» Recenzje » Zrodzony

Zrodzony

Zrodzony
Czy można spustoszyć świat, który już uległ zagładzie? Czy niewielka istota może pokonać olbrzymią i niepokonaną bestię? Czy w tym chaosie jest jeszcze miejsce na ludzkie odruchy, zaufanie albo miłość? W świecie Zrodzonego wszystko jest możliwe.

Od kataklizmu minęło już kilka lat. Najpierw katastrofa ekologiczna zamieniła oceany w pustynie. Dzieła zniszczenia dopełniła tajemnicza Firma, korporacja zajmująca się zaawansowaną bioinżynierią, która stworzyła przedziwne istoty – niektóre pożyteczne, inne zaś niszczycielskie. Jednak nawet najwięksi pesymiści nie wyobrażali sobie powstania olbrzymiego, latającego niedźwiedzia, faktycznego pana i władcę zrujnowanego miasta, do którego nazwy nikt już nie przywiązuje wagi. Gdzieś pośród ruin próbuje powiązać koniec z końcem Rachel, poszukiwaczka – albo może lepiej napisać szabrowniczka – która pewnego dnia odnajduje dziwny przedmiot. Znalezisko, nazwane przez Rachel Zrodzonym, wkrótce przejawia oznaki życia, a zaraz potem inteligencji. Skrywa też w sobie nie lada tajemnicę...

Jeff VanderMeer należy do grona najbardziej rozpoznawalnych oraz najczęściej nagradzanych współczesnych autorów science-fiction. Amerykanin został wielokrotnie wyróżniony najbardziej prestiżowymi nagrodami w branży, w tym Hugo, Nebulą oraz Locus Award. Dlatego też napisany w roku 2017 Zrodzony wzbudził zainteresowanie.

Jednak pomimo olbrzymiego entuzjazmu, lektura przyniosła mi ambiwalentne doznania: VanderMeer przez większość czasu koncentruje się na relacjach pomiędzy prowadzącą pamiętnik i będącą narratorem Rachel, jej partnerem Wickiem oraz dziwacznym podopiecznym. Początkowa ciekawość odnośnie natury przyniesionego do schronienia stworzenia powoli ustępuje relacjom o bardziej matczynym charakterze, by w kulminacyjnym momencie błyskawicznie się załamać. Do tego momentu Zrodzony nie odstępuje głównej bohaterki – a tym samym czytelników – ani na krok i wszystkie podejmowane przez Rachel decyzje uwzględniają możliwy wpływ na podopiecznego. Ta dziwaczna relacja: chęć zbudowania czegoś na kształt rodziny, walka o przetrwanie dotychczasowego związku i późniejsze rozczarowanie stanowią główną oś historii.

Znajduje to swoje przełożenie na poznanie otoczenia przez czytelnika, z czego można zdać sobie sprawę dopiero wraz z progresem lektury. Spustoszone miasto, które narodziło się w głowie pisarza, jego historia – a zwłaszcza wpływ tajemniczej Firmy na obecną sytuację – są tworem na miarę Dayton Central, tak skrupulatnie i widowiskowo odmalowanego na kartach Podziemi Veniss. Zresztą to nie jedyne namacalne nawiązanie do wymienionej powieści: również mieszkańcy miasta – często zmutowani – oraz biotechnologiczne twory Firmy wyraźnie wskazują, że pisarz postanowił podążyć dobrze znanym szlakiem. VanderMeer puścił wodze fantazji i uczynił to po mistrzowsku, pobudzając wyobraźnię czytelnika. A jednak, Zrodzony pozostawia poczucie niedosytu.

O ile Dayton Central wydaje się być światem kompletnym, o tyle nie można tego samego napisać o mieście – jego nazwa pozostaje tajemnicą. Apokalipsa, która dosięgła ludzkość pozostaje zagadką, z grubsza tylko wiadomo co się wydarzyło. To jednak nie jest specjalnym problem. Bardziej mierzi to, że niezwykle interesująco zasygnalizowana historia Firmy i jej wpływu na miasto nie została rozwinięta tak bardzo, jakby mogła być. Dopiero na samym finiszu lektury czytelnicy dowiadują się nieco więcej o kulisach działania korporacji, jednak pośpiesznie rozwinięty wątek nie jest w stanie zaspokoić ciekawości. W efekcie stworzony został fascynujący lecz bardzo niekompletny świat.

Ponarzekać można również na tempo akcji: początkowo powolne, sprawiające, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron czytelnik musi przebijać się nieco na siłę, ufając, że talent pisarski autora wynagrodzi cierpliwość. I rzeczywiście, z czasem perypetie Rachel nabierają prędkości, po to, by nagle się urwać. Ostanie strony to wyraźna chęć szybkiego zakończenia powieści, w rezultacie czego odbiorca otrzymuje nagłe i całkiem bezsensowne zakończenie.

Można mieć też wątpliwości co do samej istoty powieści: początkowo wydaje się być utworem nieco filozoficznym, koncentrującym się wokół kwestii świadomości, inteligencji oraz konsekwencji posiadania tych dwóch cech na postrzeganie istoty fizycznie tak odmiennej, nieznanej, a być może nawet groźnej. Później powieść coraz bardziej ewoluuje ku przygodowemu postapo, grzęznąc finalnie gdzieś pośrodku, nie do końca zmuszając do refleksji, ale też nie bawiąc tak bardzo, jakby mogła.

W efekcie Zrodzony to dziwaczna powieść: z olbrzymim lecz niewykorzystanym potencjałem, dająca posmak nieprzeciętnego talentu pisarskiego VanderMeera, ale jednocześnie będąca świadectwem, że autor w tym przypadku zjadł własny ogon, próbując powtórzyć sukces wedle tej samej recepty, ale czyniąc to wyraźnie gorzej. Co prawda zrodzony nie jest złą powieścią, ale jednak to właśnie nie kto inny, jak VanderMeer zawiesił sobie poprzeczkę szalenie wysoko. I tym razem jej nie przeskoczył.

6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Zrodzony
Autor: Jeff Vandermeer
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawca: Mag
Data wydania: 12 października 2018
Liczba stron: 365
Oprawa: twarda
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
Cena: 39 zł



Czytaj również

Laguna
"A co wy byście zrobili?"
- recenzja
Brasyl
My czyli oni
- recenzja
Diaspora
Ciężki kawałek kosmosu
- recenzja
Droga serca
Stąd do nicości
- recenzja
Wurt
W tym szaleństwie jest metoda
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.