Wilczy legion - Adam Przechrzta

Autor: Łukasz 'Ludmo' Dymek

Wilczy legion - Adam Przechrzta
Adam Przechrzta, z wykształcenia historyk, literacko zadebiutował opowiadaniem Pierwszy Krok wydanym w Nowej Fantastyce w roku 2006. Dwa lata później ukazała się powieść pod tym samym tytułem, będąca rozwinięciem wspomnianego tekstu. Rok 2009 to czas, w którym światło dzienne ujrzały dwie kolejne książki pisarza: Chorągiew Michała Archanioła oraz Wilczy Legion.

Ta ostatnia książka to zbiór ośmiu opowiadań, które łączy osoba głównego bohatera, Johannesa Krohne, porucznika "Dwójki" (kontrwywiadu II Rzeczypospolitej). Jest to doświadczony w bojach żołnierz, z twarzą oszpeconą bliznami, który dzięki zastosowaniu aparatu odycznego posiada dodatkowo niesamowicie wyczulony węch. Jedyną jego słabością są bez wątpienia kobiety, których wdziękom często nie może się oprzeć. Wykreowana postać kojarzy się z agentem Jamesem Bondem, ewentualnie z naszym rodzimym porucznikiem Borewiczem.

Głównemu bohaterowi towarzyszymy w tajnych operacjach, jak na przykład zlokalizowanie radiostacji nadającej z jednej z wiosek na pograniczu polsko-ukraińskim, w misji polegającej na kontakcie z córką generała Dochtorowa, prowadzącego działalność partyzancką na terytorium Białorusi, jak również podczas śledztwa w sprawie zagadkowych morderstw w "Raju" − znanym i szanowanym burdelu. Niestety, Krohne nie jest postacią, która zapada w pamięć (przynajmniej w moim przypadku nie wywołał on większych emocji). Jego przygody są całkiem interesujące, jednak odniosłem wrażenie, że sama kreacja jest nijaka. To kolejny bohater z którym można się utożsamiać, ale według mnie brakuje mu charakterystycznego rysu, dzięki któremu wybijałby się na tle innych postaci-agentów.

Akcja opowiadań rozgrywa się u schyłku okresu międzywojennego − widać już pierwsze czarne chmury zbierające się nad Rzeczypospolitą, a konflikt międzynarodowy zbliża się wielkimi krokami. Początkowo wydaje się, że jest to historia jakich wiele, ale świat wykreowany przez Przechrztę różni się jednym zasadniczym szczegółem: w użyciu są tak zwane aparaty odyczne, które potrafią wzmocnić u człowieka niektóre cechy (u Krohnego jest to węch) czy chociażby przedłużyć życie. Równie dobrze mogą służyć jako kolejna broń, służąca do eksterminacji przeciwnika. Po lekturze kilku pierwszych historyjek pomysł z wykorzystaniem energii odycznej uważałem za całkiem ciekawy, jednak wraz ze zbliżającym się końcem książki czułem coraz większy niedosyt.

Muszę przyznać, że początkowe opowiadania nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia. Czytało mi się je wyjątkowo ciężko i zupełnie nie potrafiły wciągnąć mnie w wykreowany przez autora świat. Na szczęście każda kolejna historia sprawiała, że coraz lepiej odnajdowałem się w międzywojennych realiach, dzięki czemu złe wrażenie zostało prawie zupełnie zatarte − na drodze do pełnej rehabilitacji stanęło niestety popsute zakończenie. Nie podobało mi się głownie dlatego, że o ile energia odyczna była początkowo jedynie dodatkiem, o tyle wysunięcie jej na pierwszy plan było według mnie błędem. Być może autor chciał pokazać, czym może grozić złe wykorzystanie zdobyczy techniki, jednak forma tego przesłania zupełnie do mnie nie trafiła.

Wielką zaletą są natomiast liczne historyczne ciekawostki, jakimi raczy nas Przechrzta. Fragmenty autentycznych wypowiedzi Józefa Piłsudskiego wplecione w tekst czy odniesienia do istniejących miejsc dodają opowiadaniom smaczku. Czuje się, że autor nie poszedł na łatwiznę i zrobił porządny research. Skądinąd nie powinno to nikogo dziwić, gdyż Przechrzta jest doktorem nauk humanistycznych i szperanie w materiałach źródłowych ma zapewne opanowane do perfekcji.

Wilczy Legion nie jest książką, która będzie zaliczana do kanonu polskiej fantastyki. Ma wiele ciekawych momentów, jednak całość nie wyróżnia się zbytnio na tle innych pozycji. Jednakże jeśli oceniać ją tylko w kategoriach sensacyjno-kryminalnych, wówczas idealnie nadaje się na dobrą odskocznię od trosk dnia codziennego.