry są małe i łatwe do przenoszenia. W końcu gra się w nie chyba najwięcej, co wynika po części z punktu pierwszego. Muszę przyznać, że kilka imprezówek już poznałem, ale nadal co chwila czytam o zaskakujących mnie projektach. Jak na razie najciekawsze w mojej opinii tytuły to: 1. Crokinole - na najwyższym miejscu stawiam genialną grę zręcznościową. Nie jest to do końca imprezówka, jednak świetnie się na nią nadaje. Niestety, ma ona dwie duże wady. Największa to cena - specjalny stół do gry kosztuje około 500 zł. Drugim minusem jest mała mobilność stołu. W takim razie jak poznać grę? Wystarczy pójść na jakikolwiek konwent i popstrykać razem z ekipą Luzodajni 2. Palce w Pralce - kolejny konwentowy klasyk, czyli pokazywanie gestów w rytm słynnego przeboju Queen We will rock you. Zabawa gwarantowane, tak samo jak obolałe ręce po godzinach wybijania rytmu i pokazywania znaków. 3. Uga Buga - na następnym miejscu plasuje się kolejna gra od Cocktail Games. Jest chyba najbardziej szalona w moim zestawieniu - mówi o wyborach nowego wodza plemienia jaskiniowców, które odbywają się drogą pojedynku słownego. Krótko mówiąc, IKI, MITI, UGA, HA!!! 4. Dr. Shark - najnowsze dzieło, będące współpracą autorów 7 Cudów Świata i Cyklad to świetny przerywnik w każdej sytuacji. Dzięki świetnemu pomysłowi - wykorzystaniu dotyku przy zdobywaniu punktów zwycięstwa - i niezbyt wielkiej interakcji, tytuł ten świetnie się sprawdza jako dodatek do rozmowy, czy filmu. 5. King of Tokyo - zestawienie zamyka klimatyczna kościanka, w której wcielamy się w ogromne potwory, którym Godzilla nie straszna! Przepiękne grafiki i proste zasady pozwalają wczuć się w temat. Wady: cena i czasami down-time. Poczekalnia:
  • Bang - w Banga grałem dwa razy i znalazł się on na tej liście z powodu zupełnie odmiennego niż reszta; chciałbym go po prostu zwyczajnie odradzić. Losowość, niska decyzyjność i ogroooomny down-time to tylko podstawowe wady tej gry. Dodać do tego trzeba jeszcze brak emocji i tragiczną ikonografię. Niestety dla niego (a na szczęście dla mnie), prawdopodobnie już więcej do niego nie zasiądę.
  • Tik Tak Bum - postanowiłem wymienić najlepszą grę słowną, jaką znam, a taką jest jak na razie Tik Tak Bum, w którym to musimy na czas znaleźć odpowiednio słowo. Jeśli nam się nie uda, cóż... bomba, którą trzymamy w ręku po prostu wybuchnie. Zabawa jest przednia, choć nie na tyle, aby tytuł ten dostał się do mojego [b]Top5[/t].
  • Tańczące Jajeczka - dopiero co minęły święta wielkanocne, nie można więc nie wspomnieć o grze z jajkami w roli głównej. Na szczególną uwagę zasługuje postać autora - Roberta Fragi, który słynie z niekonwencjonalnych i szalonych pomysłów. W jego innym dziele jako słonie trąbami (trąbkami urodzinowymi) staramy się zdjąć gałązki z kręcącego się drzewa.
  • Get Bit - to kolejny "dziwoląg" (w dobrym tego słowa znaczeniu), o którym należy wspomnieć. Gra, w której wcielamy się w wodoszczelne roboty uciekające kraulem przed rekinem metalotrawiennym, musi być szalona. To prawda, zapewnia ona dobrą zabawę, którą ułatwia świetne wydanie.
  • Futbol Ligretto - na koniec wspomnę jeszcze o tytule, z którym miałem najwięcej problemów przy tworzeniu mojego [b]Top5[/t]. Ta mała karcianka pewnie by do niego wskoczyła, gdyby nie fakt, że mało komu, oprócz mnie, ona się podoba. Ja jednak gorąco polecam spróbować, szczególnie, że cena (20 zł) jest bardzo kusząca.
repek: Impreza niejedno ma imięParty games to świetne rozwiązanie na imprezę lub szybkie posiedzenie w konwentowym Games Roomie. Nietrudno jednak zauważyć, że istnieje parę gier, które, choć nie są reklamowane jako imprezowe, na imprezach świetnie się sprawdzają. Powiem więcej: można zrobić imprezę wokół nich. Poniższe propozycje należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka. 1. Battlestar Galactica, czyli "gdybyś był człowiekiem, to nagięcie zasad by ci nie przeszkadzało". Film jest tak kultowy, a mechanika i charakterystyki postaci tak dobrze oddają klimat serialu, że jego nastrój szybko udziela się w trakcie rozgrywki. Oczywiście, najczęściej w parodystycznej formie. Nie zostanie wykonany jeszcze pierwszy skok, a wszyscy już wyzywają się od Cylonów i puszczają żartobliwe uwagi o święcących się kręgosłupach. Na powodzenie tej planszówki wpływa zatem nie tylko jej kooperacyjna miodność, ale i potencjał tworzenia wesołej atmosfery przy stole. W tej grze możesz przegrać, a i tak cieszysz się jak dziecko. 2. Gra o tron, czyli rozbijacz związków i przyjaźni. O ile gra Coreya Konieczki niemal zawsze konsoliduje grających, to zmagania rodów Westeros w czterech przypadkach na trzy kończą się ciężkimi kłótniami. W trakcie imprezy z GoTem w roli głównej należy uważać jak na przyjęciu u angielskiej królowej - kogo się atakuje i z kim ma się zamiar zerwać sojusz. 3. World of Warcraft Boardgame, czyli drinking game. Wydaje ci się, że ta przeróbka popularnego MMORPG nie ma nic wspólnego z imprezowością? To nieprawda. Po prostu trzeba spojrzeć na nią z odpowiedniej perspektywy. Dzielicie się na dwie drużyny po trzy osoby, optymalnie według klucza płci lub zainteresowań pozagrowych. Zaczynacie grę, rozwijacie nieco postaci i odkrywacie, że w czasie, gdy jedna grupa bije się przez piętnaście minut z potworami, wy możecie spokojnie pogadać (tu w grę wchodzi klucz podziału drużyn) i spożyć przyniesione napoje (klucz jak w poprzednim nawiasie). Po kwadransie zamieniacie się rolami. Należy tylko pamiętać, by zostawić nieco jedzenia i picia dla drugiej drużyny. 4. Dominion, znany także jako zabójca imprez. Dajesz czterem zupełnie zielonym graczom tę grę i masz ich z głowy na cały wieczór. Musisz tylko uważać, by kolejna czwórka nie odebrała zestawu siłą. Można nie lubić Dominiona, ale względna szybkość rozgrywki i karciana formuła sprawiają, że ten tytuł silnie uzależnia w krótkim czasie.
SentheOd gier imprezowych prawdopodobnie zaczęło się zainteresowanie wielu osób nowoczesnymi planszówkami w ogóle. Sama znalazłam się w tym gronie, kiedy parę lat temu, po wylądowaniu na konwencie, dowiedziałam się od nowego znajomego, że "- Jutro będzie turniej Prawa Dżungli, już cię zapisałem... - Ale ja nie umiem w to grać! - Nauczysz się...". Niezwykłą zaletą imprezówek jest przystępność zasad, a zaraz po niej - niska cena i krótki czas trwania. Wszystko to, w połączeniu z nieskomplikowaną, ale sympatyczną rozrywką, jaką zapewniają, składa się na popularność wśród mało doświadczonych graczy. Wśród doświadczonych imprezówki lubiane są już mniej, zapewne z powodu faktu, iż jednak trudno znaleźć coś bardziej niesprawiedliwego, losowego i denerwującego niż dobra gra imprezowa. Obecnie prawie nie gram w gry imprezowe, ale sentymentem darzę między innymi poniższe tytuły: 1. Jungle Speed, czyli zabijanie się, drapanie, kopanie i gryzienie. Prawo dżungli mówi jasno - zwycięży najszybszy (albo dziewczyna o najostrzejszych paznokciach). Wiele razy doznawałam licznych obrażeń podczas desperackiej walki o totem, a turnieje Jungle Speeda zdecydowanie należą do najbardziej emocjonujących starć, w jakich brałam udział. Wersja "oryginalna", czyli niespolszczona, w mojej opinii sprawdza się o wiele lepiej niż młodsza siostra (Prawo Dżungli) - symbole są bardziej przejrzyste i łatwiejsze do przyswojenia dla nowych graczy ("Ale przecież one są takie same!!"). 2. Jenga - wyciągnij klocek, nie zawal wieży. Brzmi banalnie? Nieskomplikowane zasady dają jednak możliwość wykonywania nieludzkich kombinacji - widywało się strącanie pojedynczych klocków i obracanie pięter, wszystko, byle rozchwiać konstrukcję i doprowadzić do jej zawalenia przez przeciwników. Czasem z kolei potrzebna bywała wręcz dokładna analiza ciężaru i balansu budowli, by wytypować klocki, które można wyjąć bezpiecznie. Ciekawa zręcznościówka, w sam raz dla przyszłych architektów. 3. Dobble - fascynująca odmiana gry w spostrzegawczość, w której nazwy, kolory i kształty łączą się w jedno i tworzą barwny oczopląs. Doprawdy nigdy nie miałam takiego problemu z nazwaniem klucza kluczem, a słońca słońcem. Z racji na zmieniające się w czasie rzeczywistym - w miarę wykładania kolejnych kart - warunki, nieustannie trwa wyczerpujący, emocjonujący wyścig o zwycięstwo. No i trzeba przyznać: okrągłe karty to jest to. Poczekalnia:
  • Blefuj! - gra blefu z genialnym tytułem nawiązującym do głównych bohaterów – zwierzątek, powszechnie uważanych za ohydne i oślizłe. Bardzo polecam, nie tylko ze względu na dobrą zabawę, ale też przecudnie zróżnicowane grafiki (ach, te przeurocze ropuchy...).
  • Activity - typowe kalambury z planszą, klepsydrą i, niestety, niesprawiedliwym systemem punktacji. Najlepiej pozbyć się planszy, a używać samych kart z hasłami, których znajdziemy ogromną ilość. Dobre źródło anegdot "o człowieku, który pokazywał ektoplazmę".
  • The Resistance: Agenci Molocha - kto jest dobry, kto jest zły? Najlepsza znana mi wariacja na temat Mafii. Zalety, takie jak niska cena, należycie mobilny format i oczywiście klimat Neuroshimy są nie do przecenienia. Główna wada to zasady, trochę zbyt trudne do przyswojenia, ale ostatecznie czego się nie zrobi dla możliwości wbijania przyjaciołom noża w plecy?



Czytaj również

Mała gra, a cieszy - część druga
Małe planszówki okiem PowerMilka
Uga Buga
Z wizytą u Flinstone'ów
- recenzja
PIX
Rozpikseluj imprezę!
- recenzja
Bears!
Szalona gra z misiem
- recenzja
Dixit Jinx
Abstrakcyjny powrót króla imprez
- recenzja
Sake & Samurai
O jeden kubek sake za daleko
- recenzja

Komentarze


    Bang!
Ocena:
0
Absolutnie nie mogę się zgodzić co do Banga! - u nas gra trafia na stół co tydzień i rozgrywamy z rzędu 2-3 partie, naprawdę świetnie się bawiąc. Ale gdy ktoś brak umiejętności zwala na losowość lub nieprzejrzystą ikonografię (która wbrew opinni redaktora jest bardzo jasna), to trudno się kłócić...
22-04-2012 21:24
ScripterYoda
   
Ocena:
+1
Pozwolę się nie zgodzić. Losowość w grze występuje i nie da się z tym nie zgodzić. A to choćby dlatego, że dociągamy karty w ciemno, co zawsze jest przynajmniej po części losowe. Poza tym, przy efektach niektórych kart trzeba dociągnąć kartę z wierzchu i zobaczyć jaki jest na niej symbol - jeśli jest odpowiedni efekt zachodzi, jeśli nie, to nie. Ja to widzę jako przykład skrajnej losowości, gdzie nie mam żadnego wpływu na wynik.

Co do ikonografii. Zgadza się, jest ona dosyć jasna, jeśli na karcie są normalne symbole. Jednakże, na wielu kartach występuje symbol przypominający książkę, który każe... sprawdzić znaczenie karty w instrukcji. Czemu nie można było odpowiedniej informacji zamieścić od razu na karcie (na której jest sporo wolnego miejsca)?!
22-04-2012 21:47
Repek
   
Ocena:
+1
Bang ma tę jedną prostą i zasadniczą wadę, że można zginąć po 5 minutach i patrzeć przez kolejnej trzydzieści, jak inni się bawią. To największa i zdecydowanie istotna wada tej skądinąd fajnej gry.

Pozdro
23-04-2012 00:53
Senthe
   
Ocena:
0
Rozegrałam wiele partii Banga ze względu na dziwną sympatię do niego środowisk białstocko-konwentowych. Podczas żadnej z nich nie bawiłam się dobrze, nawet pomimo fajnego towarzystwa. Próby gry w Banga to stracony czas. Swoją drogą bardzo dużo, za dużo czasu. Naprawdę mało jest gier, które darzylabym tak negatywnymi emocjami :/
24-04-2012 09:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.