» Recenzje » Zgiełk wojny. Tom I

Zgiełk wojny. Tom I


wersja do druku

God, save the Queen!

Autor: Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek

Zgiełk wojny. Tom I
Przed wybuchem wojny Jom Kippur wojska egipskie i syryjskie zwodziły Izrael, przekonując go o swojej pozornej słabości, aby potem zadać nagły cios. Książka na temat tych wydarzeń zainspirowała 62-letniego Kennedy'ego Hudnera do napisania swojej debiutanckiej militarnej science fiction

Powieść liczy 527 stron, z czego 377 to opis nieustającej bitwy. Zanim jednak się ona rozpocznie, podczas lektury pierwszych 150 stron poznajemy głównych bohaterów: Emily Tuttle – niespełnioną historyk, Hirama Brilla – znerwicowanego geniusza planowania, Granta Skiffingtona – grzeszącego brawurą syna admirała floty oraz Cookie – twardą dziewczynę, które chce zostać marine. Ich wspólne przygody zaczynają się w obozie szkoleniowym floty Victorii, jednego z dziesięciu sektorów kosmosu zajętych 950 lat wcześniej przez ludzkość. Jest to najbogatszy i najpotężniejszy sektor, ciemiężący inne niekorzystnymi umowami handlowymi. To tu bowiem znajduje się skrzyżowanie tuneli czasoprzestrzennych, gospodarcze centrum zamieszkanego przez ludzi wszechświata. Z wiodącą rolą Victorii nie mogą pogodzić się inne sektory: Dominium Zjednoczeniu Ludowego, Cesarstwo Tilleke i Cape Breton. Powstaje spisek, którego zawiązanie obserwujemy na przemian ze szkoleniem czwórki protagonistów. Gdy wybuchnie wojna, będą musieli dość nieoczekiwanie dla siebie zagrać pierwsze skrzypce i decydować o losach swojego sektora. Są to ciekawe postaci, o może trochę zbyt wyolbrzymionych  cechach charakteru i intelektu kluczowych dla fabuły. Dzięki nim obserwujemy różne miejsca i oblicza rozbudowanej bitwy – pokłady statków, stacji kosmicznej, zebrania sztabowe itd. Ufna w swoje siły Victoria nie spodziewa się zasadzki, a gdy już w nią wpada, stara się desperacko bronić. Tom I kończy się bez irytującego cliffhangera, dochodzi do jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale widać wyraźnie, że do końca wojny jeszcze daleko.

Autor ogranicza opisywanie otoczenia do minimum, stawiając na pierwszym miejscu szybką akcję. Nie poznamy imion niektórych postaci epizodycznych ani szczegółowych opisów miejsc, w których znajdują się bohaterowie, możemy za to liczyć na dokładne przedstawienie wizerunków okrętów biorących udział w bitwach. Statki kosmiczne latają na antymaterię, korzystają z tuneli czasoprzestrzennych, strzelają rakietami i laserami, ich kapitanowie oglądają przebieg bitew na obrazach holograficznych, a teleportacja odbywa się za pomocą… śniegu. To wszystko, co wiąże się z warstwą „naukową”. Mimo że akcja powieści ma miejsce 950 lat po opuszczeniu Ziemi przez ludzkość, dystansu czasowego niemal zupełnie nie widać. Terminologia wojskowa, typy statków (od pancernika po kanonierkę) czy wspominanie lekcji angielskiego z podstawówki sprawiają wrażenie, że opisane przez Hudnera kosmiczne zmagania mogłyby mieć miejsce równie dobrze jutro. Victoria, rządzona przez królową Churchill, odpowiada mniej więcej anglosaskiemu światu Zachodu, ale angielsko brzmiące nazwiska trafiają się w każdym z sektorów. Znajdziemy tu też dwa polskie akcenty w postaci epizodycznych bohaterów: beznamiętnego inżyniera, Maxa Opińskiego, oraz żołnierza, Wiśniowskiego, stereotypowego walecznego osiłka, w którym włócznia budzi dziką bestię. Jego przełożona, Cookie, stwierdza, że jest on prawdziwym "polskim wojem”. Dominium, w którym pełno komisarzy i komitetów ludowych, chciałoby się utożsamić z byłym komunistycznym blokiem wschodnim, ale nie ma tu prostej analogii. Mają język inny niż angielski, inny alfabet, ale żadnego wschodnio brzmiącego nazwiska. Nieco łatwiej jest z identyfikacją Tilleke, którym rządzi autorytarny cesarz (Daleki Wchód), Azylem zasiedlonym przez Żydów i Arabów czy pseudochrześcijańską Światłością. Co ciekawe, mimo że postaci raz po raz przeklinają imieniem Boga czy Chrystusa, a raz nawet stylizują swoje wypowiedzi na cytaty biblijne, to znajdujemy komentarz mówiący, że chrześcijaństwo jest zapomnianą archaiczną religia. Jednocześnie postaci zaklinają na "bogów naszych matek”. Dużo więc w tym autorskiej niefrasobliwości.

W powieści pojawiają się postaci i wątki, których autor nie rozwija, bądź zupełnie porzuca. Niektóre rozwiązania fabularne są naiwne, szczególnie, gdy bohaterowie wpadają na jakiś genialny plan i są nim zachwycani, co dziwi czytelnika, który nie widzi w ich pomysłach nic nadzwyczajnego. Można wyłapać też różne nieścisłości: czasem w grupie bojowej jest dziesięć statków, potem jednak ni z tego ni z owego dwanaście; po przegrupowaniu jest ich trzynaście, ale po chwili okazuje się, że jednak piętnaście. Choć statki są wyposażone w wyjątkowe detektory, przez całą powieść zwodzą się nawzajem dronami i zasłonami z… pociętej folii. Wrogowie nie mogą wlecieć na zaminowany obszar, gdy tymczasem obrońcy prowadzą w jego obrębie manewry.

Choć uchybienia fabularne potrafią czasem zdenerwować, nie wpływają na ogólne wrażenia płynące z lektury. Powieść wciąga i trzyma w napięciu, pozostawiając nas w niepewności co do losów Victorii i głównych bohaterów niemal do końca. Opis bitwy jest żwawy, pełen zwrotów akcji, nagłych szarż i pojedynków silnych osobowości. Intryga jest prosta, ale wiarygodna i stanowi dobry punkt wyjścia dla militarnych działań. Na uwagę zasługuje niejednoznaczna charakterystyka bohaterów, borykających się z trudnymi moralnie decyzjami oraz podkreślanie, że ci "dobrzy”, czyli Victoria, nie są w tym konflikcie bez winy. Książkę Hudnera czyta się dobrze i szybko, także dzięki sprawnemu tłumaczeniu. Posiada cechy satysfakcjonującego page turnera. Myślę, że pomimo pewnych niedociągnięć, jest to udany debiut, więc bez większych oporów sięgnę po drugi tom. Zgiełk wojny mogę ostrożnie polecić nie tylko fanom militarnej science fiction.

7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Zgiełk wojny
Autor: Kennedy Hudner
Wydawca: Drageus
Data wydania: 16 marca 2016
Liczba stron: 528
Oprawa: miękka
Format: 135x205 mm
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

W głębi strachu
Jakie cudowne zwycięstwo!
- recenzja
De Oppresso Liber
Kiedy gwoździe walczą z młotkiem
- recenzja
Za wszelką cenę
Gromadząc informacje
- recenzja
Zew Walhalli
Zawstydzając czołg
- recenzja
Walkiria w ogniu
Zawstydzając Johna Rambo
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.