» Recenzje » Down Under

Down Under


wersja do druku

Jak wytyczyć ścieżki w Australii

Autor: Redakcja: Joanna 'Senthe' Falkowska

Down Under
Jedną z najbardziej pożądanych przez niektórych cech planszówek jest jak największa prostota przy jednocześnie jak największym czynniku decyzyjnym. Taki układ może stworzyć świetną grę familijną. Dzieci z łatwością załapią zasady, a jednocześnie gra nie będzie zupełnie trywialna. Jedną z takich gier jest Down Under Guntera Cornetta, w której celem jest… stworzenie najdłuższej ścieżki w Australii na ograniczonym terenie. Autor znany z Hej! To moja ryba! tym razem zaprasza nas do prostej, właściwie logicznej, gry. Gracze w swojej turze wykładają na pole gry kafelki ze swoich zasobów. Na kafelkach zawsze są dwie drogi (jedna neutralna i jedna w kolorze gracza), przy czym na niektórych kafelkach obie drogi są proste i się przecinają, a na niektórych tworzą dwie krzywe. Wykładane kafelki muszą spełniać kilka zasad. Po pierwsze, zawsze trzeba przedłużać własną drogę, a więc po wyłożeniu pierwszego kafelka musimy do niego dołożyć drugi tak, aby fragmenty ścieżki w naszym kolorze się ze sobą stykały. Gracz nigdy nie może mieć dwóch oddzielnych dróg. Drugim ograniczeniem jest niemożność przyłączenia się do drogi przeciwnika. Zawsze w polu gry będzie się znajdowało po jednej drodze każdego gracza. Wygrywa osoba, która na koniec gry będzie miała drogę składającą się z największej ilości elementów. Kluczem do zwycięstwa jest więc takie układanie kafelków, aby do naszej drogi przyłączyć jak najwięcej elementów neutralnych. Pdo uwagę trzeba też brać ograniczenie wielkości planszy. W każdej grze wybieramy, na jakim polu będziemy budować nasze ścieżki. Podczas rozgrywki, kiedy długość którejś z krawędzi zrówna się z maksimum, nie będzie można jej już przedłużać. Dochodzi więc kolejny wymiar rozgrywki – odpowiednia dystrybucja posiadanymi zasobami. Trzeba bardzo uważać, aby nie pozbyć się zbyt szybko kafelków ze skręcającymi drogami i nie być skazanym na dokładanie kafelków "prostych" dróg, gdyż prędko się okaże, że nie mamy już możliwości dołożenia niczego więcej. Down Under spełnia się wyśmienicie jako gra familijna. Ma proste zasady i nie jest pozbawiona interakcji. Docenią ją zarówno osoby szukające odrobiny optymalizacji, jak i dzieci, którym spodoba się wesoła, szybka rozgrywka. Co więcej, autor postanowił dołączyć do gry jeden wariant. Używając go, zwracamy uwagę na zwierzątka stojące na naszej ścieżce. Każdy zestaw kangura, emu i dziobaka daje nam dodatkowe 5 punktów. Natomiast, jeśli na naszej ścieżce rozpanoszyły się króliki, a nie broni nas pies dingo, odejmujemy sobie punkt za każdego królika. Co ciekawie, każdy gracz ma jeden kafelek z dingo. Haczyk tkwi w tym, że pies znajduje się na ścieżce neutralnej, a więc wyłożenie takiego kafelka mocno zwiększa szansę na przejęcie dinga przez przeciwnika. Jeśli natomiast „psiego” kafelka nie wyłożymy, to automatycznie przegrywamy, nawet jeżeli zdobyliśmy najwięcej punktów. Wariant ten nie zmienia samego charakteru rozgrywki, jednak jest bardziej wymagający. To świetna opcja dla osób poszukujących odrobinę większych wymagań w bardzo krótkiej i nadal prostej grze. Nadaje się on też idealnie do gry ze starszymi już dziećmi. Down Under w wersji ze zwierzętami to wzorcowy wręcz przykład, jak powinno się łączyć prostotę zasad ze złożonością rozgrywki. Oczywiście nadal grze daleko do choćby Agricoli: Chłopów i Ich Zwierzyńca, a graczom nie śpieszno do móżdżenia, jednak nie tego się oczekuje od gry familijnej. W grach familijnych jednym z ważniejszych aspektów jest wygląd. Down Under nie omami nas fajerwerkami, feerią kolorów i wylewającą się słodyczą, dostaniemy natomiast prostą, stonowaną grafikę wzorowaną na rysunkach rdzennych aborygenów. Trzeba jednak przyznać, że poziom wykonania jest bardzo wysoki, a kompaktowe pudełko pozwoli nosić grę ze sobą praktycznie wszędzie. Autor pozostawił graczom jeszcze jedną niespodziankę. Mianowicie, kafelki w grze są od początku jawne i nie dobieramy ich z żadnego stosu, a więc rewersy nie muszą być jednolite. Gunter Cornett otrzymał więc dokładnie drugie tyle powierzchni, ile zajmuje całe Down Under. Cóż więc zrobił? Zaprojektował kolejną grę! Sturt's Tony Desert to krótka i bardzo przyjemna dwuosobówka, w której tym razem celem jest stworzenie takiej rzeki, aby dało się nią dopłynąć z jednego krańca planszy na drugi koniec planszy. Cóż, na koniec pozostaje mi tylko szczerze polecić zaopatrzyć się w Down Under przy najbliższej okazji, gdyż jest to naprawdę bardzo dobra gra. Szkoda, że nie można jej dostać w Polsce. Drodzy dystrybutorzy, drodzy wydawcy! Sprowadźcie tę grę dla polskich graczy Choć mała i niepozorna, wydana przez nieduże wydawnictwo, to jest to pozycja zdecydowanie godna uwagi – czy to dla rodzin, czy to dla graczy jako przystawka przed daniem głównym. Plusy:
  • maksimum możliwości w minimum zasad, jak na grę familijną przystało
  • bardzo szybka
  • solidne wydanie
  • nadaje się zarówno dla rodzin, jak i jako filler dla graczy
  • wariant "zwierzęcy"
  • dwie gry w jednej
Minusy:
  • niedostępna w Polsce
  • szata graficzna nie wszystkim przypada do gustu
  • dla niektórych za prosta
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


8.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Down Under
Typ gry: familijna
Projektant: Günter Cornett
Ilustracje: Ro Sato
Data wydania oryginału: 2007
Wydawca polski: Bambus Spieleverlag
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 10 lat
Czas rozgrywki: ok. 30 min.
Cena: ok. 15 €



Czytaj również

Gurami
O sudoku na planszy
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.