» Opowiadania » Kucyki – Kij Johnson

Kucyki – Kij Johnson


wersja do druku

(Ponies)

Autor: Redakcja: Artur 'mr_mond' Nowrot
Ilustracje: Anna 'Otai' Kmiecik

Kucyki – Kij Johnson

Zaproszenie jest ozdobione motywem westernowym. Wzdłuż marginesów dziewczynki w kowbojskich kapeluszach gonią stado dzikich Kucyków. Koniki, nie wyższe od dziewczynek, są tęgie, umaszczone jaskrawo jak motyle, z krótkimi pojedynczymi rogami o zaokrąglonych czubkach i puszystymi skrzydełkami. Na dole kartki nowo złapane Kucyki pałętają się po zagrodzie. Dziewczynki pochwyciły na lasso różowo-białego Kucyka. Oczy i pysk – okrągłe jak litery O – wyrażają zaskoczenie. Nad głową konika widać wykrzyknik.

Dziewczynki odcinają mu róg zakrzywionymi nożami. Skrzydła już zostały usunięte i są częścią stosu obok zagrody.

Zapraszamy Ciebie i Twojego Kucyka ___[tutaj brzuchatymi literami wypisano odręcznie imię Słoneczka]___ na obcinki razem z InnymiDziewczynami! Jeśli Cię polubimy, a Twój Kucyk wypadnie dobrze, pozwolimy Ci spędzać z nami czas.

– Nie mogę się doczekać, by mieć przyjaciół! – mówi Słoneczko. Czyta Barbarze przez ramię, a jej różany oddech szumi we włosach dziewczynki. Znajdują się na podwórzu przy różowej stajence Słoneczka.

– Wiesz już, co chciałabyś zatrzymać? – pyta Barbara.

Maleńkie skrzydła Słoneczka stają się rozmytą plamą, gdy wyskakuje w powietrze, robi pętlę, a potem zawisa nad ziemią z podkulonymi nogami.

– Och, zdolność mówienia, oczywiście! Latanie jest świetne, ale mówienie o wiele lepsze! – Opada na trawę. – Nie wiem, dlaczego jakikolwiek Kucyk miałby zatrzymywać swój róg! Przecież on do niczego nie służy!

Tak jest zawsze, odkąd istnieją Kucyki. Wszystkie mają skrzydła. Wszystkie mają rogi. Wszystkie mogą mówić. Potem wszystkie udają się na obcinki i oddają dwie z tych rzeczy, ponieważ tak musi się stać, jeśli dziewczynka ma się dopasować do InnychDziewczyn. Barbara nigdy nie widziała Kucyka, który nadal miałby róg albo skrzydła po swoich obcinkach.

Dziewczynka widuje Kucyki InnychDziewczyn, gdy te zaglądają przez okna w klasie tuż przed przerwą albo tłoczą się na przystanku autobusowym po szkole. Umaszczenie mają różowe, lawendowe i bladożółte, z sięgającymi ziemi puszystymi lokami grzyw i ogonów. Kiedy nie są w szkole ani na lekcjach gry na wiolonczeli, ani na zajęciach z baletu, ani na treningach piłki nożnej, ani na próbach szkolnego teatrzyku, ani u ortodonty, InneDziewczyny spędzają dni ze swoimi Kucykami.

***

Przyjęcie odbywa się w domu NajDziewczyny. Ma ona ojca, który jest kardiologiem, i matkę, która jest pediatrą, i małą stajnię, i ogromne drzewa zacieniające trawnik, na którym bawią się Kucyki. Słoneczko wychodzi do nich podenerwowana. Bez słowa dotykają jej rogu i skrzydeł swoimi aksamitnymi chrapami, a potem wszystkie Kucyki truchtają w stronę liliowej stajenki w dolnej części pastwiska, gdzie wyłożono belę siana.

NajDziewczyna spotyka Barbarę przy ogrodzeniu.

– To twój Kucyk? – mówi bez przywitania. – Nie jest tak śliczna jak Gwiazdokwiatka.

– Jest piękna! – Barbara staje w obronie Słoneczka. Zdając sobie sprawę, że popełniła gafę, zaraz dodaje:

– Twoja jest taka śliczna! – Ponieważ Kucyk NajDziewczyny rzeczywiście jest śliczny: ogon mieni się wszystkimi odcieniami purpury i błyszczy od gwiazdek. Jednak ogon Słoneczka jest kremowo-biały, lśni miodowym światłem i Barbara wie, że to jest najpiękniejszy Kucyk, jaki kiedykolwiek istniał.

NajDziewczyna odchodzi, mówiąc przez ramię:

– W salonie jest Rock Band i parę InnychDziewczyn siedzi na tarasie, i Mama kupiła trochę ciastek, i mamy też Coke Zero, i dietetycznego Red Bulla, i dietetyczną lemoniadę.

– A ty gdzie będziesz? – pyta Barbara.

Ja będę na zewnątrz – mówi NajDziewczyna, więc Barbara bierze Crystal Light oraz trzy rodzynkowo-owsiane ciastka z posypką i podąża za nią. InneDziewczyny na zewnątrz słuchają muzyki z podłączonego do głośników iPoda i grają w tenisa na Wii, i obserwują Kucyki bawiące się w Chowanego i w KtoJestNajśliczniejszy, i w ToJestNajlepszaZabawa. Wszystkie tam są: DrugaDziewczyna, DziewczynaLizuska, DziewczynaKtórąWszyscyLubią i cała reszta. Barbara odzywa się tylko wtedy, gdy myśli, że wyrazi się poprawnie.

W końcu nadchodzi czas. InneDziewczyny i ich ciche Kucyki zbierają się wokół Barbary i Słoneczka. Barbara ma mdłości.

– Co wybrała? – odzywa się do niej NajDziewczyna.

Słoneczko wygląda na przestraszoną, ale odpowiada wprost.

– Wolałabym mówić niż latać czy bóść moim rogiem.

– Tak zawsze odpowiadają kucyki – mówi do Barbary NajDziewczyna. Podaje jej zakrzywiony nóż o ostrzu długim jak kobieca dłoń.

Ja? – pyta Barbara. – Myślałam, że zrobi to ktoś inny. Jakiś dorosły.

– Każda robi to dla swojego Kucyka – mówi NajDziewczyna. – Ja zrobiłam to dla Gwiazdokwiatki.

W ciszy Słoneczko rozpościera skrzydło.

 

Nie wygląda to jak cięcie prawdziwego kucyka. Skrzydło odchodzi łatwo, gładko jak plastik, a krew pachnie jak wata cukrowa na jarmarku. W miejscu, z którego wyrastało, błyszczy drżący owal, jakby Barbara przecinała na pół rachatłukum, odsłaniając róż pod cukrową posypką. To nawet ładne, myśli, i wymiotuje.

Słoneczko drży, oczy ma zaciśnięte. Barbara odcina drugie skrzydło i kładzie je obok pierwszego.

Z rogiem jest trudniej, jak z przycinaniem kopyt prawdziwemu kucykowi. Barbarze obsuwa się ręka i kaleczy Słoneczko – pojawia się więcej krwi o zapachu waty cukrowej. A potem róg leży w trawie obok skrzydeł.

Słoneczko opada na kolana. Barbara odrzuca nóż i upada przy niej, szlochając i czkając. Pociera jej pysk wierzchem dłoni i spogląda w górę na zebranych dookoła.

Gwiazdokwiatka dotyka noża chrapami, popycha go w stronę Barbary liliowym kopytkiem.

– Teraz głos. Musisz odebrać jej głos – mówi NajDziewczyna.

– Przecież obcięłam już skrzydła i róg! – Barbara zarzuca ręce wokół szyi Słoneczka, ochraniając ją. – Mówiłaś, że dwie rzeczy z trzech!

– To jest obcinanie, tak – mówi NajDziewczyna. – To właśnie robisz, by być JednąZNas. Ale Kucyki wybierają swoich własnych przyjaciół. A to też kosztuje.

Gwiazdokwiatka podrzuca fioletową grzywą. Po raz pierwszy Barbara dostrzega na jej gardle bliznę w kształcie uśmiechu. Wszystkie Kucyki mają takie.

– Nie zrobię tego! – Barbara mówi im wszystkim, ale nawet kiedy płacze, aż jej twarz pokrywają smarki i łzy, wie, że to zrobi, a kiedy przestaje płakać, podnosi nóż i wstaje.

Słoneczko staje obok na drżących nogach. Bez rogu i skrzydeł wydaje się bardzo mała. Dłonie Barbary są śliskie, ale dziewczynka zacieśnia chwyt.

– Nie – mówi nagle Słoneczko. – Nawet za to, nie.

Obraca się i biegnie, biegnie w stronę ogrodzenia galopem szybkim i pięknym jak u prawdziwego kucyka; ale tamte ją przerastają i jest ich więcej, a Słoneczko nie ma skrzydeł, by latać, ani rogu, by walczyć. Ściągają ją w dół, zanim zdąży przeskoczyć ogrodzenie i znaleźć się w lesie. Słoneczko krzyczy, a potem nie słychać już niczego, tylko dźwięk uderzających kopyt rozlega się z ciasnego kręgu Kucyków.

InneDziewczyny stoją znieruchomiałe. Ich niewidzące twarze zwrócone są w stronę Kucyków.

   

Koniki przerywają krąg i oddalają się truchcikiem. Nie ma śladu po Słoneczku – poza mgiełką pachnącej watą cukrową krwi i wydartym loczkiem lśniącej grzywy, który blednie, lądując w trawie.

W ciszy odzywa się NajDziewczyna.

– Ciasteczka? – jej głos brzmi krucho i fałszywie. InneDziewczyny pchają się do domu, trajkocząc równie sztucznymi głosami. Włączają grę, piją więcej dietetycznej coli.

Słaniając się, Barbara idzie za nimi do salonu.

– W co gracie? – odzywa się niepewnie.

– Co ty tu robisz? – pyta PierwszaDziewczyna, jakby zauważyła ją po raz pierwszy. – Nie jesteś JednąZNas.

InneDziewczyny kiwają głowami.

– Nie masz kucyka.

 

© 2010 by Kij Johnson

© 2011 for Polish translation by Marcin Łukasiewicz

Kij JohnsonUrodzona w 1960 r. amerykańska pisarka fantasy oraz redaktorka współpracująca m.in. z Tor Books, Wizards of the Coast/TSR i Dark Horse Comics. Znana ze swoich adaptacji mitów japońskich, napisała trzy powieści i ponad trzydzieści opowiadań. Laureatka nagrody im. Theodore'a Sturgeona (za opowiadanie Fox Magic), nagrody im. Williama L. Crawforda (najlepszy debiut), World Fantasy Award (opowiadanie 26 Monkeys, Also the Abyss) oraz Nebuli (opowiadanie Spar), była też wielokrotnie nominowana do Hugo, Nebuli i World Fantasy Award. Jest wicedyrektorką Centrum Badań Fantastyki Naukowej na Uniwersytecie Stanowym w Kansas, zasiada w jury nagrody im. Theodore'a Sturgeona.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
W Polsce opublikowano trzy z jej opowiadań: Opowieść Crovaxa (w antologii Burza nad Rath), Złodzieje koni (NF 11/2000), Ewolucja opowieści o triksterze wśród psów z Parku Północnego po Zmianie (NF 06/2009).



Czytaj również

Komentarze


Eva
   
Ocena:
0
Wszystko już było, więc liczy się wykonanie. Finezja. Pomysł. Polot. Przedstawienie. Wszystko to, czego kucyki imo nie mają ;)
07-12-2011 13:52
Scobin
    @Eva
Ocena:
+3
1.

Nie jestem pewien, dlaczego potraktowałaś każdy z wymienionych przeze myślników w izolacji. Wydawało mi się, że dość wyraźnie położyłem nacisk na to, aby oceniać opowiadanie z uwzględnieniem wszystkich tych aspektów jednocześnie (a nie brać z niego akurat ten, który nam odpowiada).

2.

Tym niemniej nie widzę powodu by wczuwać się przy lekturze w kogokolwiek z tej prostej przyczyny, że kiedy czytam to czytam, a nie gram w RPG.

Jedna z wielu dobrych szkół interpretacji (skoro nie mogę przywalić z Junga, to przywalę chociaż z Eca) sugeruje, że podczas lektury tekstu literackiego warto uwzględnić m.in. to, do kogo jest kierowany. A to by się zdziwił Eco, że proponuję czytelnikowi grę w RPG!

[...] naiwnym opowiadaniem, które konstrukcyjnie przebywa na poziomie onetowego blogaska marzącej o oryginalności i obrazoburczości nastolatki. Trochę niżej, bo autorki onetowych blogasków nie muszą nazywać NajDziewczyny Najdziewczyną żeby wszyscy wiedzieli o co chodzi.

(A) Z niecierpliwością oczekuję licznych przykładów takich opowiadań z onetowych blogasków.

(B) Zawsze warto zacytować samego siebie:

"Liczy się również to, z czyjej perspektywy (wiek, płeć) opowiedziana została historia, [i] w jaki sposób [...]".

Albo jeszcze wcześniej:

"Czemu historia jest opowiedziana właśnie z perspektywy małej dziewczynki, a nie np. z punktu widzenia jej rodziców?"

Innymi słowy, narrator tego opowiadania jest tak samo naiwny, jak jego bohaterka. Wypisz wymaluj jak w "Konopielce" Redlińskiego albo w "Pannie Liliance" Schuberta. Zero subtelności, kto to widział, żeby tak pisać!

3.

Skoro opowiadanie jest tak oczywiste, to z pewnością nikt z nas nie będzie miał kłopotów ze wskazaniem pozytywnych i negatywnych bohaterów. Czekam na Wasze typy. :-)
07-12-2011 14:06
akito
    he
Ocena:
+3
@Scobin z wypowiedzi gelaZz i Senthe też odniosłam wrażenie, że piszą o pierwszej warstwie fabuły... ale się nie wypoiedzieli, więc nie wiadomo. @Eva nie jestem chłopakiem. ale faktem jest, że odmówiłam udziału w prostackiej dziewczyńskości. od przedszkola. nie na moje nerwy te psychologiczne gierki były. z powyższą wypowiedzią się zgadzam do słów "Ba, można się...". w próbie zrozumienia, czemu Amerykanie dali temu opowiadaniu główną nagrodę nie widzę nic złego. Ale Ale! jak już rozmawiam kimś, kto lubi literaturę, to chętnie pogadam o szczególikach. jak chcesz, to przeczytasz. spodobało mi się, że autorka odczytała zwykłą zabawkę, o jakiej marzy duża część dziewczynek (nawet moja bardzo "chłopakowata" córa*) przy pomocy bardzo starych symboli (i dodała feministyczne hasełko, błehehe), ułożonych chronologicznie. no chyba tu nie musze pisać co to pegaz (antyczny) i jednorożec (średniowieczny), co to głos (w tym wypadku kobiecy, więc to będzie, powiedzmy, XXw.) i co symbolizują. i wiem, ze to żadna sztuka rozpisać taki algorytm i włączyć go do tekstu dla kogoś, kto ma chociażby maturę! ale mi się spodobało, że wpisała przedmiot banalny w strukturę symboli i zrobiła to czujnie. bo nasza kultura nie różni się niczym od kultur ludów, które widza świat symbolicznie, na wszystko potrzebują rytuału (polecam "Jesień średniowiecza" Huizingi, jest urocza). tylko klucz symboli nie jest już przekazywany z pokolenia na pokolenie. gdy patrzę na świat z perspektywy znaków i symboli nawet facet kasujący bilet w autobusie potrafi być bardziej magicznym i kosmicznym obiektem przemyśleń niż 2 tygodnie grania w MAGa non stop.
  • może gdybym nie miała problemu "ja chcę pony" na co dzień, opowiadanie podobałoby mi się mniej. bo nie wiedziałabym, ile kosztuje małą dziewczynkę każda moja odmowa na nowego rzygawicznego potwora. odmawiam jej świadomie: nie dlatego, że są brzydkie/cukrowe. dlatego, że trenujemy życie obok wyścigu szczurów. może 12-15lat takiego treningu coś da... ale jej współczuję. ja miałam mniej pokus w jej wieku (w sprawie merchandisingu szczytem marzeń była maskotka olimpiady w Sarajewie)
07-12-2011 14:09
akito
    no i się zaczęło
Ocena:
+1
Jung i Eco
czy Eco grał w RPG?

jeśli dla Evy to nie ma polotu, to jestem w stanie zrozumieć. nie będę jej nic zarzucać ani jej za to krytykować

dużo wypowiedzi pojawiło się, gdy pisałam moją :D
07-12-2011 14:14
akito
    wszyscy
Ocena:
+3
każde stado ludzkie, każda społeczność, ma swoje hierarchie, walkę o to kto lepszy, system kastowy, podziały - o ile członkowie społeczności nie będą ciężko pracować nad tym, żeby było inaczej.

tak mi się skojarzyło: to nie jest opowiadanie tylko o dziewczynkach czy Amerykanach. każda społeczność wychowuje sobie nowego członka stada (by w ogóle przeżył,np. nie zeżarł wilczej jagody ani nie wpadł pod samochód) w ten sam sposób: najpierw musi skanalizować intelekt, ograniczyć wyobraźnię, nauczyć sprawdzonych i bezpiecznych sposobów postępowania. potem wyczulić na kłamstwo, oszustwo, nauczyć, że nie wszyscy są dobrzy i życzliwi, czyli odebrać niewinność. a potem, na końcu uczy być głuchym na wewnętrzny głos. sumienie, własne przekonania czy takie tam. a jeśli che być zawsze wierny samemu sobie......no to już wiadomo.
07-12-2011 14:31
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Pomyślcie lepiej co chcecie na Gwiazdkę! :P

A fogle, to to imię autorki kojarzy mi się z panem "Kasownikiem Biletów" z prozy Harrego Harrisona :)
Wiecie, branie bezsensownych polskich wyrazów i nadawanie ich jako imion swoim bohaterom.
Rodzice pani Kij musieli być pod wpływem... Harrisona chyba :)
07-12-2011 14:38
akito
   
Ocena:
0
aż przeczytam :P

a Twoja akcja jest wielka. niestety NIC nie mam do wręczania, serio :/
07-12-2011 14:40
Scobin
   
Ocena:
+1
@zigzak

A fogle, to to imię autorki kojarzy mi się z panem "Kasownikiem Biletów" z prozy Harrego Harrisona :)

Pas Ratunkowy FTW!

@akito

To nie jest opowiadanie tylko o dziewczynkach czy Amerykanach, ale może warto zaznaczyć, że ten "lokalny" aspekt nadal jest ważny, nie powinniśmy go zaniedbywać. :)
07-12-2011 14:50
~Rusłan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Opowiadanie nie byłoby najgorsze gdyby na jego "metryce" nie widniał rok 2010 a np. 1967.
07-12-2011 15:00
dzemeuksis
   
Ocena:
+1
Nie tak źle mi się czytało, jak myślałem, że będzie, po przeczytaniu komentarzy Evy. Nie pasuje mi natomiast sklasyfikowanie tego utworu, jako opowiadania: bardziej mi to wygląda na nowelę.
07-12-2011 15:03
Eva
   
Ocena:
+2
@ akito - jasne. Całkowicie się z Tobą zgadzam, poza tym drobnym faktem, że to konkretne opowiadanie wcale mi się nie podoba. Odczytywanie współczesności przy pomocy bardzo starych symboli jest tyleż fajne, co naturalne, fajna jest również świadomość tego, dlaczego to robimy. Natomiast literatura - zwłaszcza dobra literatura fantastyczna - ma wedle mnie to do siebie, że najpierw te symbole odczytuje a potem ten odczytany szkielet przykrywa swoją scenografią. Podkreśla jedne aspekty, trochę ukrywa (ale nie wycina z korzeniami) inne. W efekcie powstaje coś, co można czytać sobie na kilku poziomach. Kiedy dziecięciem będąc czytałam Ziemiomorze nie miałam pojęcia o tym, jak BARDZO głęboko niektórzy je interpretują, ale byłam zachwycona, bo był chłopiec, który zostawał magiem. A potem dziewczynka, która była smokiem, gdyby był wtedy Polter to przysięgam, że miałabym ksywę Tehanu. Kiedy podrosłam, okazało się, że poza świetną historią jest też zabawa intelektualna. Symbole były żywe i prawdziwe bo historia była żywa i prawdziwa, a historia była żywa i prawdziwa bo żywe i prawdziwe były symbole. Tak wygląda dla mnie dobra literatura. Taka, powiedzmy, z ambicjami.
Kucyki nie mają dobrej historii. Autorka - sądzę, że świadomie, ale fakt iż w tekście występuje świadomy zabieg nie powiększa wartości tekstu - w ogóle nie starała się przykryć tego, co wyczytała, jako rzekłam w pierwszym mym poście, rusztowanie wystaje. Dlatego twierdzę, że taka opowieść mogłaby się sprawdzić jako folklor, bajki generalnie stanowią pretekst do przekazania lokalnej Prawdy O Świecie (jakkolwiek można z nich wyczytać wiele więcej niż z kucyków), ale nie jako opowiadanie fantastyczne.

Scobin, powinnam to napisać na początku, ale myślałam, że to jednorazowe z Twojej strony było: nie lubię bawić się w szkołę, zdecydowanie wolę zabawę w klub dyskusyjny, więc albo przestaniesz zachowywać się jak belfer albo przyłożę Ci wiaderkiem przez łeb, zabiorę swoje grabki, strzelę focha i przestanę się z Tobą bawić. Przeczytaj z łaski swojej swój drugi post w tym temacie. A potem otwórz jakikolwiek podręcznik do polskiego i spójrz na to, co następuje po czytance. A potem na swój przedostatni post i przypomnij sobie omawianie lektur. Nie po to uciekałam z polskiego w liceum, żeby teraz znający jedyną słuszną interpretację poloniści ścigali mnie na polterze. Rozmawiamy jak ludzie albo nie rozmawiamy w ogóle.

EDIT:
Dzemeuksis: o, to. Jako nowelka też ujdzie. Nie znoszę nowelek :D
I nie powiedziałam, że jest złe językowo ;) Czytać się da ;)
07-12-2011 15:19
Senthe
   
Ocena:
+4
Tak w ogóle:
Jestem dziewczyną :)



Dlaczego uważam, że to coś nie powinno dostać Nebuli.

Sęk w tym, że tutaj: temat jest, problematyka jest, tak jak to wypunktował Scobin, fabuła jest, symbolika jest, język jest (stylizacja na naiwnego narratora, ok, pasuje), w ogóle w zasadzie wszystko jest.

Tylko że to IMO nie jest osiągnięcie wykraczające poza możliwości dowolnej z zebranych tu osób!

Tylko ja nadal nie wiem po co to czytać i gdzie to Oświecenie, co powinno było na mnie spłynąć. Gdzie ta Prawda o Amerykańskości i Dziecięcych Imprezach, a także Inicjacji czy Konformizmie. Czy w końcu, jeśli wziąć pod uwagę samą formę przekazu - o Popkulturze (to zresztą chyba najciekawszy problem dający do myślenia po tym miałkim opku, mianowicie "popatrzcie, jakie miałkie opko można napisać, a dzieci popkultury i tak to kupią").

Ten tekst jest kompletnie jałowy, tylko leciutko dotyka tych kilku tematów w sposób, który wszyscy już doskonale kojarzą, który każdy już opanował, który przemielono już wszerz i wzdłuż, i to dużo sprawniej (inicjacja? konformizm? amerykańskość? dziecięca konieczność znalezienia się w grupie?! COME ON). Każdy mógłby poczynić takie "spostrzeżenia" po obejrzeniu przeciętnego serialu "dla dzieci" (btw. biedne te dzieci dzisiaj) czy reklamy ślicznych plastikowych jednorożców. Każdy. Podobnie kretynem (lub też człowiekiem szczęśliwie oderwanym od dorobku kultury, których to ludzi osobiście darzę szacunkiem) trzeba by być, żeby nie załapać tu dowolnego możliwego aspektu interpretacji - począwszy od treści i umiejscowienia w kontekście kulturowym, na formie skończywszy.

Nie lubię, jak pisarze traktują czytelnika jak kretyna.

(PS Z tego miejsca pozdrawiam amerykańską literaturę XXI wieku i życzę jej powodzenia.)


EDIT:
@ Scobin - nie będę bawić się w obalanie pojedynczych argumentów, jakie podałeś wyżej, ale uważam, że w kilku punktach bardzo zwyczajnie nie masz racji.
07-12-2011 15:32
earl
   
Ocena:
+3
A co na to obrońcy zwierząt?
07-12-2011 16:14
dzemeuksis
   
Ocena:
+1
A gdzie byli wtedy rodzice?
07-12-2011 20:41
Scobin
   
Ocena:
+4
@Eva

Scobin, powinnam to napisać na początku, ale myślałam, że to jednorazowe z Twojej strony było: nie lubię bawić się w szkołę, zdecydowanie wolę zabawę w klub dyskusyjny [...]

1a. Nie mam niestety przy sobie podręcznika do polskiego.

1b. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego możliwość znalezienia czegoś w podręczniku miałaby to coś dyskredytować. Przykro mi, jeżeli bezwiednie budzę nieprzyjemne wspomnienia ze szkoły, ale to nie znaczy, że wskazywane przeze mnie kwestie są nieistotne.

2. Pytania, które zadałem, miały na celu podkreślenie paru kwestii, które uważam za istotne w ocenie tego tekstu, a które zostały całkowicie pominięte przez gelaZz(a). Dokładnie tak samo było w odpowiedzi, jakiej udzieliłem Tobie. Co w tym było niewłaściwego?

Poza tym zauważ proszę, że ja nie nazywam Was "belframi", nie sugeruję, że "nie rozmawiacie jak ludzie", ani w ogóle nie sięgam po argumenty personalne. Interesuje mnie to, że w swojej argumentacji pomijacie rzeczy, które moim zdaniem są ważne. Nie mogę się odnosić do tego, co myślicie, zatem odnoszę się do tego, co piszecie.

Dla przykładu: według mnie w ocenie "Kucyków" dobrze byłoby uwzględnić kwestię stylu i typu narracji, a Ty w komentarzach tego nie robiłaś (m.in. zakładając, że bezpośredniość "NajDziewczyny" jest oczywistą wadą utworu). Zwracam więc na to uwagę. Nie mogę wiedzieć, czy jest to dla Ciebie rzecz oczywista, czy nie – mogę odwoływać się tylko do tego, co znalazłem w komentarzu.

3. Nie uważam, że znam jedyną słuszną interpretację (na przykład aikito w swoim komentarzu o symbolach poszła w inną stronę niż ja, no i bardzo dobrze).

4. Co miałoby wskazywać na to, że zachowuję się jak belfer? Nie jestem w stanie dyskutować z Twoją oceną moich komentarzy, jeżeli nie wiem, na czym się ona opiera.

EDIT: Aha, może chodziło Ci o to, że zadaję serię standardowych pytań do tekstu, niemających żadnego celu (coś w rodzaju "wypisz pięć epitetów")? Jeżeli tak, to możliwe, że powinienem był się wyrazić jaśniej. W każdym razie staram się podkreślać tylko takie aspekty "Kucyków", które wydają mi się szczególnie istotne dla ich interpretacji.

@Senthe

Podobnie kretynem (lub też człowiekiem szczęśliwie oderwanym od dorobku kultury, których to ludzi osobiście darzę szacunkiem) trzeba by być, żeby nie załapać tu dowolnego możliwego aspektu interpretacji

Przed postem akito nie wpadłem na to, żeby interpretować kucyki w związku z symboliką jednorożca i pegaza. Wygląda na to, że konkluzja musi być dla mnie bardzo przykra. ;-)

Tylko że to IMO nie jest osiągnięcie wykraczające poza możliwości dowolnej z zebranych tu osób!

Jajko Kolumba! :-) I przy okazji dodam, że w dalszym ciągu czekam na te kontrprzykłady z blogasków Onetu, o których wspomniała Eva. ;)

[...] nie będę bawić się w obalanie pojedynczych argumentów, jakie podałeś wyżej, ale uważam, że w kilku punktach bardzo zwyczajnie nie masz racji.

OK, mogę z tym żyć, nie mogę natomiast – przy tak ogólnej ocenie – kontrargumentować. :)

Odniosę się natomiast do tego, co napisałaś w ostatnim poście i co napisała także Eva. "Kucyki", jak to już tutaj zauważono, to bardzo krótki tekst, może więc wcale chodzi w nich o to, by opowiedzieć coś całkiem nowego? Być może istotą tego utworu nie jest złożoność i wielość interpretacji, tylko silny przekaz emocjonalny (dla Amerykanów zapewne znacznie mocniejszy niż dla nas) połączony z reinterpretacją dobrze znanych (u Amerykanów zapewne lepiej niż u nas) znaczeń i symboli? Nie bez powodu przytoczyłem przykład "Konopielki": trudno ją uznać za tekst, który otwierałby przed czytelnikiem jakieś szalenie bogate pola poznawcze, ale nadal jest to dobra literatura.
07-12-2011 21:20
Senthe
   
Ocena:
0
@ Scobin

To opowiadanie jest po prostu płytkie i puste, jak powiedział bardzo trafnie malakh: Ani jednej oryginalnej myśli, powtarzanie farmazonów. Taki fantastyczny Pało Coeljo.

Teza nie do udowodnienia, to ostatecznie tylko opinia :). Dlatego też nie chcę wdawać się z Tobą w "dyskusję", w której moją główną myślą byłoby "jak to zachwyca, skoro nie zachwyca".

Bardzo trudno udowodnić, że literatura nie jest dobra i że nie jest się wielbłądem, szczególnie jeśli ktoś podchodzi do dyskusji na ten temat tak poważnie i profesjonalnie jak Ty ;)

Wiesz, każdy kawałek tekstu można przeinterpretować i nasycić niesamowicie mądrymi odniesieniami, szczególnie tak mocno osadzony w popkulturze jak ten. Ale w ogóle się to nie kłóci z faktem jego wtórności i banalności. ;)
07-12-2011 22:10
akito
    ok, czyli wyszło na to, że Pałlo Kolejo fantastyki mi się podoba
Ocena:
+2
@Eva, @Senthe
dzięki za odpowiedź!
ale moim zdaniem nie ma co napadać na Scobina za sposób argumentacji, bo jest rzeczowy. mówiąc o tekście używa się pojęć literackich i sposobów interpretacji tekstu. to jak śrubokręt w warsztacie. nie uważam, żeby narzucał interpretację, tylko chciał uzyskać opinię o konkretnych elementach tekstu.

pewnie wiecie, że są ludzie, którzy ROBILI DYPLOM Z LITERARURY/TEORII KULTURY , bo lubią analizować teksty, a nie odwrotnie? ja do takich należę. utożsamiam się trochę z postawą Scobina.

@Senthe
mogę się zgodzić z każdym argumentem, serio. co nie zmieni wrażenia, jaki zrobił na mnie ten tekst - może to właśnie kwestia osobistego doświadczenia, albo tego że dawno nie czytałam niczego w tej estetyce i mi trafiło w fazę "ratunku , producenci zabawek/filmów dla dzieci we mnie celują, błeeee"


@wszyscy
chyba każdy z nas czytał już lepsze teksty. i mam nadzieję, że wielu napisze lepsze i tego sobie życzmy.
A może umówmy się, że dajemy sobie 2 lata na napisanie opowiadania, zrobimy konkurs między sobą, potem zorganizujemy tłumaczenie zwycięzców i wysyłamy do jakiegoś Ważnego Zachodniego Pisma. A nuż będzie Nebula dla Polski (gooola!) czy istnieje już podobna inicjatywa?
07-12-2011 22:24
Eva
   
Ocena:
+2
Scobin - zadając pytania, na które znasz odpowiedź, automatycznie stawiasz się wyżej od rozmówcy. Nie zamierzam wdawać się we flejmy z kimś kto traktuje rozmówców protekcjonanie, bo robię to dla rozrywki, a nie dla bliżej nieokreślonej Sprawy. Dyskusje o literaturze to świetna zabawa i rzadka przyjemność, ale wtedy kiedy wszyscy wiedzą, że są na jednym poziomie - nie wtedy, kiedy część dyskutantów (pseudo)sokratejskim sposobem prowadzi maluczkich do odkrycia słusznej interpretacji.

I nie mówiłam o opowiadaniu czegoś całkiem nowego. Wydaje mi się, że wszyscy mówimy w pewnym sensie o opowiadaniu w ciekawy sposób. Nieszablonowy na przykład. Albo chociaż nienachalny ("Ci, którzy odchodzą z Omelas" - też krótkie, tematyka zbliżona, a zupełnie inna jakość). Bo wybacz, jeśli chodzi o ładunek emocjonalny - to rzeczone blogaski też go mają, aż w nadmiarze.
Apropos - to akurat nie blogasek, ale tematyka podobna niezwykle i poziom do blogaska zbliżony: http://weryfikatorium.pl/forum/vie wtopic.php?t=11368
Jest ładunek emocjonalny. Jest chęć przystosowania się do grupy. Są opłakane konsekwencje rezygnacji. Warsztat, oczywiście, o wiele gorszy, ale poziom subtelności przekazu tego, co autor miał na myśli jest, moim zdaniem, ten sam.

EDIT: akito, ja też do nich należę, bez capslocka co prawda ;P i wcale się nie utożsamiam ze scobinową postawą jak widać ;)
07-12-2011 22:38
Senthe
   
Ocena:
+1
W odpowiedzi na EDITa. (Przykro mi, ale nie czytałam Konopielki, więc pominę to porównanie)

"Kucyki", jak to już tutaj zauważono, to bardzo krótki tekst, może więc wcale chodzi w nich o to, by opowiedzieć coś całkiem nowego? Być może istotą tego utworu nie jest złożoność i wielość interpretacji, tylko silny przekaz emocjonalny (dla Amerykanów zapewne znacznie mocniejszy niż dla nas) połączony z reinterpretacją dobrze znanych (u Amerykanów zapewne lepiej niż u nas) znaczeń i symboli?

Nieno, ok, to ja od dzisiaj tworzę dobrą literaturę, opierającą się na silnych przekazach emocjonalnych i reinterpretacji powszechnie znanych symboli :D Czyli że: spadam na blogaska i będę chrzanić z emfazą co mi przyjdzie do głowy... No bo może moje teksty wcale nie muszą przekazywać czegoś nowego?
I Ty Otrzymaj Swoją Nebulę!

Ehm... Nie traktuj tego serio ;) MSPANC
07-12-2011 22:43
Maciej Szraj
   
Ocena:
0
@Scobin
Pytanie czym jest dobra literatura, jakie mamy kryteria?

@Akito
Tak, czytaliśmy lepsze teksty, tylko czemu one pokrywają się warstwą kurzu na bibliotecznych półkach, a takie coś dostaje Nebulę?

Ps. 90% Nebul, Hugo etc. i tak powinien zgarnąć Lem ;p

07-12-2011 22:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.