» Recenzje » Żałobne Opaski

Żałobne Opaski


wersja do druku

Stróże prawa wyruszają w nieznane

Autor: Redakcja: Rafał 'Raf303' Gyurkowich, Matylda 'Melanto' Zatorska

Żałobne Opaski
Co może wyjść z połączenia przygód w stylu Indiany Jonesa z historią o nieustraszonych stróżach prawa rodem z amerykańskich westernów i z opowieścią o międzynarodowych spiskach i organizacjach przestępczych (jako żywo nasuwających skojarzenia z organizacją SPECTRE łączoną z historiami o agencie 007)? Zobaczcie sami – oto Żałobne Opaski Brandona Sandersona, kolejny tom steampunkowej kontynuacji cyklu Ostatnie Imperium.

Po tragicznych doświadczeniach kończących Cienie tożsamości Waxillium Ladrian z trudem dochodzi do siebie. Przepełnia go złość i nienawiść do Harmonii, jednakże pragnie pozostawić za sobą boskie spiski i knowania nieśmiertelnych i skupić się na bardziej przyziemnych rzeczach – takich jak ślub ze Steris, zadbanie o przyszłość rodu oraz pokonanie wuja Edwarna i uwolnienie więzionej przez niego siostry Telsin. Niestety nie wszystko idzie po myśli dzielnego stróża prawa, bowiem w jego życie ponownie wkraczają nieśmiertelne kandry – tym razem prosząc o wyprawę śladem jednego z nich, poszukiwacza starożytnych artefaktów, który przeżywszy atak na swoje życie i stratę kolca, powrócił z ostatniej wyprawy na wpół obłąkany. Powagi sytuacji dodaje fakt, iż przedmiotem zainteresowania badacza były Żałobne Opaski – artefakt Ostatniego Imperatora pozwalający mu w pełni wykorzystywać wszystkie moce Allomancji i Feruchemii. Mimo wyjaśnień kandry Wax byłby skłonny odmówić pomocy, gdyby nie fakt, iż wiele wskazuje na to, że w sprawę zaangażowani są członkowie Kręgu wraz z Garniturem. Pomimo wątpliwości i dość nieufnego podejścia do wszystkich wysłanników Harmonii, Wax dołącza do ekspedycji poszukiwawczo-ratunkowej.

Wykreowana przez Sandersona grupa bohaterów nadal potrafi zaskoczyć, bowiem autor lubi skupiać swoją uwagę na jednostkach, ukazując oczom czytelnika nieznane (i dość często całkiem nieoczekiwane) cechy ich charakterów. Wayne miał swoje pięć minut w poprzednim tomie – a i w tym pokazuje na co go stać, po raz kolejny sugerując, iż pod  maską lekkoducha kryje się zaskakująca głębia – zaś teraz przyszedł czas na siostry, młodą Marasi i narzeczoną Waxa Steris. Pierwsza z nich to energiczna emancypantka, która od pierwszego spotkania (a nawet wcześniej) była zauroczona postacią bohatera, nieustraszonego Waxilliuma Ladriana. Wspólne przygody i zdobyte doświadczenia rozbudziły w niej pragnienie zostania kimś więcej niż tylko pomocnicą, jednakże odważna panna wciąż ma problemy z określeniem tego, kim tak naprawdę chce być. W przypadku tej postaci mamy do czynienia z świetnie opowiedzianą historią o poszukiwaniu samego siebie i dorastaniu, które czasami wymaga wyłącznie spojrzenia na świat z innej perspektywy. Z kolei Steris jest prawdziwym zaskoczeniem i czarnym koniem tej książki, bowiem nikt nie spodziewałby się, iż ta opanowana, rozważna i pozbawiona wyobraźni panna może skrywać w sobie taki głód życia i przygód, które czynią z niej naprawdę sympatyczną kobietę. W dodatku całkiem przydatną w ryzykownych przedsięwzięciach, bowiem umiejętność planowania i chłodnej kalkulacji zawsze jest w cenie – nawet jeśli wiąże się z obiektywną oceną własnych możliwości i stwierdzeniem, iż jest się bardziej przydatnym, pozostając w tyle. Steris – początkowo postrzegana jako balast mający jedynie odwrócić uwagę przeciwników od prawdziwego celu wyprawy – kilkakrotnie pokazuje, na co ją stać i to z jak najlepszej strony. Postać kandry MeLaan nie została zbytnio rozbudowana (może jedynie w zakresie jej preferencji seksualnych), ale za to zdecydowanie wzbogacono wiedzę czytelnika o potencjale tkwiącym w ciele zmiennokształtnego. Jakże inaczej może wyglądać wyprawa w nieznane, gdy nie trzeba się przejmować ani pułapkami, ani faktem, iż zapomni się manierki czy wytrycha. Jedynie obraz Waxa wydaje się być odporny na zmiany, co podczas lektury trzeciego z kolei tomu opowiadającego o jego przygodach zaczyna w końcu trochę męczyć. Wszystko co robi ten nieustraszony stróż prawa, idealnie wpisuje się we wcześniejszą charakterystykę – nawet drobne wzmianki ukazujące jego przeszłość w enklawie Terrisan nie mają zbytniego wpływu na jego postrzeganie przez czytelnika. W tej solidnej charakterologicznej konstrukcji nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, iż już w pierwszym tomie było widać, iż Ladrian ma tendencję do pogrążania się w melancholii i roztrząsania swoich żali, zaś teraz skłonność ta ponownie dała o sobie znać. Psychologiczne wyjaśnienie takiej postawy jest jak najbardziej wiarygodne i uzasadnione fabularnie, nie zmienia to jednak faktu, iż depresyjny, użalający się nad sobą protagonista może znużyć i zamiast budzić współczucie zaczyna irytować. Dopiero zakończenie powieści pokazuje, że Sanderson lubi najlepsze pozostawiać na koniec. Nawet niezłomny i niezmienny w swych przekonaniach Wax potrafi zdobyć się na całkowicie nieprzewidziane działanie – ale na to w Żałobnych Opaskach trzeba naprawdę długo czekać.

Największym rozczarowaniem jest Pan Garnitur, wuj Waxa, postrzegany przez niego jako główny mastermind stojący za działalnością Kręgu. Ten wygłaszający wyświechtane frazesy o potrzebach zmian fanatyk (postrzegający siebie jako rewolucjonistę, a nawet potencjalnego wybawiciela ludzkości) wydaje się płytki aż do bólu, a jego kolejne spotkania z krewniakiem wywołują tylko poczucie niesmaku i niedosytu.

Za to, niezmiennie, na wysokim poziomie pozostaje kreacja świata przedstawionego. Enklawa Terrisan, miasto Nowe Seran (jakże różne pod względem architektonicznym i krajobrazowym od Elendel) czy sama Dzicz – każde z tych miejsc ma swój indywidualny, rozpoznawalny charakter. Sanderson nie dubluje własnych pomysłów ani nie powiela klisz, za każdym razem tworząc unikalne lokalizacje, które – mimo braku przegadanych, wielostronicowych opisów – wizualizują się niemal same w głowie czytelnika. Dodatkowo warto wspomnieć, iż także w zakresie wymyślonych przez siebie nauk metalicznych, Allomancji, Feruchemii oraz Hemalurgii autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ujawniając kolejne metale i ich kombinacje dające unikalne umiejętności ich użytkownikom. Najbardziej zaskakuje fakt, że Sanderson każdorazowo potrafi sensownie uzasadnić kolejne rewelacje, nie wywołując u czytelnika uczucia przesady czy zbytniego naginania wykreowanego już świata do potrzeb konkretnych rozwiązań fabularnych. Wszystkie elementy do siebie dobrze pasują, a jeśli nawet pojawiają się pewne luki w naszej wiedzy o dziejach tego uniwersum, autor nie omieszka uzupełnić jej w ten czy inny sposób (w tym przypadku w odautorskiej nocie odsyła czytelników do konkretnego opowiadania, które warto jednak czytać po lekturze Żałobnych Opasek).

Sanderson niczym wytrawny mistrz kuchni miesza ze sobą składniki pozornie do siebie niepasujące, tworząc z nich prawdziwą ucztę. Pogoń za przestępcami i wymierzanie kary, sceny rozgrywające się na salonach, wyszukane pojedynki na słowa i gra pozorów, nadspodziewanie dobrze łączą się z konwencją powieści przygodowej w stylu historii o Indianie Jonesie (z którym skojarzenia dość często nasuwają się podczas lektury). Przewijająca się w tle i przybierająca coraz bardziej realne kształty organizacja zwana Kręgiem, której ostateczne cele i motywy postępowania są wciąż dość zawikłane i niejednoznaczne (a po lekturze Żałobnych Opasek stają się nawet mniej oczywiste i w większym stopniu zagadkowe, niż wcześniej) świetnie wpisuje się w historię i wykreowany przez Sandersona świat, w którym nadal istnieją rzeczy budzące strach nawet w bogu Harmonii.

Kolejna powieść Brandona Sandersona to bardzo dobra książka, oferująca czytelnikowi niezwykle przyjemny sposób spędzenia czasu. Znajduje się w niej kilka (wspomnianych powyżej) drobnych mankamentów, jednakże na szczęście nie są one na tyle duże, by poważnie wpłynąć na odbiór całości. Miłośnicy prozy Sandersona nie będą rozczarowani. Czytelnicy niezaznajomieni z jego twórczością i cyklem Ostatnie Imperium powinni zacząć od poznania wcześniejszych pozycji serii, bowiem lektura recenzowanej pozycji bez podstawowej wiedzy o wykreowanym przez Sandersona uniwersum będzie zwyczajną stratą czasu – zbyt dużo tutaj odniesień do konkretnych miejsc, sytuacji i osób znanych z poprzednich części.

9.0
Ocena recenzenta
8.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Żałobne Opaski
Cykl: Ostatnie Imperium
Tom: 6
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Autor okładki: Dominik Broniek
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 384
Oprawa: twarda
ISBN-10: 978-83-7480-646-6
Cena: 29,90



Czytaj również

Żałobne Opaski
Jedźmy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja
- recenzja
Cienie tożsamości
Manipulujący i zmanipulowani
- recenzja
Żałobne Opaski
- fragment
Cienie tożsamości
Robimy rewolucję
- recenzja
Bohater Wieków
Wiara plus nadzieja to furtka dla możliwości
- recenzja
Bohater Wieków
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.