» Recenzje » Gra doPifka

Gra doPifka


wersja do druku

Uwaga! Recenzja nieodpowiednia dla osób niepijących!

Autor: Redakcja: Joanna 'Ysabell' Filipczak
Ilustracje: Grajmy razem

Gra doPifka
Przyznam, że im dłużej mam do czynienia z planszówkami, tym mniej spotykam takich, które są w stanie mnie czymś zaskoczyć. Godziny w Games Roomach i na branżowych stronach internetowych sprawiły, że większość tytułów znam, jeśli nie z ogrania, to przynajmniej z widzenia. Muszę jednak przyznać, że Gra doPifka zaskoczyła mnie już w momencie, kiedy otwierałem paczkę z recenzenckim egzemplarzem – i to z wielu powodów.

Po pierwsze, tytuł był dla mnie całkowicie anonimowy. Nigdy go nie widziałem ani nie słyszałem o nim. Po drugie, jest debiutem nowej firmy o nazwie Grajmy Razem – debiutem wyraźnie spontanicznym, dokonanym bez dokładnej analizy rynku gier ani obecnych trendów, a przy tym bardzo odważnym. Po trzecie – Gra doPifka jest pierwszą znaną mi grą planszową przeznaczoną tylko dla osób pełnoletnich, mimo komiksowych, nawet zabawnych ilustracji.

No cóż, widziałem już gry brutalne, z treściami nieodpowiednimi dla najmłodszych, ale jeszcze nigdy nie spotkałem się z tym żeby picie piwa nie było zaledwie przyjemnym dodatkiem do planszówki, ale wręcz czynnością niezbędną dla prowadzenia rozgrywki. W związku z tym naszło mnie kilka refleksji – po pierwsze, że zazdroszczę betatesterom, którzy pewnie mieli okazję napić się niejednego piwa na koszt firmy, a po drugie, że obowiązkowy na pudełku napis "nieodpowiednie dla dzieci poniżej trzeciego roku życia", na opakowaniu Gry doPifka nabiera dodatkowego znaczenia. Na szczęście obok znajduje się kolejny napis ograniczający target do graczy pełnoletnich.


Z czym to się pije?


Gra doPifka jest niemalże idealnym przykładem gry imprezowej. Rozgrywkę prowadzić można niemal wyłącznie na luźnej, przyjacielskiej zabawie – nie jest odpowiednia na konwent czy nawet wycieczkę szkolną (choć na wycieczce do gry może zachęcać ten dodatkowy element ryzyka), wymaga zgranej ekipy i kufli, z których można by sączyć chmielową zupę. Oprócz tego Gra doPifka charakteryzuje się archaicznymi, prostymi do zrozumienia zasadami (rzuć
kostką, przesuń pionek, wykonaj polecenie na polu bądź na karcie, daj kostki następnemu graczowi), szybkim przebiegiem tur poszczególnych graczy, a także sporym zestawem zadań specjalnych, które sprawiają, że rozgrywka jest wybitnie imprezowa i towarzyska.

Kiedy już znajdziemy odpowiednią grupę (potrzeba nam od trzech do sześciu osób) i miejsce do gry, można wziąć się za rozpakowanie egzemplarza. Wewnątrz znajdziemy rozkładaną, tekturową planszę, której widok przywołuje rzewne wspomnienia sprzed dziesięciu–piętnastu lat, kiedy nasze oczy cieszyły gry typu "węże i drabiny". Z prostego powodu – gra korzysta z najprostszego sposobu rozgrywki, planszy w formie ścieżki, którą nasze pionki przemierzają z pomocą rzutów dwoma sześciennymi kostkami.

Oprócz wspomnianych elementów w opakowaniu znajdziemy jeszcze słomki i naklejki z kreskami, które po przyklejeniu na szklane naczynie pokazują nam, ile miarek piwa już wypiliśmy i ile nam jeszcze zostało do końca. Całości dopełnia instrukcja, będąca jedynie złożoną na pół kartką A4 ze spisem najważniejszych zasad. Normalnie oldschool totalny – aż się łezka w oku kręci, że jednak ludzie jeszcze robią takie gry.


O jeden łyk za daleko


Zasady są proste jak konstrukcja beczki. Rzucamy dwiema kostkami, żeby dowiedzieć się, o ile pól mamy przesunąć swój pionek na planszy. Pola dzielą się na trzy rodzaje – stanięcie na jednych powoduje aktywacje zasady specjalnej opisanej w instrukcji, na drugich zmusza do wyciągnięcia karty z zadaniem (których są dwa rodzaje: lekkie i ekstremalne), na trzecich zaś nie dzieje się nic szczególnego. Zdecydowana większość zasad specjalnych dotyczy tego, ile miarek piwa możemy wypić i co musimy zrobić zanim zdołamy łyknąć z kufla. Jako że pijemy przez słomki wszyscy mają równe szanse (gdyby picie przebiegało na łyki, tu już mogłaby pojawić się nierówność).

Zadania, z którymi mamy do czynienia, mogą być lekkie bądź, jak określają je twórcy, ekstremalne. Wśród tych drugich znajdą się takie wyzwania, jak tańczenie Lambady bądź spontaniczna improwizacja jeziora łabędziego. Jest też parę kart z zadaniami żywcem przypominającymi Kragmorthę – typu konieczność odbycia najbliższej tury gry na jednej nodze. W pierwszej kategorii natomiast spotkamy się raczej z kalamburami do pokazania bądź z tytułami filmów do zgadnięcia. Każde zadanie jest warte określoną ilość miarek za jego wykonanie.

Wśród pól specjalnych na planszy możemy znaleźć pozwalające nam na wypicie kilku miarek piwa, ale także bardziej złożone, jak na przykład biegun czy pustynia – podczas gdy stanięcie na biegunie zmusza nas do założenia dodatkowej sztuki odzieży, pustynia nakazuje zdjęcie jednego ciucha – limit ilości zdjętych rzeczy zależy tylko od ustalonych przez graczy norm.

Instrukcja zapoznaje graczy także z pewną dodatkową, niespotykaną możliwością rozgrywki, a mianowicie grą o stawkę. Według instrukcji gracz zwycięski może rzucić kostką i sprawdzić w tabelce, jaka nagroda przypada mu w udziale, na koszt przegranych współgraczy. Tabela zaczyna się od niewinnych stawek jak słoik ogórków, kończy zaś na zgrzewce piwa, która jest już niemałym kosztem. Ten fragment gry odrzuciłem z niechęcią już po samym przeczytaniu o nim – gry planszowe powinny być przyjemnością dla samego faktu grania, nie zaś dla jakichkolwiek nagród, mniej lub bardziej cennych. Oczywiście nikt nas nie zmusza do grania zgodnie z regułą płatnej nagrody, można więc spokojnie ominąć niefortunną zasadę (wstawioną chyba tylko po to, aby dodać grze niespotykane nigdzie indziej rozwiązanie) i przejść do właściwej rozgrywki. A tutaj dzieje się co niemiara.


Piwo, piwo, piwo, pyszne z pianką piwo, piwo...


Niestety, na rozgrywce się zawiodłem. W teorii wydaje się być idealna (bo skoro picie piwa jest fajne, to przecież zabawa przy piciu musi być genialna), jednak w zderzeniu z prawdziwymi piwoszami zawodzi. Pierwsze, co rzuca się w oczy już po pierwszych kilku rzutach, to rozmiar miarek. Pijąc w ilościach zapisanych na instrukcji (tu trzy miarki, tu dwie, maksimum to pięć), wypicie dwóch piw zajmuje dobre półtorej godziny, a to o wiele za dużo jak na grę imprezową. Rozwiązania problemu są dwa – albo zmniejszyć rozmiar naczynia (zamiast kufla na czterdzieści miarek wziąć na przykład szklanki po dwadzieścia) i ilość piw do wypicia, bądź całkowicie zmienić naczynie, z którego się pije (jedna miarka z miski do ponczu to już przyzwoita ilość złocistego płynu).

Po drugie, jedynym naprawdę zabawnym elementem gry są karty ekstremalne, które prowokują graczy do robienia głupich rzeczy, jak tańczenie Lambady czy Kaczuszek. Nie ma nic lepszego niż patrzenie na wygłupy kolegów czy nawet dokumentowanie tego na fotkach. Niestety, nie każdy rzut powoduje zagranie karty ekstremalnej, więc te tury, w których takiej się wyciągnęło, szybko zaczęliśmy uznawać za zmarnowane – zadania na planszy są mało wciągające (nie licząc tych ze ściąganiem lub zakładaniem ciuchów), a zadania z kart lekkich nadają się raczej dla dziesięciolatków, wbrew dojrzałemu targetowi gry.

Powolne picie piwa z kufli i przedłużająca się rozgrywka pociągnęła za sobą jeszcze jeden efekt uboczny – długo leżące na stole piwo przed dojściem do połowy miarek zdążyło się już ogrzać, a każdy imprezowicz wie, że nie ma nic gorszego, niż ciepłe piwo. Od tego momentu gra stawała się zdecydowanie mniej zabawna, a średnio po czterdziestu pięciu minutach rozgrywki gracze z głodnym wzrokiem patrzyli na niedopite piwo, marząc, żeby je po prostu wypić nie oglądając się na miarki czy reguły rozgrywki.

Podczas zabawy nie mogłem także oprzeć się wrażeniu, że napis "nieodpowiednie dla dzieci poniżej trzech lat", jest bliższy prawdy niż "dla pełnoletnich". Zadania przyznają za wygraną tak niewiele miarek, że poczucie nawet przyjemnego szumu w głowie wydaje się nieosiągalne i żeby mieć przy rozgrywce jeszcze przyjemność z imprezy, oprócz piwa turniejowego trzeba mieć też na podorędziu puszkę, której nie liczy się do rozgrywki – tylko po to, żeby piwna impreza mogła zachować swój charakter.


Przelała się miarka


Względem Gry doPifka mam mieszane uczucia. Cieszę się, że autorka zdecydowała się na wydanie gry – jest to pozycja naprawdę warta uwagi ze względu na oldschoolowy charakter i odważny pomysł rozgrywki podczas imprezy – jednak jeśli chcecie poznać cały fun płynący z gry, a jednocześnie chcecie się napić piwa jak dorośli, po prostu wyciągnijcie z pudełka karty ekstremalne i wykonujcie je po kolei, śmiejąc się z wygibasów kolegów. Nic nie stracicie nie sięgając po planszę, kostki ani pionki. Pomysł z kupowaniem nagrody zwycięzcy, jak napisałem, uważam za kompletną pomyłkę i staram się o nim jak najszybciej zapomnieć – co jest trudne, gdyż jest to jeden z głównych punktów marketingowych Gry doPifka.

Tym jednak, którzy szukają czegoś na chwilę dobrej, jednorazowej zabawy oraz do urozmaicenia piwnej posiadówy, polecam wydać te czterdzieści złotych, żeby bawić się jeszcze lepiej przez jeden bądź dwa wieczory.

Autor podsumowuje
Jednym słowem... niedopracowana.
Największe zalety... pomysł, ciekawe zadania na kartach ekstremalnych.
Największe wady... patologiczna zasada z kupowaniem nagrody, niedziałająca rozgrywka.
Polecam... studentom (po przeróbce zasad pod możliwości graczy).
Nie polecam... niepełnoletnim (musiałem to przecież napisać, co nie?).


Dziękujemy wydawnictwu Grajmy razem
za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: imprezowa
Ilustracje: Arkadiusz Lorenc
Data wydania oryginału: 2008
Wydawca polski: Grajmy Razem
Liczba graczy: od 3 do 6 osób
Wiek graczy: od 18 lat
Cena: 41,90



Czytaj również

Zooloretto
Wszyscyśmy od jednej jaszczurki
- recenzja
Ca$h'n Gun$
Przekręt
- recenzja
Dilbert: the Board Game
Boksy, open space i wojny podjazdowe
- recenzja
Blefuj
Ble! Fuj!
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

KRed
    ciekawy pomysł?
Ocena:
0
Tutaj wariant gry dla wyczynowców. Esencja rozrywki jest zachowana.
02-12-2008 14:16
Fenran
    adres
Ocena:
0
"Serwer odmawia wykonania żądania. Ten adres jest niedostępny."
02-12-2008 15:24
KRed
   
Ocena:
0
U mnie działa.

Hmmm, wpisz w guglach: alkohol gra. Wybierz grafikę. Chodzi o te biało czarne plansze.

EDIT: Faktycznie jest jakiś problem. W Operze linkuje OK, w Firefoxie nie działa :/ Poprawiłem.
02-12-2008 16:31
MRT_Greg
    prawie jak plagiat... ale ja nie oskarżam
Ocena:
0
Podpisuję się pod pierwszym wpisem paskud`a - tyle, że w grze tej w większości znanych mi grup, z którymi dane mi było (I OBY NIGDY WIĘCEJ) w nią grać, stosowano dużo mocniejszy alkohol ze znaną wszystkim miarką 0,025 (dla ekstremistów 0,05).
Nie przypominam sobie jednak by kiedykolwiek, ktokolwiek doszedł do mety, zwłaszcza gdy mając nadzieję na rychły koniec lądowało się na polu nr 56.

Więc porównując z powyższą recenzją - i tak źle i tak niedobrze. Ale sam pomysł zaanektowania rozgrywki do kolorowej gry planszowej jak najbardziej ciekawy
Pozdr
04-12-2008 12:16
~Mahian

Użytkownik niezarejestrowany
    :)
Ocena:
0
Właśnie dostałem grę na Święta i powiem szczerze, że bawiłem się przednio! :) Zasady lekko zmodyfikowane, zamiast 'miarki' kieliszek 50ml piwka i było super. :) Nie rozumiem, że zarzucacie grze tabelę PRZYKŁADOWYCH nagród na koniec - przecież można ustalić swoje, albo grać o nic, co to za problem. Przy picu tak jak pisałem z 50ml gra się nie nudzi, piwko się nie grzeje (na bieżąco dobierane z lodówki) i jest baaardzo wesoło. Do tego dodaliśmy zasad jednego gratis wyjścia do kibelka. Gorąco polecam, świetna gra do dobrego towarzystwa!!!
22-12-2010 01:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.