» Dojo » Artykuły o świecie » Przewodnik po Rokuganie cz. II

Przewodnik po Rokuganie cz. II


wersja do druku

Spotkania

Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Subtelności ukłonów

Opis
Nic tak nie zapadło mi w pamięć z mych zadań jako hatamoto mego pana jak to, kiedy po raz pierwszy przyszło mi poznać się i podróżować z omoidasu rodziny Ikoma. Był Lwem, lecz gościem. Miałem zatem zadbać, by nie wściubiał nosa gdzie nie trzeba oraz by nie stracił nawet włosa z głowy. Lew nie był ani Akodo- którego bystry umysł mógł przejrzeć gładkie słowa i podsunąć mu pytania, których przenikliwości obawiali się moi krewniacy z domu Doji- ani Matsu, co przy moich przodkach niechybnie doprowadziłoby do jego śmierci z moich rąk. Był Ikoma, uważałem więc me zadanie za proste i nudne. Nic bardziej mylnego. Dziesiątki historyjek, jakimi zasypał mnie ten człowiek już pierwszego dnia, uśpiło moją czujność. On zaś począł wplatać w nie pytania, na które szybko wyczerpały mi się zgrabne odpowiedzi. Kiedy nasty raz z rzędu niemal odpowiadałem „Nie wiem, Ikoma-san”, zlitował się, siadł przy drodze, ja zaś dyskretnie otarłem pot z czoła, czując się jak po dwugodzinnym treningu w dojo.

- To mi przypomina pewną historię, Kakita-san – Ikoma rozsiadł się wygodnie, oparłszy plecami o kamienny murek przy drodze i spojrzał na mnie – Chcesz posłuchać?

- Oczywiście – odparłem uprzejmie, zastanawiając się o jakiej to chwalebnej bitwie Lwa przyjdzie mi tym razem słuchać i czy odważy się, w ramach złośliwego rewanżu, umieścić mój klan po stronie przegrywającej. Począłem przemyśliwać nad najlepszą na to reakcją, gdy- ku mojemu zdumieniu- usłyszałem historię o przyjęciu wydawanym onegdaj przez mojego pana.

-… I kiedy zgiąłem się w pas, Twój pan skłonił mi się wyżej niż memu panu, z którym skłonili się na równi, lecz i tak niżej, niż Twemu szlachetnemu ojcu, równemu mi rangą. Bez wątpienia wpłynął na to fakt fatalnego blamażu Twego stryja. Tamtej wiosny, spotkał on pewnego Szmaragdowego Namiestnika, któremu skłonił się dość krótko i po wojskowemu. A ponieważ ów Namiestnik był rozlubowany w powolnych dworskich ukłonach, z urazy po prostu skinął mu głową. Stryj Twój odebrał to jako zrównanie go z heiminem i począł niemal rzucać wyzwanie na pojedynek...

Zgubiłem się mniej więcej na tym etapie, próbując dociec, jakie dokładnie subtelności swej pozycji próbował mi przekazać. Na wszelki jednak wypadek skłaniałem się mu odtąd trochę niżej. Jak się później dowiedziałem, o to mu właśnie chodziło.

Realia
Skłaniaj się niżej, na równi lub wyżej, w zależności od tego, jaki status ma Twój rozmówca względem Ciebie. Uważaj jednak, bo nawet jeśli spotyka się grupa samurajów równych sobie rangą, subtelności ukłonu wiele mówią o tym, jak się wzajemnie postrzegają. Ważne jest jak długo pozostajesz w ukłonie, jak głęboko się skłaniasz, a jeśli witasz paru ludzi jednego po drugim, uważaj, by – nawet niezamierzenie – nie kłaniać im się w różny sposób. Ich adresaci, bowiem, odbiorą to jakbyś robił między nimi różnice. Niekoniecznie może Ci to wyjść na dobre. Wojskowy ukłon będzie energiczny i rwany, dworski- przeciwnie, powolny, dystyngowany i- być może- z powolnym, pełnym wyrafinowania i elaboracji gestem dłonią. Gwałtowne ruchy rażą, ale to one są odpowiednie do bitew i wojaczki, gdzie na powolne ruchy nie ma czasu. Uważaj więc, by nie pomylić ukłonów. Dopasuj je tak do osób, jak i okoliczności.

Przejście przez dziedziniec - tytuły

Opis
W dwa lata po moim gempukku stwierdziłem, że powrócę do szkoły i zaprezentuję memu sensei swe umiejętności. Nie widziałem, bowiem, jak mógłbym dalej się rozwijać. Doskonale wiedziałem jak użyć dotychczas poznanych sekretów mej szkoły, lecz chciałem znać ich więcej. Wróciłem więc, zaprosiłem mego sensei na pokaz oraz na czarkę herbaty, a idąc za rzuconą półgębkiem radą ojca zamówiłem też dwie gejsze, by wieczór upłynął nam miło. Po wszystkim, sensei mówi mi tak:

- Moto-san, cieszy mnie, że mam tak doskonałego ucznia. Mówiono mi bowiem, że przebywając długo na Ziemiach Cienia zatraciłeś zdolność traktowania innych z należnym im szacunkiem. Donoszono mi, że nazwisko przesłania Ci świat i traktujesz ludzi obelżywie i grubiańsko, widząc przed sobą swój cel. Miałem więc odrzucić Twe zaproszenie, mówiąc, że nie znasz się na sprawach etykiety i że nie mogę uczyć Cię dalej, jeśli nie potrafisz przejść przez dziedziniec zamku naszego pana bez urażenia kogoś. A przecież potrafisz. Prawda, Moto-san?

- Hai, sensei!! – włożyłem w zapewnienie całą swoją duszę, czując krople potu na czole.

- To dobrze. Czekam jutro w wewnętrznym dojo, przyjdź po nauki.

Ucieszony pożegnałem staruszka i pognałem pochwalić się nowiną ojcu. Zastałem go z moim, nieco starszym ode mnie, kuzynem Ide Saburo. Pochwaliłem się, podziękowałem ojcu i zaśmiałem się w twarz kuzynowi, któremu dwakroć odmawiano kontynuowania nauki w jego szkole. Tak się cieszyłem, że umknęła mej uwadze dziwna wymiana spojrzeń pomiędzy nimi. Nie zrozumiałem nawet, dlaczego następnego dnia Saburo wybrał się do dojo razem ze mną. Dopiero, kiedy zobaczyłem jak wielu nieznanych mi samurajów kręci się po dziedzińcu, pojąłem czemu sensei wybrał wewnętrzne dojo. Saburo jednak nie wahał się ani chwili:

- Idź za mną, kłaniaj się tak jak ja, lecz odzywaj krócej i zawsze z „–sama” na końcu. Tym bez widocznych monów mów „samurai-sama”, tym z monem Jednorożca, ale bez monu rodziny mów „Jednorożec-sama”, a tym, których znasz jako tutejszych, mów jak zwykle, „–san” lub „–dono”. Jak który z gości będzie miał mon rodziny, to nie przypatruj się za długo. Rozpoznasz mon- mów „Rodzina-sama”, nie rozpoznasz- to udaj, że nie tam patrzyłeś gdzie mon ma, i mów „samuraj-sama”.

Lawirując między grupkami bushi i shugenja, pozdrawiając, witając się i odpowiadając na pozdrowienia ,dotarliśmy niemal do samego dojo, gdzie dojrzałem mego sensei otwierającego właśnie drzwi. Nie zdążyłem nawet powiedzieć Saburo, że wszystko się wydało, kiedy ten skręcił tak ostro, że pozostała mi prosta droga do samego dojo, on sam zaś ruszył do niedalekiej altany. Nielicho wymaglowany krótkim, bądź co bądź, spacerem, ruszyłem szybko ku memu sensei. Kiedy już cieszyłem się jak głupi, usłyszałem za sobą hałas i dostrzegłem jak potężnie pchnięty Saburo wyleciał z altany padając na ziemię, za nim zaś wybiegł jakiś nieznany mi samuraj i zrugał go niemiłosiernie. Krew we mnie zagrała i niewiele myśląc rzuciłem się tam i rozkwasiłem mu nos. Zrobiło się zamieszanie, ale zanim przerodziło się to w bójkę sensei rzucił „Matte!” takim tonem, że się zatrzymaliśmy. A mnie, głupiemu, przypomniało się oczywiście, jak miałem przejść dziedziniec. Skłoniłem się więc, łykając gorycz własnej porywczości i rzekłem:

- Sumimasen sensei, za rozczarowanie Cię.

- Baka! – rzucił staruszek – Chodziło o to, byś był grzeczny, a nie byś dał się zdeptać, Moto-san. Nie wiem jednak, jakiej nauki udzielić Twemu zdolnemu krewnemu, bo mi się on widzi bardziej przewodnikiem niźli dyplomatą...

Realia
Jeśli kogoś nie znasz, a nie ma on monu, mówisz doń „samuraj-sama”. Jeśli ma mon klanu X, mówisz „X-sama”, lub „samuraju klanu X”. Jeśli ma mon rodziny Y, mówisz „samuraju rodu Y”, lub „Y-sama”. Obrazą jest powiedzieć „samuraj-sama” lub „Lew-sama”, jeśli samuraj ma mon rodziny, gdyż w ten sposób odmawiasz mu prawa do jego imienia. Jeśli jednak znasz spotkanego człowieka, choćby ze słyszenia, możesz doń mówić –san, lub -dono, odpowiednio do jego statusu lub faktu, że żywisz doń szacunek czy darzysz go przyjaźnią. Gdy zaś Cię statusem przewyższa, powiesz „–sama”, a w przypadkach rodziny Cesarskiej, może nawet „–hime” czy „-heka”. Rozpoznać kogoś możesz patrząc na jego mon. Nie należy jednak przyglądać się zbyt natrętnie, ponieważ jest to źle widziane.

Powitania

Opis
Jednym z pierwszych wspomnień mego dzieciństwa jest historia opowiedziana mi przez matkę mojej matki, z domu Asako. Otóż, jej brat odwiedził ją przed swoim inkyo, gdyż była ona złożona chorobą i nie mogła sama złożyć mu wizyty ani stawić się na ucztę, jaką wyprawił dla uczczenia swego przejścia na emeryturę. Zanim więc Asako-sama złożył swe daisho na stojaku i zgolił głowę, odbył swą ostatnią podróż jako samuraj, by porozmawiać ze swoją siostrą. Usługiwałem im, ale niewiele pojmowałem z tej rozmowy, szybko zatem począłem się nudzić. Zapewne spróbowałbym się wymknąć, gdyby nie to, że Asako-sama nieustannie mówił do mej babki "Płotko". Nie wiedziałem, dlaczego to robi, ale wyraźnie widziałem, że babci sprawia to przyjemność. Wyczekałem więc do końca wizyty i kiedy już byliśmy sami, zapytałem ją o to. Powiedziała mi, że przed swoim ślubem zwierzyła się bratu ze swych obaw. Martwiła się, iż nie podoła zawiłościom prowadzenia domu pana Doji, kuzyna Cesarza, i że częste okazje do podejmowania znamienitych gości przerażają ją, a w nocy śnią jej się koszmary, w których znieważa znamienitych notabli myląc ich tytuły lub witając nieodpowiednim ukłonem czy słowem. Pamiętam jak dziś moje wielkie zdumienie, bowiem już jako dziecko słyszałem wiele na temat niezapomnianych przyjęć wydawanych niegdyś przez mą babkę. Często przybywano też do niej z pytaniami o radę lub prośbą o pomoc w organizacji proszonych przyjęć, okazjonalnych spotkań czy uroczystości. Babcia opowiedziała więc jak jej brat zbył jej zwierzenia śmiechem, a zaprowadziwszy ją nad rzekę wskazał jej ławicę płotek i kazał znaleźć najmniejszą. Gdy babcia wskazała ją, Asako-sama rzekł:

- Wyobraź sobie, że jesteś tą małą płotką. Co powiesz płotce po Twojej lewej stronie, tej z plamistym brzuchem spychającej Cię w lewo?

- Sumimasen, Płotka-san, czy mogłabyś się przesunąć?

- A tej nad nią, która właśnie ją zepchnęła z powotem na prawo?

- Domo arigato, Płotka-dono. Twa pomoc, choć nieoczekiwana, raduje moje serce.

- A tej dużej płotce, która właśnie leniwie przepływa nad Wami obiema?

- Płotka-sama, to zaszczyt Cię widzieć. Czy zechcesz spróbować mej świeżo parzonej herbaty?

- Zechciała, ale najwyraźniej niewiele zostało dla Ciebie samej i jeszcze dostałaś ogonem jak próbowałaś się napić - ze śmiechem zaobserwował ruch wśród płotek Asako-sama.

- Ależ Płotka-sama, jeśli tylko sobie życzysz mam jeszcze więcej herbaty. Naprawdę, nie ma pośpiechu - tłumiąc śmiech odpowiedziała przyszła pani Doji.

- O, a ta druga duża płotka, ta nowa, która przepędziła tą poprzednią swoją obecnością?

- O-Płotka-sama, proszę, uczyń mi ten honor i pozostań mym gościem dzisiejszej nocy. Zaraz pobiegnę przygotować najlepsze pokoje, gorącą kąpiel i strawę. Twe czyny mówią same za siebie. Mówię to skłaniając się nisko i skrywając dłonie w rękawach, przymykam oczy.

- Dłonie? Chyba płetwy, najmniejsza z płotek. Pewnaś, że ta nie zburzy Ci domu? Poprzednia wypiła herbatę, pamiętaj!

- O-Płotka-sama, jeśli nie urazi Cię chwila oczekiwania przyrządzę nową herbatę wedle przepisu mej matki, jest mi bowiem nader miło Cię gościć. Nie zwracaj też uwagi na kąśliwe słowa mego brata. On nie wie jak to jest być najmniejszą z płotek obawiającą się nieopodal czającego się szczupaka.

- Gdzie ten szczupak? - Asako-sama rozglądał się przez chwilę, by po chwili cięższym nieco wzrokiem przyszpilić siostrę - Bardzo zabawne. - Przez moment spoglądał na śmiejącą się dziewczynę nieco kwaśno, nim rzekł, uśmiechając się - Bądź najmniejszą z płotek w domu Twego męża, niech on będzie tą drugą dużą płotką, a szczupaków Ci nie życzę, Onee-chan. Chociaż, jeśli będziesz jak ta mała płotka, to nawet szczupak ominie Cię z respektem dla Twoich umiejętności. Gdybyś jednak spotkała szczupaka, który z racji okoliczności, kaprysu czy będąc Tobą zaintrygowanym, zapytał się Ciebie o coś, co powiesz?

- Padnę na twarz. Złożę dłonie wyprostowane przed sobą, palcami dłoni dotknę ziemi, dotknę czołem wierzchu mych dłoni. Bo jeśli to szczupak odzywa się do najmniejszej z płotek, to należny mu szacunek oddaje jedynie taki ukłon. A mówić mu będę albo „szczupak-sama”, a jeśli to szczupak spokrewniony z rodziną kuzyna mego pana męża, to „szczupak-heka” lub „szczupak-hime”. Witać go będę ze spuszczoną głową i na kolanach.

- Dobra odpowiedź, Płotko. Nie zostaniesz obiadem.

- Będę tęsknić, bracie.

- Płotka-chan, będę przecież przyjeżdżać przed każdym większym wydarzeniem, czy to w Twoim czy w moim życiu. Nie zdążysz zapomnieć jaki bywam uciążliwy.

***

Moja babcia zmarła trzy tygodnie później, a Asako-sama nie widziałem nigdy więcej. Zawsze jednak, kiedy o nich myślę, widzę ich rozmawiających nad strumieniem, wpatrzonych w ławicę płotek.

Realia
”O-imię-sama” to wyraz okazania niezwykłego respektu. Jedynie samuraje, którzy się zasłużyli zostają przez swoich panów nagrodzeni przywilejem dodania „O-„ do swego imienia. Nieodzownym elementem powitania jest ukłon- inny dla „X-san”, niźli dla „X-sama”, pierwszy bowiem jest równy Ci statusem, drugi Cię przewyższa. Można ukłonem zadać kłam swoim słowom, lecz zawsze jest to źle widziane, oznacza bowiem nieszczerość lub rozmyślną obrazę. Tytuł „-dono” jest czasem bardziej oficjalny, pasuje więc na niektóre uroczystości. Dobrze też zwracać się do kogoś przez pełnione przezeń stanowisko używając tego właśnie tytułu: gunso-dono, nikutai-dono, karo-dono. Pragnąc podkreślić, że osoba dotąd Ci obca zaskarbiła sobie Twą przychylność, dobrze będzie zamiast „imię-san” powiedzieć „imię-dono”. Tytuły takie jak „-kun” czy „-chan” to tytuły, których użyć można wobec młodszych krewnych lub bliskich przyjaciół, a i to ostrożnie. Reputacja jest wszakże skarbem samuraja i nie powinieneś podminowywać reputacji sojuszników.

Komentarze


gwylliam
   
Ocena:
0
Forma z pierwszej części utrzymana.

Jeśli opowieść o płotce jest własna, to gratuluję świetnego pomysłu, rewelacja!!!!

Humorystyczna forma i zebrane podstawy etykiety (co właściwie powinno wystarczyć do grania, żeby reguły społeczne za bardzo nie pętały inwencji graczy i MG)

Czekam na następną część.
16-01-2007 20:38
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Dobrze napisane i ciekawe, choć dosyć skomplikowane. Moją pierwszą myślą po zobaczeniu reguł dla powitań było "gdzie oni chowali ściągi?" :)

Brawo.
17-01-2007 00:44
18

Użytkownik niezarejestrowany
    Świetna sprawa!
Ocena:
0
Czyta się miło i przyjemnie. Oby więcej takich tekstów!
18-01-2007 13:39
Komunista
    Gut
Ocena:
0
Gut
21-01-2007 21:53
Yurei
    Brawo chłopie
Ocena:
0
Podobało mi się :)
22-01-2007 09:29
~Tammo

Użytkownik niezarejestrowany
    Podziękowania
Ocena:
0
składam na ręce czytelników. Przemiło jest być docenianym, rodzi to też motywację dla dalszego tworzenia.

Opowieść o płotce jest własną, napisaną wskutek pewnej polemiki z Benqiem.

Yurei: przemiłe to słowa. Jak tu trafiłeś?! :-)
28-01-2007 01:08
Yurei
    No co Ty, Tammo
Ocena:
0
Przecież wiesz, że moje "Macki Sięgają Wszędzie". To taka technika którą poznajesz na 17 randze szkoły Cthulhu Shinobi.
29-01-2007 11:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.