» Opowiadania » Spór – Kij Johnson

Spór – Kij Johnson


wersja do druku

(Spar)

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz
Ilustracje: ---- 'WekT' ----

Spór – Kij Johnson

Uwaga: poniższy tekst zawiera wulgaryzmy.
 

***

Ona i obcy pieprzą się w malutkiej szalupie. Bez końca, bez chwili wytchnienia.

***

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Oboje mają Wejścia i Wyjścia. Jej Wejścia są typowe: oczy uszy nozdrza usta cipka dupa. Jej Wyjścia też są zwyczajne: palce i dłonie i stopy i język. Ręce. Nogi. Coś, co można wepchnąć w coś innego.

Obcy nie przypomina człowieka. Nie jest dwunożny. Ma rzęski. Nie ma kości, a może i ma, ale ona ich nie czuje. Mięśnie, czy też to, co można nimi nazwać, mają kształt pierścieni a nie pasm. Skóra ma kolor zmierzchu i jest pokryta cienką warstwą przezroczystego śluzu, który smakuje jak smarki. Nie wydaje on żadnych dźwięków. Zdaje się jej, że pachnie jak mokre liście zimą, ale po pewnym czasie nie potrafi sobie przypomnieć tego zapachu... ani liści, ani zimy.

Wejścia i Wyjścia obcego zmieniają się. Ma ciemne szramy i trwałe guzy, które czasem nabrzmiewają, ale zawsze wypuszcza nowe Wyjścia, drąży nowe Wejścia. Robi to bez trudu – sobą i sobie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Penetruje ją na tysiąc sposobów. I ona go penetruje.

***

Szalupa nie jest przeznaczona dla ludzi. Powietrze jest zbyt gorące, światło nie dość jasne. Jest zbyt mała. Nie ma żadnych ekranów, książek, ostrzeżeń, komunikatów, żadnego łóżka, krzeseł, stołu ani panelu sterowania, toalety, lampek ostrzegawczych i zegarów. Jej szum się nie zmienia. Nic się nie zmienia.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Jest ciasno. Nie da się uciec od dotyku. Wdychają wzajemnie swoje oddechy – o ile to w ogóle oddycha. Zawsze jest jakieś Wejście i Wyjście, coś owinięte wokół czegoś innego, ciało zwija się i rozwija. Tworzy miejsca. Robi miejsce.

Jest bez przerwy wilgotna. Nie wie, czy to od śluzu z jego skóry, od łoju i potu z jej własnej, jej wydychanego powietrza, od powietrza w szalupie. Czy od ejakulatu.

Coś z niej wycieka. Gdy tylko może, pozwala myślom uciec. Ale nic poza tym, a gdy umysł jest wolny, to myśli za dużo. To znaczy: w ogóle myśli. Pieprzenie się z obcym nie jest tak okropne.

***

Nie pamięta pierwszego razu. Woli myśleć, że została zmuszona.

***

Zderzenie było przypadkowe: kosmiczna kolizja dwóch statków, statystyczna niemożliwość i fakt zarazem. Ona i Gary zdążyli uruchomić nadajnik awaryjny i wcisnąć się w kombinezony, gdy statek został przecięty na pół. Ich szalupa odleciała za daleko. Jej magnetyczne buty przywarły do części wraku. Jego nie. Oddalili się od siebie.

Jeden z odłamków przeciął nogawkę kombinezonu Gary'ego aż do kości, przeciął kość. Ona krzyknęła. On nie. Z kombinezonu w próżnię wylały się krew, tłuszcz i mięśnie. Wyjście.

Pojazd obcego także rozpadł się na kawałki, a szalupa się odczepiła. Zdalne manipulatory rozłożyły się i wciągnęły ją przez śluzę. Wejście.

Dlaczego została uratowana? Kodeks kosmiczny? Wydaje jej się, iż obcy nie wie, że ona żyje. Jeśli byłoby inaczej, spróbowałby nawiązać kontakt. Jest całkiem prawdopodobne, że ona nie jest uratowanym rozbitkiem. Jest złomem, szczątkiem.

***

Wysysa pożywienie z jednej z dwóch twardych wypustek niczym niewyróżniającej się szalupy, z twardej rurki. Druga wypustka zabiera wszystko, co ona wydzieli – gówno, mocz i wymiociny. Ale nie te soki, którymi aż po kolana wysmarowane są jej uda.

Często się dławi. Obcy nie ma wyczucia głębokości jej gardła. Wejścia i Wyjścia.

Czasem krzyczy tak głośno, że jej gardło zaczyna krwawić.

***

Stara się uczyć go słów.

– Pierś – mówi. – Palec. Cipa.

W tej sytuacji ma ograniczony zasób słownictwa.

– Posłuchaj mnie – mówi. – Posłuchaj. Mnie.

Czy to w ogóle ma uszy?

***

Pieprzenie nigdy nie jest ani lepsze, ani gorsze. Obcy nie uczy się niczego o zaspokajaniu jej. Ona nie uczy się niczego o zaspokajaniu jego: gdyby mogła, to i tak by tego nie robiła. A po co? Jak zadowolić trawę i dlaczego to robić? Nagle przypomina się jej trawa, jej wyraźny zapach i doskonała zieleń, chłodne, gładkie i delikatne uczucie pod jej dłońmi.

Myśl o dotknięciu trawy gołymi rękami pobudza ją, bo jest to jedyna od dawna rzecz, o której pomyślała, a nie był to obcy, Gary, Wejścia ani Wyjścia. Ale może delikatne źdźbła między jej palcami byłyby podobne do rzęsek obcego? Umiejętność porównania czegoś do czegokolwiek innego wymyka się jej, gdyż nie ma z czym porównywać.

***

Czuje obcego wszędzie w sobie, jego wici poruszają się w jej nosie, rozpychają się w uszach, zwijają się obok oczu. A ona chowa się w nim.

Gdy jedno z Wyjść wpełza w nią i dotyka pewnych miejsc, ona odchyla głowę i jęczy. Udaje, że to nie przypadek. To Gary, on mnie kocha, to mnie kocha, to jest Nim. Nie jest.

Komunikacja to podstawa, tak sądzi.

***

Nie może się z nim porozumieć, ale stara się choć zrozumieć jego działania.

Czym ona jest dla obcego? Seksualną zabawką czy rośliną doniczkową? Norweskim rozbitkiem toczącym spór z nie znającym języków Portugalczykiem? Towarzyszem? Nawykiem, takim jak obgryzanie paznokci lub nałogowa masturbacja? A może seks jest formą komunikacji, a ona po prostu jeszcze nie zrozumiała języka?

A może po prostu nie ma żadnego Tego? Problem nie w tym, że nie mogą się porozumieć, w jej braku zdolności. Chodzi o to, że obcy nie ma świadomości, która mogłaby się komunikować. To on jest zabaweczką, rośliną, nawykiem.

***

Na statku kosmicznym, którego nazwy już nie pamięta, Gary czytał jej książki na głos. Science fiction, Melville'a, poezję. Nie kojarzy żadnej fabuły, żadnych słów. Pamięta tylko kilka linijek sonetu: "Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane" – coś tam, coś tam – "wzniesiona nad burzy bałwany latarnia morska, gwiazda niewzruszona. Mknie ku niej każdy okręt zabłąkany..."[1]. Recytuje słowa uśmierzające ból aż do momentu, gdy tracą znaczenie. Wypowiedziała je już tyle razy, że wyślizgnęły się z jej głowy. W końcu zapomina nawet ich brzmienie.

Jeśli kiedykolwiek przypomni sobie choć linijkę, obiecuje sobie, że nie zmarnuje jej tak samo. Będzie ją szanować. Może już kiedyś sobie to obiecała, ale zapomniała.

Nie pamięta głosu Gary'ego. A zresztą – pieprzyć Gary'ego. On nie żyje, a ona jest tutaj z obcym rozpychającym się w jej macicy.

***

Pokryty jest śluzem. Myśli, że (tak jak u ropuch) śluz może być słabym psychotropem. Skąd miałaby wiedzieć, że ma halucynacje? Jakby to miało wyglądać w tym świecie? Jak słoneczniki na biurku, jak Gary pochylający się nad koszem piknikowym, żeby karmić ją świeżym chlebem. Ten chleb to pierwsza rzecz, która ma czysty smak. A nie jest nawet prawdziwy.

Gary karmi ją chlebem i śmieje się. Po pewnym czasie smak chleba staje się "smakiem chleba", a potem słowa stają się tylko dźwiękami i tracą wszelkie znaczenie.

Nie licząc specjalnie, że to coś zmieni, przesuwa językiem po jego rzęskach, bierze je do ust i wylizuje do czysta. Nie ma pojęcia, czy robi to jakąś różnicę. Od zawsze tkwi w tym cuchnącym, niekończącym się ruchaniu.

***

Czy na statku obcego był ktoś jeszcze? Czy był tam jakiś Gary, który odpłynął w przestrzeń? Czy obcy jest w żałobie? Czy pieprzy ją, żeby zapomnieć, czy dlatego, że nie pamięta? Albo żeby ukarać siebie za to, że przeżył? Albo tego drugiego za to, że zginął?

A może to ona?

***

Gdy nie ma u niej dość Wejść dla jego Wyjść, obcy tworzy nowe. Ona krwawi przez jakiś czas, a potem rana goi się. Udaje, że to gwałt, bo gwałt można chociaż zrozumieć. Gwałt to interakcja. Wymaga intencji. Sugerowałby, że obcy nienawidzi, boi się, pożąda. Gwałt oznaczałby dla niej, że jest więcej niż napełnianym naczyniem.

To działa w dwie strony. Czasem to ona go zmusza. Jej ręce zmieniają się w ostrza, które wydzierają nowe Wejścia. Jej złość uderza obcego tak długo, aż czuje pod pięściami nowe zagłębienia, zupełnie jakby kości, mięśnie i chrząstki przemieniły się w coś bardziej miękkiego.

A gdy ona narzuca się obcemu? To, co robi, jest przynajmniej gwałtem, a raczej byłoby, gdyby obcy coś odczuwał, reagował w jakiś sposób. Najczęściej przypomina to uderzanie w mur.

***

Wkłada palce w siebie, bo swoje zamiary chociaż zna.

***

Czasem przygląda się temu, jak obcy ją pieprzy, temu dziwnemu zwijaniu się jego Wyjść przypominającemu falę uderzeniową skierowaną w jej ciało. Podnieca i przeraża ją to zarazem, ale przynajmniej nie jest to Gary. Gary, który zostawił ją tu z tym, zostawił ją tu, zostawił ją.

***

Pewnego razu czuje, że coś odrywa się wewnątrz obcego, ale zaraz zostaje wciągnięte poza jej zasięg. Kiedy próbuje to sięgnąć i pochwycić, na jej nadgarstku zatrzaskuje się zwieracz. Ręka zostaje wypchnięta. Przez tydzień czy dwa ma siną bransoletkę wokół przegubu.

Ciągle dotyka tego siniaka. Obcy mógł w dowolnej chwili zatrzymać jej pięść. A to oznacza, że nie chce jej powstrzymywać, nawet jeśli czasem uderzeniami rozgniata jego wnętrzności na miękko.

Była to jedyna zrozumiała dla niej odpowiedź. Akcja: reakcja. Wiele razy próbuje wymusić kolejną. Wpycha się w obcego, kopie, próbuje wyrywać rzęski zębami, orze skórę brudnymi, nierównymi paznokciami. Ale nigdy nic więcej się nie odrywa, nie dostaje więcej bransoletek.

***

Próbuje mierzyć upływ czasu siniakami, które sama sobie nabija. Uderza nogą o rurkę karmiącą, a gdy siniak schodzi, robi to znowu. Zakłada, że goi się przez dwanaście dni. Po pewnym czasie przestaje, bo nie pamięta już, ile ich było.

***

Marzy o ratunku, ale nie wie, jak by to miało wyglądać. Cudownie ocalony Gary ratuje ją, oczy pełne łez, kocham cię mówi, jego usta na jej powiekach, jego pocałunek, jego język w jej ustach w jej rękach w nim. Ale to przecież obcy. Gary nie żyje. Wybrał Wyjście.

Czasem myśli, że ratunek to otwarcie kapsuły na próżnię, ale nie potrafi uruchomić śluzy.

***

Jej złość nie ma końca, nie daje wytchnienia.

To Gary ją tu sprowadził, potem odszedł i zostawił ją z tym czymś, co nie mówi albo nie potrafi mówić, albo nie chce mu się mówić, albo uważa ją za niewartą rozmowy.

Na trzeciej randce poszła z Garym do pustego parku: wino, ser, świeży chleb w koszyku. Słońce i chłodne powietrze, trawa i koc do leżenia. Zabrał ze sobą Szekspira.

– Na pewno ci się spodoba – oznajmił, i zaczął czytać.

Przerwała mu pocałunkiem.

– Porozmawiajmy – powiedziała. – O czymkolwiek.

– Ale przecież rozmawiamy – odpowiedział.

– Nie, ty czytasz. Przepraszam, nie przepadam za poezją.

– To dlatego, że nikt ci nigdy jej nie czytał – odrzekł.

Powstrzymała go w końcu, wyjmując mu książkę z rąk i popychając do tyłu, kładąc dłonie na trawie; a on w nią wszedł. Później i tak jej czytał.

Gdyby tylko tyle.

To nawet nie jego słowa, a teraz nic nie znaczą, nie są nawet dźwiękami w jej głowie. Teraz jeszcze ten obcy, który jej nie słyszy lub nie chce słuchać. Przez to ona rezygnuje i ogranicza próby kontaktu do tłuczenia siebie i obcego, żeby wywołać reakcję, jakąkolwiek reakcję.

– Kurwa, jak ja cię nienawidzę – mówi. – Nienawidzę się z tobą pieprzyć.

***

Szalupa zwalnia. Metal trze o metal. Uszczelki się zaciskają.

Nad nią otwiera się śluza. Światło. Nie może powstrzymać łzawienia i wszystko się zamazuje. Widzi tylko niewyraźne, ciemne kształty. Powietrze jest suche i zimne. Odrzuca ją.

Obcy nie reaguje ani na światło, ani na ostre powietrze. Pozostaje w niej i wokół niej. Zawinięci w siebie. Penetrują się na tysiąc sposobów. Tu jest jej ciepło, a przynajmniej nie zimno – na wpół zagubiona w jego ciele, mokra od swoich Wejść i jego Wyjść. Tu nie jest zbyt jasno.

W przejściu widzi jakiś ciemny kształt. Dwunożny. Wydaje z siebie dźwięki, które są słowami. Czy to człowiek? Czy ona jest człowiekiem? Czy nadal ma kości, głos? Tak dawno z nich nie korzystała.

Należy do obcego, obcy do niej. Nic się nie zmienia.

Nie. Wyrywa się z jego objęć i brnie. Do Wyjścia.


Pierwotnie opublikowano po angielsku w magazynie Clarkesworld, wrzesień 2009
Opowiadanie otrzymało nagrodę Nebula 2009, było nominowane do Hugo 2010 i Locusa 2010


[1] William Szekspir, Sonet CXVI, fragment w przekładzie Macieja Słomczyńskiego

Kij Johnson

Urodzona w 1960 r. amerykańska pisarka fantasy oraz redaktorka współpracująca m.in. z Tor Books, Wizards of the Coast/TSR i Dark Horse Comics. Znana ze swoich adaptacji mitów japońskich, napisała trzy powieści i ponad trzydzieści opowiadań. Laureatka nagrody im. Theodore'a Sturgeona (za opowiadanie Fox Magic), nagrody im. Williama L. Crawforda (najlepszy debiut), World Fantasy Award (opowiadanie 26 Monkeys, Also the Abyss) oraz Nebuli (publikowany powyżej Spór), była też wielokrotnie nominowana do Hugo, Nebuli i World Fantasy Award. Jest wicedyrektorką Centrum Badań Fantastyki Naukowej na Uniwersytecie Stanowym w Kansas, zasiada w jury nagrody im. Theodore'a Sturgeona.

W Polsce opublikowano wcześniej cztery z jej opowiadań: Kucyki, Opowieść Crovaxa (w antologii Burza nad Rath), Złodzieje koni (NF 11/2000), Ewolucja opowieści o triksterze wśród psów z Parku Północnego po Zmianie (NF 06/2009).

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

~Rusłan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
I właśnie ten śluz przesłania jakieśtam "przesłanie" autorki. Ja go zza tego śluzu nie widzę.
02-03-2012 14:43
~Iris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Rusłan

Faktycznie, rozumiem twój pukt widzenia. Zrozumienie to wyraziłam w pierwszej mojej wypowiedzi i nie chce mi się już dalej rozmawiać o tym. Zrozumiałam, iż śluz ci wszystko przysłonil.

Nie wiem czy czytałam "Wieczorne Nabożeństwo" - raczej nie. "Sny Robota" Asimova jak rozumiem są kontrą. Są tak skomplikowane jak budowa cepa. Nie mówie, iż nie są fajne, jak większość "Ja, Robot"'owych opowiadań. Zwyczajnie - nieskomplikowane i proste.
02-03-2012 15:09
~Rusłan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No właśnie odpowiednia proporcja formy i treści to największa zaleta krótkich form (w większości przypadków). Ani tu formy szałowej (sprawdziłem z ciekawości w oryginale) ani treści wystarczającej.
02-03-2012 15:26
~Iris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Rusłan
Ehh..dobrze, zatańczę z tymi płomieniami raz jeszcze.
Sen Robota i Spor, nazwę to Sparringiem teraz, ponieważ tak się składa, że są dość podobnej długości, posiadają podobnie surrealistyczną scenerię (czy raczej jej brak) i podobnych bohaterów. Co prawda w SR są dwie kobiety, i jedno coś, ale to nie wiele ma znaczenia.
Jak zrozumiałam SR jest twoim przykładem dobrego krótkiego opowiadania, podczas gdy to jest herezją.
SR jest dialogiem miedzy dwoma stereotypowymi kobietami z epoki "Mad Men", czytaj w czasach gdy równouprawnienie było samo w sobie w dziale SF. Jedna to stara hetera-psycholog, w okularach - jakżeby inaczej. Druga jest po prostu idiotką, w sumie nie wiadomo czemu, ale tak jest (zwróć uwagę, iż jej rola i częste zarzucanie przez pierwszą biurwę nieudolności i głupoty nie jest poparte niczym w tej fabule).
W Sporze mamy jedna bohaterkę, nie poddawanej ocenie. Jest w specyficznych okolicznościach, jednak jest w stanie przypomnieć sobie Szekspira, ale jak sama mówi nie lubi czytać. Wiadomo jednak co lubi robić. Określiłabym ją jako zdecydowanie rodzaj kobiety "wyzwolonej" (jest to lekka przesada, ale nie sądze aby nawet taki geniusz jak Asimov wyobrażał sobie rzeczy z animek skośnookich, co to bulwersuja polterową młodzież i nie tylko).
Mamy też cosia, obaj przedstawicie cosiowatości są na równi - robot i śluzowaty obcy - cliché w obu przypadkach. W przypadku SR komunikacja jest możliwa i to ona jest źródłem konfliktu opowiadania. Podobnie w Sporze, tyle że brak komunikacji jest tutaj podstawowym konfliktem.
W SR koflikt komunikacyjny dotyczy się tego, iż Robot osiągną satn zrozumienia i emocji, a rzekomy "sen" wygląda inaczej niż rzeczywistość stworzona przez ludzi. Dwie szablonowe kobiety uznają, iż Sen ten zagraża ludziom - sen o wolności robotów, niewolniczo wykorzystywanych przez ludzi (choć sam robot nie ocenia ani nie argumentuje za słusznością swojego snu). Czy roboty należy ocenić moralnie, jak ludzi - czy traktować jak maszyny. W szczególności, gdy jeden z nich śni, a podejrzewa się o marzenia - cechę typowo ludzką. Jeden problem moralny, który czytelnik ma do rozważenia, na która sam musi sobie odpowiedzieć.
W Sporze otrzymujemy do oceny, czy seks może być traktowany jako próba komunikacji. W końcu w realnym świecie bywa; czy jest to moralne, czy obżydliwe? Jak zachować rozum w takiej sytuacji? Czy syndrom Sztokholmski miałby tutaj miejsce? Co można uznać za świadome czyny? Czy też pragnienie zmiany, w niej jednak zwyciężające by w końcu po uratowaniu oddzielić się od obcego. I kto był tak na prawdę tutaj przetrzymywanym? Skracając - wiele pytań o świadomość.
By znaleźć to o czym jest opowiadanie musimy odrzucić fabułe, która osadza nas w jakiejś rzeczywistości. Obie rzeczywistości są abstrakcyjne i teoretyczne, nie ma robotów, nikt nie gwałci/jest gwałconym przez obcego. Wiec się pomija. Tyle, że prosty świat, nie zniekształcony przez "anime" i inne obrazy, nie wspominając o innym modelu kobiety nie mieszczącym się w twoim pojmowaniu, ciężko jest odrzucić. I pomimo tego, że to SR prezentuje 97% gadania o niczym, a 3% treści i wratości - to jednak śluz przykrywa ci treść Sporu. Jak już wspominałam, odrzuć podejście anime, może będzie łatwiej przy nastepnym zbyt seksualnym opowiadaniu o kobietach - inaczej jak to u mężczyzn - "śluz" przesłaniać będzie wszystko.
02-03-2012 16:18
~Rusłan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Piękne spłycenie treści opowiadania Asimova - a gdzie o granicach człowieczeństwa? Kiedy maszyna przestaje być maszyną a zaczyna się człowiek? Do czego może doprowadzić rozwój sztucznej inteligencji? Jak ustalić granice rozwoju technologii żeby tego uniknąć? Czy je w ogóle ustanawiać? Czy człowiek może stawiać siebie w roli Boga i o sam o tym decydować? Mało? No tak - kobieta spółkująca z obcym i zastanawiająca się czy to ok bije Asimova na głowę.
02-03-2012 16:41
Eva
   
Ocena:
+1
No tak - kobieta spółkująca z obcym i zastanawiająca się czy to ok bije Asimova na głowę.
Piękne spłycenie treści opowiadana Johnson - a gdzie o granicach człowieczeństwa? Co zostaje kiedy od podstawowych procesów biologicznych odedrzesz kulturę? Do czego może doprowadzić traktowanie seksu w pozbawiony intymności sposób? Jak ustalić granice mówienia o nim żeby tego uniknąć? Czy je w ogóle ustanawiać? Czy człowiek jest w stanie w jakiejkolwiek sytuacji oderwać się od kategorii pojęciowych, związanych z czymś tak podstawowym? Mało? No tak - tendencyjna historyjka o dwóch babach rozprawiających na temat kupy złomu bije Johnson na głowę.*

*Osobiście nic nie mam do Asimowa, lubię, opowiadania nie czytałam, ale wierzę, że jest dobre.
02-03-2012 17:08
ram
   
Ocena:
+2
Opowiadanie - bełkot i nuda.

02-03-2012 17:11
mr_mond
   
Ocena:
+3
Dorzucę jeszcze jedną płaszczyznę interpretacyjną, jaką jest toksyczny związek.

Z jednej strony opisana zostaje relacja z Garym, gdzie wiadomo, co druga osoba lubi, a czego nie, gdzie możliwa jest komunikacja i współpraca.

Z drugiej strony – sytuacja z obcym (a nawet Obcym), która ogranicza się tylko do seksu, choć właściwie trudno to nazwać seksem – seks także może być sposobem komunikacji, tworzenia więzi. Tutaj jest jedynym, co można robić, ale nie sprawia przyjemności, równie mocno, co akt miłosny, przypomina walkę. Zadanie rany jest równie dobre jak sprawienie przyjemności. Związek ten jednak trwa tak długo, że trudno jest sobie wyobrazić czy przypomnieć, że może być inaczej, że poza dzieloną z obcym szalupą istnieje jeszcze świat – dlatego się w niej tkwi. To skojarzenie nasuwa się szczególnie silnie w końcówce, gdzie pojawia się wreszcie szansa opuszczenia szalupy, a jednak bohaterka się waha. W końcu jednak decyduje się oderwać od obcego. Uwolnić.
02-03-2012 17:55
ram
   
Ocena:
+2
To i ja dorzucę płaszczyznę interpretacji - tłamszenie oosobowości w sytuacji zbyt dużego zagęszczenia istot na metr sześcienny ;)

Serio - gdybyście przeczytali to na blogu piętnastolatka - nie nazwalibyście tego bełkotem?

02-03-2012 19:12
Eva
   
Ocena:
+2
Serio. Strasznie mi się nie podobały "Kucyki" i zaczęłam czytać czekając na chłam ;)
02-03-2012 19:29
~kanon barbarzyńca

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dlaczego jak kobiety biorą się za pisanie fantastyki to niemal zawsze wychodzi rzecz o miłości, związkach i seksie, a fantastyka jest tylko pretekstem aby o tym napisać? Przecież to opowiadanie to jest paranormal w wersji hard.
02-03-2012 20:24
Eva
   
Ocena:
+3
Bo tak jest ciekawiej niż kiedy pisze się tylko o seksie i flakach, jak to się dzieje niemal zawsze kiedy za fantastykę biorą się faceci (Achaja, anyone?).
02-03-2012 20:36
~Iris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Rusian
Znów, za dużo słów, zgubiłeś się. Napisałam, o tych wszystkich wątkach co rzekomo znalazłeś w tym opowiadaniu (Sny Robota), tylko umkneło ci to. Szkoda, że to opowiadanie jest już późniejszym, kiedy to twoje argumenty byłyby podkreślone - one wynikają raczej z założeń, wcześniej omówionych w "Ja, Robot" i wielu innych opowiadaniach Asimowa. Po prostu, elementy te nie były sednem tego opowiadania. Ogółem argumentujesz dla sedna sporu :) (pun intended)
Opowiadnie Johnson nie ma odnośników do legend SF, napisanych 30 lat wcześniej.

@kanon barbarzyńca
Joo...toś się naczytał kobiecej literatury SF. W szczególności tej wyższej półki. A pewnie i męską zbadałeś dogłębnie. Ursula K. Le Guin czy Nancy Kress. Robin Hobb kiepskie zbiera recenzje.
Plus ciekawa jestem co to oznacza "paranormal wersja hard". Wybacz, zbyt jestem wyrozumiała, by kogoś aż tak obrażać...
02-03-2012 22:45
anna.tess
   
Ocena:
+3
Żałuję, że padła ostatnia linijka, IMO byłoby ciekawiej bez niej. Opowiadanie w moim guście, zarówno interpretacyjnie (to, co już padało: o komunikacji, porozumieniu, obcości, toksycznych związkach), jak i... (a niech stracę) erotycznym. Podoba mi się w literaturze takie hm... dziwne podejście do tematu.
02-03-2012 22:47
~kanon barbarzyńca

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Iris
Z wymienionych przez ciebie autorek bardzo dobrze znam tylko Le Guin i ona właśnie jest idealnym przykładem tego co napisałem. Ale to jest pisarka wybitna, potrafiąca na te tematy pisać z klasą.

paranormal typowy - laska + wampir, wilkołak itd, po prostu piękny i bestia w jednym

paranormal hard - laska + coś tak obcego, że zostaje tylko bestia, ale jak się okazuje i z takim można...

Nie ekscytowałbym się też Nebulą, ta nagroda wiele straciła ze swego prestiżu od czasu gdy przyznaje się ją , podobnie jak literacką nagrodę Nobla, bardziej ze względów ideologicznych.
03-03-2012 00:06
Gol
   
Ocena:
+2
Kurde, słabe to jest. Nic nie wnosi nic nie daje.
03-03-2012 10:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.