» Artykuły » Felietony » Wyprawa po żółtej, ceglanej drodze

Wyprawa po żółtej, ceglanej drodze


wersja do druku

Co zapomnieliśmy o Krainie Oz?

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Wyprawa po żółtej, ceglanej drodze
Czarnoksiężnik z Krainy Oz jest historią, która ma w sobie to coś sprawiającego, że kolejni twórcy oraz twórczynie wracają, aby opowiedzieć ją na nowo. Każda następna adaptacja dokłada cegiełkę do naszego rozumienia tej fantastycznej opowieści o małej dziewczynce, która nagle przestała znajdować się w Kansas. Co ciekawe, zadziwiająco mało wiemy tak o samym Oz, jak również o "historii tej historii". Między innymi dlatego czas na małą krajoznawczą wycieczkę.

Widzicie, Oz było najbardziej rozwiniętym światem wyobrażonym w czasie, w którym powstawał. A ponieważ Lyman Frank Baum na pisaniu książek nie poprzestał, możemy wręcz mówić o najbardziej rozwiniętym tekście transmedialnym przełomu XIX i XX wieku. Wykorzystywanie wielu mediów do opowiedzenia jednej historii już wtedy nie było niczym nowym, ale wykorzystywanie ich do stworzenia spójnej, uzupełniającej się narracji – owszem. To kolejny powód, dla którego naprawdę warto wybrać się na wyprawę po żółtej, ceglanej drodze.

Nie tylko Czarnoksiężnik z Krainy Oz

Naszym pierwszym przystankiem będą powieści – a dokładniej: wszystkie czternaście książek, jakie napisał Baum między 1900 i 1919 rokiem, rozpoczynając cały cykl Czarnoksiężnikiem z Krainy Oz (The Wonderful Wizard of Oz). Interesujące w tym fakcie są dwie rzeczy: pierwsza, że napisał tyle w ciągu zaledwie dekady, nie dysponując przy tym dzisiejszą, umożliwiającą wprowadzanie miliona poprawek bez konieczności przepisywania całego testu, technologią. A druga: one budują jeden świat wyobrażony. Skąd to wiemy? Ponieważ nie wszystkie opowiadały o tych samych bohaterach i bohaterkach, ale wszystkie osadzone zostały w Oz, w jednym świecie, które budowały i uzupełniały tom za tomem. Między innymi dlatego badacze twórczości tego pisarza wskazują, że nawet najsłabszy z punktu widzenia tworzenia fabuły tekst o tej krainie wciąż warty jest uwagi z punktu widzenia światotworzenia.

Gdy Baum opublikował pierwszą powieść o Oz w 1900 roku, nie był początkującym autorem, który nagle wypłynął na szerokie wody wydawniczego rynku, porywając za sobą wiele dziecięcych (i nie tylko) serc. Gdy Czarnoksiężnik… pojawił się na półkach, nasz autor debiut miał już za sobą – zaczął od publikacji o hodowli kur (tak, dobrze przeczytaliście, kur). Od lat 90. XIX wieku pracował w Chicago jako reporter, publikował opowiadania (w tworzonym przez siebie magazynie) i napisał nową wersję opowieści o Babci/Matce Gąsce (Mother Goose in Prose). A że ta, ponownie nawiązująca do drobiu, książka, sprzedawała się przyzwoicie, napisał kolejną – o Dziadku/Ojcu Gąsce (Father Goose, His Book). I wiecie co? Tym razem odniósł spektakularny sukces. Zwróćcie w tym miejscu również uwagę, droga wycieczko, że te dwie powieści miały potencjał utworzenia serii – a jeśli dodamy do tego fakt, że 1900 roku ukazało się również Songs of the Father Goose, możemy spokojnie założyć, że na tym etapie Baum odkrył potęgę kontynuowania zaczętych historii.

Debiut L. Franka Bauma - książka o hodowli kur

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

A po Dziadku/Ojcu Gąsce przyszedł rok 1900 i na księgarskich półkach pojawiła się również pierwsza część opowieści o Krainie Oz. Czarnoksiężnik… zdobył tak ogromną popularność, jakiej nigdy już żadna jego późniejsza powieść spoza Oz nie osiągnęła. Chociaż Baum podejmował później próby napisania czegoś nowego, zawsze powracał do swojej krainy, na żółtą, ceglaną ścieżkę. Po pewnym czasie zastrzegał, że "ta to już na pewno będzie ostatnia”, ale i tak kontynuował.

Dzieła Bauma są z jednej strony wciąż żywe i popularne, o czym dobitnie świadczą powracające bardziej i mniej wierne adaptacje. Są również fascynującym przykładem rozwoju współczesnej powieści – nawet, jeśli nie zawsze doskonałym. Jeśli, droga wycieczko zapragnęliście na tym etapie naszej podróży przeczytać je wszystkie, niczym takie książkowe Pokémony, to niestety, nie wszystkie zostały wydane w Polsce. Właściwie dysponujemy tłumaczeniem jedynie tomów od 1 do 4 i 13.

  • Czarnoksiężnik z Krainy Oz (The Wonderful Wizard of Oz, 1900)
  • W krainie czarnoksiężnika Oza (The Marvelous Land of Oz, 1904)
  • Dorota u króla gnomów (Ozma of Oz, 1907)
  • Dorota i Oz znowu razem (Dorothy and the Wizard in Oz, 1908)
  • The Road to Oz (1909)
  • The Emerald City of Oz (1910)
  • The Patchwork Girl of Oz (1913)
  • Tik-Tok of Oz (1914)
  • The Scarecrow of Oz (1915)
  • Rinktink in Oz (1916)
  • The Lost Princess of Oz (1917)
  • The Tin Woodman of Oz (1918)
  • Czary w Krainie Oz (The Magic of Oz, 1919)
  • Glinda of Oz (1920)

Trudno nie kochać wydawców.

Teatr, komiksy i multimedialne show

Naszym drugim przystankiem jest teatr. Widzicie, Baum miał dwie wielkie pasje: drukarstwo oraz właśnie dramaturgię. Już jako dziecko wydawał z bratem domorosłe czasopisma, co przestał robić dopiero na okres dość krótkiego pobytu w szkole wojskowej. Mając lat dwadzieścia zajął się zawodowo hodowlą drobiu i, tak, dobrze kombinujecie, wtedy zadebiutował książką o hodowli kur, a także założył czasopismo poświęcone handlowi hodowlanym ptactwem. Drugą pasję również rozwijał jeszcze jako nastolatek, chociaż na deskach pojawił się dopiero później. Na tym jednak jego historia z tą sztuką się nie zakończyła, od mniej więcej 1880 zaczął zarządzać własnym teatrem – w tłumaczeniu: mógł wybierać, jakie sztuki będą wystawiane i kto będzie w nich grał. Miał też całkiem dobrego nosa oraz, jak się okazało, pióro – zaadaptował popularną, melodramatyczną powieść, skomponował do niej piosenki oraz – tak, zgadliście – zagrał główną rolę. I odniósł tym przedsięwzięciem znaczący sukces.

No dobrze, ale dlaczego właściwie rozmawiamy o fascynacji Bauma z teatrem? Widzicie, tuż po wydaniu Czarnoksiężnika… w 1901 roku zaczął pracować nad jego musicalową wersją, aby ostatecznie wystawić ją na nowojorskiej scenie w 1902. Pomysł, ponownie, okazał się trafiony, sztukę grano nieprzerwanie przez dwa lata, a później rozpoczęła krajowe tournée, utrzymując się jedenaście lat na afiszach. I chociaż na tym etapie mamy jeszcze do czynienia z adaptacją, a nie rozbudowaniem świata przedstawionego, przeniesienie Oza na inne medium natchnęło Bauma do dalszych eksperymentów. Kolejną książkę z serii, W krainie czarnoksiężnika Oza, pisał od razu z myślą o jej wystawieniu w teatrze, co przełożyło się również na sposób jej narracyjnego skonstruowania. Z akademickiego obowiązku dodam, że – o ironio – tym razem powieść przypadła odbiorcom do gustu o wiele bardziej niż jej sceniczna wersja.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Naszym trzecim przystankiem są opowiadania oraz wszystko to, do czego zainspirowały ojca Krainy Oz. Tutaj będzie się już robić nieco bardziej skomplikowanie niż dotychczas, ponieważ osiągnęliśmy właśnie moment, gdy nasza opowieść robi się transmedialna. Między 1904 i 1905 rokiem Baum napisał 26 historii o krainie Oz (znowu: nie o bohaterach, a o stworzonym przez siebie świecie), znanych jako Queer Visitors from the Marvelous Land of Oz). Miały one sfinansować wydanie W krainie czarnoksiężnika Oza. Te krótkie historie ukazywały się na łamach kilku czasopism, razem z towarzyszącymi im komiksowymi paskami narysowanymi przez Walta McDougalla. W tym samym czasie współpracujący wcześniej z Baumem ilustrator, W.W. Denslow, również posiadający prawa autorskie do Czarnoksiężnika…, opublikował w 1905 roku własne – naturalnie opatrzone rysunkami – historie o Strachu Na Wróble i Blaszanym Drwalu (Denslow’s Scarecrow and Tin-man). Co ciekawe, Queer Visitors… dały początek spin-offowi, The Woggle-Bug Book (1905), który ukazał się w formie książkowej, zilustrowanej tym razem przez Ike Morgana. To jednak nie wszystko, ponieważ powieść tę Baum ponownie zaadaptował jako musical, a także zaczął monetyzować i ten pomysł, sprzedając zainteresowanym tematyczne parateksty (czyli wszelkiej maści przedmioty z nią powiązane, jak pocztówki czy guziki). Już na tym etapie widać, jak dotychczasowe pomysły zaczynają napędzać jeden drugi, przechodząc pomiędzy mediami, a także rozbudowywać Krainę Oz o kolejne elementy.

Okładka "The Woggle-Bug Book" (1905)

Czwarty przystanek, droga wycieczko, powinien was naprawdę zainteresować – pamiętajcie, że wciąż mówimy o okresie między XIX i XX wiekiem. W 1908 roku Baum opublikował The Fairylogue and Radio-Plays, a także na ich podstawie stworzył coś, co dzisiaj nazwalibyśmy multimedialnym show. Ówcześni mogli w jego trakcie słuchać utworów wykonywanych przez orkiestrę, oglądać występ aktorski, obejrzeć 23 ręcznie koloryzowane krótkie filmy, wysłuchać samego Bauma opowiadającego o swojej krainie oraz oglądać, jak rozmawia z aktorami w czasie przedstawienia. W trakcie tego show po raz pierwszy pokazano również mapę Oz. To musiało robić wrażenie na odwiedzających, chociaż ostatecznie okazało się niedostateczne, aby przynieść zyski na tyle duże, aby sfinansować planowane na 1910 rok kolejne, tym razem w pełni muzyczne doświadczenie – nie chodziło bowiem o zwykły koncert – oparte o Dorotę u króla gnomów. Mówiąc wprost: Baum zbankrutował.

A w końcu i kino

Ale, jak to mówią, nie ma tego złego, co ostatecznie na dobre by nie wyszło, a nasz eks-hodowca kur i eks-dziennikarz był kreatywnym pisarzem, którego dzieło mogło funkcjonować nawet po tym, jak tymczasowo utracił prawa do Oz przez wspomniane bankructwo. Co zabiera nas ku bardzo specyficznemu, piątemu i zarazem ostatniemu przystankowi naszej wycieczki krajoznawczej, mianowicie do pełnometrażowego filmu o Czarnoksiężniku z Krainy Oz. A dokładniej – do trzech: The Wonderful Wizard of Oz (1910), Dorothy and the Scarecrow in Oz (1910) oraz The Land of Oz (1910), zrealizowanych przez Selig Polyscope Company. Scenariusze oparte zostały o powieści Bauma, nie ma jednak pewności, czy on sam był ich autorem, czy też wyszły spod czyjegoś innego pióra. Niestety, poza pierwszym żaden nie przetrwał do dnia dzisiejszego, pozostaje nam więc je rekonstruować na podstawie zapisków w prasie czy osobistych notatek tych, co je widzieli. Dzięki temu między innymi wiemy, że filmy zostały oparte o musical z 1902 roku, jak również o materiały z pozostałych wydanych wówczas powieści.

Poniżej możecie obejrzeć odzyskanego The Wonderful Wizard of Oz z 1910 roku.

Nawet jeśli filmy od Selig Polyscope nie przyniosły Baumowi zysków, na pewno przyczyniły się do wzmocnienia pozycji samego Czarnoksiężnika w wyobraźni odbiorców kultury. A także podsunęły autorowi kolejny pomysł. W 1914 roku, po przeprowadzce do Hollywood, założył Oz Film Manufacturing Company, niezależne studio, które stawiało sobie za cel stworzenie oferty filmowej skierowanej do dzieci i nie będącej awanturniczym westernem. Największą sławę przyniosły im jednak kolejne filmy o Krainie Oz: The Patchwork Girl of Oz (1914), The Magic Cloak of Oz (1914) oraz His Majesty, the Scarecrow of Oz (1914). Ten ostatni zresztą posłużył mu za podstawę do napisania The Scarecrow of Oz. Samo studio zostało w późniejszym czasie wchłonięte przez Metro Pictures, które z czasem przeobraziło się w Metro-Goldwyn-Mayer.

Na tym etapie Kraina Oz stanowi już złożoną, skomplikowaną strukturę, zamieszkaną przez wielu bohaterów i wiele bohaterek, a także przeróżne stworzenia o magicznej prominencji. Kolejne tworzące ją elementy dokładane były w następnych projektach Bauma; The Scarecrow of Oz nie był jedyną powieścią, która wyrosła z innych, współtworzonych przez autora Czarnoksiężnika… mediów. Do 1919 roku kolejne części historii tej magicznej krainy miewały różne początki: mogły zostać opublikowane jako książki, być musicalami, komiksowymi paskami czy opowiadaniami drukowanymi w prasie. Inną kwestią niezwykle ważną w kontekście transmedialności Oza jest fakt, że większość projektów Bauma nigdy nie było dokładnymi adaptacjami; zawsze dodawał do nich nowy materiał, przyczyniając się do powstania jednego z pierwszych złożonych z wielu mediów tekstu.

Po nitce do kłębka

Kiedy Baum zaczynał pisać Czarnoksiężnika z Krainy Oz, zapewne nie myślał o tym, że ta historia tak bardzo się rozrośnie ani że osiągnie tak wielką popularność. Planując kolejne projekty, nie miał punktu odniesienia, na którym mógłby się wzorować – również w kwestii konstruowania świata czy budowania wielu opowieści rozgrywających się w jednej, wyobrażonej przestrzeni na kanwie wielu mediów, w tym interaktywnych. Dzisiaj pewnie moglibyśmy wymienić kilkadziesiąt podobnych przedsięwzięć, uwzględniających tak dobrze znane środki wyrazu, jak również najnowsze – niedostępne Baumowi. Historia powstawania i kreowania Oz, jednego z pierwszych transmedialnych światów, dziś może być "prababcią" takich artystycznych projektów – ciekawą opowieścią, ale też mogącą sporo nas nauczyć, a być może również nieco wyjaśnić utrzymujący się fenomen Czarnoksiężnika z Krainy Oz, wykraczający poza niesłabnący wpływ ekranizacji z 1939 roku, wyprodukowanej zresztą przez Metro-Goldwyn-Mayer. Historia lubi zataczać koło.


Bibliografia

Wolf, M. J. P. (2013). Building Imaginary Worlds. The Theory and History of Subcreation. Routledge.

Ilustracja wprowadzenia: Koloryzowany kadr z filmu Czarnoksiężnik z Krainy Oz (1939).

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Żmudna sztuka światotwórstwa
Czas na wycieczkę po światach wyobrażonych

Komentarze

string(15) ""

Tiszka
   
Ocena:
+1

O takie teksty na Polterze nic nie robiłam <3 

14-09-2021 23:28
Aesthevizzt
   
Ocena:
+2
Korekta/redakcja zrobila sie sama? :)
14-09-2021 23:58
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

Gdy Baum opublikował pierwszą powieść o Oz w 1990 roku

Eeee... Chyba nie.

 

15-09-2021 08:53
dyskordianin
   
Ocena:
+1

(...) napisał tyle w ciągu zaledwie dekady (...)

Tutaj też chyba nie. :)

15-09-2021 14:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.