» Recenzje » Wojna Córek

Wojna Córek


wersja do druku

Zagłada dom(u) Bragów

Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek

Wojna Córek
W krytycznej recenzji opowiadań ze świata Kruczego Cienia przyznałem się do tego, że nie lubię prequeli, natomiast w tekście poświęconym Czarnemu językowi dziwiłem się, iż Christopher Buelhman zdecydował się na podjęcie wątków poprzedzających losy Kincha, zamiast kontynuować historię łotrzyka. Czy Wojna Córek rozwiała moje wątpliwości co do sensowności tego planu? 

Galva wyrusza na wojnę jako członkini eksperymentalnej jednostki Kruczych Rycerek. Choć żołnierze niekiedy spoglądają na grupę młodych kobiet z pogardą, to nie bardzo chcą otwarcie podzielić się wątpliwościami – wszak niemal setka bojowych ptaków rozmiarów koni zniechęca do burzliwych dyskusji. Ale czy bestie stworzone przez Fulvira, najpotężniejszego żyjącego maga, wystarczą, aby stawić czoła przerażającym goblinom, które pustoszą Ziemie Ludzi? Okaże się w boju. 

Wojna Córek stanowi zdecydowanie lepszy prequel niż wspomniane we wstępie cztery opowiadania Anthony'ego Ryana. Największą zaletą książki Buelhmana jest to, że – w przeciwieństwie do autora Pieśni krwi – miał solidną i spójną historię do opowiedzenia. Czytelnicy po lekturze Czarnego języka wiedzą, iż Galva ma bardzo skomplikowaną przeszłość, nierozerwalnie związaną z losami Ziem Ludzi i wojnami, które się na nich toczyły. To solidny punkt wyjścia z przynajmniej dwóch powodów: wiąże się z absolutnie kluczową bohaterką pierwszej powieści oraz pozwala pokazać świat w zdecydowanie innym stanie, niż tam. Mimo że recenzowany tekst mocno cierpi na byciu prequelem, o czym później, to trudno mówić tu o prostej powtarzalności: opowieść o Kinchu była fantasy mrocznym, ale jednak łotrzykowskim, więc niekiedy zabawnym, w założeniach psotnym; w Wojnie Córek następuje z kolei wyraźne przesunięcie akcentów. 

Przede wszystkim: to powieść wojenna pełną gębą. Komizm jako taki właściwie znika, a bohaterom nie zdarzają się zabawne pomyłki – każdy błąd niesie tragiczne konsekwencje. Jeśli postaci się uśmiechają, to co najwyżej w reakcji na kąśliwy i każdorazowo fatalistyczny sarkazm. Akcja to ciąg kolejnych marszów, ćwiczeń i potyczek, które przerywane są dyskusjami na temat problemów z zaopatrzeniem oraz próbami oszukania głodu. Można by się pokusić o stwierdzenie, że Czarny język i Wojna Córek mają się do siebie jak Kinch do Galvy: ich losy toczą się równolegle, ale ten pierwszy, choć gotowy mordować i mający całe mnóstwo problemów, kryje w sobie pewną lekkość; ta druga to pozbawiona złudzeń weteranka, która w każdej sytuacji znajdzie powód do zmartwień, a na sumieniu ma tyle istnień, że wystarczyłoby na średniej wielkości cmentarz. W tym tekście brudu, krwi i przemocy nie zabraknie nawet największym fanom grimdarku. 

Podstawy problemem książki jest to, że historia – choć, jak zaznaczyłem, spójna i logicznie wpisana w ramy stworzone w Czarnym języku – nie fascynuje; bywa ciekawa, ale nigdy nie wywołuje nieodpartej ochoty przewrócenia kolejnej strony. Buelhman po prostu nie znalazł rozwiązania największego problemu prequeli: czym zaintrygować czytelnika, który z góry zna zakończenie (a często także wiele elementów drogi ku temu zakończeniu prowadzącej), kiedy tworzy się szeroko pojętą literaturę przygodową, a więc w dużej mierze opartą o zagadki związane z kolejnymi wydarzeniami? Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor w poprzednim tekście zdradził zbyt wiele tajemnic związanych z przeszłością Galvy: odbiorca zna i losy jej rodziny, i towarzyszy jej broni (w tym obu kruków), a także przebieg całej wojny, w związku z czym nie tyle nerwowo wypatruje czyhających na nich niebezpieczeństw, co czeka na nieuniknione. Jest tu trochę nieźle zarysowanych bohaterów (szczególnie bracia protagonistki), jest dosłownie odrobina światotwórstwa (które ani po pierwszej powieści, ani po prequelu nie robi szczególnego wrażenia), ale naprawdę trudno pozbyć się wrażenia, że Buehlman tylko odhacza kolejne punkty z planu przedstawionego mimochodem w Czarnym języku. 

Wojnie Córek z pewnością skorzystałaby na pogłębieniu perspektywy Galvy, z którą spędzamy niemalże cały czas (pierwszoosobowa narracja z rzadka przerywana jest listami jej młodszego brata, Amiela). Problem w tym, że w tym wypadku nie mamy do czynienia nawet z klasyczną campbellowską podróżą bohatera. Protagonistka od właściwie pierwszej sceny pozbawiona jest złudzeń co do otaczającej ją rzeczywistości i, jak wiemy z lektury Czarnego języka, taką samą pozostanie nie tyle nawet do końca wojny, lecz przez wiele kolejnych lat. Buehlman chyba zbyt poważnie potraktował założenia grimdarku i bał się pokazać swoją bohaterkę jako naiwną – choćby w części – rekrutkę; choć pierwsza prawdziwa walka Galvy dopiero nadchodzi, to ta od pierwszej strony zdaje się zimną wiaruską. Później pojawiają się pewne elementy inicjacyjne, związane przede wszystkim z jej uczuciem do Mireyi, ale nie mają one w sobie wystarczająco dużo światła, aby rozjaśnić cały ten mrok. Paradoksalnie, odbiera to też moc momentom najstraszniejszym, bo dystans protagonistki wypłaszcza wszystko do szarego, przygnębiającego standardu, a są tu przecież sceny, których potencjał trudno przecenić, bo, mówiąc wprost, umierają prawie wszyscy najbliżsi głównej bohaterki – i jest to czytelnikowi pokazywane mniej lub bardziej bezpośrednio. 

Powracając do postawionego we wstępie pytania, czy Wojna Córek rozwiała moje wątpliwości co do zdecydowanej większości prequeli: cóż, mówiąc zupełnie wprost – nie. To przyzwoita powieść, która z pewnością spodoba się miłośnikom brudnych wojennych historii, ale ci na brak lektur raczej nie narzekają, wszak Erikson czy Cook to pisarze bardzo płodni. Problem w tym, że niewiele wnosi do świata Czarnego języka – historię Galvy w kontekście tytułowego konfliktu czytelnik już zna, a płytki, nieszczególnie interesujący świat rozwija się w tym tekście tylko nieznacznie. Powtórzę więc: wolałbym poznać dalsze losy Kincha i dowiedzieć się więcej o Gildii Poborców trzęsącej Ziemiami Ludzi, bo to zdecydowanie najciekawszy motyw tego uniwersum. Wojny, które kształtowały je przez ostatnie lata, mogłyby pozostać elementem tła. 

6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wojna córek
Autor: Christopher Buehlman
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawca: Mag
Data wydania: 24 kwietnia 2026
Liczba stron: 416
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68240-72-6
Cena: 59 zł



Czytaj również

Czarny język
Księżniczki, złodzieje i gobliny
- recenzja
Czarny Język
Trudny jest żywot złodzieja
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.