Pamięć zwana imperium
» Artykuły » Inne artykuły » Dlaczego LUBIĘ fantasy

Dlaczego LUBIĘ fantasy


wersja do druku

Polemika z felietonem Andrzej Pilipiuka

Autor: Redakcja: Joanna 'Ysabell' Filipczak

Dlaczego LUBIĘ fantasy
Wolność słowa, jak wiele rzeczy na tym świecie, ma dwie strony: dobrą i złą. Dobry jest powszechny dostęp do wiarygodnych informacji, możliwość wyrażania swoich poglądów, wolność prasy itp. Niestety, ta sama wolność sprawia, że o wiele łatwiej do głosu dochodzą ludzie, którzy dla dobra ogółu (w dużej mierze także dla własnego) na niektóre tematy wypowiadać się nie powinni. Na szczęście ta sama wolność sprawia również, że bardzo łatwo można tym osobom odpowiedzieć.

Korzystając więc z dobrodziejstw demokracji, odniosę się do felietonu Dlaczego nie lubię fantasy autorstwa Andrzeja Pilipiuka, który opublikowany został w sierpniowym numerze magazynu Science Fiction, Fantasy i Horror. W tekście tym bardzo mocne słowa padają pod adresem fantasy, które określane jest jako ohydny bakcyl, infekujący zdrową tkankę, czyli SF. Gatunek ten, czyli, jak to pisze Pilipiuk, "ohydna, wszawa i plugawa odmiana naszej literatury" nazywany jest także rakiem, który "od dziesięcioleci niszczy i pożera zdrowe konary, podgryza i unicestwia fundamenty gatunku". Autor oczywiście swoje tezy popiera niezliczonymi argumentami, z lubością rozwodząc się nad wyższością science fiction nie tylko nad dominium Tolkiena, ale także literaturą w ogóle. Przy okazji obwinia fantasy o podkradanie i degenerowanie czytelników, demoralizowanie narybku, gradobicie, koklusz, a tak w ogóle to Kopernik była kobietą!

W tym wszystkim jest jednak pewien haczyk: to stek bzdur. Milczeniem pominę wyjątkowo barwny opis powstania literatury fantastycznej ― jawiącej się jako istne literackie Eldorado ― skwitowany takimi oto słowami Pilipiuka: "stopniowo i ona [literatura niższa] pod wpływem różnych prądów zaczęła się kiepścić i wtedy właśnie okrzepła fantastyka". Skupię się natomiast na przytaczanych dalej argumentach. Faktem ― niezaprzeczalnym ― jest to, iż fantastyka, zwłaszcza dawnymi czasy, stanowiła źródło wielu nowatorskich idei, którymi inspirowali się naukowcy. Obecnie mamy jednak do czynienia z sytuacją wręcz odwrotną ― to twórcy SF sięgają do pism naukowych w poszukiwaniu nowych pomysłów. Wspominał o tym Ted Chiang, a także Peter Watts, który w udzielonym Poltergeistowi wywiadzie o zawartych w Ślepowidzeniu ideach powiedział: "szczerze mówiąc, zaskakującym może być fakt, iż to nie ja wpadłem na wiele z nich". Pilipiuk zdaje się jednak nie brać tego pod uwagę. Co więcej, wprowadza on czytelnika w błąd, jawnie ignorując oczywiste fakty, tudzież modelując je tak, aby pasowały do jego teorii.

Pisze na przykład, że: "Marsjan zaprezentowano nam w dziesiątkach wariantów na dobre stulecie, zanim uczeni wykryli pierwsze węglany wewnątrz meteorytu na Antarktydzie", a "klonowanie kosmonautów wprost do kombinezonów pokazano nam w serialach i wytłumaczono na dziesięciolecia przed powstaniem owcy Dolly". Autor przede wszystkim zapomina o różnicy pomiędzy odkryciem naukowym a literackim pomysłem. Podstawę tego drugiego stanowi wybujała wyobraźnia pisarza, który o większości ograniczeń zapewne nawet nie pomyśli, podczas gdy badaczy czekają lata żmudnych badań, podczas których dzień po dniu zmagać się oni będą z problemami, z których istnienia przeciętny fantasta nawet nie zdaje sobie sprawy. Kosmiczne klony ubiegły owcę Dolly? Też mi coś. Tę samą owcę o blisko czterdzieści lat ubiegła żaba Xenopus laevis. Nie wspominając o tym, że klonowanie to proces naturalny, którego mechanizmy zostały wytłumaczone na długo przed pierwszymi serialami.

Pod naporem logiki pada także argument dotyczący Victora Frankensteina, który: "niemal o sto pięćdziesiąt lat wyprzedził epokę przeszczepów". Zadziwiające, zważywszy na to, że debiutancka powieść Mary Shelley ukazała się w 1818, podczas gdy już w średniowieczu niektóre rany leczono przeszczepiając żołnierzom płaty skóry z innych części ich ciała.

Felieton ten może i nie wywołałby u mnie takich emocji, gdyby nie osoba jego autora. Bo czym, jeżeli nie fantasy jest cykl Kuzynki, opowiadanie Błękitny trąd albo prześmiewczy Czarownik Iwanow? Samo nasuwa się porównanie autorstwa Andrzeja Sapkowskiego o "ptakach, które we własne gniazdo nakakać się nie wahają". Pilipiuk pisze: "byliśmy (…) Stoimy (…) winniśmy oczyścić (…) Zwyciężymy!", utożsamiając się z gronem twórców i czytelników science fiction, a sam po kolana stoi w fantasy. Zupełnie, jakby czytelników traktował jak wspomnianych przez siebie dzikich prymitywów, których najlepiej przekupić świecidełkami (w tym miejscu też zdaje się zapominać, że to raczej kino SF w dużo większym stopniu nastawione jest na efekty i gadżety).

Pociechą może być jedna ewentualność ― że to wszystko żart, zgrywa, prowokacja. Że Pilipiuk świadomie przeinacza fakty, podsyca ogień i rozbudza emocje, chcąc zmusić odbiorców tego tekstu do myślenia. Byłoby to lepsze wyjście, chociaż nie idealne, bo tak czy siak byłby to żart nieudany i wyjątkowo niesmaczny.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Upiór w ruderze
O duchach nieco zabawniej
- recenzja
Wilcze leże
O przewadze zwykłego nad niezwykłym
- recenzja
Operacja Dzień Wskrzeszenia
W pogoni za przodkiem prezydenta
- recenzja
Na nocnej zmianie
Fantastyka fandomowa
- recenzja
Trucizna
Wysokooktanowa Trucizna Jakuba W.
- recenzja
Szewc z Lichtenrade - Andrzej Pilipiuk
Historyczne historyjki
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Alkioneus
   
Ocena:
+2
(już pomijając sytuację, kiedy w wyjątkowo szczeniacki sposób zareagował na nieprzychylną recenzję autorstwa doktora Soboty).

Bo Ci dwaj się nigdy nie trawili - z naciskiem na Pilipiuka nie trawiącego Soboty. Wybierając między nimi stawiam na Sobotę - pisze o wiele lepiej.
16-08-2009 17:58
~Xer

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Raz, że pisze o wiele lepiej. Dwa, że jest dużo przyjemniejszym człowiekiem. Trzy, że jego poglądy o wiele bardziej mi odpowiadają. I wreszcie cztery - jest dobrym nauczycielem akademickim ;)
16-08-2009 19:52
Ninetongues
   
Ocena:
0
Ludzie! oO'

Czy tylko ja załapałem, że Pilipiuk robił sobie w SFFiH (swoją drogą durna nazwa) za przeproszeniem jaja?

Pilipiuk fantasy nie lubi. Jego sprawa. Ja nie lubię Wędrowycza, a Pilipiuka lubię. Także nie generalizuję - Tolkien jest nudny, ale jednak fajny. A już takie Dragonlansy są dokładnie tym, co z takim poetyckim rozmachem opisał Andrzej.

Ale, w mordę. Toż chyba tylko ostatnia kobyła mogłaby wziąć za szczere i wynikające z pełnego, osobistego przekonania to zabawne, luzackie "doklejanie mordy" literaturze fantasy!

A ponieważ wiem, że kobył w Polterze raczej mało, to pytam się Malakh: Co piłeś przed lekturą, ile wersów oprócz tytułu i przytaczanych fragmentów owego felietonu przeczytałeś, i dlaczego tak nie znosisz Pilipiuka, że na taki niepoważny tekst reagujesz świętym oburzeniem? ^^

I broń boże nie piszę tego, żeby kogokolwiek obrazić - po prostu, kurde! Nie lubię, jak felietoniści nie mają za grosz poczucia humoru.

Pozdrowienia
18-08-2009 23:48
Repek
    @Hej Nine...
Ocena:
0
...dawno Cię nie było. :D

Pozdro
19-08-2009 00:00
malakh
    @ Ninetongues
Ocena:
0
Czy tylko ja załapałem, że Pilipiuk robił sobie w SFFiH (swoją drogą durna nazwa) za przeproszeniem jaja?

Jasne, tylko ty;)

z recenzji:

Pociechą może być jedna ewentualność ― że to wszystko żart, zgrywa, prowokacja. Że Pilipiuk świadomie przeinacza fakty, podsyca ogień i rozbudza emocje, chcąc zmusić odbiorców tego tekstu do myślenia. Byłoby to lepsze wyjście, chociaż nie idealne, bo tak czy siak byłby to żart nieudany i wyjątkowo niesmaczny.

z komentarzy:

Jeżeli to żart, to AP raczej zakpił sobie z czytelników, którzy zapłacili za SFFiH, w tym za zawarty tam felieton, a dostali bzdurą prowokację z wymyślonymi na poczekaniu argumentami. Normalnie, jak w "Fakcie" - o zgrozo!
19-08-2009 16:25
~Andrzej Pilipiuk

Użytkownik niezarejestrowany
    muuu! - powiedziała królewna i zdechła.
Ocena:
0
Bardzo fajna polemika ;-)
Jestem pod wrażeniem ;-)
21-08-2009 20:56
~Andrzej Pilipiuk

Użytkownik niezarejestrowany
    do xer'a
Ocena:
-1
Nie zareagowałem na tzw. "recenzję" soboty - tylko na to jak chamsko naskoczył na próbującego polemizować M.Szklarskiego.

Pisarz powinien reagować gdy krzywdzą mu Czytelnika czyż nie?
21-08-2009 20:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.