» Biblioteka Jedynego » Grimoire Mistrza Gry » Podziemna Kaplica

Podziemna Kaplica


wersja do druku

Czyli nawet w Redeście można znaleść przyjazny kąt.

Autor: Redakcja: Michał 'Michap' Pięta
Ilustracje: Małgorzata 'Moraine' Skowron

Radest, jak każde miasto w Dominium, ma swoje tajemnice. Wiele z nich skrywa zazdrośnie przed obcymi, kilka jednak pozwala odsłonić tym, którzy są dostatecznie wytrwali.

Jednym z sekretów, o którym niewielu udało się dowiedzieć, jest istnienie miejsca, gdzie w spokoju mogą spotkać się żołnierze pozostający w służbie królestwa Kary, oraz kościoła. Miejsce, gdzie nie muszą przestrzegać surowych reguł, jakie narzuca im życie w państwie toczącym wieczną świętą wojnę.

W "Podziemnej" można spotkać odpoczywających nad butelką wina Templariuszy, oficerów piechoty i artylerii, Inkwizytorów, a czasem podobno nawet Kardynała… Nikt nie zapyta tu o nazwisko i stopień, o przeszłość, ani sprawy zawodowe. W "Podziemnej" nie załatwia się żadnych interesów, ani nie toczy pojedynków. To azyl, i tak jest traktowany przez bywalców.


Gdzie się mieści?

Na rogu ulicy Chlebowej i Węglarzy trzeba skręcić w najbliższą bramę, za którą wyjdzie się na mały, brukowany placyk, wciśnięty pomiędzy przysadziste kamienice. Naprzeciw bramy wejściowej jest łuk ozdobiony rzeźbami dwóch gorgon. Od niego prowadzi prosty korytarz ze schodami, łączący się z klatką schodową wieżyczki przylegającej do murów budowli.

W wejściu do klatki schodowej czuwa odźwierny, wielkie chłopisko o twardych pięściach i nienagannych manierach, nie licujących zupełnie z jego posturą i poznaczona bliznami twarzą.

Mężczyźnie podaje się stopień wojskowy lub kościelny i trzy pierwsze wersy modlitwy do swego patrona. Tyle wystarczy, aby wejść, jeśli jest się stałym bywalcem. Ktoś, kto wybiera się tam po raz pierwszy, powinien pójść pod opieką jednego z nich, aby nie zostać odprawionym z kwitkiem. Służba nie jest wpuszczana wcale. Bez najmniejszych wyjątków.

Miejsce to było kiedyś zbudowane nad ziemią, jako jedna z pierwszych kaplic poświęconych świętej Milvinie, ale deviria zbezcześciły ją z nienawiści do patronki i wciągnęły całą budowlę do wnętrza podziemnej pieczary. Deviria zostały wytępione w bitwie, którą wydał im ówczesny Kardynał, ale miejsce zostało opuszczone i zapieczętowane na wiele lat z obawy przed powrotem demonów. Półtora wieku temu inny Kardynał, Leon Neville odstąpił je Zakonowi Templariuszy wierząc, że poradzą sobie z utrzymaniem w nim bezpieczeństwa. Templariusze zbadali ciągi korytarzy biegnących z jaskini ku następnym, zamurowali je i zabezpieczyli żelaznymi kratami. Na ścianach korytarzy wyryto modlitwy i pieczęcie odstraszające deviria. Po upewnieniu się, że podjęte działania okazały się skuteczne, Zakon wydzierżawił budynek handlarzowi wina, który miał w nim urządzić szynkownię, w zbożnym celu dostarczenia odrobiny rozrywki sługom Kościoła w Radeście. Z powierzonego mu zadania wywiązał się rzetelnie. Dzięki temu rozwiązaniu ciężko natknąć się w stolicy na pijanego rycerza czy awanturującego się oficera, zatem obraz niezłomnych obrońców wiary, poświęcających życie walce z Ciemnością pozostaje nieskalany.


Jak wygląda?

"Podziemna kaplica" wygląda od środka jak większość budynków sakralnych wzniesionych ongiś w Karze. Cała budowla jest z czerwonej cegły i czarnego kamienia. Wysokie sklepienie podtrzymywane jest przez szereg ostrołukowych żeber, przecięcie
nawy i transeptu nakryte kopułą, z której zwieńczenia niegdyś wznosiła się jeszcze sygnaturka. W budynku zachowały się oryginalne witraże, lecz z powodu ciemności panującej w jaskini ciężko rozpoznać przedstawione na nich figury.

Posadzka jest kamienna, z kamienia są też rzeźby otaczające kolumny. Przedstawiają one świętych, męczenników, dawnych krzyżowców i deviria poddawane wymyślnym torturom. Powyżej rzeźb w ścianach tkwią solidne haki, a pod sufitem, na potężnych łańcuchach zwisają żelazne klatki, mogące pomieścić nawet troje ludzi. Na życzenie gości, gospodarz opuszcza je i udostępnia, a potem podnosi, aż do czasu, gdy delikwent wyrazi chęć zejścia na ziemię.

Z klatek korzystają osoby, które są w żałobie, i nie chcą, by ktokolwiek patrzył na ich ból, ludzie, którzy nie chcą by ich rozmowy mogły być w jakikolwiek sposób podsłuchane, czy w końcu tacy, którzy wiedzą, że po alkoholu stają się agresywni, więc odseparowują się od reszty towarzystwa. Czasem zdarza się, ze ktoś zabierze do klatki pannę lekkich obyczajów, bo w ciemnościach pod sufitem nie da się rozeznać, co się tam dzieje. Wreszcie, niektórzy po prostu lubią patrzeć na wszystkich z góry, jak koty.

Rolę stołów w tym wnętrzu spełniają płyty nagrobne wyciągnięte z posadzki i ułożone na kamiennych legarach. W niewielkich wnękach otaczających absydy kaplicy stoją kamienne ławy przeznaczone dla tych, którym zależy na samotności, lecz nie chcą korzystać z klatek. Sam szynkwas mieści się naprzeciwko wejścia. Jest to długa dębowa deska położona na kozłach, za którą stoi gospodarz, albo któryś z jego starszych synów. Nie są zbyt rozmowni, raczej dbają o obsługę gości, i o to, by pozostać niewidocznymi. Za szynkwasem stoją półki na butelki i antałki, skrzynia na zastawę, oraz wielka beczka na wodę. Obok beczki jest klapa kryjąca zejście do jednej z krypt, gdzie przechowywane są zapasy.

W "Podziemnej" jest dość ciemno, rzadko kiedy goście życzą sobie światła przy stołach, więc najczęściej świece płoną u stóp posągów świętych i przy kontuarze szynkarza.

Szczególnie czczonymi świętymi w "Podziemnej kaplicy" są Milvina, patronka Templariuszy, i Stefan Pocieszyciel, nazywany częściej świętym Stefanem Hulaką, którego pamięć przepija się pierwszym toastem. Równie często wspomina się świętego Martina, patrona żołnierzy, co dość naturalne, zważywszy, ze nie wszyscy goście "Podziemnej" są pasowani i należą do stanu rycerskiego.


Czego się spodziewać?

W "Kaplicy" nie brakuje rozrywek. Jest to ulubione miejsce spotkań wszystkich milites dei w Radeście. Szynkownia dysponuje szerokim wyborem trunków, od lokalnego piwa, przez najróżniejsze gatunki win, aż po agaryjską przepalankę i cynazyjski absynt. Są też zimne zakąski. Jeśli jednak ktoś marzy o sutej kolacji, powinien sam zaopatrzyć się na mieście w odpowiednie jadło.

Przynajmniej raz na tydzień pod ziemię schodzi kapela, a bywalcy mogą przyprowadzić ze sobą gości. Zwykle są to rozrywkowe panie, których nie brak nawet w Radeście. Czasem, zwykle w karnawale, odbywają się bale maskowe, w tym tematyczne, jak na przykład "Księża i kurtyzany", czy "Czarownice i egzorcyści". Oczywiście zaproszenia dostaje tylko dobrane, zaufane grono, które jest znane z dyskrecji.

Znana z surowości karyjska Inkwizycja przymyka oko na tego typu zabawy, związane raczej z wykpiwaniem stereotypów i przywar danego stanu, niż z jakąkolwiek nieprawomyślnością. W czasie takich imprez wystawia się szydercze przedstawienia i parodie znanych utworów literackich. Nikt inny, jak sam książę Kardynał Kary, Dominik de Nevres orzekł, że śmiech jest orężem przeciwko Ciemności, ponieważ ten, kto się śmieje nie czuje strachu.

Z tego powodu również karnawał w Karze nie ma sobie równych, jeśli chodzi o szaleństwa i zabawę, a na słynna walkę Karnawału z Postem przyjeżdżają widzowie nawet z Ligi czy Matry. Karyjczycy doskonale wiedzą, jak ważne jest oderwanie się choć na chwilę od rutyny codzienności, by wiara nie zamieniła się w pusty rytuał.

W ostatni dzień karnawału w "Kaplicy" odbywają się Wypominki. Po mszy w Katedrze Pokuty zbierają się wtedy wszyscy przebywający w Radeście Templariusze, wspominają swoich poległych i piją za ich powodzenie w nowych wcieleniach. Albo i w piekle. Jeśli komuś szczególnym trafem uda się dostać na Wypominki, ma szansę usłyszeć sporo opowieści na temat znanych i nieznanych członków Zakonu. Takich historii nikt nigdy nie zamieściłby w żadnym podręczniku ani żadnej kronice. Nawet w prywatnych pamiętnikach mało kto ma odwagę je opisywać.

Podobnie zamkniętą imprezę organizuje też raz do roku Inkwizycja w "Noc Czarnych Patronów", czyli pierwszego listopada, w dniu śmierci Rona Eliarczyka. Jest to prywatne spotkanie, pozbawione hierarchii i sztywności, które cechują codzienną pracę Oficjum, mające na celu przypomnienie Inkwizytorom, że w swojej walce z Ciemnością nie są osamotnieni i zawsze mogą liczyć na wsparcie swych braci. Ława arbitrów, wybieranych z własnego grona w drodze losowania, rozsądza spory prywatne i kompetencyjne funkcjonariuszy, aby ich dalsza współpraca przebiegała już bez zgrzytów. Zwykle, tak jak i u Templariuszy, spotkanie kończy się wspominaniem poległych i wspólnym piciem do białego rana.


Po co Graczom takie miejsce?

Mogą spotkać w "Podziemnej" sporo ciekawych osób, raczej niedostępnych dla nich na co dzień. Mogą zebrać sporo plotek lub innych informacji na zupełnie prywatnej stopie, nie ograniczani konwenansem czy regułami dyplomacji. Mogą też się schronić w kaplicy, otrzymując azyl. Żaden rozkaz nie zmusi Templariuszy do wydania osoby, która się u nich schroniła. Gorzej, jeśli osoba ta będzie podejrzana o konszachty z Ciemnością, bądź przestępstwo, które narazi ją na gniew Rycerz Zakonnych. Wtedy sprawiedliwość wymierzą sami, władzom oddając trupa. To jest Kara. Tu słowo krzyżowca jest prawem.



Czytaj również

Kraj płonących krzyży, Inkwizycji i ciężkiej jazdy
Lokacja do Monastyru

Komentarze


Ezechiel
    Cała prawda o Monastyrze
Ocena:
0
Nareszcie! Spójrzcie dokąd prowadzi słowo kluczowe "Kara"...
21-10-2008 21:37
~DeathlyHallow

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Bardzo dobry tekst. Wreszcie ktoś pokazał Karę od nieco innej strony. Poza tym bardzo 'grywalna' lokacja.
22-10-2008 12:57
Feniks
   
Ocena:
+1
Ja również uważam, że lokacja jest rewelacyjna i można ją spokojnie wprowadzić na sesji w każdym większym mieście Kary. Wreszcie okazuje się, że ludzie tam też mają życie prywatne a nie tylko modlą się całymi dniami a w nocy walczą z ciemnością :)
Swoją drogą Moraine ma więcej takich tekstów więc spodziewajcie się niedługo kolejnych.
22-10-2008 15:14
~Marcin Sindera

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tekst jest bardzo ciekawy i pobudzający wyobraźnię. Szczególnie podobał mi się pomysł klatek po sufitem oraz płyt nagrobnych jako stołów.

Czekamy na więcej tekstów Autorko.
22-10-2008 18:07
Moraine
   
Ocena:
0
Cóż, jak już się zakochałam w tym systemie, to opisuję. Cieszę sie, że moja praca jest pozytywnie odbierana.
22-10-2008 18:08
Ballis
   
Ocena:
0
Bardzo fajna rzecz. Ładna, treściwa, mocna i pomysłogenna. I do tego rewelacyjne ilustracje.

Gdybym był MG, chciałbym pewnie dostać jeszcze jakieś materiały do wykorzystania na sesji: opisy ciekawych BNów, zahaczki dla przygód (trochę bardziej konkretne) itp.
Na szczęście, MG nie jestem, więc nie narzekam. Ale mógłbym. Ale nie narzekam... :-)

Uwaga dla redaktorów: przed "oraz" nie stawiamy przecinka (chyba, że to część zdania wielokrotnie złożonego, ale wtedy zawsze jest zabawa;-)), a Kościół w sensie społeczność to właśnie "Kościół", a nie "kościół (murowany, barokowy...)".

Pozdrawiam,

B.


24-10-2008 12:16
Moraine
   
Ocena:
0
Masz rację do do znaczenia użyego słowa "Kościół" jako wspólnota. Doprecyzowane zostało miejsce, czyli Radest. W innych miastach Kary brak takich atrakcji ;) [ są pewnie inne:) ]
24-10-2008 16:50
Ballis
   
Ocena:
0
Chodziło mi o czysto techniczne (językowe) rozróżnienie "kościoła" od "Kościoła" :-)
Uwaga w ogóle była skierowana do redaktorów, którzy będą poprawiali teksty. Autorom się takich rzeczy nie wytyka - oni mają mieć pomysły i nie bać się nimi dzielić :-)

Więcej mięcha - to mogę powiedzieć Autorowi.
I jeszcze mogę pochwalić, że całość i tak bardzo fajna, co zresztą już zrobiłem, więc nie będę się powtarzał, o :-)

Pozdro,

B.
24-10-2008 19:45
Moraine
   
Ocena:
0
Kolejne lokacje z BN-ami w przygotowaniu :)
24-10-2008 20:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.