» Recenzje » Fluxx Rick and Morty

Fluxx Rick and Morty


wersja do druku

Losowość rządzi, losowość radzi, losowość nigdy…

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel

Fluxx Rick and Morty
Trwa swoisty wyścig zbrojeń. Na prowadzeniu znajduje się Munchkin, ale na wirażu może go wyprzedzić Fluxx. Kto szybciej wyczerpie wszystkie licencje świata?

Pytanie może odrobinę prowokacyjne, ale tkwi w nim ziarno prawdy. Przywołane we wstępie gry nie wyeksploatowały jeszcze wszystkich tematów, a i tak ich wielbiciele mają z czego wybierać. W samej Polsce za sprawą wydawnictwa Black Monk Games ukazało się łącznie kilkadziesiąt odsłon obu serii plus więcej niż garść suplementów do różnych edycji Munchkina. Na przełomie wakacji i początku roku szkolnego Imperium zatrzęsie się w posadach, gdy do sprzedaży trafi odsłona osadzona w świecie Warhammera 40,000. A tymczasem poznańska oficyna przygotowała dedykowaną wersję Fluxxa dla wszystkich fanów Ricka i Morty'ego .

Fluxxa standardowo zamknięto w małym pudełku mieszczącym talię 110 kart i krótką instrukcję. Całość jest schludna, a grafiki przyjemnie kreskówkowe, jednakże jeśli liczycie na wyższe doznania estetyczne to nie ten adres. Jest po prostu solidnie.

Fluxxy widzę, Fluxxy

Jeśli kiedykolwiek spędziliście czas z Fluxxem to wiecie, czego się spodziewać. Gwoli przypomnienia – na początku każdy z od 2 do 6 graczy dostaje trzy karty, a w swojej turze musi dobrać i zagrać po jednej karcie. Cały wic polega na tym, że wśród zagrywanych kart znajdują się zupełnie nowe wytyczne, jakich muszą przestrzegać wszyscy uczestnicy zabawy. Właściwie już po jednej kolejce dochodzi do sytuacji, że trzeba np. dobrać cztery karty, zagrać wszystkie karty z ręki albo odrzucić kartę ze stołu, żeby pociągnąć kilka z talii.

Nowe reguły to jedno, ale do zwycięstwa konieczna jest realizacja karty celu, jaka prędzej czy później zostaje zagrana na stół przez jednego z graczy. Aby spełnić jej warunki najczęściej wystarczy zebrać odpowiednią kombinację fantów (np. konkretną parę kart przedstawiających postacie z serialu) oraz być wolnym od kart tzw. zonków. I to w zasadzie tyle. No może poza faktem, że cele również zmieniają się z inicjatywy grających, a do tego dochodzą jeszcze akcje pozwalające zabrać czy wymienić fanty ze współgraczem, odrzucić którąś zasadę albo zajrzeć do talii i wiele, wiele więcej. Wygrywa ten, kto pierwszy wykona bieżący cel.

Fluxx, Fluxx never changes…

Chwytając dowolną odsłonę Fluxxa mam pewność, że czeka mnie nieskrępowana, głupkowata (czasem w pozytywnym znaczeniu, czasem nie) i piekielnie losowa zabawa. Nieprzewidywalność to zaleta i ogromna wada tej produkcji. Fajnie jest odkryć nową kartę czy jakiś smaczek tematyczny konkretnej edycji gry, albo dopiec przeciwnikom za pośrednictwem nowej akcji czy kradzieży fantu. Negatywna interakcja wciąż stanowi jeden z najważniejszych elementów tej produkcji i trudno polubić Fluxxa nie tolerując brudnych zagrywek.

Z drugiej strony w nieomal każdej turze zmieniają się zasady dobierania i zagrywania kart, oraz warunki zwycięstwa. Przez wymiany celów dochodzi do tak dziwacznych sytuacji, że po pojawieniu się nowego warunku zwycięstwa ktoś jest w stanie wygrać już w drugiej czy trzeciej kolejce, bo akurat ma właściwe fanty na podorędziu. Albo co gorsza tuż po ustanowieniu nowego celu dobiera brakującą kartę i od razu kończy partię. Ten miecz ma dwa końce i zdarzają się starcia w których i trzy kwadranse nie wystarczają do wyłonienia zwycięzcy. Wtedy Fluxxem można się zmęczyć, bo mimo wad to sympatyczna rozrywka – ale tylko na kilkunastominutowe partie. Przy dłuższych nasiadówkach robi się monotonny i zabawa leci na swego rodzaju autopilocie, nawet mimo ciągłych zmian na stole.

Jak w przypadku każdego Fluxxa zawodzi skalowanie w duecie. Takie partyjki pozbawione są emocji, zwykle potrzeba więcej kolejek, aby na stół trafiły pożądane cele czy fanty, a i mniej mamy szans na złośliwe zagrywki. Przy trzech osobach rozgrywka nabiera rumieńców, zaś pełni wrażeń doświadczymy w grupie czterech graczy lub większej.

Widział ktoś Morty'ego?

Czy to ciekawa rzecz dla wielbicieli serialu? I tak, i nie. Jest tu trochę odniesień do Ricka i Morty’ego, które ucieszą fanów, ale też nie występują w ilościach przytłaczających osoby, którym te postaci są obojętne. W gruncie rzeczy to kolejny Fluxx, od którego równie dobrze można zacząć przygodę z serią albo nabyć go celem zmieszania z którąś z poprzednich edycji, by jeszcze bardziej podkręcić rozgrywkę.

Fluxx sprawdza się w roli odskoczni od cięższych tytułów i zakręconej imprezówki, lecz nie sposób nie dostrzec jego drugiej twarzy – źródła frustracji, kiedy zabawa błyskawicznie czy zupełnie przypadkowo dobiega końca, bo tak zadecydował los. Jeśli miałby to być pierwszy Fluxx w kolekcji – z lekką dozą ostrożności polecam, o ile losowość i wysoka interakcja nie są dla was zniechęcające, a szukacie czegoś lekkiego i w miarę szybkiego. Posiadacze innych odsłon powinni się zastanowić, czy świeża otoczka jest tym, czego poszukują.

Plusy:

  • dynamika zabawy
  • jedyną stałą jest ciągła zmiana
  • zasady tłumaczy się w minutę
  • sporo interakcji między graczami
  • zwykle zamyka się w kilkunastu minutach

Minusy:

  • przypadkowe zwycięstwa
  • czasem trwa za krótko, czasem za długo
  • w duecie znacznie nudniej
  • dublujące się zdolności z innych edycji

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games za przekazanie gry do recenzji.

6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Fluxx Rick and Morty
Seria wydawnicza: Fluxx
Typ gry: imprezowa
Projektant: Andrew Looney, Daria Pilarczyk, Marcin Bieliński
Ilustracje: Marcin Bieliński
Wydawca polski: Black Monk Games
Data wydania polskiego: 26 kwietnia 2019
Liczba graczy: od 2 do 6
Wiek graczy: od 8 lat
Czas rozgrywki: 5-30 min.
Mechaniki: Hand Management, Set Collection



Czytaj również

Gwiezdny Fluxx
Nie ucz się reguł
- recenzja
Zombie Fluxx
Trupy z zasadami
- recenzja
Fluxx
Ciągła zmiana jest jedyną stałą
- recenzja
Munchkin Grimm
Kiedy Munchkin jest już tylko Munchkinem?
- recenzja
Super Munchkin
Superbohaterowie dziś nisko latają, będzie Munchkin
- recenzja
Munchkin Pathfinder
Tropiciel z klasycznego RPG
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.